Muzyka · 5 min czytania
Jimi
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ten dzień od samego rana nie wyróżniał się niczym szczególnym. Rano mama obudziła mnie krzykiem ,,A ty jeszcze, kurde, śpisz?'', wstałem, trochę zjadłem, trochę zostawiłem i pojechaliśmy do szkoły. W szkole – jak to w szkole. Nuda, poza tym, że ganialiśmy wyimaginowanych Niemców drewnianymi maczugami (w rzeczywistości były to uschnięte kijaszki) i dostaliśmy burę od pani nauczycielki za używanie wyrazu 'cipka' w stosunku do naszego kolegi. Słowem – norma. Gdy po lekcjach siostra odprowadzała mnie do domu, nawet przez myśl nie przeszło mi, że dziś wieczorem będę już zupełnie innym człowiekiem, że cała moja tożsamość, budowana przez te 12 lat mojego krótkiego życia, upadnie i rozsypie się niczym domek z kart, a na jej miejscu zbudowany zostanie solidny fundament pod charakter o zupełnie innym systemie wartości. Ale nie uprzedzajmy faktów.
Pomiędzy 17 a 19 w domu zawsze panował spokój. Mama jechała uprawiać jogę, siostra wychodziła bajerować chłopaków, a w domu zostawałem tylko ja i mój tata. Nie rozmawialiśmy nigdy za dużo. To był czas, który każdy z nas poświęcał sobie. Wtedy mój tata siadał wygodnie w fotelu, włączał którąś z tych wielkich czarnych płyt i pogrążał się w czytaniu gazet. Ja natomiast najczęściej sklejałem modele, malowałem te, które już udało mi się skleić lub po prostu patrzyłem się w nie, wyobrażając sobie siebie jako dowódce czołgu Churchill lub pilota wojskowego śmigłowca Apache. Tego dnia, jako że nie miałem pieniędzy na nowy model po prostu siedziałem, gapiłem się w pomalowanego Apache'a i... nie robiłem nic. Jednak coś było nie tak. Coś wywoływało u mnie pewnego rodzaju niepokój, coś nie pozwalało mi skupić się na stojących przede mną modelach. Była to muzyka. Zamknąłem oczy. Powoli traciłem kontakt z rzeczywistością. Jakiś człowiek śpiewał, a raczej mamrotał coś do mikrofonu. W tle – chaos. Hipnotyzował mnie. Odpłynąłem. Czułem się jakby tłumaczył mi coś, czego nigdy nie będę w stanie pojąć. Jednak to nie ten głos wywoływał u mnie taką fascynację. Była to gitara. Była to brudna, brzydko brzmiąca gitara. Wydobywane z niej dźwięki były przedłużeniem wątku, uzupełnieniem frazy, dodaniem wykrzyknika na końcu…