akcja · 7 min czytania
Jönköping
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Wyboista droga zmieniła się równy, surowy asfalt. Las przerzedził się, aż w końcu zniknął, zastąpiły go solidne murowane domy z całkiem dużymi podwórzami i dobrze utrzymanymi bramami ze stalowych prętów, najczęściej pomalowanymi na zielono lub brązowo. Tu i tam zaszczekał ostrzegawczo pies. W większości okien paliły się światła, życie wieczorne toczyło się tu z pewnego rodzaju dostojnością i satysfakcją. Gdy po obu stronach drogi zaczęły wić się najprawdziwsze chodniki, Maks odetchnął z ulgą, ale jednocześnie poczuł się trochę rozczarowany. Od początku tej wyprawy liczył się z tym, że być może przyjdzie mierzyć mu się z brakiem podstawowych zdobyczy cywilizacji, i w głębi ducha zdążył się już na to przygotować. Okazało się jednak, że nie tak łatwo zupełnie uciec od świata doczesnego.
Powrót do jako tako ludzkiego świata okazał się być na tyle gwałtowny, że dopiero teraz Maks w pełni na chłodno pojął swoje położenie, wreszcie bez żadnych zniekształceń uświadomił sobie, że jest już zdany tylko na siebie, i w nawet najmniejszym stopniu nie może być pewny tego, co z nim za chwilę stanie. Nie miał zielonego pojęcia, gdzie choćby przyjdzie mu spędzić najbliższą noc. W kieszeniach trzymał jedynie dwudziestozłotowy papierek i zdjęcie swojej żony, zmarłej ledwie miesiąc wcześniej.
Pochłonięty rozmyślaniami o tym wszystkim, dotarł do niewielkiego skrzyżowania. Otaczały je ze wszystkich czterech stron siatkowe ogrodzenia posesji, z trudem opierające się presji zalegających na nich potężnych kłębów kwitnących bzów. Ich intensywny zapach panoszył się po okolicy.
Maks bez większego namysłu postanowił skręcić w prawo, sekundę później wpadł na jakiegoś człowieka, który stał tuż za narożnikiem ogrodzenia. Tamten krzyknął piskliwie i odskoczył od razu do tyłu. Maks wymamrotał przeprosiny, bardzo chciał iść dalej, lecz jednak zatrzymał się i przyjrzał uważnie nowo poznanemu mieszkańcowi tych ziem. Był to chłopak młodszy od niego o najwyżej kilka lat, raczej przed trzydziestką. Ciemnowłosy i – o ile Maks mógł to w ogóle ocenić – całkiem przystojny, zwłaszcza jego oczy przykuwały uwagę, biła w nich jakaś nieokreślona, głęboka wrażliwość i poczciwość. Stał pod tym ogrodzeniem, zerkając na Maksa z niepewnością, jakby obawiał się, że ten go uderzy.
Część 22 / 2
– Przepraszam – odezwał się w końcu Maks. - Wiesz może, czy jest tu jakiś hotel, albo jakieś pokoje do wynajęcia? Przyjechałem z daleka i zupełnie nie wiem, gdzie się ruszyć.
Nim ów dziwny chłopak odpowiedział na zadane mu pytanie, minęło dobrych kilkanaście sekund.
– Nie..nie...maa.. tu hoo...hoo.tt..elu – wyjąkał z trudem. Uśmiechnął się przepraszająco, chcąc chyba w ten sposób wynagrodzić Maksowi swoją wadę wymowy. Maks odprężył się trochę. Uznał, że może uznać tego chłopaka za swojego sprzymierzeńca. – A w najbliższej okolicy? – Też ...nnnie...nie ma.
Maks nie miał złudzeń – mimo całej sympatii, jaką wzbudzał ten gość, może być bardzo trudno uzyskać od niego jakąś konkretną pomoc. Właściwie to sam mógł mieć jakieś…