Romans · 8 min czytania
Joanna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wszedł do pokoju i spojrzał na leżącą na biurku fotografię. Obudziły się w nim miłe wspomnienia. Jak dawno już jej nie widział. Minęły wieki od ich ostatniego spotkania. Takie przynajmniej odczuwał wrażenie. Zostało mu tylko to. Nędzna przedtem i nic nie znacząca fotka dawała mu teraz jedyne chwile radości w ponurym życiu, jakie prowadził. Mieszkał z kilkoma kompanami na poznańskich przedmieściach w jednym z pokojów wynajmowanych na stancji. Pracował w firmie na pół etatu, bo zostały mu jeszcze dwa lata studiów, a powrotu do domu sobie nie wyobrażał. Po tym, jak powiedział rodzicom, że zamierza dalej się kształcić. I po ich gwałtownej reakcji: szloch matki, grzmoty ojca i nadmierne zdziwienie swojej małej Martusi. Przedtem mieszkał z nimi w gospodarstwie. Czuł jednak, że nie pasuje do tej roli. Jego ojciec zawsze pragnął, aby syn przejął po nim gospodarkę, a teraz nagle zachciało mu się być filozofem. Wolał o tym nie myśleć. Te czasy miał już za sobą. Teraz jednak stracił ostatnią życzliwą mu osobę. Kto wie, może nawet najważniejszą. Gdy spojrzał na zdjęcie, wszystkie wspólnie spędzone chwile wydawały mu się tak odległe. Nie mógł uwierzyć, że minęły dopiero dwa tygodnie. Nie wierzył, że tęsknota za Joanną będzie mu tak żarliwie doskwierać. Nie chciał, żeby tak mu na niej zależało, nie chciał się z tym zmierzać. Nie miał siły i odwagi, aby przyznać się otwarcie, że te wspólne wieczory przy kominku sprawiały mu niewypowiedzianą radość i były dla niego czymś więcej niż tylko miłą, służbową pogawędką. Ona też o tym wiedziała. Dlatego nie chciała myśleć o końcu wakacji, bo było jej tak przyjemnie. Od razu zgadła, że to będzie ciekawa znajomość. Obserwowała go, gdy wraz z małą grupką rówieśników przyjechał na Mazury. Spodobał jej się, taki niepewny, jakby żył nie w tym miejscu i nie w tym czasie. Zaprzyjaźnili się i z czasem poznawali coraz lepiej. Ale czas wakacji minął bardzo szybko i niestety musieli się rozstać. Michał usiadł na rozklekotanej kanapie i wziął w ręce zdjęcie. Zaczął się przyglądać, aby nasycić się na nowo wspomnieniami. Lubił marzyć. Ale teraz nie miał nastroju. Nie chciał wyprowadzać się z marzeń w chwili, gdy miał iść do biura. Odstawił ramkę na półkę, z której podniósł się kurz, i podszedł do drzwi. Nie mógł jednak oderwać od niej wzroku. Stał tam i wpatrywał się w swoją Asię, jak w bóstwo. Najlepiej zapamiętał fioletową apaszkę ze srebrnym motywem, którą ciągle nosiła. Wreszcie otworzył na oścież drzwi, by pochwycić trochę powietrza. Oddychał ciężko, jakby w gardle tkwił mu jakiś kamień. Westchnął, po chwili przekręcił kluczyk i wolno powlókł się korytarzem do wyjścia. Mocne, jeszcze letnie słońce świeciło mu przyjemnie w twarz, ale tego nie zauważał. Był całkowicie pochłonięty marzeniami i w tej chwili właśnie szybował gdzieś w okolicach naszej galaktyki nie zważając na ludzi przypatrujących mu się z dziwnym uśmiechem. Doszedł do lśniącego budynku, zerknął przez oszklone drzwi, po czym wgramolił się do środka. Od razu czekała go inspekcja w jego biurze, gdyż ostatnimi czasy nie wywiązywał się z przydzielonych mu zadań. Nikt nie wiedział, co mu się stało, bo zawsze był sumiennym pracownikiem, nawet jak na pół etatu. On tymczasem rozejrzał się, próbując ogarnąć swój rewir. Dobrze, że szefa jeszcze nie było. W czasie pracy było dużo biegania, przyjmowania i odbierania zamówień (była to firma ubezpieczeniowa), dlatego pełen energii dwudziestolatek okazał się niezastąpiony. Bywał często rozkojarzony, co można uznać za ewentualną wadę, ale jego wydajność pokrywała tymczasową…