Komedia · 13 min czytania
Just PARODIA Fantasy: preludium.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Marcin Ostrowski I Arkadiusz Pachucy Prezentują: Just fantasy parody (ja tworzę epikę, a Arek część wierszowaną) PRELUDIUM No co, XXXXX jest? - spytał się zezłoszczony. Wiedział, że nie ma sensu przeklinać – zostaje automatycznie wypikany (ograniczenia wiekowe w końcu obowiązują). Jednak musiał dać upust emocjom. Teoretycznie proste zadanie – przyniesienie prostego przedmiotu, ale co się okazało? W sprzedaży był tylko u jednego kupca, a ten żądał jakiejś horrendalnej sumy. -Nie da się tego inaczej załatwić? – krzyknął. -ZOBACZYMY –usłyszał głos Autora. Wyraźnie pocieszony Grinzo z Virii, wiedźman. (wiedział, że to głupia nazwa, ale cóż, taką wybrał mu Autor, w którym zresztą ta nazwa budziła pejoratywne skojarzenie) poszedł sobie pospacerować po mieście. Zastanawiał się, co też Autor wymyśli Wtedy usłyszał krzyk dochodzący zza rogu. Ja zwykle, kierowany głupią odwagą, pobiegł w tamtym kierunku. Zobaczył, że trzech zbirów (łatwo ich było poznać po wyglądzie, Autor nigdy w tym względzie nie grzeszył zbytnim pomysłem na urozmaicenie, no ale nie tworzył w końcu zbyt skomplikowanego dzieła) atakowało niewinną kobietę. Grinzo z uśmiechem na ustach rzucił się do walki – był w końcu wiedźmanem, a przecież ich zadaniem była ochrona ludzi (tak jak i innych typów bohaterów). Zanim jeszcze wyciągnął miecz, kopnął jednego przeciwnika z półobrotu (tego ruchu nauczył się od Chucka Sirrona). Przeciwnik uderzył głową w ścianę głową i padł na ziemię. Tymczasem Grinzo Z Virii zaczął walczyć z dwoma pozostałymi przeciwnikami. Normalka, pomyślał. W dodatku mógł skorzystać z Gestu by ich powalić magią wiedźmańską, ale wolał ich pokonać metodą konwencjonalną, dać im złudną szansę. Po paru minutach rąbania i cięcia obaj przeciwnicy leżeli na ziemi, pokonani. Grinzo oczyścił swoje rękawice ze skóry smoka (ich zdobycie kosztowało go naprawdę sporo zachodu, ale znacznie zwiększały siłę Gestów, więc, jego zdaniem naprawdę się opłacało), które w trakcie walki zostały zabrudzone. po ich oczyszczeniu spytał się: -Wszystko w porządku? -Tak, chyba tak – odpowiedziała, otrząsając się z trudem - . Chciałabym jakoś odpłacić za pomoc. Mam albo to – pokazała Grinzowi przedmiot, który był mu niezbędny do ukończenia zadania – albo coś znacznie lepszego – mrugnęła znacząco okiem. -Dzięki, wielkie dzięki – wiedźman te słowa skierował w górę, do Autora – musiałeś dać mi taki dylemat? -NIE NARZEKAJ, BIERZ TO I KOŃCZ MISJĘ, MAM DLA CIEBIE KOLEJNE ZADANIE -Dobra, dobra. Grinzo, niezadowolony z utraty „zabawy” z całkiem niezła panienką, wziął przedmiot i odniósł go zleceniodawcy. Było to jedno z najnudniejszych możliwych zajęć – traktowanie bohaterów jak poczty, było niestety zbyt częste. – w końcu byli szybcy, niezawodni i takie tam. Zleceniodawca nieźle zapłacił. Grinzo zawsze się dziwił, że tacy ludzie wynajmują bohaterów, zamiast sami wziąć się do roboty., ale nie narzekał na to, że miał pracę. Kiedy nie można znaleźć porządnej roboty, nawet taka jest dobra. Ech, ten ciągły brak kasy… Ponieważ coś, jak zwykle, coś go ciągnęło do następnych przygód (jeden z dodatkowych zmysłów bohaterów) postanowił poszukać prostego, lecz w pełni epickiego zadania. Tu było takich pełno -JAK SZUKASZ JAKIEGOŚ ZADANIA, TO NAPRZÓD LEPIEJ IDŹ DO KARCZMY WYNAJĄĆ DRUŻYNĘ. – powiedział Autor. - Pomyślę, ale pracuję sam.- ironicznie odpowiedział mu Grinzo. - RÓB CO MÓWIĘ, A NIE GADAJ – Autor się zniecierpliwił. -Nie poganiaj mnie.- skomentował Grinzo, ale posłuchał rady. Poszedł do karczmy. Aż go zmroziło, kiedy zobaczył napis na niej . brzmiał on : „karczma pod łbem kury. Noclegi. Kompletowanie drużyn dla bohaterów-nieudaczników” - Bardzo, XXXXX zabawne – powiedział, kręcąc z dezaprobatą głową. Mimo tej obrazy, wszedł do środka. Od razu poczuł, że nie jest to lokal zbyt wysokiej klasy. Na niewielkich rozmiarów magicznej kuli wyświetlano mecz krwawego hokeja - półfinał kontynentalny. grały zespoły Kopacze Dees i Zarzynacze Lincronel. Przy barze powszechnie znany - tak jak np. pchły czy dżuma -Chuck Sirron pił coś mętnego, a po kątach siedziało kilku barbarzyńców. Jednego z nich poznał – to był Nocan z Mycmerii – sławny awanturnik, a jednoczesnie jeden z największych wrogów Gystii. Teraz pił na umór i zabawiał się z dwoma panienkami. Gringo z Virii popatrzył, kogo by tu można wcielić do drużyny. Czterech kurdupli (chyba niziołków, Grinzo nie był pewien) od razu odrzucił. Wtedy znowu usłyszał głos Autora. - SPRÓBUJ Z TYMI TRZEMA, CO SIEDZĄ PRZY STOLE NA ŚRODKU SALI. LEDWO UTWORZYLI DRUŻYNĘ. - A są wystarczająco dobrzy do MOJEJ drużyny? Nie chcę pracować z byle kim… - PRZY TAKICH WYMAGANIACH NAWET SAM ZE SOBĄ NIE MÓGŁBYŚ PRACOWAĆ, BOHATERZE OD SIEDMIU BOLEŚCI. SPOKOJNIE. NIE DAŁBYM OSOBIE, KTÓREJ TWORZĘ PRZYGODY BYLE CHŁAMU. -No tak. Oczywiście. Czemu jednak w twoim głosie słyszę drwinę?
XXX
Jandalf Szarawy szukał ludzi, którzy pomogą wypełnić mu niezwykle ważną misję uratowania świata. Niestety, wszyscy bohaterowie, których znalazł, mieli własne sprawy. Przykładowo, Daragorn cały czas próbował odzyskać utracone królestwo. Szło mu to dość ciężko, chyba nawet za jakąś głupotę poszedł siedzieć - tak bywa, kiedy się jest nieudacznikiem. Nie miał wyjścia. Sam, pomimo że magowie też zaliczają się do bohaterów – licencja to licencja - nie dałby rady. Pomyślał „a niech sobie świat ginie, wojny się toczą, skoro i tak wszystko będzie standardowym ratowaniem księżniczki.” Cztery poprzednie ekspedycje które skompletował, zostały rozbite. Postanowił jednak spróbować jeszcze raz zgromadzić potrzebną drużynę. Spróbował w ostatnim miejscu, w jakim mogli być PORZĄDNI bohaterowie – karczmie „pod łbem kurczaka”.
XXX
Fazli szukał pomocy finansowej dla Samolubnej Góry – carstwa krasnoludów. Mianowicie społeczeństwo krasnoludów dostało przepowiednię o wojnie ze skevanami. Co prawda zabiegi dyplomatyczne trwały, ale Fazli został na wszelki wypadek wysłany, by wszystko sprawdzić i zdobyć zapasowe fundusze. Po rozwiązaniu tej sprawy został szukać przygód – miał dosyć pracy w kopalni, tu przynajmniej widział, kiedy kogoś zarzynał. A ponieważ bez kasy bohaterowie dość szybko odpadają z liczącego się towarzystwa, postanowił iść do karczmy przyłączyć się do jakiejś drużyny…
XXX Ucgol był skevanem – bardem. (skevani to potomkowie Upadłych). Całe życie poszukiwał jednej wyjątkowej obrączki, by móc się zaręczyć z ukochaną i był gotów współpracować z każdym, kto mógłby mu pomóc. Sam nie był złym bohaterem, wiele razy już