Historia · 15 min czytania
K A S Z T A N
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
{b}K A S Z T A N{/b}
Ludzie, którzy zamieszkali w dzielnicy nowych bloków, szybko oswoili się z myślą, że nareszcie są u siebie. W niepamięć radości oddaliły się od nich lata niewygód, starania o długo oczekiwane mieszkanie, a na to miejsce zjawiło się uczucie pewności siebie, wiara we własne siły, dążenie do dalszych sukcesów.
Zbliżała się wiosna, gdy niektórzy z nich spostrzegli, że na placu, wśród nowych bloków, leżą sterty gruzu po budowie. Dawniej, zaabsorbowani gonitwą za dachem nad głową, nigdy by na te rupiecie nie zwrócili uwagi, teraz – już urządzeni – nie mogli znieść widoku śmietnika, wyłaniającego się spod śniegu.
Na jednym więc z zebrań komitetu osiedlowego mieszkańców postanowiono, z okazji zbliżającego się święta państwowego, uporządkować plac w czynie społecznym. Obecni na naradzie przedstawiciele poszczególnych bloków zaproponowali ponadto, by mieszkańcy każdego budynku posadzili po jednym młodym drzewku. Wniosek spodobał się i został przyjęty z aplauzem. Między delegatami wynikła tylko różnica zdań co do gatunku drzew, które należy zakupić, oddano zatem decyzję w ręce lokatorów, którzy rozstrzygnęli problem większością głosów.
Niedługo potem na zasianym trawą placu sterczały filigranowe drzewka. Mieszkańcy pielęgnowali je starannie, podlewali wodą w czasie letniej suszy, jesienią owijali słomą, żeby nie dobrały się do nich zające, wiosną przycinali i szczepili, aby nie zdziczały.
Patrząc na ich codzienną i żmudną krzątaninę, doznawało się radosnego wrażenia, że choć wszystkim zależy na tym, by ich drzewko było największe i najpiękniejsze, to równocześnie nikt nie zapomina o harmonijnej urodzie całego parku.
Z tych też powodów z początku nie wzbudził podejrzeń fakt, że jedno z drzew – kasztan – rośnie znacznie szybciej niż pozostałe. Przeciwnie, wspinający się błyskawicznie w górę fenomen natury wywołał ogromne zainteresowanie i sympatię. W maju, gdy pachniał na całą dzielnicę, przychodziły oglądać go dzieci z przedszkola; harcerze pasjonujący się przyrodoznawstwem i ochroną naturalnego środowiska wyznaczali sobie obok niego zbiórki, a w każde słoneczne popołudnie spotykali się pod nim działacze Ligi, najważniejszej i największej organizacji, sprawującej w miasteczku rządy od niepamiętnych czasów. Nie sposób w tym miejscu nie dodać, że w budynku, którego mieszkańcy przegłosowali zakup kasztana, mieszkał prezes i prominentni członkowie Ligi. Ukradkiem przyglądali się mu także zazdrośni lokatorzy innych bloków, ale tych nie było zbyt wielu. Niekiedy odwiedzały kasztana również urzędowe delegacje, przybywające do Rady Narodowej oraz liczne wycieczki z okolicy.
Od czasu do czasu słyszało się jednak w dzielnicy głosy, że tak szybki wzrost kasztana to niejasna sprawa. Nieoficjalnie zarzucano jego opiekunom stosowanie środków chemicznych, zabronionych w uprawie drzew, z powodu ich jakoby ujemnego wpływu na środowisko biologiczne; mało kto wszakże wierzył w te plotki, a zresztą ludzie, pochłonięci jak zwykle wychowywaniem dzieci, malowaniem mieszkań, kupowaniem nowych mebli, czy wreszcie zarabianiem pieniędzy – i tak nie zwracali na nie szczególnej uwagi. Tylko renciści i emeryci zagadywali systematycznie na ten temat, obserwując z rezerwą fenomenalne drzewo.
Część 22 / 2
Minęło kilka lat. Informacja ta w przypadku każdego innego drzewa nie miałaby żadnego znaczenia i na pewno nie znalazłaby się w tym tekście. Wiadomo, chociażby ze szkolnej nauki przyrody, że wszystkie drzewa rozwijają się raczej wolno, stąd stosunkowo drobne zmiany, jakie w tym czasie kasztan powinien był przejść, nie byłyby godne aż odnotowania.
Stało się jednak inaczej. Kasztan, wykorzystując sprzyjający klimat, a może także inne, nieznane jeszcze powszechnie, osiągnięcia współczesnej wiedzy z zakresu ogrodnictwa, rozrastał się w oczach i wkrótce zdominował swych sąsiadów. Prezentował się teraz rzeczywiście imponująco, zwłaszcza gdy łagodony wiatr poruszał jego nieprzeliczone liście. Rozlegał się przy tym tak przejmujący szelest, że ludzie zatrzymywli się w pół kroku, jakby nagle usłyszeli hymn narodowy, zagrany przez orkiestrę wojskową.
Nie da się jednak pominąć faktu, iż u coraz większej liczby osób oprócz zachwytu, zjawiało się równocześnie uczucie zaskoczenia, a nawet zaniepokojenia. Bo oto lokatorzy bloków, których drzewa stanęły w miejscu i zaczynały usychać – zauważyli, że jest to winą kasztana, zasłaniającego im dostęp do słońca. Jeszcze inni skarżyli się, że konary wybijają szyby w oknach, administracja osiedla zaś ostrożnie informowała Ligę, że korzenie kasztana niszczą podziemne instalacje elektryczne i kanalizacyjne. Na domiar złego, ptaki gnieżdżące się w koronie drzewa zanieczyszczały trawnik, a nieustanne, głośne trele i unoszący się dookoła nieprzyjemny zapach, nie pozwalały ludziom pracy wypocząć.
Z dnia na dzień wśród znacznej części mieszkańców dzielnicy wczorajszy zachwyt przeradzał się w narastające niezadowolenie. Zastanawiano się, co mogło spowodować tak zaskakujący wzrost kasztana, tym dociekliwiej, gdy ktoś ogłosił, że odkrył metody jakimi to osiągnięto, jego zdaniem, oczywiście niedozwolone. A stąd był już tylko krok do rozważań niemal filozoficzych nad tym, co właściwie jest ważniejsze: jedno drzewo, wprawdzie ogromne i przyczyniające splendoru miasteczku, czy też te pozostałe, choćby i ledwo utrzymywane przy życiu.
W niedługim czasie liczba potencjalnych zwolenników ścięcia kasztana przewyższała liczbę jego obrońców. Ale do spełnienia woli większości było na razie bardzo daleko. Kasztan – jako drzewo wielce wyrośnięte – cieszył się sympatią obywateli, mających w miasteczku najwięcej do powiedzenia. Należeli do nich głównie prominentni członkowie Ligi, hotelarze, restauratorzy, a także właściciele kiosków z pamiątkami, zarabiający nieźle na turystach, również tych z zagranicy, zwabionych miejscową sensacją.
Tymczasem sytuacja w dzielnicy stawała się coraz bardziej krytyczna. Okolicznym domom groziło zniszczenie podziemnych instalacji, do mieszkań pozbawionych słońca wdzierała się wilgoć, niemowlęta zapadały na krzywicę... W każdej chwili mogło też dojść do fizycznej konfrontacji między coraz donośniej protestującą większością przeciwników kasztana, a topniejącą garstką jego obrońców i działaczy Ligi.
Ci ostatni nie zważając na to co się święci, imali się najrozmaitszych sposobów, próbując uratować bezcenne dla nich drzewo. Z najbardziej zagrożonych budynków przeniesiono lokatorów do innej dzielnicy. Równocześnie wokół kasztana trzymano warty, aby nie dokonano na niego zamachu, a Liga na specjalnej sesji uznała go za pomnik natury. W tym samym czasie odbyła się także zamknięta dla publiczności konferencja naukowa związanych z Ligą specjalistów ogrodnictwa, którzy dowiedzieli się wtedy po raz pierwszy, że kasztan, karmiony od lat niedozwolonymi odżywkami, rozwija się obecnie w tempie znacznie szybszym, niż to pierwotnie zakładano, a wszystkie znane metody ograniczenia tego wzrostu, z nieustannym przycinaniem konarów włącznie, zawodzą. Specjaliści zadeklarowali wszechstronną pomoc, po czym rozjechali się do swych zakładów naukowych.
A kasztan nadal pęczniał jak odświętny placek drożdżowy. Po raz drugi trzeba było przesiedlić do…