Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 35 min czytania

Julia i jej Demon

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Julia juz nie kocha, kokietuje i kłamie. Szuka czułości i unika samotności. Chociaż jej potrzebuje i po cichu pragnie. Nie chce czekać. Chce dzialać, ale jeszcze nie teraz. Trwa w letargu. Zaraz sie zbudzi w niej prawdziwa natura. To nie jest juz romantyczna Julia, to ja. Człowiek szorstki, twardy, skrywający pod grubym pancerzem swoje najskrytsze myśli, uczucia, pragnienia i marzenia. To trwa. Nie przełamie tego sama. Cierpi odtracajac szczescie, które jest na wyciagniecie dloni, marzy, nuci piosenki, sni a na jawie rozwiewa jak delikatny puch swoje marzenia. Biały puch leci z chmur niczym biała baletnica unoszaca sie na wietrze dzieki swojej lekkosci i zwinnosci wpada do serca goracego chłodzac jego zamiary. Druga, trzecia, czwarta - to juz nie serce to czysty, piekny i zimny lód. Teraz czuje spokój taki, jaki panuje przed burza, gdy nawet mucha nie wywołuje halasu swoim trzepotem przezroczystych skrzydełek. Głosy ludzi ulatuja i znikaja. Wiatr ustaje, drzewa - zielone pale stoja dumnie, prostujac swe nagie ramiona, przystrojone zielonym płaszczem drobnych listeczków. Ptak ustaje w locie - tylko słychac delikatny syk. To pod wpływem upajajacej ciszy, która napawa pieknem nieczułe serce - topnieje lód.Powoli opary rezerwy, wyzszosci, dumy i ambicji ulatuja po to tylko, aby z pierwszym grzmotem uderzyc ze zdwojona sila w trzepoczace z radosci serduszko, podobne do ptaka uwolnionego z klatki, który oddal wolnosc za poczucie bezpieczenstwa. Burza rozpetała sztorm juz nie widzi, zadnego białego masztu nadziei. Pochłoneły go wielkie fale pesymizmu.Niektórzy uwazaja je za piekne w swej zachłannosci i lubuja sie w nich. Strach, którym ich napawa pobudza ich, wyzwala w nich zwierzeta, słabe i bezbronne pod naciskiem niepewnosci. A jednak sami stwarzaja bariery. Brna coraz głebiej i głebiej w swój strach, który jest tesknota za miłoscia, sukcesem.NIE! Za czyms nieuchwytnym, wykraczajacym poza normy ludzkiej egzystencji. Grzmot przywołuje ja do rzeczywistosci. Staje przed oknem troche zlekniona piekna, jakie ja otacza. Moze to dziwne, ale wydaje jej sie, ze wariacje pogody odpowiadaja jej stanowi ducha. Teskni za tym czyms nieznanym.Chce uleciec hen do góry.Biały pas przeszywa czarno granatowe niebo. Ten huk! Przywołuje dzieciece wspomnienia. Teskni. Nagle zrywa sie, jest juz pewna. Chce uleciec hen do złotych gwiazd, podziwiac ich sznury podobne do malenkich koralików zdobiacych szyje zacnych i ohydnych dam, choc z pozoru pieknych. Chce ich dotknac, choc wie, ze sie sparzy. Juz, juz wyciaga reke, aby pochwycic najblizsza, gdy słyszy szum.Odwraca sie gwałtownie, tak to tylko deszcz. Kocha deszcz bardziej niz slonce, bo jest taki jak ona rózny, ale jednak wciaz ten sam.Moze byc ciepły i kojacy utrudzone i zmeczone ciało po ciezkim dniu pracy albo ostry i zimny, kłujacy i napawajacy odraza ludzi uciekajacych przed nim. Najbardziej lubi deszcz cichy, szumiacy o poranku. Stukajacy delikatnie o szyby jej okienka. Zdaje jej sie wtedy, ze kazda mała kropelka to rusałka wodna.Taka mała i słodka, wirujaca delikatnie jak drzacy lisc na wietrze. Ona drzy. Czyzby sie bała- przelatuje jej przez mysl. Nie to tylko złudzenie- sama sie uspokaja. Delikatny stuk niczym pocałunek. Słonce delikatnie i niepewnie wysuwa swa złota twarz zza ciemnej chmury. Teraz dopiero moje rusałki sa piekne - mysli.Takie kolorowe, błyszczace.Chce byc jedna z nich, chocby jej zycie miało ograniczyc sie do ułamka sekundy.Moze wydawac sie to dziwne, ale aby doznac tego uczucia wolnosci, spełnienia, radosci, beztroski, poczucia sie potrzebnym-bycia kropla wody, deszczu - oddałaby własne nieciekawe zycie bez zastanowienia. Słonce juz gosci na niebie.A jej siostrzyczki rusałki odeszły.Teraz ono jest tu władca mitycznym. Błekit nieba - piekny kolor- i ptak szybujacy beztrosko po niebie. Byc ptakiem. Juz frunie wysoko, zagladajac prosto w złociste oczy promykom słonecznym. Jest ich tysiace, nie miliony! Ich zółte twarzyczki usmiechaja sie do niej i składaja na jej nosie, policzkach rozliczne pocałunki. Znów jest człowiekiem- spada, boi sie - nie to nie strach.To mysli ulatujace bezwiednie.Co sie stanie, gdy jej nie bedzie? Czy z serca jej bliskich zniknie z pierwsza para topniejacego sniegu? Koniec. Jest na ziemni, posród zieleni traw, gdzie niegdzie unosi sie wysmukła łodyga zakonczona barwnym kwiatem. Na nim motyl niczym piekna królowa prostuje i składa z wielka gracja swoje skrzydła. Jakby chcial powiedziec „ Patrzcie na mnie i uczcie sie, bo któz ma tyle wdzieku, co ja?” Kłaniaja mu sie pszczoły- usłuzne pracownice, graja dziwna i smutna melodie swierszcze. Gasienica podziwia go myslac, ze za chwile stanie sie podobna do niego. A ona bierny widz, spoglada na to wszystko. Słyszy syk to waz-tak to on. Wiedziała, ze przyjdzie. Prawdziwa gadzina, zeruje i pastwi sie nad nia. Przywołuje jej na mysl znajomych, którzy czekaja na jej bład, kompromitacje. Usłuzni. Zawsze do usług tylko wtedy, gdy czegos potrzebuja. A ona taka głupia - pomaga im zawsze bezinteresownie. Tak tylko dla własnej satysfakcji? Bo przeciez jej serce to tylko mały sopelek zimnego lodu. Ona nic nie czuje- pewnie tak mysla- przelatuje jej przez umysł. Nie wyprowadza ich z błedu, bo i po co? Milczy za kazda odmowa. Nie miala przyjaciół. Tylko kilka dobrych kolezanek, od których sie odwraca powoli.To jej wina, wie o tym dobrze. Potrafi byc dobra znajoma, ale niczym wiecej. Chce, a nie moze- jak to banalnie brzmi- smieje sie w duchu. Dlaczego? Nie wie. Udaje kogos, kim nie jest. Teskni i zostaje zdradzona. Zmija ucieka. Boi sie bliskosci jej oczu. Wie, ze ona potrafi dostrzec w nich wszystko, nie chce byc przejrzana-, ale juz za pózno. Ucieka w popłochu znaczac zygzakowaty slad w trawie. Nadchodzi noc. Ciemna, usłana setkami gwiazd. Pas Oriona-jej szczesliwe gwiazdy. Patrzy w nie idac kreta sciezka, potyka sie, upada. Nie wstaje, lezac lepiej widzi ruch sfery niebieskiej. Mysli. Jest tyle miejsc, które chce zwiedzic. Dosyc! Wstaje. Wraca brzegiem lasu, który ja kusi, zaprasza, aby don weszla. Wchodzi. Porywa ja strasznie zawodzacy wiatr. Widzi setki, nie miliony oczu patrzacych na nia. Do kogo naleza? - Przelatuje mysl lotem błyskawicy. Dziwne konary drzew, powykrzywiane niczym rece kobiety chorej na artretyzm, muskaja delikatnie jej twarz. Siada na czarnej miekkiej poduszce mchu. Czuje sie jak królowa cieni. Nie boi sie oczu tych stworków kryjacych sie za krzakami. Patrzy jak gałezie, niczym ramiona ludzkie, faluja w rytm przenikliwego spiewu wiatru, przerywanego lekkim, cichym, a zarazem donosnym puchaniem sowy. Pojawia sie Demon, zbudowany z jej marzen i snów. Jakze długo na niego czekała. Tyle czasu od ostatniego spotkania mineło. Wyciaga do niego rece, lecz ten znika. Zła, wstaje i brnie dalej w gaszcz cierni kłujacych jej rece. Wydaje jej sie, ze las ja wita, ciernie składaja na jej dłoniach bolesne a zarazem miłe pocałunki. Czuje, ze znalazła swoje miejsce. Idzie dalej, zrywa sie do biegu- czuje, ze demon jest juz blisko, lekka niczym piórko uniesione przez wiatr dociera do strumienia. Zasłuchana w jego cichy szmer, który składa sie w słowa, zapomina o nim, tonie w zapomnieniu. Słucha opowiesci strumyka, jego zalów i nadziei na lepsze jutro. Płacze. Po policzkach spływaja jej słodkie łzy. Jedna, druga, trzecia, całe mnóstwo, zasilaja strumien. Zawarła z nim przymierze. Teraz ona jest jego czescia a on jej .Wstaje, idzie dalej. Juz wie Demona dzis nie znajdzie. Wraca do domu. Musi tam wrócic, choc nie chce! - Rodzina jest najwazniejsza to, czego ona chce jest malo istotne. Kładzie sie do łózka i czeka na sen. Długi i koszmarny. Widzi siebie, swiatła samochodu-nicosc- nie ma jej. Nie zyje. Budzi sie, juz nie krzyczy. Wie, ze co ma byc to sie stanie. Czeka! Juz sie nie moze doczekac! Wie, ze smierc nie boli, zranic moga tylko słowa ludzi towarzyszacych jej przez zycie. Wstaje, myje i ubiera sie i zaczyna kolejny dzien, który jest jej meka. Demon stanał przed nia w oparach rózowej fantazji. Jego muskularne, gładkie i lsniace bynajmniej nie od potu ciało zdawało sie tetnic nieziemskim zyciem takim jak wzburzony ocean. Patrzyła na niego niesmialo, tak jak zwykle delikatnie mruzac oczy, zeslizgujac swoje niebieskie przenikliwe spojrzenie po jego muskulaturze. Badała kazdy jego miesien tak dobrze jej znany, a jednak wciaz cos nowego w nim odnajdywała. Ach znów ogarnia ja to uczucie checi rzucenia sie mu na idealnie zbudowana szyje. Ale to nie mozliwe teraz, dobrze wie o tym, za kazdym razem, gdy tak czyniła, znikał zostawiajac ja sama.To on musiał wykonac pierwszy ruch- zawsze ja zastanawiało, czemu tak musi byc, ale kocha go i godzi sie na to. Ach ta jej niecierpliwa natura. Juz nie moze usiedziec w miejscu, juz czuje jak jej cialo oblatuje gesia skórka rozkoszy. On to widzi, czuje jej stan a jednak nie podchodzi patrzy na jej twarz tak inna od innych twarzy. On samo zło, Pan Ciemnosci, a ona, hmmm nigdy nie była sama dobrocia, choc na poczatku sie starała, ale jej sie nie udawało, wiec sie poddała. Widocznie to sprawa tego magicznego pierwiastka zła, który w niej tkwi odkad pamieta. Moze to własnie, dlatego ja wybrał. Mysli- jej oczy zachodza niebieska mgiełka, staja sie metne takie nieobecne, jej rózane wargi delikatnie rozchylone szepcza cichutko nieznana mu piosenke. Juz dłuzej nie moze jej sie opierac, choc wie, ze niszczy ja bedac blisko niej, nie moze przestac jej kochac a jednak musi. Nigdy nie czuł niczego podobnego. Tego delikatnego łaskotania w okolicy czarnej bryłki, która jest jego serce. Białe piórko na jego czarnym krysztale to zabawne- pomyslal. Jak to mozliwe, ze to ma byc przyszła Pani Ciemnosci? Przeciez ani nie jest tak demonicznie piekna, jak Alexia ani tak niebosko zła jak Euryka. A jednak to ona ma to cos, nieokreslonego, co ciagnie go ku niej jak magnes, coraz silniejszy magnes. Czuje sie przy niej taki bezbronny, maly a gdy jej oczy zachodza ta cudowna nieziemska mgiełka, wie ze moze go zniszczyc a jednak stoi i czeka. Jak baranek. On taki silny a dał sie jej zniewolic! Własnie taka z rozwianym włosem, błekitnymi zamglonymi oczami i rózowymi ustami delikatnie rozchylonymi drzacymi nucacymi jakas piosenke, z dłonmi wyciagnietymi ku niemu, kocha. Juz nie moze biegnie do niej, upada na twarz przed nia. Cóz to! Płyna mu łzy po twarz. Kap, kap taki duzy i potezny demon płacze? Dlaczego? - Pyta go niesmiało, patrzac na niego nieprzytomnie. Julio- szepce podnoszac swoja ogorzała, ciemna twarz, wybacz. Nie rozumiem cóz mam Ci wybaczyc- pyta zdziwiona. Miłosc -szepce przez scisniete z bólu gardło. Miłosci nie mozna wybaczyc- odpycha go, krzyczac. Czuje sie ponizony, bezbronny, ale słucha jej w milczeniu. Mógłby ja zabic a jednak nie moze - to ona musi zdecydowac czy chce byc z nim, jemu tego nie wolno. Jak mozesz prosic o wybaczenie, Ty który nikomu nie wybaczyłes do tej pory. Proszac o wybaczenie wyrzekasz sie miłosci do mnie. Jak mozesz!- Juz nie moze krzyczec. Upada na podłoge, kleczac pochyla sie rytmicznie w tył i w przód. Nie moze zniesc takiego widoku podbiega do niej i obejmuje ja swoimi ogromnymi, muskularnymi ramionami. Jakze mała i krucha mu sie wydaje ciałem, ale jakze wielka duchem. Kochana! Spójrz na mnie - prosze - wyszeptał drzacym z przerazenia głosem prosto w jej odsłoniete ucho. Bał sie jej reakcji. Bał sie, ze znów zacznie krzyczec a co gorsze, ze zacznie płakac. Julia powoli odwróciła do niego swoja zalana łzami twarz. Jej rzesy szybciutko wachlowały jej spłakane policzki, a jemu zdawalo sie, ze słyszy ich trzepot w tej głuchej ciszy, jaka zapadła miedzy nimi. Spojrzała na niego, w jej oczach nie dostrzegł juz ani smutku ani rozpaczy, nie widział tez złosci, zdały mu sie puste, jałowe jak głeboka ton czystego jeziora. Nie mógł nic w nich dojrzec, im wiecej sie starał ujrzec, tym bardziej zdawał sobie sprawe, ze tonie w nich.Czuł jak te błekitne jeziora z odcieniem szarosci odgaduja jego zamiary. Gdy to sobie uswiadomił, spuscił szybko swoje powieki okalone czarnymi niczym smoła rzesami. Julia patrzyła wciaz na niego, czuł jej wzrok na swojej twarzy, jednak bał sie spojrzec na nia. Jej oczy poczatkowo szeroko rozwarte zaczeły sie zwezac, ciemniały pod wpływem jej czarnych mysli. Jak on moze? - Przemkło jej przez mysl, byc taki okrutny. Czemu nie powiedział mi prawdy. Przeciez widze w jego oczach, ze mnie kocha, ale sie boi. Gdyby raz byl zdecydowany. A moze zle widze? Moze to tylko moje fantazje odbijaja sie w jego orzechowych diabelsko przenikliwych i jakze tajemniczych oczach. Chyba to ja w nim najbardziej pociaga. Kocha go. A jednak czuje, ze nie powinna. Jej usta zaczynaja sie rozchylac, spiewa Mój demonie oczy otwórz Spójrz kochanej w twarz Nie lekaj sie słów, co jak Czarne ptaki noca Skradaja sie do serca Powiedz jedno tylko słowo A na wieki bede z Toba Powiedz jedno tylko słowo A wyrzekne sie wszystkiego Powiedz tylko jedno kocham A odpłyna dla mnie niebiosa Zwiaze nas tajemna moc I ogarnie nas Czelusci Królestwa ciemna Na wieki noc……

Nie mógl dłuzej nie patrzec w jej twarz, gdy tak smutno i pieknie spiewała. Jej dłon, biała o delikatnej jak aksamit skórze spoczeła na jego szorstkim policzku. Nie mógł dłuzej udawac obojetnosci. Połozył własna olbrzymia dłon na jej, a druga objał ja w tali. Staneli oboje, ledwo siegała mu szyi. Tak go to rozbawiło, ze usmiechnał sie szatansko. Powoli poczuł jak Julia opuszcza dłon z jego policzka i przesuwa ja na jego muskularna klate. On delikatnie, jak watłego ptaka, trzymał ja by nie uciekła i by nie wyrzadził jej krzywdy przez przypadek. Stali tak w milczeniu, a nad nimi mrugały setki jasnych gwiazd widocznych miedzy koronami wysmukłych drzew. Julia oparła glowe na jego ciele. Chciała chłonac ta energie bijaca z niego, bo wiedziała, ze predko do niej nie przyjdzie, wyczytała to w jego oczach. Za chwile musze ja opuscic- pomyslał, dlaczego to mi sie przydarzyła milosc do ziemianki? Chce czuc jej cieplo cały czas. Jego uscisk zaciesniał sie coraz bardziej i bardziej wokól niej. Czuła, ze Demon przestaje nad soba panowac nad soba. Musiała szybko działac. Demonie- szepneła, a potem juz krzyczała - Demonie! Ocknij sie ze swoich sennych mar. Nie słyszał jej. Uscisk stawał sie coraz mocniejszy i mocniejszy. Nie moge jej stracic- jego wargi zacisneły sie w determinacji. Nie moge! - Powtarzał przez zacisniete zeby. Julia zdołała wspiac sie na palce . Myslała teraz szybko. Zrobi to, mimo ze ma watpliwosci. Teraz albo nigdy. Zdobyła sie na odwage, jej usta dotkneły jego warg. Całujac go czuła jak jego uscisk powoli słabnie. Jakze chciałby by ta chwila trwała wieki, zrozumiał, ze nie panował nad soba i wprowadziło go to w zakłopotanie. Zaczerwienił sie - po raz pierwszy w swoim wiekowym zyciu uswiadomił sobie, ze oblał sie pasem i to przez kobiete! Przez to, ze mógł zrobic jej krzywde! Widziała jego strach przed zdemaskowaniem i jakze dobrze widoczne zaskoczenie z jego własnej reakcji, zal jej go było, ale nie mogła sie powstrzymac od ironii. Nie umiała i nie umie milczec w takich sytuacjach. Ach mój demonie! Ty płoniesz! Bynajmniej nie z goraczki! - Jej perlisty smiech przerwał nocna arie puchaczy. Nie mógł sie nie smiac wraz z nia. Wział ja za reke i poszli razem, waska sciezka, ramie w ramie w lesna gestwine, a wszystkie lesne stworzenia kłaniały im sie w ukryciu. Demonie! Noc za chwilke sie skonczy, znów znikniesz. Kiedy Cie zobacze? - Jej oczy były pełne łez. Poczuł skurcz w okolicy bryłki. Julio wiesz, ze nie moge czesto byc z Toba - obowiazki. Dziela nas swiaty - przeciez wiesz. Demonie jest sposób bym była zawsze z Toba? Wiesz przeciez, ze naleze jedynie do tego swiata ciałem, lecz nie dusza, bo ona zyje tylko dla Ciebie i Toba - cichutko szeptała, nie patrzac mu w oczy. Kocham Cie Demonie. Julio, Kochana Ty mnie kochasz, po raz pierwszy to powiedziałas, na jego twarz wystapił demoniczny usmiech, pełen chytrosci, przebiegłosci, radosci i rozczulajacej miłosci. Objał ja nieoczekiwanie i uniósł w góre, tak, ze swiatło ksiezyca oblało jej postac cudownym blaskiem. Teraz wyglada jak rusałka- pomyslał, z tymi rozwianymi ciemnymi włosami oswietlonymi srebrna poswiata, z tym powalajacym usmiechem i błyszczacymi oczami. Smiała sie. On ja na prawde kocha, nie odrzucił jej. Dał jej nadzieje. Julio jest tylko jeden sposób, bysmy byli na wieki razem, bys nalezała tylko do mojego swiata - rzekł powaznie, stawiajac ja na mchu, który porastał sciezke, na której stali, i przytulajac ja do siebie tak by mógl spojrzec w jej oczy. Jaki? - Zapytała patrzac mu w oczy i z trudem obejmujac go w pasie. Musisz sie zabic. Ale zrozumiem, jesli odmówisz - powiedział, kryjac nadzieje, ze zgodzi sie na to swoim opanowanym głosie. Zabic?! Mam sie zabic by zyc???! Demonie. Jej słowa przerywało łkanie. Nie wiem czy potrafie. Pozwól mi to przemyslec, daj mi chwilke czasu. Przeciez wiesz, ze ja jestem zwiazana z tym swiatem wiezami rodzinnymi, szkoła. Rozumiesz? Prawda? - Pytała błagalnie łkajac. Rozumiem szepnał przytulajac ja. Zawsze bede na Ciebie czekał Kochana. Tulil ja do siebie, gdy gwiazdy zaczeły blednac i ksiezyc gasł. Za chwile musze odejsc, Julio, juz swita. Wiem - odparła smutno. Słonce zaczeło wschodzic. Jakze nienawidze tego złotego blasku- pomyslała, tego momentu, gdy mój ukochany demon odchodzi. Machała mu na pozegnanie, usmiechajac sie, gdy serce jej płakało, na widok jego smutnych, przygaszonych orzechowych oczu i mrocznego, hiobowego usmiechu.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Julia i jej Demon — czytnik · opowiadania