Fantasy · 19 min czytania
Joel cz II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
CZ II Podróżowali lasem skąpanym w zupełnej ciemności, kierując się na południe w kierunku wybrzeża , w najlepszym wypadku mieli dwa tygodnie podróży , aby znaleźć cię w bezpiecznym miejscu . Otaczający las wydawał się być nieprzenikniony ,korony drzew blokowały wątłe światło co czyniło ich ścieżkę jeszcze bardziej niewyraźną .Pogrążony był w dziwnym letargu ,rozmyślał o ostatnich wydarzeniach i o tym jak blisko był śmierci .Po wydarzeniach z wioski wiedział już że źle postąpił zaciągając się do wojska bez pozwolenia ojca ,zmarnował tylko dwa lata swojego życia .Gdy zaciągał się jako czternastoletni chłopiec myślał że to będzie świetna przygoda ,jednak życie zweryfikowało jego marzenia. Podpisując kontrakt złamał serce swojego ojca który miał co do niego inne plany ,a swoje życie zmienił w podła wegetację która niczego do jego życia nie wniosła .Z rozmyślań wyrwał go głuchy odgłos, obejrzał się wstecz jeden z ocalałych spadł z konia i leżał rozciągnięty na plecach – Stójcie panowie – krzyknął Sarik a reszta z rezygnacją zatrzymała swoje konie i odwróciła się obserwując poczynania Sarika. Ten zsiadł z konia i podszedł do leżącego, miał on na imię Ulmer pochodził z którejś z południowych prowincji na kontynencie, był to młody chłopak w jego wieku o pokaźnej posturze , czarnych włosach brązowych oczach o lekko ciemniejszym odcieniu skóry .Sarik podał mu bukłak z wodą , jednak ten nie przyjął wody .Jedynie zaczął coś po cichu szeptać Sarikowi .Po krótkiej chwili podał mu małe zawiniątko , wymienili jeszcze kilka słów po czym Sarik pomógł wstać Ulmerowi i usiąść przy najbliższym drzewie . Było to naprawdę potężne drzewo , górowało nad innymi niczym olbrzym nad człowiekiem . Pod drzewem Ulmer odzyskał spokój ,siedział jakby właśnie skończył ciężki dzień pracy, zadowolony z swoich dokonań . Szepną jeszcze kilka słów Sarikowi po czym wpatrzył się w gwiaździste niebo które w tym miejscu przebijało się przez korony drzew , ruchem ręki nakazał Sarikowi odejść .Ten odszedł złapał lejce konia Ulmera i przywiązał je do swojego sidła , po czym bez słowa wsiadł na konia i ruszył .Inni też długo nad tym nie rozmyślali i ruszyli w dalszą drogę . Ciszę po pewnym czasie przerwał Sarik – Umierał , któryś z tych dzikusów wbił mu w brzuch włócznię , i tak długo wytrzymał – rzekł Nikt więcej nie zadawał pytań .W grupie zapadła cisza , nie było żadnych rozmów ,jedynymi odgłosami były kroki ich wierzchowców oraz odgłosy dochodzące z puszczy . Co jakiś czas zawył samotny wilk ,albo w koronach drzew odezwała się sowa , jednak te dźwięki były naturalne dla tej ogromnej północnej puszczy . Łowcy na kontynencie marzyli o polowaniu w tym lesie , było tu wiele gatunków zwierząt ,które nie występowały na kontynencie . Krążyły prawdziwe legendy o gigantycznych Niedźwiedziach Górskich które rozjuszone zabijały polujących , o wilkach znacznie mądrzejszych niż ich mniejsi bracia z kontynentu ,które nie bały się ognia i w ciemne zimowe dni atakowały ludzkie osady aby wyciągnąć ludzi z domów i pożreć ich na ulicach , jednak w te opowieści można było jeszcze uwierzyć .Ogólnie znaną prawdą było ,że zwierzęta na tej wyspie były większe niż ich odpowiedniki z kontynentu . Lecz krążyły też inne legendy w które nie chciało się wierzyć, lecz w taką noc, podróżując przez ciemny las do uznania ich za prawdę ,człowieka dzieliła wąska granica . Mówiły one o istotach które budziły się w nocy i atakowały podróżujących którzy nie znaleźli schronienia na noc . Nieliczni którzy rzekomo przetrwali takie ataki ,opisywali te istoty jako podobne do ludzi niekiedy nie większe niż kilkuletnie dziecko , jednak z długimi rękoma zakończonymi olbrzymimi pazurami o ostrości która pozwalała przecinać pancerze niczym zwykłe ubrania , o kłach których mógł pozazdrościć wilk, oraz o twarzach zniekształconych niczym po ciężkich torturach . Rzekomi świadkowie mówili o płaczu dziecka dochodzącym z głębi lasu , gdy jednak grupka śmiałków udawała się na poszukiwania płaczącego dziecka zazwyczaj nikt nie wracał ,a ocalali opowiadali później o demonach które rozrywały ludzi na strzępy lub pożerały ich żywcem . Była to jedna z wielu opowieści które można było usłyszeć w przydrożnych zajazdach czy karczmach . Opowiadało się tam o wiedźmach ,widmach , ludziach przypominających stwory , o ludziach panujących nad zwierzętami , o magii która motała nieostrożnych i czyniła z nich szaleńców . Najpopularniejsza legenda głosiła że pewnego dnia zło które skryło się w głębi lasu wychynie poza las i zaleje wybrzeża aby je oczyścić i żeby las powrócił na swoje dawne terytorium ,kiedy to sięgał od morza do morza ,wzdłuż i wszerz . Wiele setek lat temu na tej wyspie istniał ród Ilwoodów , który był na tyle potężny i bogaty aby jego wpływy sięgały aż na kontynent jednak tajemnicza siła w krótkim czasie sprawiła, iż ten ród jak i podlegli im lordowie przestali istnieć . Jedni tłumaczyli to najazdem piratów , inni wojną z którymś z państw miast za zachodnim morzem . Lecz nikt nie wiedział co tak naprawdę się wydarzyło . Dawni mieszkańcy zniknęli , a ich miejsce zajęli ludzie z gór i lasów z którymi teraz toczono wojny o zasoby tej krainy . Jechali bez chwili postoju do samego poranka , dopiero gdy słonce było już wysoko i zdołało przebić mgłę , odważyli się zatrzymać na krótki posiłek. Nikt nie był zbyt rozmowny , wszelkiej jej próby kończyły się na kilku słowach . – Musimy dotrzeć poza granice puszczy , nie mamy co szukać pomocy w wioskach drwali , poza tym nie mamy mapy która miał Szybki John a bez niej znaleźć którą kol wiek z tych osad graniczy z cudem – zaczął rozmowę Hueg najstarszy z nas ,który mimo kilku drobnych ran wyszedł z walki cało . Kilku pokiwało głowami dając swoje poparcie – Do skraju puszczy mamy dwa tygodnie drogi na piechotę a nie mamy ani prowiantu dla nas ani dla koni , jeśli konie padną to miejcie pewność towarzyszę że żywi z tego nie wyjdziemy – Wtrącił się Joel , pomimo swojego wieku był ogólnie szanowany o czym sam wiedział i co często wykorzystywał . Miał tez dar jednania sobie ludzi którzy szli za nim gdyż uważali go za lidera który wie co robi ,wykształcenie które zdobył może nie było imponujące ,ale pośród tej zgrai był wręcz uczony – Co więc proponujesz – zapytał Sarik –Nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji , za nami zapewne idzie już pościg , musimy zyskać jak najwięcej odległości nad pościgiem , paszy dla koni mamy na dwa dni ,przez te dwa dni nasze konie muszą dać z siebie ile tylko mogą , później obawiam się panowie że czeka nas piesza wędrówka, nasza jedyną nadzieją jest że pościg odpuści sobie polowanie lub że natkniemy się na swoich, choć to mało prawdopodobne . Za dwa dni zastanowimy się co dalej ,nie traćmy czasu i ruszajmy dopóki wszyscy mają siły . Inni niechętnie ale przystali na ten pomysł ,chociaż zapewne nie podobała im się perspektywa straty koni . Po krótkiej chwili wszyscy znów byli w sidłach , przeszli w szybki kłus i tak jechali w stronę południa , co kilka mil zwalniali dając koniom odpocząć . Krajobraz wokół nich nieustannie się zmieniał ,raz wjeżdżali na wysokie pagórki z których widać było jak las jest potężny i nieprzebyty , gdzie okiem nie sięgnąć rozciągała się intensywna ciemna zieleń lasów iglastych która wydawał się niczym morze . Innym razem gdy wjeżdżali do dolin , las zamykał się wokół nich dusząc ich w swoim uścisku .W takim to krajobrazie pokonywali mile za milą ,las wydawał się nie mieć końca . Słonce osiągnęło swoje apogeum i wokół zrobiło się przyjemnie ciepło ,zapach sosnowego lasu dobijał się do ich nozdrzy . Gdyby za ich plecami nie czyhał nieprzyjaciel, ktoś mógłby uznać to za przyjemna przejażdżkę po dzikiej i niezbadanej krainie . Lecz oni nie dawali się zwieść tej z pozoru sielankowej podróży niestrudzenie parli na południe
. Słońce zniżyło się ku horyzontowi a niebo zaszło deszczowymi chmurami ,nie czekali długo na pojawienie się pierwszych kropel ,które szybko przeszły w zimny i gęsty deszcz który zdawał się padać w nieskończoność . Wszyscy byli przemoczenia do cna , jeśli atmosfera wewnątrz ich kompani mogła się jeszcze oziębić to właśnie to nastąpiło osiągając temperaturę lodu . Każdy wpatrywał się w kark swojego konia ze spuszczoną głowa ,krajobraz który jeszcze niedawno cieszył oko , teraz powodował rozdrażnienie . I tak zmierzali dalej, aż zmierz przeszedł w noc a noc w poranek podróżowali bez dłuższego postoju , zatrzymali się jedynie dwa razy aby dać resztki paszy swoim koniom po czym bez słowa ruszali w dalszą drogę . Deszcz nie przestawał padać , jeśli można być bardziej przemoczonym to właśnie dobrnęli do kresu , wszystko było tak nasiąknięte wodą że zdawało się ważyć tonę a chłód bijący od przemoczonych ubrań był potęgowany przez mroźny północny wiatr , który jednak tracił na sile w puszczy Chociaż raz ,ten cholerny las okazał się w czymś pożyteczny – pomyślał Joel Po południu drugiego dnia podróży okulał pierwszy koń , nieszczęśnik miał szczęście w nieszczęściu gdyż dosiadł konia uwiązanego dotychczas u siodła Sarika . Właściciel okulałego konia źle zniósł zostawienie swojego wiernego wierzchowca , zdjął z niego całe oporządzenie i cisną pod…