Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Medycyna · 37 min czytania

Jutro będzie lepiej

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}JUTRO BĘDZIE LEPIEJ{/b}

Minęło już dwadzieścia jeden dni, od kiedy mała Dorotka trafiła na oddział dziecięcy szpitala klinicznego. Jeszcze kilka miesięcy temu była ona energiczną i pełną pełni życia istotką, taką jak pozostałe dzieci. Jednak z każdym dniem cała energia zdawała się wygasać, jakby z Dorotki uchodziło życie. Sala, w której przebywała mała pomalowana była na odcień jasnej pomarańczy, którą zdobiły kolorowe odciski dłoni poprzednich małych pacjentów placówki. Łóżko dziewczynki stało przy oknie, z którego rozchodził się piękny widok na pobliski park. Dorotka uwielbiała spacerować po nim w towarzystwie mamy. Uwielbiała słuchać śpiewu ptaków, szumu drzew… Czekając na kolejną wizytę mamy, Dorotka stanęła przy drzwiach do sali. Mamy jeszcze nie było, za to po dopiero, co umytej szpitalnej posadzce szurać zaczęły białe chłopięce trampki. Chłopak o bardzo bladej gładkiej cerze z pochyloną głową, owiniętą czerwoną chustą zbliżał się ku Dorotce. Jak długo żyje, a liczyła sobie już siedem lat, nigdy nie widziała chłopaka w chustce. Zaciekawienie nowym pacjentem rosło z każdym krokiem chłopca, gdy nagle zniknął on za drzwiami jednej z sal. Zawód – jedyna emocja, jaka w tej chwili udzieliła się dziewczynce. Nie trwało to jednak długo, gdyż przed oczami Dorotki pojawiła się znajoma osoba – Laura. Laura od trzech lat pracowała w tutejszym szpitalu jako wolontariuszka. Dzieci wprost szalały na jej punkcie, rodzice zaś cieszyli się radością i uśmiechem swoich pociech, które podczas zabaw z Laurą mogły na pewien czas zapomnieć o chorobach, z jakimi przyszło im się zmierzyć. - Laurka! – zawołała na widok dziewczyny uradowana Dorotka, która nagle zbladła. Wolontariuszka domyśliła się, co się stało: serce dziewczynki znów daje o sobie znać. To właśnie ono jest powodem, dla którego Dorotka znalazła się w szpitalu. Ciemnowłosa dziewczyna zawołała jedną z pielęgniarek, która pospiesznie ruszyła dziewczynce na pomoc, podając jej odpowiednią dawkę kropel nasercowych. Po kilku minutach sytuacja została opanowana, a na korytarzu pojawiła się długo wyczekiwana przez Dorotę mama. Nim jednak doszło do spotkanie z córką, pani Aneta wezwana została do pokoju konsultacyjnego. Doktor Karpiński siedział za biurkiem analizując najnowsze wyniki badań Dorotki, słysząc jednak delikatne pukanie do drzwi, odłożył kartki na blat biurka i podrapał się po skroni. - Panie doktorze, czy jest jakaś poprawa? – spytała z nadzieją w głosie mama małej pacjentki. - Niestety, z każdym dniem jest coraz gorzej. – odparł poważnym tonem medyk. – Jeżeli w ciągu dwóch tygodni nie znajdzie się dawca serca, Dorota może nie dożyć roku. Pani Aneta zamarła, słysząc diagnozę lekarza. Najchętniej sama oddałaby córce swoje serce, byleby tylko przeżyła, jednak medycyna zabrania takiego procederu. - Przecież jeszcze nie tak dawno zapewniał mnie pan, że z Dorotą jest coraz lepiej! - Wszystko na to wskazywało, ale ostatnie badanie i coraz częstsze ataki mówią same za siebie. – powiedział lekarz, pokazując pani Anecie odłożone wcześniej kartki z wynikami badań córki kobiety. Zrozpaczona kobieta wyszła na korytarz. Czuła się taka bezsilna w walce z przypadłością córki. Znalezienie dawcy serca dla Dorotki można było porównać do szukania igły w stogu siana, a o kosztach operacji lepiej nie mówić. Wszystko zdawało się być na przekór dziewczynce. Próbując ukryć przed córką swoją rozpacz, pani Aneta idąc do córki, natknęła się na wychodzącą z sali Dorotki wolontariuszkę Laurę. - Dzień dobry, pani Aneto. Rozmawiała już pani z lekarzem? Co powiedział? - Tak, kazał mi przygotować się na najgorsze… - odpowiedziała z rozpaczą w głosie kobieta. - Ale przecież wyniki… - Mam dwa tygodnie na znalezienie serca i funduszy na operację. - Pani Aneto, jutro na pewno będzie lepiej, musimy w to wierzyć! – powiedziała po chwili Laura, przytulając do siebie roztrzęsioną matkę dziewczynki. Tymczasem na oddział szpitala trafiła kolejna mała pacjentka. Natalka była w wieku Dorotki. Do szpitala trafiła w wyniku obrażeń, jakich doznała spadając ze skarpy, podczas spaceru z rodzicami. Obrażenia wewnętrzne były bardzo groźne, co zmniejszało szanse dziewczynki na przeżycie. Zdenerwowani rodzice czekali na wieści z sali operacyjnej. Po rozmowie z Laurą, pani Aneta przetarła łzy i udała się do zniecierpliwionej jej nieobecnością córki. - Mamusiu! – zawołała na widok pani Anety, mała Dorotka. Kobieta ledwo powstrzymała napływające do oczu łzy. Nie chciała okazać słabości przed dzieckiem, które zawsze widziało w niej człowieka silnego emocjonalnie. – Dlaczego tak długo? - Byłam jeszcze u pana doktora, skarbie. – odpowiedziała przybitym głosem mama dziewczynki. - No i kiedy mnie wypiszą? – wypytywała mała. - Powiedział, że musisz jeszcze tu zostać. - W sumie to nawet się cieszę… - Dlaczego? Nie chciałabyś już wrócić do domu? – pani Aneta zdziwiła się odpowiedzią córki. - Pewnie, że bym chciała, ale tęskniłabym za Laurką. A poza tym widziałam dziś na korytarzu nowego chłopaka. – odparła mała, gdy rozmowę matki z córką przerwało pojawienie się pielęgniarki, która przyniosła dziewczynce kolejną porcję leków. W między czasie zrozpaczeni rodzice operowanej Natalki wyczekiwali powrotu lekarza z sali operacyjnej. Wyczekiwali słów, że z ich córką jest już wszystko w porządku; wyczekiwali słów, których nie dane było im usłyszeć… - To nieprawda! – krzyczała załamana pani Donata, matka Natalki, która nie chciała przyjąć do świadomości, że jej jedyne dziecko zmarło kilka chwil temu. – To niemożliwe! Moja córka żyje! Zabierzcie mnie do niej! Pan Witold, ojciec zmarłej dziewczynki ze łzami w oczach przyjął wieść o śmierci córki; wraz z żoną nie przypuszczał, że zwykły rodzinny spacer okaże się ostatnim, tragicznym dla całej jego rodziny. Mężczyzna przytulił mocno żonę. - Chce ją zobaczyć… - rzekła podłamanym głosem pani Donata. - Przykro mi, ale to niemożliwe. – odpowiedziała pielęgniarka, podająca kobiecie środek uspokajający. - Proszę państwa, chciałbym z państwem jeszcze przez chwilkę porozmawiać. – zwrócił się do pary lekarz, który prowadził operację ich córki. - Wydaje mi się, że nie mamy, o czym rozmawiać. – odparł pan Witold. – Nasza córka nie żyje. - Sprawa jest bardzo poważna, gdyż chodzi o życie pewnego dziecka. Na naszym oddziale leży dziewczynka, czekająca na dawcę serca dla niej. - Nie! – sprzeciwiła się pani Donata, wtrącając się w słowa lekarza. – Nie pozwolę, aby moja córka została pokrojona na kawałki. - Proszę to jeszcze przemyśleć. Ten przeszczep to jedyny ratunek dla Dorotki. - Nie wyraziliśmy się jasno?! – odrzekła oburzona kobieta, która po chwili wraz z mężem udała się w stronę wyjścia.

Przechodząc obok sali Dorotki, spojrzeli w stronę bawiącej się w towarzystwie mamy dziewczynki nie wiedząc, iż to właśnie ona jest tą dziewczynką, o której wspominał im lekarz. Mała tak bardzo przypominała obojgu ich zmarłą Natalkę, która przez ich nie uwagę straciła życie. Następnego dnia pierwsza Dorotkę odwiedziła Laura. Jako że pogoda utrzymywała się od samego rana, a wszystkie prognozy nie zapowiadały deszczowych chwil, młodej wolontariuszce bez problemu udało się załatwić dla dziewczynki godzinny spacer po szpitalnym parku, na który Dorotka patrzyła z okna swojej sali. Idąc pod rękę wraz z Laurą, dziewczynka zachwycała się otaczającym pięknem natury: szumiącymi we wspólnym rytmie drzewami, poetyckim śpiewem ptaków oraz bzyczeniem fruwających w powietrzu owadów. - Rozmawiałaś z nim? – spytała tajemniczo dziewczynka. - Z kim? - Z tym nowym. Jak ma na imię? - Chodzi ci o Kornela? Tak, rozmawiałam z nim. - I co o nim myślisz? – wypytywała dalej dziewczynka, wywołując w pewnym momencie zamyślenie u Laury. - Jest bardzo skryty jak na swój wiek. – odparła krótko wolontariuszka. - Tylko tyle?! - Myślę, że w rozmowie z tobą będzie bardziej rozgadany. - Tak sądzisz? - Oczywiście! Nigdy nie słyszałaś o tym, że przeciwieństwa się przyciągają? - Chcesz powiedzieć, że jestem rozgadaną smarkulą? - Otóż to, wprost wyjęłaś mi to z ust! - Poskarżę się mamie… - zagroziła mała „rozgadana smarkula”. - Proszę bardzo! Tylko kto cię będzie wtedy odwiedzał, prócz mamy? Kto ci będzie opowiadał ciekawostki o Kornelu? - Wygrałaś… - skapitulowała po chwili dziewczynki. Nagle rozmowę Dorotki z Laurą przerwało pojawienie się blond włosej pielęgniarki, idącej pod rękę z wspomnianym wcześniej chłopakiem. - Masz okazję, żeby z nim porozmawiać… - szepnęła małej na ucho wolontariuszka Laura. - Laura, dobrze, że cię widzę! – powiedziała zmęczonym głosem kobieta. - Słucham, pani Halino. O co chodzi? - Potrzebuję twojej pomocy przy Kornelu. Muszę podać Adasiowi zastrzyk, a nie chciałabym, aby siedział samotnie w sali. - Bardzo chętnie zajmę się naszym nowym pacjentem tylko, czy… - Tak, zawiadomiłam już ordynatora, że Kornel będzie pod twoją opieką – wyjaśniła kobieta, ubrana w biały kitel, poczym wróciła do budynku szpitala. Cała trójka stała przez chwilę w milczeniu, patrząc na siebie wzajemnie. - Nazywam się Kornel. – przedstawił się chłopak. - Wiem. – odparła dziewczynka. – Ja jestem Dorota. Widziałam cię wczoraj na korytarzu. - Ja ciebie też. - Słuchajcie, mam pomysł! – wtrąciła się w dialog młodych Laura. – Może zagramy w „raz, dwa, trzy”? Laura stanęła przy pobliskim drzewie, zakryła dłońmi oczy i zaczęła odliczać pięć sekund - czas dany swoim podopiecznym na rozproszenie się wokół niej. Gdy czas minął, Laura odwróciła się w podskoku i klasnęła w dłonie wołając charakterystyczne dla zabawy „raz, dwa, trzy”. Słysząc te słowa młodzi stanęli w bezruchu. Wolontariuszka zmierzyła wzrokiem swoich podopiecznych i ponownie odwróciła się w stronę drzewa, by po raz kolejny odliczyć czas, tym razem jednak Laura odliczała trzy sekundy. Całej zabawie z okna przyglądała się mama Doroty, która cały czas zastanawiała się nad ratunkiem dla córki. Pan Witold pchnął przed siebie drzwi do mieszkania, które do niedawna rozjaśniała promienność małej Natalki. Śmierć córki była zbyt wielkim przeżyciem dla mężczyzny, który nie mogąc skupić się na pracy, zwolnił się wcześniej z biura. Pani Donata pogrążona w rozpaczy siedziała przy kuchennym stole, na którym porozrzucane były różne fotografie, przedstawiające najczęściej małą Natalkę z którymś z rodziców. Kobieta wzięła do ręki jedno ze zdjęć, poczym przejechała po nim dłonią. Ojciec zmarłej dziewczynki stał przez chwilę przy wejściu do kuchni i w milczeniu przyglądał się załamanej żonie. Tak bardzo chciałby zaoszczędzić jej cierpienia, z jakim przyszło jej się zmierzyć. Przez chwilę przez jego głowę przeszło setki myśli, również poczucie winy; być może, gdyby trzymał Natalię blisko siebie do całej tej tragedii z pewnością by nie doszło. Mężczyzna wrócił się do salonu i wcisnął przycisk umożliwiający odsłuchanie wiadomości głosowych pozostawionych na automatycznej sekretarce; a to koleżanka pani Donaty kupiła bluzkę z nowej kolekcji Ewy Minge, a to kuzynka pana Witolda znów ma problem z wyborem kraju, w którym mogłaby wypocząć od monotonnej pracy… - Witek – usłyszał w pewnej chwili mężczyzna, poczym udał się do kuchni, z której dobiegło wołanie. – Tak bardzo mi jej brakuje… - Mnie też, kochanie… - odpowiedział pan Witold, przytulając do siebie żonę. - … ale musimy żyć dalej. - Nie chcę… Sens mojego życia odszedł na zawsze… W pewnym momencie rozmowę małżonków przerwał dźwięk telefonu. Nikt jednak nie zdecydował się odebrać połączenia. W końcu włączyła się automatyczna sekretarka… - „Dzień dobry. Z tej strony Jacek Karpiński, kardiolog ze Szpitala Miejskiego, do którego trafiła wczoraj państwa córka, Natalia. Chciałbym, abyście państwo raz jeszcze przemyśleli kwestię pobrania organów od państwa córki. Pozwoliłem sobie na wykonanie badań immunologicznych na zgodność antygenów Natalki oraz Doroty i wyniki zezwalają na transplantację serca. Raz jeszcze proszę, abyście państwo to przemyśleli. Rozumiem jak ciężko jest państwu przywyknąć do tej tragedii, ale Natalce nie zwrócimy już życia.” – sygnał urwał się, a z kuchni dobiegł rozpaczliwy płacz pani Donaty. Dorotka i Kornel wrócili w towarzystwie Laury do swoich sal. W sali dziewczynki czekała już na nią jej mama. - Po twoim uśmiechu wnioskuję, że świetnie się bawiliście. - Laurka wymyśliła super zabawę! – odparła dziewczynka. - Wiem, widziałam was przez okno. A kim był ten chłopak? - Nazywa się Kornel, jest nowym pacjentem. W pewnym momencie do sali Doroty wszedł doktor Karpiński. Mała trzymając w ręce maskotkę od Laury wdrapała się przy pomocy mamy na szpitalne łóżko pościelone śnieżno białym prześcieradłem i posłała lekarzowi serdeczny uśmiech. Pani Aneta poprawiła córce poduszkę, poczym wraz z lekarzem opuściła salę Dorotki. - Jest jakaś poprawa? – spytała pani Aneta, w dalszym ciągu nie tracąc nadziei w poprawę zdrowia córki. - Niestety, serce Doroty z każdym dniem staje się coraz słabsze. – odparł mężczyzna. – Dzwoniłem dziś do rodziców pewnej dziewczynki, która wczoraj zmarła… - Zgodzili się na przeszczep?! – zerwała się kobieta. - Pani Aneto, proszę przytrzymać nerwy na wodzy jeszcze przez jakiś czas… To jeszcze nic pewnego. - Moje dziecko umiera, a pan każe mi się uspokoić? Czy mogę dostać adres lub numer telefonu do rodziców tej dziewczynki? - Przykro mi, ale nie mogę udzielić pani takich informacji. – odpowiedział lekarz. Kobieta oparła się o ścianę, chowając twarz w dłonie. - Pozostaje nam jedynie czekać, aż znajdzie się inny dawca… - nagle mężczyzna przerwał wypowiedź. Prócz zagłuszonych rozmów pacjentów i personelu szpitala, które panowały w całym budynku, na korytarzu słychać było rozpaczliwy płacz pani Anety. Mała Dorotka stanęła przy drzwiach do sali i w ciszy przyglądała się mamie. - Nie mam pojęcia, jak powiedzieć mojej córce, że zostało jej mniej niż rok życia… - powiedziała z wyrzutem kobieta, która odwróciwszy się w stronę lekarza, ujrzała stojącą w szpitalnej piżamce Dorotkę. Dziewczynka długo wpatrywała się w opuchnięte od płaczu oczy mamy. - Dorotka… - wydusiła z siebie pani Aneta zbliżając się do córki, lecz ta cofnęła się i uciekła od mamy, która pogrążyła się w jeszcze większej rozpaczy. Wybiegając z oddziału, Dorota wpadła wprost na wychodzącą ze szpitala Laurę. - A co ty tu robisz, mała? – zapytała zdziwiona wolontariuszka, lecz zamiast odpowiedzi ujrzała zapłakaną buzię dziewczynki. – Ej, co się stało? - Laurka, ja umieram… - wyjaśniła łkając. Zapadła głucha cisza. Laura przykucnęła przy dziewczynce i pogładziła ją po policzku. - Nie umrzesz, kochanie. Nie teraz… - Mama powiedziała, że mogę nie dożyć roku… - Dożyjesz! Zobaczysz, że przeżyjesz jeszcze mnie. Zapamiętaj i mów sobie, gdy tylko będzie ci ciężko: jutro będzie lepiej. - Tak myślisz? - Oczywiście! Na pewno za kilka dni znajdzie się dla ciebie nowe serduszko. Chodź, zabiorę cię do Kornela. Rozmowa z nim powinna poprawić ci humor. Pani Donata siedziała skulona przed telewizorem oglądając samotnie nagrania z różnych uroczystości rodzinnych, najczęściej nagranie nakręcone kilka godzin po narodzinach Natalki. Tak bardzo chciałaby ją przytulić, poczuć ciepełko z niej bijące, usłyszeć bicie jej serduszka… Po chwili pan Witold dosiadł się do żony i mocno przytulił ją do siebie. - To moja wina… - powiedziała przybitym głosem kobieta. - Nie obwiniaj się, Donatko. – odparł pan Witold. - Gdybyśmy byli bardziej uważni … Po cholerę szliśmy nad tą przeklętą skarpę?! - Teraz nie możemy już nic zrobić… - Cały czas mam wrażenie, że Natalka siedzi w swoim pokoju i rysuje zwierzątka. - Dzwonił lekarz ze szpitala. Ciągle próbuje przekonać nas, abyśmy zgodzili się przekazać organy naszej małej do transplantacji. - Czy on nie rozumie, co się do niego mówi?! Nie dam pokroić córki! - Dona… - Witek, powiedziałam już i zdania nie zmienię. Kornel leżał na swoim łóżku i czytał jedną z książek, które dostał od Laury. Będąc całkowicie pochłoniętym lekturą poczuł nagle uwieranie w okolicach nóg. Po sekundzie oderwał wzrok od książki i ujrzał przed sobą uśmiechniętą buzię Doroty. - Co robisz? – spytała. - Czytam. – odpowiedział krótko. - A co takiego? - „Oskara i panią Różę”. - O czym to jest? To jakiś romans? – wypytywała dalej Dorotka. - O chorym jak Kornel chłopcu, który nazywa się Oskar i wolontariuszce, pani Róży. – wyjaśniła Laura. – Oskar jest bardzo ciężko chory, a pani Róża przygotowuje go do odejścia. - Podobnie jak ty, Laurko… - wtrąciła Dorotka. – To na pewno musi być bardzo ciekawa książka. - Kochanie, ile razy mam ci powtarzać, że jesteś w szpitalu, żeby wyzdrowieć. - To się jeszcze okaże… - pomyślał Kornel, poczym na prośbę Laury zajął się dziewczynką. Minął tydzień. Stan Dorotki drastycznie pogorszył się, zgodnie z tym, co zapowiadał lekarz dziewczynki. Mała przeniesiona została na oddział intensywnej terapii, gdzie podłączona została do szpitalnej aparatury, nadzorującej pracę jej serca. Wykończona intensywnym leczeniem dziewczynka zasnęła. Pani Aneta od jakiegoś czasu przyglądała się z troską córce. Nie miała już siły płakać; za dużo łez już uroniła. Jedyne, co pozostało kobiecie to nie poddawać się i wierzyć, że z jej córką będzie wszystko w porządku. Załamanym głosem zaczęła nucić Dorotce jej ulubioną kołysankę. Wszystkiemu zza szyby przyglądała się Laura, która nie mogła powstrzymać łez, patrząc na śpiącą Dorotkę. To straszne jak w tak krótkim czasie stan dziewczynki pogorszył się… Od śmierci Natalki minął tydzień. Pani Donata zdążyła przyzwyczaić się do pustki, jaką pozostawiła po sobie dziewczynka. Kobieta po raz pierwszy od tego przykrego wydarzenia zdecydowała się opuścić mieszkanie. W ciągu tych kilku dni zdążyło się już nagromadzić sporo spraw zawodowych. Duża wskazówka zegara dochodziła do cyfry dwanaście. „Trzynasta – pomyślała pani Donata. – Pora iść”. Ostatnie spojrzenie na wiszącą na ścianie rodzinną fotografię, wykonaną kilka dni przed wypadkiem. Wychodząc przed blok, w którym mieściło się jej mieszkanie, przed kobietę wybiegła mała dziewczynka, mniej więcej w wieku jej zmarłej córki. Pani Donata wzięła do ręki piłkę, za którą przybiegła dziewczynka i podała jej ją. - Dziękuję… - odpowiedziała cichutkim głosikiem dziewczynka, poczym wróciła do koleżanek i wspólnej zabawy. Chwilę później kobieta wsiadła do swojego samochodu i ruszyła w stronę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%