Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Kałuża

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Deszcz… Dlaczego zawsze musiało padać w takich momentach? To niedorzeczne… Ehh.. Nawet nie można nigdzie wyjść. A, walić to. Ubrałam kurtkę i buty… Pierdolone glany… Jeszcze nie wyleczyłam ran po poprzednim spacerku w nich. Ale co poradzić na taką pogodę? Wcisnęłam nogi w moje zarazem ukochane jak i znienawidzone obuwie i wyszłam z domu przekręcając raz klucz w zamku, jak to zwykłam robić… Nie rozumiem ludzi, którzy niepotrzebnie przekręcają klucz drugi raz. Co im to daje? Drzwi są i tak zamknięte, a przynajmniej mniej czasu traci się podczas sterczenia i kręcenia… Jakby nie dość czasu zabierało szukanie tego klucza… Choć mi i tak zabiera to mniej czasu niż ‘przeciętnym’ kobietom. Na chuj im te wielkie torby? Co takiego ważnego tam trzymają? Mi do szczęścia (pff… szczęścia… ) starczają kieszenie.. Na telefon, portfel… Klucze. Co innego jest mi potrzebne? Kosmetyki? Kredka, tusz… Leżą w domu, rzadko ich używam. Szczotka do włosów? Jakich włosów? Do tego sterczącego czegoś na głowie co pod żadnym pozorem nie chce się ułożyć? Nie, dziękuję, nie potrzebuję… Nie widzę potrzeby noszenia czegoś więcej oprócz tych podstawowych rzeczy… Mam wszystko czego mi trzeba… Chociaż nie, aktualnie nie wszystko. Skończyły mi się fajki. I zapalniczka znowu mi się gdzieś zapodziała. Ehh, będzie trzeba zatrzymać się przy jakimś kiosku albo gdzieś. Ale na razie nie ma po co… Za bardzo leje, nie odpalę. Połażę po mieście, poczekam aż przejdzie… 5 minut… Mniej więcej tyle czasu moje kochane buciki potrzebowały, żeby znów poczuć się zapomniane i o sobie przypomnieć. Muszę na chwilę usiąść. Ale najpierw podejdę do sklepu po te fajki. Mam. Siedzę na murku, w pewnym oddaleniu od ulicy. Pod drzewem, które całkiem dobrze chroni przed spadającymi kroplami. Deszcz też już się trochę uspokoił, jakby wiedział, że teraz jego wysiłki spełzną na niczym, że nie dosięgnie mnie tu, że nie ma po co się starać. Odwijam folię z paczki, wyciągam jednego, odpalam. Z początku lekki wiaterek gasi nikły płomyk zapalniczki, ale za drugim razem papieros rozżarza się na końcu. Zaciągam się dymem… Ahh… Ile razy już myślałam nad tym żeby to rzucić? Nie pamiętam… W sumie nawet nie sprawiłoby mi to problemu, palę od niedawna, nie jestem uzależniona. Problem w tym, że lubię palić. Papieros prawie się kończy. Siedzę i wpatruję się w samochody przejeżdżające przez kałuże, rozchlapujące je na boki. Patrzę jak szarzy ludzie odskakują na bok i wyklinają na kierowców za brak myślenia. Śmieszy mnie to. Kałuża zachowuje się jak serce człowieka… W nagłych porywach uwalnia się z piersi, by po chwili wrócić, jednak już niepełne. Ta myśl spadła na mnie jak grom. Poczułam się nieswojo… Jakoś tak, smutno… Nieczęsto zdarza mi się czuć. Życie oduczyło mnie zbytniego reagowania emocjami na cokolwiek. Po co komu emocje? Żeby ranić? Żeby wysysać z człowieka nadzieję, zostawiając powoli opróżniającą się powłokę… A potem zostaje sama skorupa, która nie potrafi nic brać z życia… Jak ja… Chociaż…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%