Inne · 6 min czytania
k o t h a c
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
idzieidzieidzie .
powietrze dzisiaj jest mroźne, mroźne i uparte. czepia się każdego włosa. sprawia, że oddech opada na śnieg, wsiąka w tą białość białości i pozostawia tylko zapach. to niby pot, ale coś więcej.
ona podnosi głowę i widzi jedną gwiazdę i kawałek księżyca. gwiazda mruga. małe dziewczynki wierzą, że księżyc to ciastko. staniesz na palcach i możesz gryźć.
hejhej, jesteś małą dziewczynką?
z lewej strony coś ją ciągnie do ściany bloku i to jest pies. wredny pies, bo ciągnie. glany ślizgają się po szkle z lodu i jeszcze chwila, a cały świat przechyli się za bardzo do przodu i się wywróci. kto go pozbiera.
ma rękawiczkę na prawej dłoni, zaciska ją na worku. worek pełen śmieci, to tak jakby ona.
Część 22 / 3
jest ciemno i tylko latarnie coś brzęczą, ot tak. ulica jest pusta i kiedy przez nią przechodzą, ona i pies, ktoś w bloku za jej placami zapala następnego papierosa. znudzone, piękne stworzenie.
ona też jest stworzeniem, znudzoną istotą i powiedz jej, proszę, co ma ze sobą zrobić, gdzie zaprowadzić ciało. o nie o nie onie. body modifications.
po drugiej stronie ulicy jest śmietnik, wysypisko cudzego życia. to tutaj wszyscy pozbywają się kończącego się dnia i ona też to robi. częstoczęsto, prawie codziennie.
podchodzi. śmietnik jest niemal pusty; z kwadratowego otworu wypluwa dziwny, pomieszany zapach. gdyby tak zamknąć oczy, on wplótłby się między rzęsy i skrył pod brodą.
ona podnosi prawą rękę, pies się wierci, zapach ucieka w bok. wzrok za nim podąża i świat się kurczy. rzeczywistość ma narkotyczny charakter. właśnie dlatego w autobusach następuje zakrzywienie teraz, przetarcie i tworzy się jutro. co za drganie.
a ręka wznosi się wyżej, przesuwa do przodu i mięśnie się rozluźniają. worek spada, śmietnik go pożera, zamyka w sobie, ale zapach nie wraca.
Część 33 / 3
pies ziewa, w krzakach coś szura, ona mruga, pociera nos i już chyba to koniec tej wycieczki. chłód zmienia myśli. chcemy być chłodni, chcemy być bez myśli.
jeden wdech i kawałek wydechu, płuca pracują, krew płynie, nie ma dokąd pójść, teatr zamknięty.
ktoś wychyla się z wnętrza śmietnika, szarobura twarz, co za piękne oczy. nos krzywy, ale usta idealne, wykradzione komuś niezwykle ważnemu, komuś ponad i pod. mężczyzna, złoty śmietnikowy włóczęga, sprzedam zegarek za kilka złotych. włosy sterczą mu na wszystkie strony, tak jak życie. on patrzy na nią, ona na niego, on coś mówi, mamrocze, krzywi się i pociera brudne czoło. ona uśmiecha się, kiwa głową i odpowiada, a kurtka szeleści. latarnie milkną.
k o t h a c
ułóż sobie, przyjacielu. popołudniowy dzieciojebco.
żegnają się, mężczyzna znika, pies włazi w największe zaspy, coś go tam ciągnie, łapie za sierść i wciska. glany się ślizgają; popatrz na tą chmurę nad blokiem. dokładnie nad mieszkaniem z kapeluszem. w oknie palą się światła, na pewno winyle…