Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

KĄCIK MARUDY- Wizyta u psychologa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jak nietrudno się domyślić jesienna depresja wcale mi nie przeszła tylko zamieniła się w mega zimowe załamanie nerwowe, więc kiedy wreszcie moja niesamowicie zapracowana rodzina zauważyła, że straciłam wszelką ochotę na życie jednogłośnie zadecydowali, że muszę się udać do psychologa. I tak o to wylądowałam u pana Henia. Nie żebym tak od razu się temu reżimowi poddała. Protestowałam. I to bardzo długo. Jednak nie przyniosło to żadnych efektów. W odpowiedzi cały czas słyszałam, że ludzie chorzy powinni się leczyć. Tylko, ja byłam totalnie zdrowa. No, ale rodzice wiedzieli swoje, dlatego postanowiłam się poddać. W końcu wizyta u psychologa może być niezłą frajdą. Kładziesz się na wygodnej kanapie i mówisz, co ci „leży na wątrobie” a lekarz musi tego słuchać, udawać, że robi notatki i wymyślać sposoby na zwalczenie twojej depresji. Kiedy jednak weszłam przez szare drzwi do gabinetu pana Henia od razu zdałam sobie sprawę, że za dużo, naoglądałam się komercyjnych amerykańskich filmów. Na środku niewielkiego pomieszczenia stało okropne biurko a przed nim jeszcze gorsze drewniane krzesło. I to by było na, tyle jeśli chodzi o miękkie sofy z puchowymi poduszkami. Pan Henio też nie wyglądał jak moja wymarzona młodsza wersja doktora Cartera. Tak wiem, że on był chirurgiem, ale co za różnica? Lekarz to lekarz. Po za krzesłem i biurkiem, na którym leżała wyłącznie miseczka z owocowymi cukierkami, w pokoju nie było nic. Dlatego nie trudno się dziwić, że zamiast przychodni psychologicznej pomieszczenie to bardziej przypominało mi socjalistyczny sklep z octem. Szkoda, że ocet zastąpiono owocowymi cukierkami. Nie było jednak odwrotu. Trzeba było wejść. Z ładnym dzień dobry na ustach delikatnie zaczęłam siadać na krześle bo ogarnęło mnie bardzo nie miłe uczucie, że jeśli zrobię to trochę mniej ostrożnie to wszystkie cztery nóżki podtrzymujące to niepewne siedzonko złamią się w pół i bardzo nieefektownie wyląduje swoimi czterema literami na tej, jak mi się zdaje, twardej podłodze. Jakimś cudem krzesło wytrzymało mój ciężar. W myślach jednak kotłowało mi się pytanie: jak długo jeszcze zdoła mnie utrzymać? W każdym razie pan Henio oderwał mnie na chwilę od czarnych wizji bo od razu zapytał: - No to co ci moja droga dolega? A to pytanie naprowadziło moje myśli na inne tory. Bo tak naprawdę jak można paroma słowami zgrabnie określić moje chwilowe podejście do życia? Że całymi godzinami leżę w domu, patrzę w sufit i słucham muzyki Bacha żeby uspokoić moje nerwy, które są po prostu zszarpane. Że w ogóle nie chcę mi się wstawać do szkoły a co tu dopiero mówić o uważaniu na lekcjach. Że kiedy tak leżę w domu i widzę że dzwoni mój chłopak Adrian to rzucam telefonem na drugi koniec pokoju. I potem niestety muszę błagać mojego ojca by podoklejał „kropelką” wyłamane części obudowy. To też mniej więcej powiedziałam panu Heniowi, kusząc się jeszcze o autodiagnoze, mówiąc, że podejrzewam u siebie bardzo poważną, niebezpieczną dla zdrowia a nawet życia depresje. On jednak nie przejął się za bardzo moimi słowami i nie zaczął lać balsam na moją duszę tak jak się tego spodziewałam tylko spytał: - Dlaczego rzucasz telefonem na drugi koniec pokoju kiedy widzisz, że twój chłopak dzwoni? Mrugnęłam parę razy oczami by przekonać się czy nie śnie. Bo wiecie, to naprawdę nie było normalne. To totalnie nie jest normalne kiedy twój psycholog zamiast zwalczać moją depresje poprzez mówienie że świat jest piękny i podanie niezbędnych dla zachowania życia leków, pytał się o to dlaczego nie chcę rozmawiać ze swoim chłopakiem. Jakby akurat to w całym moim szczerym i bolesnym wyznaniu było najważniejsze - Bo nie mam na to ochoty- odpowiedziałam zgodnie z prawdą - Ale żeby od…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%