Filozofia · 7 min czytania
Jutro czas umrzeć
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
PODSUMOWANIE
Nigdy nie sądziłem, że przyjdzie mi podsumowywać swoje życie w wieku 32 lat. Ale cóż jestem tu i teraz – w jakieś piwnicy w zapadłej wsi a jutro umrę.
Ach ten mój przesadny optymizm, znowu mi mydli oczy. Niedługo będzie świtać, więc umrę jeszcze dzisiaj. Ci uprzejmi panowie pewnie będą chcieli mnie powiesić jeszcze przed niedzielną mszą, czyli zostaje mi jakieś cztery do sześciu godzin zanim zadyndam na którejś z tych uroczych jabłoni. Chociaż trudno określić dokładny czas nie mając przy sobie zegarka i obserwując niebo z dość niewygodnej perspektywy – dwóch metrów pod ziemią. To, że umrę jest sprawą pewną. Nie oczekuję żadnego cudownego ocalenia a i nikt się nade mną nie zlituje. Jestem złym człowiekiem, najgorszym z możliwych. Zabiłem córkę gospodarza. Bez powodu, dla zabawy, po pijaku. Ale wszystko po kolei.
Nazywam się Henryk i jak już wcześniej wspomniałem mam 32 lata. Co doprowadziło mnie do takiego strasznego czynu? Odpowiedź jasna oczywiście nie istnieje ale analizując to wszystko sięgam pamięcią osiem lat wstecz. Miałem wówczas 24 lata, piękną narzeczoną i właśnie odebrałem dyplom z wyróżnieniem z najlepszej uczelni w Polsce. Zarówno ja jak i moja narzeczona pochodziliśmy z majętnych rodzin, więc mogliśmy zamieszkać razem w niezłym mieszkanku w bogatej dzielnicy Warszawy. Jeżeli dodam jeszcze, że już od początku studiów przecieraliśmy pierwsze szlaki na drodze życia zawodowego tak aby na koniec studiów mieć już trzy letnie doświadczenie zawodowe i prace z interesującymi perspektywami, powiecie że nasz początek dorosłego życia to czysty ideał. Też tak myślałem. Skoro jednak już wiecie, że za kilka godzin będę wisiał na pobliskim drzewie, to pewnie domyślacie się też, że moje życie dalekie było od ideału.
Na początku naprawdę wszystko szło dobrze. Oczywiście wzięliśmy ślub i nie było pary, która nie zazdrościła nam naszego szczęścia. A to nie wszystko. Oboje zbieraliśmy żniwa naszej codziennej ciężkiej pracy. Odnosiliśmy sukcesy, dostawaliśmy premie i wyróżnienia. To nam pozwalało na drogie wakacje, drogie kolacje, drogie meble a na dodatek jeszcze zakupiliśmy nieruchomość pod inwestycję. Trochę się uśmiecham jak to teraz piszę, to było wtedy dla nas takie ważne. Myśleliśmy o dzieciach, gdzie będą mieszkać, gdzie my będziemy mieszkać jak one będą dorosłe. Naprawdę szkoda, że nie widzicie teraz tego uśmiechu na mojej twarzy.
Jak się domyślam, oczekujecie teraz drodzy czytelnicy momentu przełomowego w moim życiu, czegoś co doprowadzi mnie do tego drzewa kilka metrów stąd. Nawiasem mówiąc nie wiem, dlaczego zwracam się do czytelnika w liczbie mnogiej. Może wyobrażam sobie publiczne odczyty tego wspomnienia. Nie to nie to. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego tak robię. Wracając jednak do mojego opowiadania – moment przełomowy jako tako nie nastąpił. To wszystko działo się stopniowo a (zabrzmi to trochę nazbyt poetycko i naiwnie) muzyka i sztuka dolewały oliwy do ognia w moim sercu. Trochę przesadziłem z tym wyrażeniem, proszę o wybaczenie ale zrozumcie mój czas jest ograniczony i nie chcę go jeszcze marnować na szukanie odpowiedniejszych wyrażeń. W każdym bądź razie wyraźnie zacząłem się interesować wieloma aspektami życia, zarówno poza pracą jak i małżeństwem. Film i sztuka odkrywały dla mnie zupełnie inny świat, inne życie,