Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 5 min czytania

Joanna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Patrzyli na siebie w milczeniu. Nie mógł uwierzyć, że wróciła. Tak długo na nią czekał. Już dawno stracił nadzieję, że kiedykolwiek jeszcze ją zobaczy. A tu proszę. Stoi w jego drzwiach. Piękna jak zawsze. Uśmiechnięta, czarująca i delikatna. Jak zawsze. Ja nadal ją kocham - pomyślał. - po tylu latach... Wiktor nie należał do sentymentalnych mężczyzn, ale tego dnia, w tej chwili, nawet on musiał przyznać w duchu, że stara miłość nie umiera nigdy. Otworzył szerzej drzwi i odsunął się lekko. - Wejdź - powiedział. Bez słowa przekroczyła próg i udała się wprost do salonu. Usiadła przy pianinie. Powoli starła kurz z klawiszy, mrucząc coś pod nosem. Spojrzała w jego stronę. Zobaczył w jej jasnoniebieskich oczach coś, co nie pasowało do niej, coś czego nigdy wcześniej nie widział. Nie u niej. Zobaczył... smutek. Zaczęła grać... Świat jakby zamilkł. Do pokoju przestał docierać gwar ulicy. Dźwięki rozpływały się w przestrzeni. Byli sami. On, ona i muzyka. Wszystko inne przestało nagle istnieć. Wiktor usiadł na podłodze, oparł się plecami o ścianę i zamknął oczy.

Wiał silny wiatr. Zobaczył morze, plażę i Joannę spacerującą po kostki w wodzie, pomimo tak paskudnej pogody. Podeszła kawałek i uśmiechnęła się do niego. On nie potrafił odwzajemnić tego uśmiechu. Wyciągnął z torby aparat i zrobił zdjęcie. Pokiwała głową i odeszła w stronę klifu na końcu plaży. Odprowadził ją wzrokiem. Czuł niepokój, ale nie chciał jej przeszkadzać.

Grała dalej. Chopin - pomyślał. - Ze wszystkich utworów wybrała akurat to preludium. Dlaczego? Nieświadomie zaczął płakać. Nigdy tego nie robił. Nie w jej obecności. Nie wstydził się łez, ale uważał je za ostateczność. Podniósł się i podszedł do pianina. Przyjrzał się jej złotym włosom, które ciężkimi lokami opadały na kształtne ramiona. Jej drobnym dłoniom, jasnej, perłowej skórze. Ustom, delikatnie podkreślonym różową pomadką. Za oknem zaczął padać deszcz. Targany wiatrem liść przylepił się do szyby. Była jesień, a ona miała na sobie białą zwiewną sukienkę w czerwone maki i słomkowy kapelusz. Jej bose stopy płynnie i z lekką pieszczotą dotykały pedałów pianina. Nie mógł opanować łez. Przestała grać. Podeszła do niego i wtuliła się w jego ramiona. - Preludium e-moll op.28 nr 4 - powiedziała patrząc mu prosto w oczy i prawą dłonią przeczesując włosy. - Wiem.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Joanna — czytnik · opowiadania