Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 8 min czytania

Jezioro i Związek Babć Szlachetnych cd.3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

5. Drzwiczki się rozwierają. Coś czarnego wysuwa się z szafy. Słychać przerażające władcze chrząkanie, zapach zgnilizny. Jakieś rozczochrane stworzenie wynurza się z szafy. Tak to musi być ona – przywódczyni. Niestety, babcie szlachetne mają przykry nawyk z młodości, kiedy nie były jeszcze szlachetne, i odruchowo na widok babci Hermenegildy – zaczynają piszczeć, uciekać, krzyczeć i wykonywać tym podobne histeryczne ruchy. Babcia Eleonora, która niedawno uzyskała sędziwy wiek lat stu osiemdziesięciu pięciu ( co nawet w tym szlachetnym zgromadzeniu uważa się za cud), nieomal dostałaby zawału, ale na szczęście była ślepa i głucha. Uśmiechnęła się więc tylko życzliwie i przypomniała, żeby Marlena ( jej czternastoletnia wnuczka) kupiła ziemniaki. Babcia Hermenegilda natomiast rozsiadła się jak kwoka i zaczęła kwękać, jak nakazuje tradycja wszystkim wielkim, polskim osobistościom. - Spotykamy się tu po raz dwutysięczny pięćdziesiąty szósty. I co do tej pory udało nam się osiągnąć? Lepiej nie wspominać. Słyszałam plotki, że czas stanął. Czy to prawda? - Tak, czcigodna babciu Hermenegildo. Jak to możliwe, że babcia nie ma co do tego stu procentowej pewności, chyba babcia musiała to zauważyć? – Dowiadywała się Babcia Leonida. - Od trzech dni siedzę w tej szafie, to jak mogłam coś zauważyć? - Przecież spotkanie odbywa się dopiero dzisiaj! Czym Hermenegildo się żywiłaś? - Coś zawsze się znajdzie. - Na przykład? - Czy na pewno chcesz znać odpowiedź na to pytanie? - Nie! Nie chciej! – Zaczęły błagać Leonidę inne babcie. Leonida na szczęście była dobroduszna i przestała zaspokajać swoją ciekawość. Zajęła się przyglądaniu wyczynom Angeliki, która ustawiała paluszki słone, od największego do najmniejszego, pilnując, aby na każdym było po tyle samo ziarenek soli. Babcia Angelika pochodziła ze słynnej rodziny Monk. Kiedyś miała zadziwiająco długie włosy, których wszyscy jej zazdrościli. Biedaczka musiała je jednak obciąć, gdyż zaczęły nierówno siwieć. - Przejdźmy jednak do rzeczy, bo to chyba ważniejsze od tego, co jadłam w zeszłym roku (do tego doszła rozmowa). – powiedziała Hermenegilda – Czas stanął. Co wy na to, moje drogie? - I cóż z tym faktem można zrobić? – Spytały bliźniaczki ( Jagoda i Maryla ). - Oo! możliwości jest dużo. - ?????? (czyt. na przykład?) - Proponuję jechać na Górę Kasjopea, gdzie czas płynie własnym tempem. - Po co te całe kombinacje z czasem itp., miałyśmy założyć zespół muzyczny. - A co ważniejsze? przywrócenie czasu czy zespół muzyczny? - Ale takie podróże są bardzo niebezpieczne. Lepiej zostańmy i podlewajmy kwiatki w ogródku, żeby nie zwiędły, bo jak ten czas stanął, to moja wnuczka nie może ich podlewać. – zaproponowała Babcia Flora. - Ale kwiatki w takim razie też nie rosną!! – dokonała odkrycia babcia Katarzyna. - Ja się boję!– …… ( żadna babcia nie przyznała się do tych słów). - Przestańcie tchórzyć! Chcecie tutaj siedzieć na wieki, na zmianę starzeć się i tetryczeć? - Ja wszędzie pójdę, byleby mojemu pięknemu Felicjanowi nic się nie stało. - Nie bój się tak o niego. Wyobraź sobie, że twój paw to dzielny rycerz, a ty jesteś piękną księżniczką, której wiernie broni. – przekonywały Jagoda i Maryla. - Nie, on jest moim małym synkiem, a ja jestem jego mamą. – odparła babcia i spojrzała opiekuńczo na swojego „ małego synka”, który odwzajemnił jej to zjedzeniem dwóch paluszków słonych. Wzbudziło to rozpacz Angeliki, gdyż zwierz zjadł je ze środka. - Nie rozpaczaj, nie rozpaczaj Angelo, nie pierwszy i nie ostatni raz ktoś nie po kolei zjadł paluszki. Babcia Hermenegilda wstała, poprawiła…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Jezioro i Związek Babć Szlachetnych cd.3 — czytnik · opowiadania