Romans · 6 min czytania
"Justyniane łzy"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dryn! Dzwonek na lekcję polskiego. Do klasy wsypuje się tłum roześmianej młodzieży. Kończą jeść kanapki, opowiadać i szeptać coś sobie z ożywionym podnieceniem. -Cisza! – Krzyczy młody, tęgawy nauczyciel. –Proszę wstać. Dzień dobry! -Dzień dobry!- Po klasie sypią się chichoty. -Spokój powiedziałem. Jestem u was dziś w zastępstwie, za panią Korzeń. -A gdzie jest pani Korzeń?- Spytała ruda, piegowata dziewczyna z trzeciej ławki pod oknem. -Musi załatwić coś ważnego, pilne sprawy rodzinne. No, ale nie o tym mieliśmy rozmawiać. Na jakim materiale skończyliście? -Na jedwabiu.- Wszyscy w śmiech. -Bardzo śmieszne! Więc co ostatnio przerabialiście?- Nauczyciel był opanowany. -Przerabialiśmy sukienkę na spodnie i kamizelkę. -Przestań Dawid!- Wszystkie oczy zwróciły się ku Dominice, która podniosła się z miejsca- uwielbiała polski. – Proszę pana niech się pan nim nie przejmuje. Ostatnio czytaliśmy „Hobbita”, dzisiaj mamy zacząć przerabiać. -Kablara! -Odwal się! -Sama się odwal podlizywaczko! -Oj przestańcie. Dziękuje ci Dominiko.- Uśmiechnął się szeroko ukazując żółtawe zęby, zabarwione pewnie od papierosów. -To jest Nika proszę pana. -Nika? No w porządku, fajne zdrobnienie. Czytam obecność! Numer pierwszy? -Obecny. -Numer... -Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie.- Do klasy weszła drobna brunetka. Włosy po brodę, śmiejące się, błyszczące szare oczy, dżinsowa króciutka spódniczka i płowy, seledynowy sweterek. -A to ty, ty jesteś ta nowa? -Tak, nazywam się Natalia Zielińska. -Marysia mi coś wspominała. To znaczy pani Korzeń.- Uśmiechnął się lekko czerwieniąc na twarzy. -Usiądź.- Wszyscy przyglądali się nowej. Zajęła miejsce obok Justyny-niebieskookiej szatynki. -Hej! -Cześć. -Jak masz na imię? -Justyna. -Ja Natalia, chyba słyszałaś. Mogę tu usiąść? -Pewnie. -No już spokój! Musimy przejść do lekcji. Czy ktoś chciałby nam przypomnieć czas i miejsce akcji powieści? Ręka Niki automatycznie wystrzeliła w górę, ku uciesze klasy. Opowiadała o tym swoim „Hobbicie” prawie do końca lekcji. -Z kim trzymasz Justynko? -Z Julią, Alą, Patrycją, Kaśką... A co? -A nic, tak się pytam. A z chłopaków? - Tomek, Adrian, Michał. Ej, po co ci to? - Nie wściekaj się, po prostu chcę się wkręcić do jakiejś paczki. -Czemu do mojej? -Nie wiem, wydajesz mi się sympatyczna, a co nie chcesz? -Mogę chcieć. -No to luz, masz chłopaka? -Mam. A czemu cię przenieśli? -Sama się przeniosłam. W klasie wszyscy mi dokuczali, byłam ofiar a wymuszania pieniędzy, nawet próby gwałtu. -Ooo -Nie słuchaj jej- wyrzucili ją za złe zachowanie i oceny psst- Szepnęła jej do ucha siedząca z tyłu Jola. Justyna jednak nigdy się z Jolką specjalnie nie przyjaźniła, więc puściła te słowa mimo uszu. -Ty wiesz, że to jest jej facet? -Kto? I czyj? -No ten „polonista”. Widziałam ich