Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 10 min czytania

Jezioro i Związek Babć Szlachetnych cd.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

3. W pewnej wsi, zwanej Uroczą, stoi dom. Niby zwyczajny jak inne, brązowy, z jego czterech okien wyglądają kwiatki: czerwone, żółte i błękitne, drzwi duże, ciężkie, a ich skrzypienie słychać nawet, gdy nikt ich nie rusza. Jak się je otworzy widać, duży ozdobny kominek. Kiedy płonie w nim ogień, jak dziś, krasnale i elfy ustawiają się po dwóch stronach, na baczność, i strzegą płomienia, na tę chwilę przestają toczyć ze sobą wojny. Ten właśnie budynek został wybrany na zebrania babć szlachetnych. Dziś właśnie takie miało się odbyć, a była to godzina piąta nad ranem. Pierwsza wkroczyła babcia Leonida ze swoją zielonkawą papużką, obie rozejrzały się podejrzliwie i zasiadły na dywanie po turecku. Babcia wyciągnęła z torebki parasol i przyjrzała mu się uważnie. Był tak zwyczajnie czarny. W tym momencie zaskrzypiały drzwi i weszła babcia Katarzyna: - O, Leonido, już jesteś. Co u Ciebie? Zdrowie dopisuje? - Dziękuję u mnie wspaniale, a Ty, Kaśka, jak się miewasz? - Słyszałaś o zatrzymaniu czasu? - Pewnie, że słyszałam, jeszcze nie jestem głucha. Ciekawe, co to może oznaczać? - Trzecie od czterech lat. Sprawa wygląda podejrzanie. - Wszystko dla Ciebie jest podejrzane, droga Katarzyno! - Ależ skąd... W tym momencie z kieszeni Kasi wyskoczyła żaba. - A mnie to nie przedstawisz? Jestem Bartłomiej Cebula. - Ile razy mam ci powtarzać, że żaby nie mówią. - Och, niech mi pani wybaczy, ale żaby mają bardzo słabą pamięć. - Same z nim problemy, niech tylko droga Leonida spojrzy. - Z kim są same problemy? – zapytał Bartłomiej - Z Tobą przyjacielu! - Ze mną? Nie usłyszał jednak odpowiedzi, bo jakaś, pachnąca kremem cytrynowym, ręka wrzuciła go do kieszeni. Znowu drzwi się otworzyły i weszła babcia Krystyna, ze swoimi długimi, czarnymi włosami, przeplatanymi siwymi pasemkami. Towarzyszył jej ogromny paw, imieniem Felicjan. Krysia nie widziała świata poza swoim zwierzęciem. Więc zamiast przywitać się z zebranymi rzekła - Felicjanie, Felicjanie, co zjesz dzisiaj na śniadanie? - Czy droga Krystyna nie zechce się z nami przywitać? – spytały Kasia i Leonida. - Słyszę jakieś dziwne odgłosy, ty też Felicjanie? Paw jak zwykle milczał. - Ach to wy, drogie przyjaciółki, to mój paw Felicjan. Poznajcie się. - Ależ my go znamy, dałyśmy go przecież Krysi na imieniny… Kasia nie zdążyła dokończyć, bo babcia Krystyna rzuciła się w klęczkach na ziemię. - Ach dziękuję wam, nigdy nie zapomnę, co dla mnie zrobiłyście, odmieniłyście zupełnie moje życie, jesteście wspaniałe, lepsze nawet od mojej siostry, która dała mi na urodziny tylko ogródek dla niego. - Ale niech droga Krystyna przed nami nie klęczy. Słyszała droga Krystyna o tym, że zatrzymał się czas? - Miałam ważniejsze zmartwienia na głowie, skończyła się ulubiona karma dla mojego maleństwa – cytrynowo-ziołowa, z dodatkiem zmielonych orzechów poznańskich, a wszystkie sklepy były pozamykane, mimo że dzisiaj nie niedziela A w dodatku, jak kogoś spotkałam, to był tak zamyślony, że w ogóle nie słyszał mojego pytania o karmę dla Felicjana. Chyba ze smutku, że nie wygląda jak mój paw. - Krysiu, to właśnie przez to, że stanął czas. Drzwi się zatrzęsły i weszły dwie pulchne babcie bliźniaczki: Jagoda i Maryla. - Witamy, witamy o zdrowie pytamy. - Jakoś się trzymam. – Westchnęła Babcia Katarzyna. - U mnie wspaniale, chyba w całej Wiśle nie pływa ryba zdrowsza ode mnie. – Oznajmiła rześko Leonida. Babcia Krysia nie usłyszała pytania, gdyż Felicjan ziewnął, pierwszy raz od pięciu minut. - Czas stanął, słyszałyście? Co robimy? Biedni ludzie. Ciekawe, czy to ma jakieś znaczenie, czy po prostu od tak - i kiedy znowu ruszy? Jest jakiś poczęstunek? – Pośpiesznie dowiadywały się Jagoda i Maryla - Zaczniemy poczęstunek jak wszyscy przyjdą. - Myśmy przyniosły paluszki słone, wypieku naszej koleżanki. Nasza koleżanka jest kucharką, gotuje same pyszności! W tym momencie wszyscy usłyszeli leciutkie skrzypnięcie. Weszła ( babcia ) Genowefa. - Witajcie. Babcia Genowefa była piękna, w ogóle nie obchodziło jej to, że jest za stara na taki wygląd. Niejednego wpędzała w kompleksy. Miała długi, czarny warkocz. Włosy jej były często farbowane, ale w ogóle nie ulegały zniszczeniu. A co najgorsze, na jej głowie nie było ani jednego siwego włoska, tak dobrze i równo nakładała farbę, zaś jej włosom do siwienia się nie spieszyło. Ubrana była we własnoręcznie szyty sweterek w motyle i długą brązową spódnicę. Miała żółty kapelusik, przyozdobiony kwiatuszkami. Powiesiła go na wieszaku. Usiadła po turecku, zaś koło jej stóp wiernie położył się czarny kot, imieniem Cezary. - Masz nowego kota? - Nie, tylko mój bratanek znowu go przemalował. - Och, nasz braciszek też próbował przemalować nasze szczury, ale wtedy wylałyśmy na niego zieloną farbę. Wyglądał jak

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Jezioro i Związek Babć Szlachetnych cd.2 — czytnik · opowiadania