Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 1 godz. 28 min czytania

Jurassic Park: The Island Of Death, Part 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

PROLOG

Dr. Alan Grant był znanym i szanowanym paleontologiem. Uczynił wiele dobrego dla nauki. Przeżył też kilkanaście godzin, w których razem z bliskimi, innym razem z obcymi osobami, walczył o przetrwanie. Jego przeciwnicy byli szybcy, wściekli i żądni jego mięsa. Pomimo tych przeciwności losu, dotrwał sędziwego wieku, umierając z Imieniem Stwórcy na ustach. Wiele z jego teorii na temat prechistorycznych gadów znalazło poparcie wśród najzdolniejszych uczonych, jednak kilka z nich uznano za niedorzeczne bzdury. Najciekawszą teorię również uznano jako te drugie, a odnosiła się ona do inteligencji Dromeozaurów welociraptorów. Ich inteligencji Dr. Alan Grant był naocznym świadkiem, w krwawej walce o przetrwanie na Wyspie Sorna, leżącej w pobliżu Kostaryki. Okazało się, że ów gady porozumiewają się między sobą. Ten fakt sprawia, iż kilkakrotnie przewyższają inteligencję wielorybów, a może nawet naczelnych. Niestety, nikt prócz jego towarzyszy nie uwierzył mu. Nie pozostawił także po sobie potomstwa, które umożliwiałoby poznanie teorii ojca większej rzeszy uczonych. Jedynie te ślady swego istnienia, które po sobie pozostawił, można odnaleźć w zakurzonych oprawach książek, które za czasów swego istnienia pisał z wielką przyjemnością i natchnieniem. Lecz niestety i one powoli zacierają się w umysłach ludzi. Nastała era nowych odkryć, i nowych ludzi. Ci, których dusze powędrowały na niebiosa, mogą jedynie przyglądać się wszystkiemu zza białych, niczym śnieżny puch chmur. To zapewne robi z zaciekawieniem Dr. Alan Grant, którego dusza bez wątpienia okazała się czysta przed Sądem Ostatecznym, i którą Najwyższy posłał do wiecznej krainy życia. Zapewne duszę Grant'a musi rozpierać nieopisana duma, gdy spogląda na swego fana, który z niezwykłym uporem dąży do rozpowszechnienia jego teorii o inteligencji Welociraptorów, i który ponadto jest jednym z najlepszych młodych paleontologów. Tak, młodych jest trafnym słowem, ponieważ największy fan Dr.Grant'a ma zaledwie... 25 lat, a dorobił się już tytułu najlepszego ucznia wydziału Paleontologicznego na Harvardzie. Alan Grant o mało nie ukazał mu się, i nie ostrzegł go przed nadchodzącymi niebezpieczeństawami, o których dowiedział się od samego Stwórcy, i który powstrzymał Alana od swojego planu. A w te niebezpieczeństwa jego zaciekły fan wpakuję się sam, co skończy się dla niego życiowym horrorem.

__________________________________________________________________________________________________________

Chase Sheridan wolnym krokiem przechadzał się po piaszczystym podłożu, podziwiając tutejszą florę, podczas gdy inni świętowali. Był dosyć wysokim, smukłym mężczyzną o niesamowicie niebieskich oczach, niczym głębia oceanu, lśniących, farbowanych blond włosach i przyjazną twarzą, przeważnie o stanowczym wyrazie. Chase mógł - a raczej powinien - świętować wraz z kolegami. Ale nie miał na to ochoty. Był zbyt zmęczony całodniową charówką w pocie czoła. Oczyszczanie kości dinozaurów to bardzo żmudna i wymagająca precyzji w rękach praca. Ale był w niej najlepszy. Przynajmniej w swoim zespole paleontologicznym. Zespół, z którym obecnie przebywał, pod dowództwem Joshuy Smitha z Uniwersytetu Pensylwańskiego, w ogóle do niego nie pasował. Ci ludzie byli o wiele starsi od niego, i najlepsi w swoim fachu. Co prawda Sheridan nie pawał do nich nienawiścią, ale czasem niektórzy z naukowców nabijali się z jego młodego wieku. Młodzieńcowi zbytnio to nie przeszkadzało, lecz była jeszcze jedna rzecz, z której naśmiewali się ci ludzie. Gdy dowiedzieli się kim jest jego idol, jak i o jego rozpowszechnianiu teorii na temat inteligencji Welociraptorów, nie dawali mu spokoju. Tylko Joshua Smith nie nabijał się z jego wiary w ową teorię. Czasami też karcił swych kolegów za słowa wydobuwające się z ich ust, które w pewnych momentach prawie wymykały im się spod kontroli. Ale to za niedługo się skończy: Za kilka dni będzie już mógł siedzieć w śmigłowcu, w drodze do swego rodzinnego miasta, do San Diego. Chase kocha to miasto. Lecz wiąże także z nim kilka przykrych wspomnień. Pewnej nocy, gdy miał zaledwie 8 lat, miał okazję zetknąć się z prawdziwym Tyranozaurem Rexem, który z jego basenu zrobił sobie pijalnię, po czym pożarł jego ukochanego psa. Benjamin, bo tak wtedy brzmiało imię Chase'a, sfotografował głowę mięsożercy. Niestety, to był błąd. Błysk lampy oślepił i rozjuszył bestię, która ciałem staranowała część jego pokoju. Benjamin z matką zdołali na czas umknąć przed Tyranozaurem, lecz bestia prowadzona instynktem ponownie zaatakowała na oślep, raniąc ojca ośmiolatka w nogę, co spowodowało jego upadek z schodów. On i jego matka mieli szczęście, ponieważ bestia zrezygnowała z skosztowania ich mięsa, po czym obrała sobie cel łowów jako zaludnione ulice metropolii. Niestety, jego ojciec ucierpiał. Kręgi tworzące jego kręgosłup przestawiły się, przykuwając go na resztę życia do wózka inwalidzkiego. To cud, że nie umarł ! Jednak pomimo tych przeszkód, Chase nie znienawidził wszelkich gatunkow dinozaurów, lecz jego zainteresowanie na temat tych wspaniałych gadów stąpających wiele tysięcy lat temy po ziemi wzrosło dwukrotnie. A teraz może być dumny z tego, co niedawno dokonał z grupą innych paleontologów. Właśnie odkryli nowy gatunek dinozaura. Nowy gatunek ! Dotąd nie znany na całym świecie ! Rozpierała go duma, a gdy ojciec i matka dowiedzą się o najnowszym odkryciu, w którym ich syn brał udział, uraczą go niezliczoną ilością pochwał. Joshua i inni naukowcy wymyślili już jego nazwę, nawet nie konsultując jej z Chase'em. Znaleziony dinozaur za życia mierzył ponad 30 metrów długości i ważył 80 ton. Żywił się roślinnością rosnącą 95 milionów lat temu w strefie pływów na terenie obecnego Egiptu, a jego nazwa brzmi Paralititan stromeri. Drugie największe co do wielkości zwierzę żyjace na naszej planecie... Po kilku chwilach rozmyślania o jego komputerowym modelu, który z pewnością zostanie natychmiast zaprojektowany na podstawie jego szkieletu po przyjeździe paleontologów, sen mrużył mu oczy, więc z ociąganiem udał się do obozowiska. Innych badaczy zastał przy wielkim ognisku, w towarzystwie rozmaitych puszek po piwach i butelkach wódki. Wśród mężczyzn siedzących dookoła ogniska, Chase nie dostrzegł Joshuy. Sheridan chciał przemknąć niezauważony, lecz w pewnym momencie zauważył go Dylan Brmistone, którego najbardziej nie cierpiał. On także nie darzył przyajźnią Sheridana. Dylan był wysokim, dobrze umięśnionym mężczyzną o silnym uścisku dłoni, brązowych włosach i szarych, zimnych, odpychających oczach. Posiadał też wstrętny charakter, którego Chase najbardziej w nim nie znosił. Gdy ich spojrzenia spotkały się, Brimstone, kompletnie pijany, wrzasnął do swoich kolegów, nie mniej spitych od niego: - Pamiętacie, chłopaki, co ten gówniarz Sheridan twierdzi ? Naukowcy zaśmiali sie drwiąco, przytakując. - Pamiętacie, jak pierwszy raz tutaj przybył ? Jak bliżej zapoznał nas z tą kretyńską teorią o Raptorach ? - Ciągnął dalej. - Jak zaczął wychwalać tego wariata, Granta, który umarł jako stary kawaler, opuszczony przez rodzinę i przyjaciół ? - Kontynuował. - Był skończonym idiotą, i nie rozumiem, jak ktoś może go podziwiać, tak jak ten słaby gnojek, który skończy jak jego idol. - Tego było już za wiele. Chase podszedł do Brimstone'a, chwycił go za kołnierz koszuli poplamionej najróżniejszej maści alkkoholami, podniósł na swoją wysokość, po czym wycedził prez zaciśnięte zęby, dygocąc z gniewu: - Dr. Alan Grant był wspaniałym człowiekiem, zdziałał wiele dobrego dla nauki, i taki gnój jak ty, nie ma prawa o nim tak mówić. Dylan tylko na to czekał: Gdy Chase przestał mówić i puścił jego koszulę, Brimstone wziął zamach pięścią i uderzył prosto w twarz młodzieńca. Ten, ogłuszony, zatoczył się do tyłu i prawie się przewrócił. Lecz po krotkiej chwili Chase odzyskał pełnię świadomości, gotowy odeprzeć następne ciosy. Po kilku sekundach czekania na atak Brimstone'a, Sheridan zamierzał zaatakować: Tym razem on wziął zamach po czym z całej siły uderzył swojego przeciwnika w klatkę piersiową, który już po chwili leżał na ziemi, z trudem łapiąc oddech. Chase stał nad Dylan'em, który uwijał się z bólu. Młodzieniec spojrzał na przyjaciół skulonego u jego stop Dylan'a, którzy podnosili się, i zamierzali zadać kilka ciosów Chase'owi. Lecz niespodziewanie przeciwnik Sheridana podniósł się i tym razem on jednym mocnym kopnięciem w nogi powalił na ziemię zdezorientowanego mężczyznę. Zanim Chase zdążył stanąć na nogach, bezlitosny Brimstone zadał mu następny cios, z całej siły kopiąc go w brzuch. Młodzieniec zgiął się w pół, zaciskając zęby z bólu. Dylan zaśmiał się drwiąco, po czym chwycił Chase'a za koszulę, tak jak on uprzednio, pytając go drwiącym tonem: - Powiedz mi, jak to jest być takim marnym robakiem jak ty, Sheridan ? Inni naukowcy drwiąco zaśmiali się z poniżenia Chase'a, lecz ten, z trudem łapiąc oddech, wykrztusił: - Zapytaj samego siebie. Po słowach Chase'a Brimstone chciał zadać kolejny cios, lecz Sheridan był szybszy: Jednym mocnym kopnięciem w krocz przeciwnika zdołał wyswobodzić się z jego stalowego uścisku, po czym z całej siły uderzył go prosto w twarz, ponownie powalając Dylan'a na ziemię. Odgłosy walki zbudziły Joshu'ego, który oszołomiony widokiem uwijającego się z bóu Brimstone'a, stojącego nad nim Chase i innych naukowców kompletnie spitych zamierzających pobić Sheridana, wrzasnął, z nutą przerażenia w głosie: - Co tu się dzieję ?! Obecność Smitha wszystkich zaskoczyła. Po chwili bezczynnego stania pijani paleontolodzy podnieśli i doprowadzili do porządku swojego kolegę po czym rozeszli się do swoich namiotów. Na "polu walki" pozostał tylko Chase i Joshua. Ten drugi, nadal zdezorientowany, zapytał młodzieńca, o co tu w ogóle chodziło. Sheridan opowiedział mu o zaistniałej sytuacji, która rozgniewała Smitha do tego stopnia, iż miał zamiar złożyć skargę na Dylan'a na Uniwersytecie Pensylwańskim. Po kilku bluzgach na jego temat, poszedł do swego namiotu. Sheridan kierował się jego przykładem, wędrując do swojego. Przed snem rozmyślał chwilę o Joshuy. Miał wrażenie, że poczciwy mężczyzna coraz bardziej go lubi, ze wzajemnością z jego strony. Zapowiada się na początki wielkiej przyjaźni... To była ostatnia myśl Chase'a, nim sen zamknął mu powieki.

___________________________________________________________________________________________________________

Promienie porannego słońca obudziły Sheridana, podczas gdy inni wylegiwali się w swoich namiotach. Chase lubił wstawać wcześnie rano, a szczególnie gdy był na jakiejś ekspedycji paleontologicznej. Przechadzał się wtedy po okolicy, wdychając świeże, poranne powietrze. I to właśnie robił teraz. Po jakiejś godzinie samotnego spaceru, młodzieniec uznał, że oddalił się od obozowiska trochę za daleko, więc postanowił wrócić i zjeść jakieś śniadanie. Gdy wrócił do obozowiska, większa część naukowców była już na nogach, i z apetytem jadła śniadanie. Kiedy Brimstone i reszta jego kolegów zauwarzyli Chase'a, patrzyli jedynie na niego spode łba. Sheridan wziął swoją część suchego prowiantu, po czym usadowił się obok jedzącego Joshuy. - Dzień dobry. - młodzieniec przywitał go z uśmiechem. - Witaj. - Odwzajemnił. Chase wyciągnął kilka kanapek z aluminowej folii i butelkę Pepsi, po czym z wilczym apetytem zaczął jeść. Gdy przełknął kilka kęsów i popił wszystko Pepsi, zapytał Smitha: - Czy samolot z kośćmi Paralititana już odleciał ? Joshua przytaknął. - Dzisiaj przylatuję po nas helikopter, zaworząc nas prosto do Uniwersytetu Pensylwańskiego. - Smith rzekł po kilku sekundach. - Niestety, ja wysiadam w San Diego. Joshua spojrzał na Sheridana zdziwiony - Jak to ? Przecież tam będzie prasa i wielu uczonych ! - Zapytał lekko oszołomiony. - Hm... Wszyscy twierdzą, że jestem jeszcze zbyt młody na takie zaszczyty jak wywiady. Prosiłbym więc cię tylko o wspomnieniu o mnie innym paleontologom. To mi wystarczy. - Oświadczył skromnie rozmówcy. - Oczywiście, że wspomnę, jesteś bardzo uzdolnionym, młodym paleontologiem, i zapewne w przyszłości będziesz sławnym uczonym. - Smith uraczył młodzieńca pochwałą. - Pochlebia mi pan. - Odpowiedział nieco zawstydzony Chase. Resztę dnia spędził na pakowaniu się w towarzystwie Joshuy, jak i na rozmowie z nim. Rozmawiali na wiele różnych tematów, a z tego, co się o nim dowiedział, Smith częściowo wierzy w teorię o Weliciraptorach. Gdy słońce powoli układało się do snu, otulając się chmurami i wszyscy paleontolodzy byli już gotowi do lotu helikopterem, Chase postanowił wrzucić coś na ruszt, ponieważ zdawało mu się, iż jego żołądek skręca się z głodu. Jego kolacja była podobna do śniadania. Gdy Chase żuł ostatni kęs kanapki z szynką, popijając całoś piwem, usłyszał szum jakiejś maszyny. Po chwili zza chmur wyłonił się dosyć duży, pasażerski śmigłowiec, zawisając bezczynnie w powietrzu. Nie minęło nawet pół minuty, gdy maszyna ruszyła do miejsca upatrzonego sobie wcześniej przez pilotów jako lądowisko. Wszyscy jednocześnie udali się w stronę helikoptera, wsiadając do niego pojedynczo. W środku było dużo miejsca, więc Sheridan wraz z Smithem usadowili się w jakimś odległym kącie maszyny. Po kilku sekundach jeden z pilotów wyszedł na chwilę załatwić potrzebę, po czym wracając, zamknął szczelnie drzwi śmigłowca i maszyna poderwała się do lotu. Już po chwili młodzieniec i Joshu'a mogli podziwiać wiele piramid starożytnych Faraonów. Kilka minut później, gdy piramidy zniknęły z ich pola widzenia, wszystkich paleontologów zajęła rozmowa na temat prasy i poszerzenia się ich sławy. Sheridan i Smith także rozmawiali, ale na całkiem odrębny temat. A minaowicie rozmawiali o firmie Ingen i o dwóch wyspach leżących w pobliżu Kostaryki. - Doszły mnie słuchy, że firma Ingen szykuję następną wyprawą na Wyspę Sorna, ale tym razem badawczą. - Poruszył temat Joshua. - Ja też coś o tym słyszałem, ale nikt nie będzie chętny. Ludzie już teraz nie są tacy naiwni, nie dadzą zrobić z siebie samobójców. - Odparł poważnie Chase. Potem rozmowa tak pochłonęła Joshu'ego i Sheridana, iż nie zauważyli, jak inni paleontolodzy zasnęli, a na dworze noc zasnuła swą jedwabną, purpurową zasłonę. Młodzieniec i Smith rozmawiali tak długo, że zaschło im w gardłach. Stracili też poczucie czasu. Chase spojrzał na swój elektroniczny, elgancki, podświetlany Rollex który rodzice ofiarowali mu na ostatnie urodziny, i który kosztował 2 tysiące Franków, po czym zdumił się niezmiernie, gdy spostrzegł, iż rozmawiał z naukowcem ponad 3 godziny ! Po kilku minutach Smith wyciągnął z swojego plecaka małą, srebrną piersiówkę, pociągnął z niej pożądnego łyka, nieco się skrzywił po czym podsnuął ją Chase'owi, pytając: - Możę Brandy ? - Z największą przyjemnością. - Odparł młodzieniec, po czym wziął piersiówkę od Joshu'ego i tym razem on pociągnął duży łyk. Podobnie jak jego towarzysz, nieco się skrzywił, w między czasie oddając piersiówkę Smith'owi. Lecieli jeszcze jakieś 2 i pół godziny, nim ujrzeli olbrzymie biurowce San Diego. Rodzinne miasto Sheridan'a po zmierzchu wyglądało cudownie. Nim wylądowali, upłynęło kilka minut. Gdy piloci wyłączyli silniki, inni naukowcy obudzili się, po czym zaspani wyszli z śmigłowa. Został tylko Chase i Smith, którzy po chwili również znajdowali się na zewnątrz, wdychając głęboko nocne, orzeźwiające powietrze. Z tego, co im powiedział jeden z pilotów wynikało, iż mieli poszukać sobie noclegu, a o godzinie ósmej rano przyjść na lądowisko. Drugi pilot wyciągnął coś ze schowka w środku helikoptera, podał drugiemu, a ten zaczął im rozdawać wizytówki, mówiąc: - Na wizytówkach jest zamieszczony adres lądowiska. Do zobaczenia wszystkim rano, śpijcie dobrze. Wszyscy odwzajemnili pożegnanie, prócz Brimstone'a. Gdy Chase i Joshua zjechali na sam dół 102. piętrowego biurowca, Smith miał zamiar pożegnać Chase'a, lecz Sheridan powiedział pierwszy: - Wygląda na to, że nie ma pan gdzie przenocować. Szukanie jakiegoś odpowiedniego motelu lub kwatery zajmie panu wiele czasu, tym bardziej, że nocą w San Diego przeważnie są duże korki. Mam dla pana propozycję - niech pan przyjdzie przenocować do domu moich rodziców wraz ze mną. Nie będzie pana to kosztowało ani centa, a w owym domu na pewno znajdzie się dla pana miejsce. Co więcej, będzie pan mógł wybrać dowolny pokój, wedle pana życzeń. Lekko zszokowany naukowiec przez kilka minut zaprzeczał prośbą młodzieńca, lecz w końcu przyjął zaproszenie poczciwego chłopaka, żartując: - Eh... No dobrze, muszę przyjąć pańską prośbę, ponieważ zastanie nas dzień, nim pan zrezygnuję z swoich zamiarów. Chase ucieszony, zadzwonił z komórki po taksówkę, a gdy po pół godzinie przyjechała, i wraz z Smithem usadowili się na tylnich siedzeniach, powiedział kierowcy adres posesji jego rodziców. Jechali tak przez 40 minut, zanim oczom Chase'a ukazał się znajomy widok pięknej, wielkiej willi pomalowanej na jasno zielono, z wspaniałym basenem i cudnym ogrodem, leżącej pomiędzy innymi równie pięknymi budynkami. Joshua zdumiony nie chciał uwierzyć własnym oczom. Sheridan wskazał palcem swój rodzinny dom, po czym zapłacił sporą sumkę kierowcy po czym wysiadł wraz z Smithem z taksówki. Przechodząc przez ogród Sheridana, Smith napawał swoje oczy widokiem najróżniejszej maści roślin i kwaiatów. Kiedy znaleźli sie przed masywnymi, antywłamaniowymi drzwiami wykonanymi z drewna bukowego, Sheridan zadzwonił kilka razy dzwonkiem znajdującym się obok drzwi. - Kogo mam zaalansować państwu Sheridan ? - Usłyszeli gruby głos mężczyzny. - Dobry wieczór, Joshepie. - Młodzieniec przywitał ów mężczyznę. - Toż to panicz Chase ! - Powiedział uradowanym głosem Joshep. - Nareszcie pan wrócił ! Pańscy rodzice niezmiernie się ucieszą ! - Dodał jeszcze radośniej. - Przyprowadziłem mojego kolegę, więc prosiłbym cię, abyś wyszukał dla niego jakiś wolny pokój i nakrył go do snu. - Ależ oczywiście ! Zaraz się tym zajmę ! - Po słowach Joshepa mosiężne drzwi automatycznie się otworzyły, po czym Chase i Joshua weszli do środka. Drzwi za nimi zamknęły się również automatycznie. Gdy przeszli przez przedsionek, znaleźli się w olbrzymiej sali, ze schodami prowadzącymi na górę, z kilkoma kamerami w pomieszczeniu i z przeróżnymi ozdobami. Na środku salonu umieszczone były kanapy i sofy, na których spoczywały dwie osoby czytając książki i sącząc drinki. Byli to mężczyzna i kobieta. Mężczyzna był to dobrze zbudowany człowiek, z siwymi, krótko strzyżonymi włosami, piwnymi oczyma i twarzą obficie pooraną zmarszczkami. Kobieta była zaś zgrabną osobą, o niebieskich oczach, brązowych włosach i krągłych piersiach. Na pierwszy rzut oka można było wywnioskować, iż kobieta jest matką Chase'a. Zdradziłyby ich identyczne, niebieskie oczy. Po kilku chwilach kobieta poderwała się z kanapy, po czym z szerokim uśmiechem na ustach podbiegła do młodzieńca i zarzuciła mu się na szyję. - Synku, tak długo cię nie było ! Ja i twój ojciec tak się za tobą stęskniliśmy ! - Powiedziała uradowana kobieta, nadal przytulając się do syna. - Mi też was brakowało. - Rzekł równie ucieszony Chase. Po kilku chwilach kobieta uwolniła ze swego uścisku młodzieńca, który podzeszdł do uśmiechniętego mężczyzny, siedzącego na kanapie. - Wiaj tato. - Przywitał go Chase, szeroko się uśmiechając. - Dobry wieczór, synu ! - Prawie krzyknął mężczyzna, po czym przytulił do siebie młodego Sheridana. Przywitanie trwało jeszcze przez kilka minut, podczas gdy Smith przyglądał się wszystkiemu lekko uśmiechnięty. W końcu Chase przypomniał sobie o obecności naukowca, przedstawiając go swoim rodzicom: - Mamo, tato, to mój kolega z wykopalisk. Pozwoliłem sobie zaprosić go na dzisiejszą noc, ponieważ nie ma sensu szukać dla niego jakiegokolwiek noclegu. Joshua Smith, Henry i Mona Sheridan. Naukowiec podał rękę ojcu i matce młodzieńca, mówiąc: - Mam nadzieję że państwu nie przeszkadzam. - Ależ skąd ! Przyjaciele naszego syna są naszymi przyjaciółmi. - Rzekł z uśmiechem na ustach ojciec Chase'a. Po kilkanastu minutach odpoczynku w salonie, Joshua udał się do łazienki, którą wskazał mu Chase. Gdy naukowiec wyszedł z łazienki odświeżony i czysty, tym razem Chase zajął ów pomieszczenie. Wychodząc z łazienki, nie zastał w salonie swoich rodziców i przyjaciela, lecz ujrzał ich w jadalni, pochłoniętych rozmową i oczekujących na posiłek. Młodzieniec zajął miejsce przy stole, dołanczając do rozmowy. Sheridanowie i Joshua rozmawiali o nowym gatunku dinozaura który Chase wraz z innymi naukowcami odkrył pod dowództwem Smitha, i o wydarzeniach mających miejsce na wykopaliskach. Wspomniał też o bójce młodzieńca z Dylan'em Brimston'em. - To skandal ! - Krzyknął ojciec Chase'a. - Jak człowiek starszy o kilka lat od mojego syna mógł się zachować w ten sposób ?! - Ponownie krzyknął. Jeszcze przez kilka chwil lekko zdenerwowany ojciec Sheridana wygłaszał swoje zdanie na temat zaistniałej bójki pomiędzy Brimston'em i Chase'em, aż w końcu jego żona powiedziała: - Henry, kochanie, nie denerwuj się. Zjedzmy kolację w spokoju. Ojciec młodzieńca posłuchał swojej żony, po czym poruszył inny temat rozmowy. Po kilku chwilach Joshep przyniósł przygotowaną przez kucharza państwa Sheridan pieczeń z indyka w białym sosie, ulubione danie Chase'a, i postawił przed każdym z rozmówców talerz zawierający ową potrawę. Henry poprosił też swego lokaja o wytrawne czerwone wino dla każdego, po czym Joshep przyniósł przezroczystą karafkę w której unosiła się czerwona ciecz i cztery kieliszki, które postawił obok każdego talerza z pieczenią, po czym zaczął nalewać. Posiłek minął w spokoju i ciszy. Po posiłku Joshua podobnie jak Chase, podziękował za świetną i przepyszną kolację. Ojciec młodego Sheridana rzekł do Joshepa, aby ten wskazał pokój Joshuy. Lokaj skinął głową na znak zrozumienia, po czym zaprowadził naukowca do wczesniej wyznaczonego dla niego pokoju. Chase towarzyszył swemu koledze przez drogę do pokoju, po czym pożegnał Smith'a i sam udał się do pomieszczenia przeznaczonego dla niego. "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej..." - Pomyślał młodzieniec, wchodząc do swego pokoju. Pomieszczenie było przestronne i przytulne. Ściany były pomalowane w kolorze oczu właściciela pomieszczenia, zaś podłoga była wyłożona zielono-żółtą wykładziną. W środku znajdowało się kilka mebli, m.in. kilka szafek, biurko, na którym spoczywał najnowszy model laptopa nalężący do właściciela pokoju, a wszystko wykonane było z machoniu. Znajdowało się tam też wielkie łoże, uwcześnie pościelone przez Joshep'a. Nad łóżkiem zawieszony był Automat Kulowy Remington 7400 , wyposażony w celownik optyczny i mieszczący 7 naboi w magaznyku. Była to własność Chase'a, który otrzymał go w nagrodę za pierwsze miejsce w konkursie "Sokole Oko". Ów broń otrzymiał między innymi za niesamowitą celność, perfekcyjne reagowanie i za błyskawiczne przeładowywanie broni. Remington był prawie w ogóle nie używany. Po kilku chwilach wspominania, Chase przebrał się w piżamę, po czym znużony położył się na swoim łożu, otulił się jedwabistą, ciepłą kołdrą i natychmiast zasnął.

_________________________________________________________________________________________________________

Młody Sheridan zbudził się dosyć późno, założył na siebie czyste ubranie i udał się do łazienki. Po porannej toalecie Chase udał się do jadalni, z zamiarem spotkania tam swoich rodziców i Joshu'ego. W jadalni zastał swoich rodziców, lecz Smith'a nie dostrzegł. - Cześć mamo, cześć tato. - Przywitał młodzieniec swoich stwórców, którzy odwzajemnili powitanie. Cała trójka Sheridan'ów zajęła się rozmową i śniadaniem przyniesionym przez Joshep'a. Gdy zakończyli posiłek, Chase udał się do kuchni, witając przy tym kucharza i Joshep'a, który był w trakcie zmywania naczyń. - Joshepie, nie wiesz gdzie podział się Joshua ? Nie zjawił się podczas śniadania. - Młodzieniec zaczął rozmowę pytaniem, głosem nieco zaniepokojonym. - Pan Smith nie powiedział paniczowi, że wyjechał ? Nie pożegnał się z paniczem ? - Zapytał lekko zaskoczony lokaj, przerywając mycie naczyń. - Nie, nic mi nie mówił, ani wczoraj, ani dzisiaj. - Odparł Chase. - Więc informuję panicza, iż pański przyjaciel pojechał godzinę temu na lotnisko, z którego miał się udać do Uniwersytetu Pensylwańskiego. - Rzekł Joshep. - Ach.... Dziękuję ci, Josephie. - Rzekł nieco zawiedzony młodzieniec, po czym udał się do swego pokoju.

____________________________________________________________________________________________________________

Joshua Smith późnym wieczorem czytał książkę pt. "Miasteczko Salem", gdy jego lekturę przerwał dzwonek telefonu. Joshua z wolna wstał z kanapy, po czym podniósł słuchawkę nowoczesnego telefonu. - Tak ? - Zapytał Joshua. - Czy zastałem Dr. Smith'a ? - Zabrzmiał młody głos mężczyzny. - Przy telefonie. - Odprał naukowiec. - Dzień Dobry, doktorze. Doszły mnie słuchy, iż zajmuję się pan odkopywaniem kości dinozaurów. Słyszałem również, że niedawno odkopał pan wraz z innymi paleontologami nowy, dotąd nieznany szkielet dinozaura. - Zaczął mówić dzwoniący. - Tak, to prawda. - Odparł naukowiec. - Ale z kim mam przyjemność, i czego pan ode mnie chcę ? - Zapytał nieco zniecierpliwiony Joshua. - Nazywam się Timoton Hammond, i wraz z siostrą jestem obecnie właścicielem firmy Ingen. Jak pan zapewne wie, poprzedni właściciel firmy, mój dziadek John Hammond, znany jest z incydentu na dwóch wyspach leżących niedaleko Kostaryki. My chcemy naprawić jego błąd. Mamy zamiar wysłać na wyspę Sorna grupę badawczą, złożoną z najwybitniejszych naukowców i myśliwych, wyoposażoną w najonowszy sprzęt. Nie chcemy popełnić błędu mego dziadka, więc przygotowywaliśmy się do ów wyprawy przeszło trzy lata. Wszystko jest dopracowane w najmniejszym szczególe. Na wyspę wyślemy o wiele więcej ludzi, umieścimy wokół obozu czujniki ruchu, wieżyczki obronne z strzałkami usypiającymi i ostrą amunicją specjalnie zaprogramowane, i wiele, wiele innych zabezpieczeń. - Wyrecytował niczym wiersz Timoton. - Więc czego pan ode mnie żąda ? - Zapytał Smith. - Chciałbym prosić pana, pana Chase'a Sheridana i pana Dylan'a Brimstone'a o udział w tej wyprawie. - Przemówił po kilku sekundach nieco zdenerwowany Hammond. Joshua zdziwił się niezmiernie ówcześnie otrzymaną propozycją i przez kilka chwil zaprzeczał prośbą Timoton'a, lecz ów mężczyzyna zaproponował naukowcowi 70.000 tysięcy dolarów w gotówce, kredycie lub w czeku, co przekonało Smith'a. - Wspaniale. - Rzekł Hammond po wyczerpującej dyskusji. - Szczegóły ustalimy w wybranym przeze mnie miejscu. Wynajmę więc panu mój prywatny odrzutowiec, którym poleci pan wprost do naszej głównej siedziby, do miasta San Diego.

_____________________________________________________________________________________________________________

Chase Sheridan stał w korku nowym, czarnym niczym noc Jaguarem XKR, wartym 80 tysięcy dolców, wyposażonym w automatycznie otwierane szyby i szyberdach, posiadającym klimatyzację, kuloodporne szyby i mały komputerek pokładowy, zaporgramowany tak, aby wskazywał obecne położenie kierowcy. Młodzieniec rozmyślał nad sprawami, które musiał załatwić dzisiejszego dnia. Przez chwilę zastanawiał się, co robi teraz jego przyjaciel z wykopalisk, Joshua Smith. " Minęły już trzy miesiące, podczas gdy on nie dał żadnego znaku życia " - Pomyślał Sheridan. Jego myśli przerwało kilku mężczyzn zbliżających się do Jaguara, ubranych w czarne, nieskazitelnie czyste garnitury. Młodzieniec poczuł się trochę niepewnie, nie znając zamiaru ów osób, więc wcisnął specjalny przycisk blokujący wszystkie drzwi. Teraz czuł się bezpieczniej, myśląc o najnowszych zabezpieczeniach samochodu. Po kilku chwilach mężczyzom udało przecisnąć się między samochodami, a gdy znaleźli się obok Jaguara Chase'a, jeden z nich, mężczyzna o młodej twarzy, posiadający brązowe oczy i czarne włosy, zapukał lekko w szybę samochodu młodzieńca, mówiąc: - Witam pana, panie Sheridan. Nazywam się Timoton Hammond, i obecnie jestem właścicielem firmy Ingen. - Zrobił chwilkę przerwy, która Chase'owi pozwoliła na błyskawiczne przypomnienie sobie tego, co przez eksperymenty ów firmy przeszedł Dr. Alan Grant i jego własny ojciec. - Przez kilka dni nie mogłem pana złapać, lecz teraz to mi się udało, więc nie chciałbym, aby pan nas zignorował. Jeśli byłby pan tak uprzejmy, niech pan podjedzie do restouracji "Sans-Ear", ulicę dalej. - Powiedział ów Timoton, po czym obrał kierunek wcześniej przez niego wymieniony. Młodzieniec zastanawiał się przez chwilę, po czym doszedłl do wniosku, iż może zajrzeć do wspomnianej przez ów mężczyznę restouracji. Sheridan stał w korku jeszcze przez jakieś 20 minut, po czym udał się do restouracji, zaparkował swojego Jaguara na parkingu, włączył kilka z zabezpieczeń po czym wszedl do restouracji. W przedsionku obsługa otwierała drzwi prowadzące do głównej części budynku. Sheridan przeszedl przez nie, po czym zaczął dokładniej rozglądać się po sali; Ściany pomalowane były na kolor brązowo-jasno-pisakowy, kilkanaście białych lamp oświetlało pomieszczenie, stoliki i krzesła miały podobny kolor ścian, zaś na suficie namalowany był ogromny wizerunek kowboja z dwoma rewolwerami w rękach, nie posiadającego górnej części uszu. Z zadumy młodzieńca wyrwał donośny, młody głos, który dochodził z pobliskiego stolika. - Witam ponownie, panie Sheridan ! - Zwrócił się do Chase'a wcześniej poznany mężczyzna. - Widzę, że rozsądny z pana człowiek; proszę, niech pan siada ! Zaraz zamówię jakiś wytrawny napój ! - Powiedział młody Hammond. Był mniej więcej takiego wieku jak Chase. - Jak mnie pan znalazł ? - Zadał pytanie młody Sheridan, siadając naprzeciw Timoton'a. Mężczyzna lekko się uśmiechnął, po czym przemówił z lekką radością, którą próbował w sobie stłumić: - Dzięki satelicie, która niedawno stała się własnością firmy Ingen. Namierzyliśmy pana, widząc pełny obraz pańskich ruchów. - Przemówił dumnie Hammond, po czym wyciągnął mały komputerek, który wyświetlał wnętrze resturacji z lotu ptaka. Timoton osiągnął swój cel; niesamowicie zaskoczył młodego Sheridana, który zapytał go z wielkim znakiem zapytania: - Jak pan to zrobił, że widać wnętrze restouracji ? Z tego co wiem, dotychczasowa technika namierzania satelitarnego pozwola jedynie na ujrzenie przestrzeni otwartych, lecz to, czego teraz jestem świadkiem, dowodzi, iż nieco się zmieniło. - Tak, ma pan rację. Nasza satelita wyposażona jest w najnowszy system operacyjny, który, jak pan widzi, ma niezlioczne ilości zalet. - Rzekł również z dumą właściciel Ingen'u, a jego twarz ponownie spowił lekki uśmiech. Rozmowa trwała jeszcze kilka minut, a jej tematem były codzienne sprawy, aż w końcu młody Hammond przeszedł do sedna sprawy: - Przepraszam pana, ale niestety musimy zakończyć te pogaduszki. - Zrobił chwilę przerwy, po czym zaczerpnął głęboko powietrza. - Mam dla pana pewną ofertę. Zapewne wie pan, czego dokonał mój dziadek, John Hammond, po którym objąłem stanowisko "stwórcy". Jego błędu nie da się już cofnąć, więc mamy zamiar wysłać na wyspę grupę badawczą. Składać się z niej będą najwybitniejszi uczeni, najlepsi myśliwi, ochroniarze i komandosi. Przygotowania trwały ponad trzy lata, wyposażymy grupę w najnowszy sprzęt, wszystkie najnowsze zabezpieczenia i szczegółowy opis wyspy. Prawe wszystkich już zebraliśmy, jednak brakuje nam tylko jednego naukowca. Chciałbym więc prosić pana o udział w wcześniej wspomnianej wyprawie. - Skończył Hammond, oczekując na reakcję młodego Sheridan'a. Chase'a dosłownie zatkało. Pod żadnym pozorem nie chciał się zgodzić, sprzeczał się z Timotonem przeszło przez godzinę. Nawet pieniądze go nie przekonały. - Jezu Chryste ! - Prawie krzyknął Hammond. - Toż to już nic pana nie przekona ? - Zapytał bliski płaczu. - Nie jestem aż tak głupi, aby zrobić z siebie samobójcę. - Odpowiedział stanowczo Sheridan. - NIE jest moim ostatnim słowem. Żegnam pana. - Pożegnał ozięble właściciela Ingen'u, po czym wstał od stolika, z zamiarem udania się na parking i do rodziców, gdy Hammond zawołał za nim: - Nie wiem, jak pan twierdzi, ale Dr. Joshu'a Smith'a jakoś przekonałem. Chase nagle się zatrzymał, po czym podszedł do stolika Timotona, pytając: - Joshua ? Joshua Smith zgodził się na to ? - Tak, mogę dać panu na to kilka dowodów. - Powiedział do młodego Sheridana. Teraz w głowie Chase'a panował totalny chaos; Jeżeli Joshua się na to piszę, musi być jakiś konkretny powód. Bez namysłu Sheridan oznajmił Timotonowi: - Dobrze, przyjmuję pana ofertę. - To trochę zdziwiło Hammond'a, który wytrzeszczył na niego oczy z niedowierzenia. - Więc za kilka dni mam stawić się w głównej placówce pana firmy, przechodząc przez specjalny kilko tygodniowy trening ? - Zapytał Chase. - Tak, dokładnie o godzinie szóstej trzydzieści. Spotka tam pan również innych naukowców, w tym także Dr. Smith'a. - Odparł Timoton. - Dobrze, dobrze, może pan na mnie liczyć. Do zobaczenia. - Pozdrowil Chase młodego Hammonda. - Tak, do zobaczenia ! - Odwzajemnił nadal nieco zszokowany właściciel Ingenu. Gdy młody Sheridan znalazł się w swoim rodzinnym domu, spożył wraz z rodzicami pożywny posiłek, odprężył się w Yakuzzi i z zamiarem życiodajnego snu ułożył się w swoim wygodnym łożu, zaczął rozmyślać nad swoim planem. Miał zamiar wyciągnąć z tego wszystkiego swego przyjaciela, Joshu'ego, po czym oddać część sumy pieniędzy, które miał otrzymać po treningu za uczestnistwo w wyprawie, nakłonić do oddania pieniędzy Joshu'ego i wieść dalej spokojne, aczkolwiek pełne niespodzianek życie paleontologa.

_______________________________________________________________________________________________________

Chase Sheridan wychodził z domu bardzo wczesnym ranem z zamiarem udania się do głównej siedziby Ingen'u i uczestnictwa w specjalnym treningu. Gdy był we wnętrzu swego Jaguar'a, rzucił krotkie spojrzenie na komputer pokładowy i obrał sobie najkrótszą drogę do firmy Hammonda. Kiedy ujrzał ogromny gmach, zapewne mieszczący setki pracowników, skierował się na parking dla klientów, do którego drogę blokował stalowy szlaban i kilku ochroniarzy, ubranych w czarne garnitury, z włosami lekko przygładzonymi bądź postawionymi przy pomocy żelu i wyposażonymi w policyjne Beretty 92f. Młodzieniec prowadzący Jaguara zatrzymał się z polecenia jednego z ochroniarzy, który po chwili zadał mu pytanie: - Witamy na terenie firmy Ingen. W jakiej sprawie przybywa pan do nas ? - Nazywam się Chase Sheridan, i przyjechałem z prośby pana Timoton'a Hammond'a. A to przepustka, którą wręczył mi pan Hammond. - Młodzieniec zwrócił się do ochraniarza siedząc za kierownicą Jaguara, i wyciągając z wnętrza marynarki małą, plastykową kartę, którą otrzymał kilka dni temu od Timoton'a Hammond'a. Ochroniarz podał ją swemu koledze, siedzącemu w małej budce, który z kolei przejechał kartą po specjalnym czytniku impulsów elektronicznych, po czym stwierdził, iż z kartą wszystko jest ok i oddał ją Chase'owi. - Proszę, niech pan wjeżdża. Życzę udanych interesów. - Rzekł do młodzieńca ów ochroniarz, z którym przed kilkoma chwilami rozmawiał. Młody Sheridan zapalił samochód, którego silnik zmusił do ruchu cztery koła wydając przy tym ledwie dosłyszalny szum. Chase wyszukał wolne miejsce w cieniu po czym wysiadł z Jaguar'a i zabezpieczył go przyciskiem na kluczach. Młodzieniec udał się w stronę głównego wejścia, a gdy znalazł się przed nim, zapytał kobietę w recepcji: - Gdzie mogę znaleźć pana Timoton'a ? - Niestety, obecnie pan Timoto'n jest bardzo zajęty, i to przez bardzo długo. Ale mogę umieścić pana nazwisko na liście oczekujących, która w danej chwili liczy ok. 500 nazwisk. Młodzieniec podniósł zabawnie brwi, zaś recepcjonistka obdarzyła go przyjaznym uśmiechem. - Witam. - Wtem Chase usłyszał młody, słodki głos, po czym odruchowo obrócił się za siebie. Jego oczom ukazała się osoba wyglądająca na 30- stkę, posiadająca oczy prawie tak zielone niczym oczy sokoła. Była to również osoba o szczupłej, zgrabnej sylwetce, lekko, niczym puch opadających jej na barki kruczoczarnych włosach i ślicznej twarzy, obecnie lekko uśmiechniętej. Ubrana była w krótką, beżową spódniczkę, sięgającą właścicielce poniżej kolan. Posiadała także nieskazitelnie białą bluzkę, która w dużej mierze zaznaczała jej wspaniały biust. - Ja również witam. Kim pani jest ? - Zapytał zbyt nerwowo Sheridan, wbijając swój wzrok w jej bystre oczy. - Nazywam się Lexanie Hammond, i wraz z bratem obejmuję stanowisko dyrektorki tej firmy. Proszę, niech pan uda się za mną, właśnie przybył ostatni naukowiec. - Rzekła ponownie jeszcze bardziej słodkim głosem, po czym udała się na lewo od recepcjii. Chase nieco onieśmielony jej osobą nie zareagował natychmiast, więc musiał w truchcie pokonać nieznaczny kawałek przestrzeni dzielący Lexanie i jego. Gdy był już mniej więcej blisko pani Hammond, wyrównał krok i począł za nią podążać. Szli tak przez kilka chwil, aż w końcu dotarli do drewnianych, wykonanych z drewna bukowego drzwi przez które przeszła Lexanie. Młodzieniec poszedł w jej ślady. Znalazł się w przestronnym pomieszczeniu, którego ściany ozdabiały liczne trofea, m.in. tygrysa, lwa, nosorożca... Na środku ów pomieszczenia znajdował się olbrzymi, wykonany ze szkła okrągły stół, wokół którego były poustawiane krzesła, z kolei na których zasiadało kilkanaście mężczyzn. Gdy Sheridan lekko zamknął za sobą drzwi, wzrok wszystkich spoczął najpierw na Lexanie, która wolnym i zgrabnym krokiem przeszła przez pomieszczenie i usadowiła się na jednym z krzeseł obok mężczyzny, którym po chwili okazał się Timoton Hammond, po czym wszyscy spojrzeli na Chase'a. - Ach, pan Sheridan ! Bardzo się cieszę, że zjawił się pan na czas ! Proszę, niech pan siada ! - Powiedział Hammond, szeroko się uśmiechając. Chase uczynił, jak kazał, i już po chwili siedział obok Joshu'y Smith'a, z którym przywitał się serdecznie. - A więc zaczynajmy. - Przemówił nagle Timoton, co przyciągnęło uwagę wszystkich. - Zebraliśmy się dzisiaj tu po to, aby omówić całą wyprawę na Wyspę Sorna. - Kontynuował. - A więc za kilka tygodni, gdy przejdą panowie specjalny trening, wyruszymy na ów wyspę, aby prowadzić badania naukowe nad zachowaniem prechistorycznych gadów. Będziecie panowie doskonale wyposażani. Ponadto przydzielimy panom 3 ochroniarzy i 5 myśliwych, najwybitniejszych w swoim fachu. Na wyspie spędzą państwo kilka tygodni, podczas których będziecie utrzymywali stały kontakt z nami. Hm... Co by tu jeszcze dużo gadać... A więc rozpocznijmy trening! - Skończył nieco głośniejszym głosem Hammond, po czym wskazał ręką ścianę, na którą wcześniej nikt nie zwrócił uwagi, i która obecnie unosiła się do góry, ukazując sztuczną, tropikalną puszczę i wiele mechanicznych manekinów dinozaurów, które wyglądały, wydawały odgłosy i poruszały się jak żywe. Wszystkich to wprawiło w ogromne zdumienie prócz Sheridana. Timoton, zadowolony z częściowo wywartego wrażenia na naukowcach, powiedział: - Właśnie w tej "dżungli" będzie odbywać się codziennie, trwający kilka tygodni całodniowy trening, po którym wyruszą panowie na wyspę dinozaurów. - Po tych słowach zaprosił przyszłą ekpię badawczą do środka, objaśnił kilka spraw, na przykład takie, jakim sprzętem będą dyspoonować i tym podobne, aż w końcu przemówił tymi słowami: - A więc trening rozpoczęty ! - Hammond po ów słowach zniknął za drzwiami, którymi Chase i reszta naukowców dostała się do pomieszczenia obok. Po chwili Lexanie wskazała paleontologom szatnie, w których przebrali się w stroje sportowe ofiarowane im przez firmę Ingen. I wtedy zaczęło się prawdziwe piekło.

___________________________________________________________________________________________________________

Kilka następnych tygodni Chase i cała reszta "bandy" spędziła na wręcz niesamowitym wysiłku fizycznym. Przez te kilkanaście dni młody Sheridan zdążył już obmyślić plan wycofania się z zawartej z firmą Ingen umowy. Zdążył też poszerzyć przyjaźn z Joshu'ą Smithe'm i z resztą naukowców, lecz jednego z nich nieopisanie nienawidził. Był nim Dylan Brimston'e, który na kacu wszczął bójkę pomiędzy sobą a Chas'em. Trening trwał, trwał i trwał.... Nie było widać jego końca. Lecz pewnego, słonecznego dnia, gdy przebierali się i odpoczywali w szatni po kolejnym wysiłku treningu, Timoton pojawił się niespodziewanie w szatni i przemówił oto tymi słowami: - Panowie ! Jestem wielece rad, że mogę dziś ogłosić wspaniałą i szczęśliwą wiadomość. - Zrobił chwilkę przerwy, a na jego twarzy rozlał się szeroki uśmiech. - Dzisiejszy dzień treningu był dla was ostatnim. Wyjeżdżamy pojutrze. - Dokończył, a wszyscy naukowcy krzyknęli z radości, prócz Chase'a, który jedynie lekko się uśmiechnął, przypominając sobie swoje zamiary. " To odpowiednia chwila " - Pomyślał młodzieniec, spoglądając na Joshu'ego. - Josh ! - Starał się przekrzyczeć radosne głosy innych, aż w końcu Joshua, cały rozpromieniony, podzszedł do Sheridana. Od czasu treninngu przeszedł z nim i z innymi naukowcami na "ty ". - Słucham cię, Chase ? - Zapytał naukowiec. - Mam do ciebie pewną sprawę. Możemy przejść gdzieś w miejsce, w którym nikt by nas nie usłyszał ? - Tym razem zapytał Sheridan. Joshua lekko zmarszczył czoło, ale ruszył za Chase'em, który dał mu znak głową. Gdy znaleźli się poza zasięgiem wścibskich uszu, Chase opowiedział przyjacielowi swoje spostrzeżenia i swój plan. Joshua patrzył na niego z niedowierzeniem. - Czyś ty oszalał ?! - Prawie krzyknął, co nie było w tej chwili młodzieńcowi na ręke. - Możemy przeżyć wspaniałą przygodę, poznać tajniki życia dinozaurów i zgarnąć kupę kasy ! - Począł tłumaczyć koledze lekko zakłopotany naukowiec. - Wrócimy za jakieś trzy, cztery tygodnie ! - Taa, raczej w trzech, czterech kawałkach ! - Pouczył podniesionym głosem mężczyznę. - Ta ekspedycja jest samobójstwem ! Joshua przeszył go na wylot surowym wzrokiem, po czym udał się do szatni, aby wraz z innymi wznowić świętowanie, i trzasnął donośnie drzwiami. " Boże ! Świetnie ! Poprostu świetnie ! Co ja mam teraz zrobić ? Najlepszy przyjaciel nie będzie się do mnie odzywał, a w dodatku może nie wrócić z wyspy Sorna... Więc... - Myślał zbity z tropu i jednocześnie wściekły młodzieniec. - ... Eh... Nie mam innego wyboru... Muszę dopilnować, aby Joshua nie zginął ". - Kontunuując rozmyślania, Chase wyszedł na parking, z zamiarem udania się do swego domu, zaczerpnięcia żyiodajnego snu i przygotowań do wyprawy.

____________________________________________________________________________________________________________

Zanim Chase zdążył spostrzec, zdążył już nastać dzień wyprawy. Przed wyruszeniem do siedziby firmy Ingen pożegnał się sredecznie z rodzicami i ze służbą, obiecując, że wróci nie draśnięty. Gdy już znajdował się we wnętrzu swego samochodu, prowadząc go ku wymienionemu celowi, rozmyślał nad sytuacją, jaka miała miejsce dwa dni temu. " Nie potrzebnie zacząłem kłócić się z Josh'em... Najpierw pomyśl, a potem działaj..." Kiedy jego oczom ukazał się widok, który miał możność oglądać przez kilka tygodni, zaparkował na parkingu swego Jagu'ara, którego miał odebrać Joshep, lokaj służący na posesji jego rodziców, zauważył znaczną grupę ludzi wyrażnie zniecierpliwionych, przypuszczając, iż powodem ich zniecierpliwienia jest jego osoba. Nieco zarumieniony zabezpieczył swój środek transportu, po czym z ów słowami zaczął przybliżać się do grupki ludzi: - Przepraszam za spóźnienie, ale droga do tego ośrodku była całkiem zakorkowana. - O, nic się nie stało, panie Sheridan. A więc wszyscy są obecni. Chodźmy na lotnisko. - Zapewnił Chase'a Timoton. Młodzieniec zauważył wśród ludzi Joshue'e, który, gdy przechodził, nie zaszczycił Sheridan'a choćby jednym spojrzeniem. A co gorsze, z Joshoshu'ą rozmawiał jego wróg, Dylan Brimstone. Chase'a ogarnęła fala gniewu. Nie wiedział, co zrobić, więc jedynie zmierzył Brimstone'a surowym spojrzeniem. W drodze na lotnisko Hammond opowiadał żywo o sprzęcie, którym będzie dysponowała grupa badawcza, o klimacie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Jurassic Park: The Island Of Death, Part 1 — czytnik · opowiadania