Romans · 13 min czytania
Julia i Ja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Nie rozumiem! Ona ma już 16 lat! Powinna znaleźć sobie narzeczonego! A tu proszę! Przecież ona nawet nie chodzi na żadne imprezy! Czy wy nie zauważyliście, że Julia już od dawna jest jakaś dziwna? – Pytali znajomi. Odpowiedź zawsze była podobna: - Tak. Nie raz próbowaliśmy rozmawiać z nią na ten temat, ale sami wiecie jak jest. Nie da się. Ale przecież powinna nareszcie zrozumieć, ze nie wychowa się normalnie, jak inni. Powinna przyjąć do wiadomości, że to właśnie my, dziewczęta z Paradis, nasz pan, nasz Bóg Hope, wyznaczył na posłanki, na osoby, które mają nie tylko dawać przykład innym, ale także żyć jako najszczęśliwsze, najmądrzejsze i najpiękniej... tzn. ładne i dobre osoby, jakich wokół nas mało. – Takie i podobne rozmowy można było usłyszeć coraz częściej. Nawet nie znając dziewczyny, jej rodziców, znajomych, jej życia, można się było domyślić, że jednak najszczęśliwsza na świecie, tak jak zaplanowało to wiele osób, to ona nie jest.
Dziś wspominam to miasto i tych ludzi, a także to…, że ja, tzn. Julia, że tak naprawdę jej problem tkwił w tym, że nikt nie potrafił jej zrozumieć, że i ona nie potrafiła nikomu tego do końca wytłumaczyć. To było jej życie, a jednak niektórzy tak tego nie postrzegali. Nie doceniali w niej tego, że się starała. Że naprawdę chciała nikomu nie sprawiać kłopotu. Chciała żyć zwyczajnie, gdzieś w swoim zakątku. Może nawet żyć i nie zostać zauważoną. Niewielka planeta Paradis jak każdy miała swoją tradycję. Dziewczęta wychowywane były na damy, a chłopcy na dżentelmenów. Nasz Bóg, a raczej Bogini Hope zawsze dbała o nasze szczęście. O to, abyśmy byli otoczeni pokojem, miłością, a także zrozumieniem. W tym przypadku najbardziej przydałoby nam się to ostatnie – zrozumienie. Julia tego potrzebowała, lecz nie wszyscy potrafili jej to okazać. Nawet nie większość wszystkich, ale mniejszość. Miała wielu przyjaciół, ale nie wielu z nich wiedziało o tym, czemu i czego boi się Juli… Jednak do czasu. Bo kiedyś Julka nie wytrzymała. Pamiętam to dokładnie. Siedziała na huśtawce w parku, kiedy nadeszła Darla – jej przyjaciółka. - Hej Julia! – Z radością wykrzyknęła Darla, lecz nie usłyszała odpowiedzi. - Słuchaj Juli, ja widzę, że coś jest nie tak! Co się z Tobą dzieje?! Twoi rodzice i w ogóle wszyscy, martwią się o Ciebie. Nie wiedzą jak z Tobą rozmawiać i najważniejsze, jak Ci pomóc?! - Czego wy wszyscy ode mnie chcecie?! – Niespodziewanie zaczęła Julia. – Wszyscy się mnie czepiają, a tak naprawdę to nie potrafią słuchać. Gdyby, chociaż trochę spróbowali mnie zrozumieć, może dali by mi wreszcie święty spokój! - Julka! Przestań! Kto się ciebie czepia?! Przecież my chcemy ci tylko pomóc! Ale problem w tym, że to ty nie chcesz nas do siebie dopuścić! - Pomóc!? Tak! Jasne! Wy wszyscy jak twierdzicie - chcecie mi pomóc. Ale wiesz Darla! Ja za taką pomoc to wam bardzo dziękuję! Obejdzie się!
Po tych słowach Julia zerwała się z huśtawki i zniknęła z pola widzenia. Biegła, tracąc już dech, lecz w końcu nie dała rady. Dotarła do kolorowej polanki, na którą w dzieciństwie często przyprowadzali ją rodzice. Teraz jednak w jej oczach wydawała się być szara i ponura. Zacisnęła pięści. Łzy napłynęły jej do zielonych oczu, a następnie spływające po policzkach srebrne łezki znikały w otchłani. Jeszcze przed rokiem Julia czuła się jak najszczęśliwsza osoba na świecie. Zakochała się. Jej wybranek, a raczej osoba, która tak jak ona twierdził, ze jest w siódmym niebie – odeszła. Po prostu. Bez pożegnania, bez słowa wyjaśnień, bo niczego więcej nie oczekiwała. On zwyczajnie ja rzucił. Wszyscy mówili, że to zwykłe zauroczenie, że w końcu minie, lecz tylko ona wiedziała i czuła, że to była miłość. Od tamtej pory zmieniła się… Śmiała się rzadko, a jeżeli już to tylko po to by nikt nie pytał:, „Co ci jest?”, „ Co się dzieje?”, „Jak ci pomóc?”. A jednak to właśnie takie pytania słyszała najczęściej. I to było w tym wszystkim najgorsze, że nikt nie próbował jej zrozumieć, zrozumieć tego, co ona przeżywa. Julia zawsze się wyróżniała. Była marzycielką. Często snuła plany w odległych marzeniach o byciu szczęśliwą. - Boję się! – Powtarzała w kółko, ale nie potrafiła wytłumaczyć, czemu, a jak już się na to zbierało to płakała, a to było najgorsze, co teraz mogła robić. Nie powinna pokazywać, że traci siły, a prawda była taka, że tak właśnie się działo… Chciała wszystkim pokazać, jaka jest silna, ale w duchu wiedziała, ze tak nie jest… O tym, co się wydarzyło rok temu, Julia mówiła niewiele, ale zawsze podkreślała, że się zmieniła. Nigdy nie określiła czy zmiana była – na lepsze, czy może na gorsze. Jednak często mówiła o sobie, jak o kimś jej obcym. Mówiła, że jest niezdecydowana, bo tak słyszała od znajomych. Mówiła, że jest fajna, bo tak mówili znajomi, a w rzeczywistości wcale tak nie uważała. Czuła, że nigdy nie zdobędzie się na to by się zakochać, by być z kimś, by być szczęśliwą w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Za każdym razem, kiedy kogoś poznawała, lubiła i czuła, że będzie z tego coś więcej, zaczynała powtarzać i tłumaczyć, że się boi. Teraz już wiem, czego się bała. Czuła niepokój myśląc o tym, że może ją spotkać coś dobrego, a w głębi duszy pragnęła tego z całego serca. Teraz, cała ta historia, to wszystko, co się w jej życiu wydarzyło. Przeleciało jej przed oczami. Widziała, jakie błędy popełniła, lecz nie postrzegała tego na swoją niekorzyść. Wręcz przeciwnie, nadal była zdania, że to ona jest tą biedną, która w tej grze życia została skrzywdzona. Pewnego jednak razu Julka, jakby nowo narodzona odzyskała wiarę w to, że tzw. zła passa minęła. Poznała wspaniałego chłopaka o imieniu Olivier. Od tej pory to on zaprzątał jej myśli i nie pozwalał czuć się samotną. Czuła się jak ktoś wyjątkowy. Początkowo zapomniała o przeszłości, lecz gdy sprawy zaczęły się coraz bardziej rozwijać, znowu się przestraszyła, poczuła, że się boi i, że takie życie jest nie dla niej. Jednak zaczęła o tym mówić. Któregoś dnia, gdy Julia i Olivier zebrali się by jak zwykle pogadać i zabić nudę, stało się coś, czego Juli nie do końca się spodziewała. Nie do końca, ponieważ podejrzewała, że prędzej czy później chłopak ją pocałuje, ale nie myślała, że stanie się to tak szybko. Niestety teraz to ona zraniła jego. Nie dopuściła siebie do tego szczęścia, jakie ją spotkało. Przez kolejne tygodnie Julia zachowywała się jak obłąkana. Mało mówiła. Ponownie jak księżniczka, która użala się nad swoim losem. Zbliżał się Dzień Zakochanych. Dzień, w którym obdarowujemy naszych bliskich prezentami. Dzień św.…