Proza · Obyczajowe · 2 godz. 4 min czytania
Kama cena życia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Zacznij pisać tutaj.Noc była głucha i ciemna .Kama leżała na wąskim , twardym łóżku , szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w niewidoczny w ciemności sufit , nie mogła zasnąć, nasłuchiwała czy ktoś nie idzie po schodach , czy nie będzie się dobijał do drzwi, trzęsła się z zimna i ze strachu . Mały pokój na poddaszu był jej schronieniem i katorgą .Mieszkała tu ze swoim konkubentem i jednocześnie oprawcą .
- Była młoda , ładna ,podobała się chłopakom ale to on jej zawrócił w głowie , to w nim się zakochała . Początki były piękne , obdarowywał ją prezentami , czarował .
- W domu się nie przelewało , wiecznie zapracowana matka i ojciec alkoholik , imponowało jej że taki chłopak okazuje jej zainteresowanie . Wierzyła że on odmieni jej życie , że przy nim będzie miała to czego brakowało w domu , że w końcu nie będzie chodziła głodna . -Nie wierzyła tym co mówili że on jest draniem , że zamiast polepszyć to jeszcze pogorszy przy nim swoje życie . Że będzie jej ciężko uciec od niego -.
Myślała że jej zazdroszczą i nie słuchała nikogo . Sielanka trwała kilka miesięcy a potem zaszła w ciążę , miała osiemnaście lat , nie wiedziała co ze sobą zrobić ale on na wieść o dziecku zdecydował za nią .
-Zamieszkamy razem -mówił - urodzisz dzieciaka to zobaczymy jak będzie dalej , na razie mieszkam tymczasowo na poddaszu ale pomieścimy się ,teraz jesteś prawie moją żoną, kiedyś pobierzemy się , będzie dobrze -obiecywał- Na wieść że jest w ciąży matka załamała ręce , płakała , krzyczała ze co ona sobie myśli ? Rzuciła szkołę , nie ma zawodu , nie pracuje , w domu bieda a tu jeszcze dziecko ? Ojciec w pijackim zwidzie chciał ją bić ale mu się wywinęła , wybiegła z domu tak jak stała i już do niego nie wróciła , pobiegła do niego , do swojego księcia jak sam o sobie mówił .
Przyjął ją bez słowa , kiedy weszła do tego pokoju na poddaszu zamarła , to była klitka która służyła za kuchnię , pokój i toaletę , małą i ciasną ,
łazienki nie było , woda tylko zimna i nie było ogrzewania . Małe okno nie dawało tyle światła ile powinno dawać , jakaś stara komoda i wąskie wyrko , szafka kuchenna to było całe wyposażenie mieszkania . W kącie stała oparta o ścianę miska służąca do mycia .
Tej pierwszej nocy spała z nim na tym wąskim wyrku , przykryta jedynie jakimś cienkim kocem , bez poduszki pod głową . Była głodna ale nic nie mówiła , nie poprosiła ani o kromkę chleba ani o kubek wody , a on nawet jej tego nie zaproponował .Nie mogła zasnąć więc leżała na samym brzegu łózka i połykała łzy które cisnęły się do oczu - Przysnęła dopiero nad ranem a kiedy się obudziła jego nie było już w domu . Niestety, nie było też nic do jedzenia , napiła się zimnej wody
prosto z kranu , przemyła twarz i nie wiedziała co ma dalej robić . Usiadła znów na tym łóżku twardym , twarz ukryła w dłoniach i rozpłakała się , jak dziecku łzy spływały po twarzy . Była przerażona .
-Nagle otworzyły się drzwi i zobaczyła jego , swojego księcia który tak naprawdę miał na imię Damian , w ręce trzymał reklamówkę którą rzucił na szafkę , spojrzał na nią błędnym wzrokiem , zaczęła się bać , domyśliła się że musi być pod wpływem narkotyków albo alkoholu , siedziała i bała się na niego spojrzeć
-co jest mała ?-wybełkotał -żarcie przyniosłem - ugotujesz coś -Dobrze -odpowiedziała cicho - tylko powiedz mi na czym ? Nie widzę kuchenki , żadnych naczyń , jak mam gotować ?- -Tam jest -pokazał palcem małą , okrągłą kuchenkę elektryczną , garnek i coś znajdziesz w szafce . Zobacz, co kupiłem -
-wstała , zajrzała do reklamówki w której był makaron , chleb i jakaś konserwa , to były zakupy na cały dzień . Wyjęła z opakowania kromkę chleba i łapczywie zjadła ale głodu tym nie zaspokoiła -włączyła do kontaktu kuchenkę , znalazła w szafce stary blaszany garnek do którego nalała wody i postawiła na kuchence . Szukała soli , jakichś przypraw , ale tego nie było .-
-Damian rozwalony na łóżku wodził za nią oczami , nie mówił nic tylko omiatał ją wzrokiem , czuła jego spojrzenie na sobie ale udawała że nic się nie dzieje , co chwilę mieszała wodę w garnku która nie chciała się zagotować , tymczasem on wstał i podszedł do niej , złapał w pasie chrypiącym głosem powiedział że teraz jest jego i ma robić to co on zechce , a teraz właśnie chce się z nią kochać .Na nic zdał się jej opór , prośba żeby tego nie robił , że ona nie jest w nastroju ale on nie słuchał , zamierzył się ręką na nią tak jakby chciał uderzyć ale ostatecznie nie uderzył , zapowiedział tylko że jeszcze do tego wrócą . -Woda w garnku zaczęła w końcu wrzeć , wsypała makaron i czekała aż się ugotuje , kiedy był już miękki odlała gorącą wodę i zalała zimną , nie mogła przecedzić bo nie było durszlaka , odlewała wodę pomału żeby tylko żadna rurka makaronu nie wypadła do brudnego zlewu .-
Potem na dwa obtłuczone talerze nałożyła po porcji makaronu i otworzyła konserwę , ale Damian wrzasnął że to jest do chleba a makaron zjedzą taki z wody , bez niczego . - Jadła ten makaron bo była głodna ,musiała oszukiwać samą siebie więc jedząc wyobrażała sobie że jest to pyszne spaghetti z sosem pomidorowym a przecież ten makaron był sklejony , mdły i niesmaczny . -Po tym biednym posiłku zmyła w zimnej wodzie naczynia , chciało jej się pić ale nie było nic prócz wody z kranu .Zapytała Damiana czy ma może herbatę ale on się tylko zaśmiał szyderczo i kazał jej podejść do siebie .Nie chciała mu się sprzeciwiać więc podeszła i zobaczyła że on trzyma w ręce butelkę wódki którą otworzył i podał Kamie .-
-Wzdrygnęła się , jak to ? Przecież jest w ciąży , nie lubi alkoholu -tłumaczyła-
ale on jej nie słuchał , kazał pić . Ze strachu upiła mały łyk , ale Damian stwierdził że to za mało i ma pić aż on powie że wystarczy -
-piła a głowa robiła się coraz cięższa , , czuła się tak jakby była na karuzeli a kiedy się zachwiała , wtedy powiedział że wystarczy . Resztę wypił sam . -Kama po wypiciu sporej dawki wódki wpadła w jakieś otępienie , nie wiedziała co się z nią dzieje , gdzie jest , i kim jest Damian , wszystko zlewało się jej w wielką białą plamę , chciało się jej spać , oczy same się przymykały , przewróciła się na podłogę i zasnęła .
Kiedy się w końcu obudziła bolała ją głowa , bolało całe ciało , miała zdjęte spodnie i wtedy uświadomiła sobie że Damian ją zgwałcił . Jej książę okazał się potworem który ją upił żeby wykorzystać .
-Teraz leżąc w łóżku przypominała sobie te wszystkie miesiące życia z nim i jednocześnie nasłuchiwała czy nie wraca , było już dawno po północy a jego nie było .-
Nawet malutki Adaś który miał już dwa miesiące tej nocy nie budził się i nie płakał .
Kochała synka ale wiedziała ze nie jest w stanie go wychować , że nie zapewni mu warunków do życia .Nie miała pracy a jedyny dochód to były pieniądze które otrzymywała na Adasia i które zabierał Damian . Wydzielał jej tylko na mleko i pieluchy dla Adasia i jakieś drobne na chleb . Pomagali jej dobrzy ludzie , dostała ubranka dla synka , wózek , łóżeczko ,
od czasu do czasu jakieś pieniądze które chowała przed Damianem .
Nie miała pomocy ze strony rodziców którzy nawet nie wiedzieli ze mają wnuka . Na dworze zaczęło świtać , wstała i podeszła do łóżeczka , patrzała na śpiącego Adasia i serce jej się krajało z bólu .
-Adasiu mój kochany -szeptała - nie miej do mnie żalu jak już będziesz dorosły , nie chcę żeby twoje dzieciństwo było smutne i biedne , nie chcę ,nie mogę cię skazać na wyzwiska , na widok ojca który jest zawsze prawie albo pijany albo pod wpływem narkotyków , nie chcę żebyś był bity, syneczku nie zasługujesz na takie życie . Kocham cię bardzo i dlatego muszę cię oddać . Na zawsze będziesz w moim sercu , nigdy o tobie nie zapomnę -rozpłakała się . Maleńki Adaś poruszył się , wykrzywił buzię do płaczu , wyglądało to tak , jakby rozumiał co mówi do niego mama ,ale nie podoba mu się perspektywa rozstania z nią .Damian nie wrócił ani tej nocy , ani następnego dnia , minęło kilka dni kiedy przyszedł do niej kolega Damiana i poinformował ją że Damian
został złapany z narkotykami i zabrany do aresztu .
Odetchnęła z ulgą ale nie zmieniła zdania co do postanowienia że odda Adasia , zrzeknie się wszelkich praw do dziecka tym bardziej że malec nie nosił nazwiska ojca i miał w metryce wpis że ojciec nieznany .
Odwlekała tę chwilę ale syndrom ofiary który nosiła w sobie i na dźwięk każdego kroku jej serce zamierało . Bała się że Damian wróci i wtedy już nie zrealizuje swoich planów.
Rozdział II
Droga do Ośrodka była najdłuższą i najtrudniejszą drogą w jej życiu . Wiozła Adasia w wózku i miała wrażenie że pcha przed sobą ogromny ciężar
Ranne powietrze chłodziło jej zapłakaną twarz a serce tłukło w piersi jak oszalałe .
Gdy stanęła pod drzwiami z napisem -Okno Życia-na moment zabrakło jej tchu ,oparła się o framugę drzwi i znów rozpłakała , w głowie była myśl żeby się rozmyślić , nie zostawiać synka ale z drugiej strony była chęć zapewnienia mu lepszego życia . Adaś mimo biedy był zdrowym i dosyć zadbanym niemowlęciem , wierzyła ze taki malec szybko znajdzie rodzinę która go adoptuje , pokocha .
Podeszła bliżej , wyjęła śpiącego Adasia z wózka , przytuliła mocno do piersi , pocałowała po raz ostatni , drżącą ręką otworzyła małe , przeszklone drzwiczki . W środku było ciepło, paliło się łagodne światło . Przygotowane łóżeczko czekało na kogoś kto potrzebował ratunku . Jeszcze raz spojrzała na Adasia , miał do kocyka przypiętą agrafką kopertę , był w niej schowany akt urodzenia i krótka kartka na której napisała
-Zrzekam się wszelkich praw do mojego dziecka , ojciec jest nieznany .Dajcie mu szansę na lepsze życie . Ma na imię Adaś . Nie szukajcie mnie -
Położyła synka delikatnie . Gdy zabierała ręce, poczuła jakby ktoś wyrywał jej kawałek serca .Zamknęła okno .
Sekundę później rozległ się cichy ale wyraźny dźwięk dzwonka . To był alarm , już ktoś po niego szedł. Kama odwróciła się i zaczęła szybko
biec nie oglądając się za siebie, łzy spływały jej po twarzy , w uszach cały czas słyszała dźwięk alarmu .
Mogła jeszcze wrócić ,ale nie zrobiła tego . Tak będzie lepiej , pomyślała .
-Nie wiedziała dokąd iść , nie miała koleżanek , przyjaciółki którym mogłaby się zwierzyć , wyrzucić z siebie cały ból, z matką nie widziała się od dnia kiedy uciekła z domu . Wróciła do tej nory na poddaszu , usiadła na tym samym twardym wyrku i wybuchła głośnym , spazmatycznym płaczem . ale płacz nie pomógł , nie przyniósł ulgi . Spojrzała na łóżeczko w którym jeszcze rano spał Adaś , pogłaskała jego poduszeczkę -
-Adasiu -chlipnęła - nigdy bym cię nie oddała gdybym miała jakąś pomoc , twoja babcia nawet nie wie że się urodziłeś , nie wie czy jesteś chłopcem czy dziewczynką , nie poznała cię i już nigdy nie pozna .
Nie płakała już , ale było jej bardzo smutno . Pozbierała rzeczy po Adasiu i ułożyła w łóżeczku . Obmyła zapuchniętą od płaczu twarz , była zmęczona , nie miała na nic sił , położyła się na łóżku i zasnęła .
Obudziła się po kilku godzinach , nie myślała już o synku tylko o tym że musi jutro zgłosić w MOPR że Adasia już nie ma ,
że zrezygnowała świadomie z bycia matką , że musi się zrzec pieniędzy które na niego otrzymywała a które zabierał jej Damian . Nie miała środków do życia ,musiała poszukać sobie jakiejś pracy , wyprowadzić się z tej nory tylko gdzie ?
Nie mogła sobie z tym natłokiem myśli poradzić . Zarzuciła na siebie cienką kurtkę i wybiegła w ciemność , nie wiedziała gdzie idzie ale nogi same ją zaprowadziły pod kamienicę w której mieszkali rodzice , w mieszkaniu na parterze świeciło się światło , podeszła pod uchylone okno i nasłuchiwała . Ale było cicho , tak jakby wszyscy już spali i zapomnieli wyłączyć światło .
-Co ty tu robisz?-usłyszała nagle i odskoczyła od okna - Kama ?-
To był głos matki która wracała z popołudniowej zmiany z pracy
-Mama ?-zapytała - ja nic , ja tylko chciałam , nie , nie ważne . Dobranoc .-
Ale matka ją zatrzymała , nie pytała jak jej się wiedzie , jak się czuje , nie zapytała gdzie mieszka i nie zapytała o dziecko .
-Paweł wrócił do domu - oznajmiła tylko - wyszedł po pięciu latach , mieszka z nami -szuka pracy ale nie ma , ciężko jest coś znaleźć -
-Kama pokiwała głową i wolno odeszła-
Paweł był jej starszym bratem , za różnego rodzaju przestępstwa został skazany na pobyt w więzieniu , teraz wyszedł i dla matki był ważniejszy
od niej . Zawsze tak było . Zrozumiała że musi liczyć tylko na siebie bo matka jej pomocy nie udzieli .
-Uciec stąd , uciec daleko gdzie nikt mnie zna i nic o mnie nie wie -myślała gorączkowo-zrobię tak jak tylko załatwię wszystkie sprawy w urzędach i zarobię jakieś pieniądze żeby mieć chociaż na początek .
Chodziła po ulicach jeszcze długo zanim wróciła do pokoju na poddaszu , zdziwiła się bo drzwi były otwarte ale w środku nie było nikogo , włączyła światło i zobaczyła że na łóżku ktoś zostawił kartkę , Podeszła , wzięła ja do ręki i przeczytała
:zapłacisz mi za to , będziesz żałowała że żyjesz :
W mig pojęła że wrócił Damian , nie zastał ani jej ani Adasia . Ta kartka była ostrzeżeniem dla niej .Nie została już w pokoju , zabrała tylko torbę , dokumenty i tak jak stała uciekła .
Uciekła po to żeby już nie wrócić .
Rozdział III
Biegła szybko myśląc o tym gdzie się schować , gdzie spędzić te kilka nocnych godzin ,zdecydowała że przeczeka na dworcu , ukryje się gdzieś w
kącie .
Budynek siedleckiego dworca w środku nocy wydawał się ogromny, zimny i obcy. Kama usiadła na jednej z ławek, kurczowo ściskając na kolanach swoją torbę, w której miała tylko najpotrzebniejsze rzeczy i dokumenty. Każde trzaśnięcie drzwi, każdy krok odbijający się echem od kafelków sprawiał, że cała drżała. W duchu modliła się, aby Damian nie szukał jej tutaj w pierwszej kolejności.Spojrzała przez wielkie szyby na perony rozświetlone żółtym, ponurym światłem latarni. Stąd pociągi odjeżdżały w stronę Terespola, Łukowa albo prosto do Warszawy – miasta, w którym kiedyś się urodziła, Warszawa wydawała się teraz jedynym ratunkiem. Była wystarczająco duża, by mogła w niej zniknąć.
Dopiero około piątej rano, gdy na dworcu zaczęli pojawiać się pierwsi podróżni spieszący do pracy, poczuła lekką ulgę. W tłumie była bezpieczniejsza. Wstała ze sztywnej ławki, czując ból w każdym boku, i poszła do dworcowej łazienki, by przemyć twarz lodowatą wodą. Musiała podjąć decyzję. Zegar nieubłaganie odliczał czas do odjazdu pierwszego porannego pociągu relacji Siedlce – Warszawa Zachodnia.
Jeszcze dwie godziny i pójdę do MOPR -myślała - muszę to zrobić , załatwić wszystko od razu i wyjechać . Sięgnęła do torby po mały , zniszczony portfelik w którym miała jakieś pieniądze , przeliczyła , było niecałe trzydzieści złotych . To za mało , nie starczy mi nawet na bilet .
Muszę coś znaleźć , pracę , popracować , trochę zarobić i potem dopiero wyjechać .
Zegar dworcowy wskazywał godzinę siódmą , zaczęła zbierać się do wyjścia z dworca , do MOPR nie miała daleko ale szła cały czas się rozglądając czy ktoś za nią nie idzie , nie śledzi . Urząd był jeszcze zamknięty , musiała poczekać na otwarcie , ale w końcu pani która sprzątała w środku zlitowała się nad nią i otworzyła drzwi . Zaczęli przychodzić pracownicy , jedna z pań spojrzała na Kamę .
-Pani Kamilo -co się stało ?-zapytała
-Ja , ja przyszłam do pani - zająknęła się
-Proszę poczekać , zaraz panią poproszę tylko muszę przygotować się do pracy , dobrze ?-
Tak , poczekam - skinęła głową .
Czekała kilka minut zanim urzędniczka ją poprosiła , Kama usiadła naprzeciwko niej po drugiej stronie biurka .
-Słucham pani Kamilo , co panią do nas sprowadza ?-
Część 22 / 6
-Bo widzi pani ja oddałam Adasia -wyrzuciła z siebie jednym tchem -ja to przemyślałam , musiałam tak zrobić , on będzie miał lepiej …
-Chwileczkę pani Kamilo , powoli - przerwała jej urzędniczka - po kolei , co się stało ? Dlaczego ?-
-Damiana nie było przez kilka dni , był w areszcie , ja zostałam bez środków do życia bo on mi zabierał pieniądze , w tej norze , sama pani wie jak jest , nie mogłam pozwolić żeby Adaś tam mieszkał , nie byłam w stanie zapewnić mu praktycznie nic -
-Rozumiem , ale proszę mi powiedzieć komu pani oddała synka ?-
-zaniosłam go do Okna Życia -rozpłakała się -proszę mnie nie potępiać , ja to zrobiłam z miłości do synka -
-Nie potępiam pani i bardzo dobrze panią rozumiem ale proszę powiedzieć co dalej ? Dziecka , domyślam się ze już pani nie odbierze chociaż jeszcze można , procedury trwają kilka miesięcy w takich sprawach , ale co z panią ? Jak teraz widzi pani swój przyszłość ?
-Muszę wyjechać , uciec stąd , rodzice mi nie pomogą bo przecież pracuje tylko matka , ojciec przepija jej pieniądze a jeszcze Paweł , mój brat wyszedł z więzienia i też siedzi na garnuszku u nich . Nie mogę tam wrócić .
-A pan Damian , za co został skazany i na jak długo ?-
-Nie było go kilka dni , jego kolega powiedział mi że został aresztowany ale jak wróciła póżno wieczorem do domu to na łóżku leżała ta kartka ,
wypuścili go i on mi grozi . Nie mogę też tam wrócić , Dlatego przyszłam z samego rana prosić o jakąś pomoc , czy radę - umilkła
Urzędniczka długo nad czymś myślała , spoglądała na Kamę , było jej żal tej dziewczyny i z całego serca pragnęła jej pomóc .
-Pani Kamilo -zaczęła - postaram się pomóc jeszcze dzisiaj . Na początek proszę pójść do naszego magazynu z odzieżą , robi się coraz chłodniej a widzę że pani nie ma na sobie nic ciepłego , dam też pani skierowanie do Urzędu Pracy , wiem że szukają ludzi do zbioru pieczarek , nawet z zamieszkaniem , to tak na początek , postaram się też żeby jeszcze dzisiaj otrzymała pani jakąś zapomogę , w trybie pilnym .Jak pani wróci za dwie , trzy godziny będę już coś wiedziała , napisze też pani wniosek o zaprzestanie wypłacania pieniążków na Adasia . Na razie tyle mogę dla pani zrobić .-skończyła i uśmiechnęła się - pani Kamilo głowa do góry , nie jest pani sama -
-Dobrze .Bardzo pani dziękuję . -podniosła się z krzesła pełna nadziei na lepsze jutro .
Rozdział IV
Kama pozałatwiała szybko sprawy urzędowe. Od kilku dni pracowała już w pieczarkarni w Kobylej Wólce. Właściciel zgodził się, żeby zamieszkała w hoteliku dla pracowników.
Pokoje były zajmowane głównie przez Ukrainki, ale ona dostała pokój z nieco starszą od siebie Polką. Kobieta miała na imię Renata i dzielili podobne, trudne przejścia życiowe.
Pracowały po kilka, a czasami nawet kilkanaście godzin dziennie. W hali czuć było wilgoć zmieszaną z zapachem ziemi i grzybów, ale musiały do tego przywyknąć. Zależało im na tej pracy.
W czasie przerw trzymały się blisko siebie i rozmawiały o swoim życiu. Renata uciekła od męża tyrana. Nie miała dzieci. Kama myślała często o Adasiu, ale nie powiedziała koleżance, że oddała synka do okna życia. Była smutna, rzadko się uśmiechała. Miała jednak jasny cel. Musiała zarobić tyle, by chociaż przez pierwszy miesiąc utrzymać się w Warszawie – mieście, z którego pochodziła, zanim przez długi ojca cała rodzina wylądowała w Siedlcach.
Tymczasem Damian znów mieszkał w norze na poddaszu. Sprzedał łóżeczko Adasia i ubranka, które zostawiła Kama. Nie pracował, utrzymywał się z drobnych kradzieży.
Szukając Kamy, trafił w końcu do domu jej rodziców. Matka jak zwykle była w pracy, w mieszkaniu zastał tylko Pawła.
– Cześć – przywitał się Damian, gdy tylko Paweł otworzył drzwi.
– Szukam Kamy. Damian jestem.
– Cześć, wejdź. Ja jestem Paweł, Kama to moja siostra. Po co jej szukasz?
– zapytał i od razu zaprosił go w głąb pokoju.
Damian omiótł pomieszczenie wzrokiem.
– Bidnie tu u was – zauważył.
– Ano, bidnie. Nie było mnie pięć lat i stąd to wszystko. Jakbym nie poszedł na dłuższe wakacje, toby był piękny salon, a tak to co? Mamuśka zasuwa, stary chleje, to i bogato nie jest. A ty co? Siedziałeś?
– Trochę – przyznał Damian. – Trzy lata przed Kamą i parę dni przed tym, jak uciekła. Jest u was?
– Nie – pokręcił głową Paweł. – Napijesz się? – zapytał nagle. – Pogadamy przy kielichu.
Damianowi aż zaśmiały się oczy.
– Czemu nie, ale ja goły jestem. Wiesz, co ci będę ściemniał.
Paweł nic nie odpowiedział. Postawił na stole butelkę wódki i dwie szklanki. Przyniósł z kuchni kawałek kaszanki i dwie kromki chleba.
– To na zagrychę – wyjaśnił. – Matka będzie zła, ale zanim wróci, to już mnie nie będzie. A Kamy to ja nie widziałem ponad pięć lat. Byłeś z nią czy co, że jej szukasz?
– nalał po pół szklanki wódki.
– Mieszkała u mnie. Dbałem o nią, a ta zabrała dzieciaka i uciekła. Nigdzie jej nie ma – odpowiedział Damian.
– Jakiego dzieciaka? – Paweł był szczerze zaskoczony wieścią o dziecku.
– No naszego, Adasia! Mówię ci, Paweł, cudo chłopak. Dwa... nie, już teraz trzy miesiące ma. A ona mi go zabrała. Nie daruję jej tego.
Paweł rozlał do szklanek resztę wódki. Po wypiciu obu mężczyznom mocno zaszumiało w głowach. Głosy stały się bełkotliwe. Patrzyli na siebie tak, jakby zaraz mieli się pobić, ale do niczego takiego nie doszło.
Paweł nagle uderzył pięścią w stół.
– Pomogę ci – czknął. – Pomogę jej szukać. Ale jak ta smarkata teraz wygląda?Zapytał nie wiadomo kogo, bo Damian, zmorzony alkoholem, zasnął z głową na stole.
– Śpij, bracie, śpij – poklepał go po ramieniu Paweł. – Ja też się chyba położę.
– Chwiejnym krokiem udał się w stronę łóżka.W czasie gdy obaj spali, do domu wróciła matka Kamy i Pawła. Rozebrała się w przedpokoju i zajrzała do pokoju. Podeszła do śpiącego przy stole Damiana i mocno nim potrząsnęła.
– Kim ty jesteś? – krzyknęła. – Co robisz w moim domu?
Hałas obudził Pawła. Spojrzał na matkę i machnął lekceważąco ręką, żeby sobie poszła. Kobieta bała się syna, więc nic już nie powiedziała. Wycofała się pospiesznie do kuchni. Siedziała na małym taborecie przez około pół godziny, oparta plecami o ścianę. Właśnie przysypiała, kiedy Paweł wyszedł z pokoju.
– Matka! – wrzasnął. – Gdzie jest jakiś obiad? Gościa mamy, a ty siedzisz i nic nie ugotowałaś?
– Synku... – spojrzała na niego z lękiem w oczach. – Ja niedawno z pracy wróciłam. Zmęczona jestem.
– Czym? Wielka mi praca! – wyśmiał ją. – Sprzątanie w barze, ojojoj, pani zmęczona! Obiad ma być i to szybko!
– Zaraz, synku, zaraz coś zrobię, tylko nie krzycz i nie złość się.
– No to biegusiem, z pośpiechem, głodni jesteśmy!
Damian! – krzyknął w głąb pokoju. – Obudź się, bracie, matka obiad zrobi!
Kobieta zakrzątała się wokół kuchni. Z kredensu wyjęła opakowanie jajek, usmażyła im jajecznicę na oleju, bo nie miała innego tłuszczu, i podała z chlebem.
– Pawełku, a gdzie jest ojciec? – odważyła się cicho zapytać.
– A bo ja wiem? – wzruszył ramionami. – Szlaja się gdzieś i tyle. A wiesz, matka, kim jest ten kolega? – zapytał z drwiną.
Teraz dopiero kobieta przyjrzała się Damianowi. Nie znała go wcześniej, ale szybko domyśliła się, że to ten mężczyzna, z którym była Kama.
– Nie wiem – odpowiedziała. – Ale twarz pana nie jest mi tak zupełnie obca.
Szukam Kamy, Damian jestem – przedstawił się. – Zabrała dzieciaka i zniknęła.
– Była tu niedawno... Stała pod oknem, wieczorem – powiedziała cicho kobieta.
– Jak to była?! – poderwał się Paweł. – I nic nie gadałaś?
– Uciekła, jak mnie zobaczyła – skłamała matka.
– Znajdziemy ją, Damian. Zabierzemy małego i niech zobaczy, po co jej była ta ucieczka. Stłukę na kwaśne jabłko – obiecywał wściekły Paweł.
Damian tylko kiwał potakująco głową. Wódka nie do końca wyparowała mu z mózgu, bo w pewnym momencie zaczął płakać i żalić się na Kamę.
– Miała wszystko... Pokój, to co, że na poddaszu, ale miała. Dbałem o nią i o dzieciaka – chlipał. – Kochałem, a ona tak? Tak ze mną zrobiła? Paweł, bracie, chodź ze mną, będziemy jej szukać.
Zalękniona matka nic się nie odzywała. Nie protestowała również, kiedy obaj w końcu wyszli z domu. Odetchnęła z głęboką ulgą. Dopiero teraz mogła się położyć i w miarę spokojnie odpocząć.
Rozdział V
Kama pracowała w pieczarkarni już od kilku tygodni. Nie narzekała, choć bywało ciężko. Zarobiła pierwsze pieniądze, które skrzętnie odkładała. Na jedzenie wydawała mało, ale nie chodziła już głodna. Spokojna kładła się spać i spokojnie budziła. Nic nie zakłócało jej bezpiecznej rutyny.
Miała dach nad głową i wiedziała, że może mieszkać w hoteliku tak długo, jak zechce.Ten spokój został jednak brutalnie przerwany.
Do pracy przyjęto kilka nowych osób z Siedlec, które dowożono pracowniczym busem. Kamie nawet przez myśl nie przeszło, że ktoś może ją rozpoznać. A jednak została zdemaskowana przez jedną z dojeżdżających dziewczyn, która zaczepiła ją podczas przerwy.
– Cześć, ty jesteś z Siedlec? – zapytała.
– Jak do tego doszłaś? – mimo lęku Kama odpowiedziała hardo.
– Znam cię. Byłaś z Damianem, macie dziecko.
Część 33 / 6
– Chyba mnie pomyliłaś z jakąś inną dziewczyną – szła w zaparte.
– Nie, nie pomyliłam. Masz dziecko.
– Nie mam dziecka – powiedziała cicho Kama. – Jestem sama.
– Mów sobie, co chcesz – odparła tamta. – Mogę udawać, że wierzę, bo widzę, jak bardzo ci na tym zależy. Ale i tak wiem, że coś ukrywasz.
Już do końca dnia Kama nie odzyskała spokoju. Była przerażona. Po skończonej pracy, gdy zamknęła się w pokoju razem z Renatą, natychmiast opowiedziała jej o tej rozmowie.
– Masz dziecko? – zdziwiła się Renata.
– Miałam synka... – Kama spuściła głowę, a powieki zapiekły ją od łez. – Oddałam go.
– Nie pytam, dlaczego to zrobiłaś – odezwała się ciepło Renata. – Musiałaś mieć bardzo ważny powód.
Myślę jednak, że powinnaś teraz przeczekać. Na razie nigdzie się nie pokazuj, nie wychodź poza teren hotelu. W razie czego obronimy cię.
Pogadaj z żoną szefa, to równa babka, na pewno nie odmówi pomocy. A z tą nową dziewczyną w ogóle nie gadaj, bo nie wiadomo, kim tak naprawdę jest.–
Renia, boję się. Tak bardzo się boję... A już myślałam, że powolutku wychodzę na prostą.– Nie bój się – Renata podeszła i mocno ją objęła. – Jak zajdzie taka potrzeba, to wyjedziesz stąd gdzieś dalej. Na razie pracuj na miejscu.
Kama posłuchała rad przyjaciółki. Pod presją ciągłego strachu przetrwała w pieczarkarni kolejne dwa tygodnie.
Pewnego dnia, stojąc w hali, z daleka dostrzegła kolejnych nowych pracowników. Wśród nich momentalnie rozpoznała Damiana. Obok niego stał jej brat, Paweł. Szybko się cofnęła i uciekła, nim zdążyli ją zauważyć.
Pobiegła prosto do pokoju, zamknęła drzwi na klucz i trzęsąc się z przerażenia, czekała na powrót Renaty.
Ta pojawiła się już w czasie przerwy śniadaniowej. Zapukała w umówiony sposób. Kama otworzyła, wpuściła ją i natychmiast ponownie przekręciła klucz w zamku.
– Kama, szukają cię – powiedziała zdyszana Renata.
– Dwóch wysokich facetów. Wyglądają, jakby dopiero co wyszli z więzienia. Nie wychodź z pokoju, zamknij się i nikomu nie otwieraj.
Gdy będę wracać, zapukam trzy razy. Później coś wymyślimy.
Kama zrobiła dokładnie to, co doradziła jej Renata, ale serce waliło jej jak oszalałe. Wprawdzie hotel mieścił się w osobnym budynku, kawałek drogi od hali z pieczarkami, ale strach i tak paraliżował każdy jej ruch.
Po skończonej pracy Renia nie wróciła sama. Przyprowadziła właścicielkę pieczarkarni, panią Marię, której wcześniej pobieżnie nakreśliła całą sytuację. Kobieta bardzo przejęła się losem dziewczyny i od razu zapytała, jakiej pomocy potrzebuje.
– Muszę stąd wyjechać – odpowiedziała Kama łamiącym się głosem. – Oni nie mogą mnie złapać. Nie chcę wracać do tego piekła.
– Rozumiem cię, dziecko, i postaram się coś wymyślić – odpowiedziała ciepło właścicielka. – Porozmawiam z mężem, on też coś doradzi. Pamiętaj, że są na świecie ludzie, którzy chcą ci pomóc, a widzę, że bardzo tej pomocy potrzebujesz.
Jutro nie przychodź do pracy. Po południu dam ci znać ja albo pani Renata, co udało nam się ustalić.
– Dziękuję pani bardzo... Za wszystko – Kama zmusiła się do lekkiego, wdzięcznego uśmiechu.
Gdy pani Maria wyszła i dziewczyny znów zostały same, Renata zapytała Kamę, czy jadła cokolwiek. Ta tylko pokręciła głową. Strach dosłownie ją zżerał i odbierał apetyt. Nie miała pojęcia, co przyniesie jutro, ale jednego była pewna: nie da się złapać ani Damianowi, ani Pawłowi.
Noc była koszmarna. Kama budziła się z krzykiem, zlana zimnym potem. Śnił jej się Adaś i Damian, który we śnie bił ją pięściami po głowie, krzyczał i wyzywał, a Paweł tylko mu wtórował.
Rano obudziła się zmęczona i obolała, jak po prawdziwej walce. Zgodnie z umową nie poszła do pracy. W napięciu czekała na wiadomości.
Po południu w pokoju zjawiła się pani Maria. Na jej twarzy gościł łagodny uśmiech.
– Mam dobre wieści. Rozmawiałam z mężem i wymyśliliśmy coś, co może cię zainteresować.
– Tak? – Kama spojrzała na nią z nagłą ufnością.
– Chciałaś jechać do Warszawy, prawda? A gdybyśmy załatwili ci bezpieczną pracę na peryferiach, w Aninie? Zgodziłabyś się?
– Tak! – Kama gorliwie pokiwała głową. – A... co musiałabym robić?
– Nasi znajomi prowadzą tam małą restaurację i poszukują kogoś do sprzątania. Oferują też pokój. Nie wiem jeszcze tylko, czy odpłatnie, czy w ramach obowiązków. To kwestia dogadania się na miejscu. Powiedz mi, masz skończoną jakąś szkołę?
– Podstawową, gimnazjum i dwie klasy liceum – odpowiedziała cicho.
– Zawsze możesz uczyć się zaocznie i dokończyć szkołę. Ale to temat na przyszłość. Jeśli się nie rozmyślisz, jutro osobiście zawiozę cię do Anina. Tam nikt cię nie znajdzie, będziesz bezpieczna. Tyle na razie możemy dla ciebie zrobić.
– Bardzo, bardzo pani dziękuję... – Kama nagle rozpłakała się z nadmiaru emocji.
Pani Maria podeszła do niej bez słowa i mocno, matczynie ją przytuliła.
Rozdział VI
Minęło kilka tygodni. Kama była bardzo zadowolona z nowej pracy. Pracodawczyni wynajęła jej mały, ale przytulny pokoik w swoim domu. Mogła swobodnie korzystać z łazienki i kuchni. Pokój był wyposażony w tapczan, szafę oraz komodę, na której stał telewizor. Znajdował się tam również mały stolik i dwa krzesła, a na podłodze leżał dywanik. W końcu czuła, że to jest jej własne królestwo na dłuższy czas. Starała się jak mogła, żeby wszystko było idealnie i żeby nikt nie miał powodów do narzekań.Pani Irena była z niej bardzo zadowolona. Tego dnia Kama jak zwykle od razu zabrała się za sprzątanie, ale już po chwili pracodawczyni poprosiła ją do siebie.Kiedy weszła do biura, pani Irena wskazała jej krzesło. Kama, lekko przestraszona, usiadła w milczeniu, spoglądając na kobietę z lękiem w oczach.
– Pani Kamilo, mam dla pani propozycję – zaczęła pani Irena. – Jestem bardzo zadowolona z pani pracy, dlatego pomyślałam o awansie.
– Awansie? – zdziwiła się Kama. – Nie bardzo rozumiem.
– Jest pani młoda, ładna… Czy chciałaby pani zostać u nas kelnerką?
– Tak, ale czy dam radę?– Oczywiście, że sobie pani poradzi – uśmiechnęła się ciepło pracodawczyni.
– Pensja na początek będzie taka sama. Mogą dojść do tego napiwki, choć teraz mało kto je zostawia, ale to nieważne. Jutro wyjdzie pani na salę, poduczy się pani i zastąpi Olę, bo ona właśnie rezygnuje. Maria coś mi wspominała, że chodziła pani do liceum i go nie skończyła. Może chciałaby pani uczyć się dalej?
– Bardzo bym chciała, ale w grę wchodzą tylko szkola średnia i potem może studia zaoczne oczywiście .
– Dobrze. – Pani Irena pokiwała głową. – Pomogę pani i mam nadzieję, że wykorzysta pani tę szansę w dobrym kierunku.
– Przysięgam, że tak. Bardzo dziękuję! – Kama uśmiechnęła się szeroko.– I mam prośbę: proszę mi mówić po imieniu, po prostu Kama.
– Miło mi, Kamo. No i witam nową kelnerkę! Jutro zgłoś się po ubranie pracownicze. A dzisiaj jeszcze posprzątasz. Mamy nową pracownicę, więc pokażesz jej, co i jak. Dobrze?
Obie wyszły na korytarz, gdzie czekała już nowa kobieta. Pani Irena przedstawiła je sobie
– To jest pani Joanna, która zajmie twoje miejsce. Kama, pokaże pani wszystko, co trzeba. Zostawiam was teraz i wracam do papierków.
Joanna była starsza od Kamy o kilka lat. Podczas wspólnego sprzątania szybko nawiązały rozmowę.– Długo już tu pracujesz? – zapytała Joanna.– Nie, kilka tygodni. Ale od jutra będę pracować jako kelnerka.
– A powiedz, jak tu jest? Atmosfera w miarę dobra?
– Tak – skinęła głową Kama. – Wszyscy są bardzo sympatyczni, a pani Irena to dusza człowiek.
– A ty jesteś stąd? – dopytywała Joanna.–
- jestem z Siedlec. A ty?
– Ja dojeżdżam z Falenicy, to kilka stacji pociągiem.
Pracując we dwie, szybko uporały się ze sprzątaniem. Nie wiedziały, co mają robić dalej, ale pani Irena dała im wolne na resztę dnia.
Joanna szybko pobiegła na stację w Aninie, a Kama postanowiła pójść na spacer.Chodziła ulicami i dziwiła się, że prawie wszystkie w okolicy mają w nazwie słowo „Poprzeczna” (I Poprzeczna, II Poprzeczna...).
Anin był niezwykle zieloną częścią Warszawy, należącą do dzielnicy Wawer. Przy ulicy Czecha Kama zauważyła przystanki autobusowe i obiecała sobie, że w którąś wolną niedzielę pojedzie zwiedzić centrum.
Spacer mocno ją zmęczył, więc wróciła do swojego pokoiku.„Żeby się uczyć, muszę kupić laptopa” – pomyślała. – „Na pewno bardzo mi się przyda”.
Rozdział VII
Nastała zima, zbliżały się święta Bożego Narodzenia. To był smutny czas w życiu Kamy. Co z tego, że pracowała i zarabiała, skoro nie miała przy swoim boku nikogo bliskiego?
W domu rodziców w Siedlcach święta też zawsze były biedne, ale przynajmniej nie spędzała ich sama.
Po skończonej pracy często siadała przy nowym laptopie i rozmawiała z Renią przez kamerkę.
Kama założyła też profil na Facebooku, ale pod fikcyjnym imieniem; nie wstawiała zdjęć i poza Renią nie miała tam żadnych znajomych.
Od przyjaciółki dowiedziała się, że Damian i Paweł szybko zrezygnowali z pracy przy pieczarkach. Szukali jej jeszcze przez jakiś czas po zakładzie, ale w końcu dali spokój.
Renia wyznała, że ona też ma już dosyć zbierania pieczarek i po świętach planuje przyjechać do Warszawy.
– Mam trochę odłożonych pieniędzy. Wynajmę jakiś pokój, poszukam innej pracy – mówiła. – Będziemy się spotykać… Mam przynajmniej taką nadzieję?
– No pewnie! – odpowiadała Kama.
Ich rozmowy nie były długie, ale dla Kamy miały ogromne znaczenie.Pewnego wieczoru, po skończonej pracy, siedziała z laptopem na kolanach. Przeglądała różne profile i czytała wiadomości, gdy coś tknęło ją, by wejść na lokalną stronę Siedlec.
Część 44 / 6
Przeglądając portal, od razu natrafiła na kronikę policyjną. Z ciekawości otworzyła link. Pierwszy komunikat dotyczył znalezienia zwłok starszego mężczyzny. To był jej ojciec.„Więc nie żyje?” – pomyślała.
– „No cóż, mama przynajmniej nie musi już na niego pracować”.
Jeszcze raz przeczytała informację, że przyczyną zgonu było wysokie stężenie alkoholu w organizmie. Wzruszyła tylko ramionami.
W końcu musiało do tego dojść. Nie było jej żal, że ojciec zmarł. Poczuła raczej coś w rodzaju ulgi.
Dzień przed Wigilią pracowała jak zwykle. Klientów było niewielu, więc zgodziła się zostać na sali sama. Dwie kelnerki, które z nią pracowały, dostały wolne. One miały dzieci i rodziny, a ona była przecież sama.
Lokal został zamknięty; ponowne otwarcie zaplanowano dopiero po świętach.Gdy sprzątała salę, podeszła do niej pani Irena i wręczyła jej kopertę.
– To jest premia za twoją pracę – powiedziała. – Należy ci się. I jeszcze jedno… Zostaję sama na święta, więc pomyślałam, że mogłybyśmy spędzić je razem. Co ty na to? Wszak mieszkamy w jednym domu.
Kama spojrzała najpierw na kopertę, później na panią Irenę. Coś w środku podpowiadało jej, żeby się nie zgadzać, żeby odmówić, jednak ostatecznie przyjęła propozycję.
W pokoju sprawdziła zawartość koperty. To była pokaźna suma – równy tysiąc złotych. Ta hojność i nagłe zaproszenie zrodziły w jej głowie pytania.
Czy pani Irena…? Nie, to chyba niemożliwe. Ale z drugiej strony, szefowa nigdy nie mówiła o mężu ani o dzieciach.
Wprawdzie współwłaścicielem restauracji był jakiś mężczyzna, ale czy mąż?
Kama nigdy nie natknęła się na niego w domu. Zresztą, kiedy nie pracowała, rzadko wychodziła ze swojego pokoju. Mimo narastających podejrzeń postanowiła sprawdzić, co kryje się za tym zaproszeniem.
W dzień Wigilii, dokładnie o godzinie siedemnastej, pani Irena zapukała do jej drzwi.– Kama, jesteś gotowa? Zapraszam do salonu.
Obie zeszły na dół. Salon był duży i elegancko urządzony. Stała w nim piękna, ogromna choinka, kolorowa niczym z amerykańskiego filmu. Na środku nie było jednak tradycyjnego stołu, a jedynie ława przysunięta do dużej kanapy, naprzeciwko której stały dwa fotele. Przygotowano dwa nakrycia i mnóstwo jedzenia – zdecydowanie zbyt dużo jak na dwie osoby.
Pani Irena zapaliła dwie czerwone świece stojące w mosiężnym świeczniku. Elegancko ubrana, podeszła do Kamy z opłatkiem w dłoni.
– Wszystkiego dobrego, Kamilo – powiedziała jakoś inaczej niż zwykle.
Kama odwzajemniła życzenia. Nie uściskały się ani nie pocałowały. W powietrzu wisiało coś sztucznego. Coś, czego Kama obawiała się od wczorajszego dnia.
– Częstuj się, Kamo. – Pani Irena dziwnie na nią patrzyła. – Może wina? Lubisz wino?
– Dziękuję, ale nie – odpowiedziała cicho. – Kiedy pani to wszystko przygotowała? – dodała, chcąc zmienić temat.
– To nasze panie kucharki przygotowały. Jedz, mamy zapas na całe święta.
– Nigdzie pani nie wyjeżdża?– Nie, będziemy we dwie. Ty i ja.
Nie zważając na opór Kamy, Irena nalała ciemnego trunku do dużych kieliszków. Podniosła swój do góry.
– Nasze zdrowie, Kamo. Porozmawiamy? Poczekaj, puszczę jakąś kolędę.
Po chwili z głośników popłynęła cicha melodia, ktoś śpiewał Cichą noc. Pani Irena, jakby niechcący, dotknęła dłoni Kamy.
– Nie bój się mnie, Kamilo. Nic złego ci nie zrobię, a mogę ci bardzo pomóc – uśmiechnęła się wieloznacznie.
– Ale pani już i tak mi dużo pomogła. Jestem naprawdę bardzo wdzięczna.
– Mogę więcej, jeśli tylko zechcesz. Tylko bądź dla mnie miła.
– Czy nie jestem? – Kama upiła spory łyk wina, by dodać sobie odwagi. – A tak naprawdę… czego pani ode mnie oczekuje?
Postanowiła grać w tę samą grę, co jej szefowa. Teraz była już całkowicie pewna intencji kobiety. „Nie dam się jej omotać” – myślała chaotycznie, zmuszając się jednocześnie do uśmiechu.
– Jesteś inteligentna, ale bardzo wystraszona – zauważyła Irena. – Wiesz, Kamo, każdy diament da się oszlifować. Jesteś takim diamentem, a ja zrobię z ciebie brylant. Jeśli tylko zgodzisz się na moje warunki.
– Jakie warunki, pani Ireno?
– Och, nie mów do mnie „pani”. Jestem Irena. Dla ciebie tylko Irena, przynajmniej tu, w domu.
– Ja tak nie mogę, różnica wieku mi na to nie pozwala.
– Kama, jaka różnica? Ja mam pięćdziesiąt lat, a ty? No, ile masz lat?– Dwadzieścia, proszę pani.
– Tym lepiej. Ja też tyle miałam, kiedy… Byłam taka jak ty: młoda i naiwna. Dzięki jednak temu, co zrobiłam, wyszłam na ludzi. Tak, zdobyłam to, o czym zawsze marzyłam: dobrobyt, pieniądze, wykształcenie.
Ty też tego pragniesz, ale wszystko ma swoją cenę. Dla mnie to była cena życia. Dla ciebie też może być .
-Kama, nie wiedząc, jak wyrwać się z salonu, udała, że nagle źle się poczuła. Irena domyśliła się, że dziewczyna symuluje, ale postanowiła nie naciskać. Powiedziała tylko, że porozmawiają jutro po śniadaniu i że Kama powinna przemyśleć wszystko na spokojnie.
Dziewczyna szybko uciekła do swojego pokoiku i natychmiast przekręciła klucz w zamku. Była zdecydowana – nie ulegnie Irenie.
Postanowiła, że jak najszybciej skontaktuje się z Renatą i zapyta, czy mogłyby wspólnie coś wynająć. Odejść z tej pracy i poszukać czegoś zupełnie innego stało się teraz jej priorytetem.
Rozdział VIII
Po świętach zaczęły się przygotowania do Sylwestra. W restauracji miała się odbyć kameralna zabawa. Kama, ze względu na to, że Renata nie mogła jeszcze przyjechać do Warszawy, postanowiła zostać w pracy. Pani Irena była w stosunku do niej miła, ale w powietrzu wisiało wyraźne napięcie.
Żadna z nich nie wracała do rozmowy z Wigilii.Trudno było jednak o tym myśleć, bo trzydziestego pierwszego grudnia sala restauracyjna musiała być w pełni przygotowana na przyjęcie gości. Wydzielono nawet miejsce na parkiet, a z głośników sączyła się cicha muzyka.
Panie kucharki oraz kelnerki, w tym Kama, uwijały się jak w ukropie.O godzinie osiemnastej zaczęli przybywać pierwsi goście. W sumie zebrało się około dwudziestu osób. Wszyscy przyszli w parach – oprócz jednego, eleganckiego mężczyzny w średnim wieku.
Był bardzo przystojny i bawił się sam. Jak tylko przekroczył próg lokalu, od razu podeszła do niego pani Irena.
– Cieszę się, że przybyłeś – powitała go, cała w skowronkach.–
-Oczywiście. Wieczór spędzimy razem – przytaknął, po czym rozejrzał się po sali.
– To kiedy zaczynamy zabawę?
– Są już wszyscy, zaraz przywitam gości.
-Pani Irena wyszła na środek sali. Prezentowała się pięknie w długiej, czerwonej sukni, z włosami upiętymi w elegancki kok.
– Witam państwa serdecznie i zapraszam do wspólnej zabawy. Nasze grono jest małe, ale możemy wszyscy świetnie się bawić! – zakończyła przemówienie.
Kelnerki natychmiast zaczęły podawać dania do stołów. Pani Irena nachyliła się do swojego gościa i dyskretnie wskazała wzrokiem Kamilę.
– Nowy narybek – powiedziała cicho. – Młodziutka, niedoszlifowana, ale może jeszcze coś z niej być.
– Myślisz? – odpowiedział mężczyzna, przyglądając się dziewczynie.
– Tak, tylko trzeba podchodzić do niej ostrożnie, powoli.
Kama nie słyszała ich rozmowy, ale intuicyjnie wyczuwała, że to ona jest tematem ich szeptów. Postanowiła mieć oczy dookoła głowy. Coś podpowiadało jej, że musi bardzo uważać.Nagle pani Irena przywołała ją gestem dłoni. Dziewczyna podeszła i z wymuszonym uśmiechem zapytała, czego sobie życzą.
– Będziesz obsługiwała tylko nasz stolik. To jest pan Andrzej, a to Kama – przedstawiła ich sobie właścicielka.
– Pani Ireno, ale na sali jesteśmy tylko we trzy – zauważyła przytomnie Kama. – Dziewczyny same nie dadzą rady, będą zmęczone. Powinnam im pomóc.
Jej odpowiedź wyraźnie nie spodobała się Irenie, ale kobieta opanowała grymas.
– Dobrze, ale kiedy pan Andrzej będzie czegoś potrzebował, masz być na każde jego zawołanie. No i na moje też, bo spędzamy ten wieczór razem.
-Kama spojrzała na nich pytająco.
– To znaczy…?
– To nic nie znaczy, Kamo. Po prostu masz być do naszej dyspozycji.
-Dziewczynie bardzo się to nie spodobało, ale zacisnęła zęby i z uśmiechem na twarzy odeszła od stolika. Od razu skierowała się do kuchni. Postanowiła podpytać jedną z kucharek, która pracowała tu od lat.
– Pani Stasiu, kim jest ten pan Andrzej?
– A dlaczego pytasz? – Pani Stasia wyraźnie unikała odpowiedzi.
– Tak z ciekawości, pani Stasiu. Przystojny jest – skłamała Kama, udając zainteresowanie.– Przystojny i bogaty, ale on nie dla ciebie, kochana. Lubi młode dziewczyny. Tyle ci mogę powiedzieć.
– Pani Stasiu, ja naprawdę tak tylko…– To niech tak zostanie, jak mówisz – ucięła pani Stasia i nie chciała dodać nic więcej.
– Kama, szefowa cię wzywa! – Do kuchni zajrzała jedna z kelnerek.Kama szybko wyszła na salę i podeszła do stolika.
– Słucham? Mam coś podać?
– Tak, Kamo. Podaj nam… No właśnie, Andrzeju, co ma nam podać? – zaśmiała się zalotnie Irena.
Część 55 / 6
Andrzej wpatrywał się w Kamę jak urzeczony. Była naprawdę ładna i miała w sobie tę niewinność, która podobała mu się najbardziej na świecie.
„Żebyś ty wiedział, jaka jest prawda o mnie” – pomyślała o nim Kama. „Uciekłam od Damiana, tobie też się nie poddam. Ani tej starej Irenie. Gram z wami w waszą grę, ale to wy będziecie na końcu przegrani, nie ja”.
Zabawa rozkręcała się w najlepsze. Z głośników leciała głośna muzyka – stare przeboje, których wielu młodych już nie pamiętało. Część gości ruszyła do tańca, a wśród nich Irena obściskująca się z Andrzejem. W pewnym momencie mężczyzna nachylił się do partnerki i coś jej szepnął. Irena natychmiast skinęła na Kamę.
– Andrzej chce z tobą zatańczyć.
– Ale ja jestem w pracy – zaprotestowała dziewczyna.
– Jesteś do naszej, a teraz do jego dyspozycji. Zdejmij ten fartuch i zatańcz z nim.
Kama niechętnie, ale wykonała polecenie. Z głośników płynęła właśnie wolna, nastrojowa piosenka. Andrzej mocno objął ją jedną ręką w pasie, a drugą zaczął gładzić jej plecy. Chcąc go zniechęcić, Kama celowo kilka razy nastąpiła mu na buty.
– Nie rób tego, maleńka – szepnął jej prosto do ucha.
– Tego, to znaczy czego?
– Nie depcz mnie. Robisz to bardzo nieudolnie.
– Bo nie umiem tańczyć – odszepnęła chłodno.
– Umiesz, tylko jeszcze o tym nie wiesz.
Tańczyła z nim jeszcze kilka razy. Uśmiechała się na zawołanie, ale przez cały czas zachowywała absolutną czujność.Impreza nabierała tempa, a do północy zostało zaledwie kilkanaście minut.
Większość gości była już mocno zmęczona albo pod wyraźnym wpływem alkoholu. W końcu zegar wskazał północ. Wybił Nowy Rok. Na sali wystrzeliły korki szampanów, a ludzie zaczęli składać sobie życzenia.Pani Irena była wesoła jak nigdy dotąd. Nagle poprosiła Kamę, by ta przeszła za nią do gabinetu, w którym siedział już pan Andrzej.
– Kamilo, chcieliśmy oboje życzyć ci wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Niech się spełnią twoje marzenia. Andrzej jest tobą absolutnie oczarowany.
– To oczarowanie ma jakiś konkretny powód? – Kama podjęła grę, starając się brzmieć naturalnie.
– Tak, ty jesteś tym powodem – odezwał się dotąd milczący mężczyzna.
– Rozumiem. A dlaczego akurat ja?
– Masz wszelkie zadatki na pracę w moim klubie.– A co to za klub? Bo wie pan, chciałabym wiedzieć, zanim cokolwiek zrobię.
– Klub go-go. Taniec, obsługa gości, bardzo dobre zarobki. Praca jest nocna.
– A, to muszę przemyśleć, zanim podejmę jakąkolwiek decyzję – odpowiedziała Kama, ani na chwilę nie tracąc czujności. – Proszę dać mi kilka dni, dobrze?
Irena spojrzała na Andrzeja i porozumiewawczo mrugnęła, a mężczyzna bez problemu przystał na tę prośbę.Kama wróciła do sali. Gości szybko ubywało. Pomogła koleżankom w najgorszym sprzątaniu, po czym uciekła do swojego pokoiku w domu szefowej.
Od razu przekręciła klucz w zamku. Zaledwie po kilku minutach usłyszała, że ktoś delikatnie naciska klamkę od zewnętrznej strony. Zamarła i udawała, że w pokoju nikogo nie ma albo że już mocno śpi.„Irenę sobie zatrudnij w tym swoim klubie!” – krzyczała w myślach, czując, jak serce bije jej jak oszalałe. „Mnie do piątego stycznia już tu nie będzie!”.
Rozdział IX
W Nowy Rok ktoś z samego rana znów zapukał do drzwi pokoju Kamy. Intuicyjnie wyczuła, że to nie była Irena. Była pewna, że Andrzej został na noc. Nie odpowiadała. Po chwili usłyszała tylko odgłos oddalających się kroków.
Nie miała jeszcze telefonu, więc otworzyła laptop, żeby sprawdzić godzinę. Dochodziła jedenasta. Zajrzała w wiadomości i zobaczyła, że Renia coś napisała.
„Cześć. Przyjeżdżam do Warszawy w sobotę, będę gdzieś około południa. Szkoda, że nie masz telefonu. Znalazłam fajną, niedrogą kawalerkę na Pradze, zmieścimy się obie w razie czego. Odpisz”
.Kama odpisała od razu: „Podaj mi swój numer, jutro załatwię telefon i zadzwonię. Rzucam tę pracę i w sobotę idę z Tobą. Teraz nie mogę rozmawiać. Wszystko ci opowiem, jak się spotkamy”
.Nie wychodziła z pokoju. Dopiero gdy była pewna, że nikt jej nie zaczepi, poszła cicho do łazienki, wzięła szybki prysznic i wróciła do siebie. Siedziała przy stoliku i patrzyła w okno, za którym leniwie sypał śnieg.
„Jutro pojadę do centrum – postanowiła. – Kupię jakiś tani telefon, kartę z numerem i torbę podróżną, żeby się spakować”
.Zobaczyła na podjeździe samochód, do którego wsiedli Andrzej z Ireną. Kiedy odjechali, zeszła do kuchni, żeby zrobić sobie coś do jedzenia. W lodówce znalazła wędlinę i masło, z chlebaka wyjęła dwie kromki chleba. Zrobiła szybko kanapki oraz herbatę i znów uciekła do siebie.
Było już późno po południu, gdy Andrzej przywiózł Irenę, jednak nie wchodził do domu. Pożegnali się i odjechał. Kama obserwowała ich zza firanki. W pewnym momencie zobaczyła, jak Irena patrzy w jej okno. Cofnęła się gwałtownie. Usiadła na tapczanie i otworzyła laptop, żeby sprawdzić, czy Renia odpisała.
Była wiadomość z numerem telefonu.Ucieszyła się. „Nareszcie – pomyślała. – Może zacznę normalne życie, bo przecież nie mogę ciągle uciekać. Mam dopiero dwadzieścia lat, a czuję się, jakbym miała czterdzieści”
.Ktoś znów zapukał do drzwi. Była pewna, że to Irena. Otworzyła.
— Dzień dobry, Kamilo — głos Ireny był przesadnie miły. — Zjesz ze mną obiad? Zapraszam.
— Dziękuję, ale nie jestem głodna — odpowiedziała.
— Kama, nie bądź taka dumna — Irena lekko podniosła głos. — Chodź, pogadamy.
Chcąc nie chcąc, Kama poszła za nią. Jadły rosół i pieczonego kurczaka podanego z ziemniakami i marchewką z groszkiem. W trakcie posiłku Irena nie spojrzała na Kamę ani razu. Nie wstała od stołu również po obiedzie.
— Kama, co zamierzasz? — zapytała w końcu.
— Nie wiem, o co pani pyta — odpowiedziała dziewczyna.
— Wiesz, tylko udajesz, że nie wiesz. Co zamierzasz względem Andrzeja?
— Jeszcze nic nie zamierzam. Nie myślałam o tym, ale przemyślę.
— Kama, masz czas do soboty. Powiem ci tylko, że Andrzej nie odpuści tak łatwo.
— Ale dlaczego to mam być ja?
— Bo jesteś młoda, zgrabna i ładna. Masz szansę na lepsze, ciekawsze życie.
— Ciekawsze, to znaczy jakie? Taniec na rurze? To jest takie ciekawe? Pani Ireno, czy pani, będąc w moim wieku, zgodziłaby się na to?
— Tak — odpowiedziała Irena bez zastanowienia. — Zgodziłabym się. Byłam niewiele starsza od ciebie, wychowałam się w biedzie i chciałam od tego uciec. Teraz mam wszystko, ale nie mam męża, dziecka, rodziny... — Irena niespodziewanie zaczęła się zwierzać.
— Nie żałuję. Poznałam bogate małżeństwo, zostałam ich kochanką, dziewczyną do towarzystwa. To od nich nauczyłam się, jak można żyć, wyjeżdżać, zwiedzać świat.
To oni dali mi pieniądze i wiarę w siebie. Dzięki nim mam to wszystko. Nie żałuję, musiałam tak zrobić, żeby być wolną od tej nędzy, w której żyłam.
Kama słuchała i zaciskała pięści. Nie była pewna, czy Irena mówi prawdę. W końcu nie wytrzymała i wybuchła.
— Ja też mimo młodego wieku przeszłam dużo! Pani sobie nawet nie wyobraża, jakie znosiłam upokorzenia! Byłam bita, gwałcona... i to będąc w ciąży! Pani do tej wolności doszła, oddając się bogaczom. A wie pani, jak ja do niej doszłam?! — krzyczała przez łzy. — Moją ceną wolności jest mój synek! Miał dwa miesiące, jak go oddałam! Nie po to, żeby teraz zostać luksusową panienką do towarzystwa tańczącą na rurze!
-Irena słuchała w osłupieniu. Nic nie mówiła. Westchnęła tylko cicho i wstała od stołu. Dreptała w miejscu, w końcu podeszła do Kamy i chciała ją objąć, ale ta ją odtrąciła.— Kama... — odezwała się cicho Irena. — Rozumiem, że nie przyjmiesz propozycji Andrzeja?Kama nic nie odpowiedziała. Wyszła z salonu i udała się na górę, do swojego pokoju, który miał być jej schronieniem jeszcze przez najbliższe dwa dni.
Rozdział X
Mieszkanko to była mała kawalerka na Grochowie: pokój z aneksem kuchennym i łazienką. Wyposażono je w dwa jednoosobowe tapczany, małą ławę zamiast stołu i dwie pufy. Stały tam też dwie szafki nocne i szafa. W kuchni znajdowała się mała lodówka, szafka kuchenna oraz druga pod zlewozmywakiem, a nad nimi wisiały dwie szafki zamocowane na ścianie. W oknie wisiała firanka. Lokum mieściło się na drugim piętrze starej kamienicy, ale było czyste i w miarę przytulne.Właścicielka poinformowała je, że wcześniej mieszkało tu dwóch młodych chłopaków uczących się w Warszawie.
Miały więc swoje wspólne gniazdko – był prąd, ciepła woda i dostęp do internetu. Nie posiadały wielu rzeczy, więc z powodzeniem zmieściły wszystko w jednej połowie szafy. Kama zajrzała do łazienki. Nie było tam wanny, tylko kabina prysznicowa, ale i tak bardzo jej się podobało.
— Renia, które łóżko wybierasz? — zapytała.
— Wszystko jedno — odpowiedziała Renata. — To co? Musimy oblać to nasze wspólne, nowe lokum! — roześmiała się.
— Nie, Renia, ja nie piję. Ale ty, jak masz ochotę, to możesz. Najpierw jednak musimy iść do sklepu i kupić coś do jedzenia, żeby starczyło nam na dzisiaj i jutro.
— Masz rację — przytaknęła Renata. — Zostawmy wszystko i idźmy w miasto.
Poszły na zakupy do Biedronki nieopodal domu. Kupiły nie tylko żywność, ale też żel pod prysznic, szampon, papier toaletowy i inne potrzebne rzeczy. Obładowane torbami wróciły do siebie – zmęczone, ale szczęśliwe.
Niedzielę spędziły na porządkowaniu ubrań. Poustawiały w łazience swoje kosmetyki, kubeczki z pastą i szczoteczki do zębów. Ugotowały na obiad zupę pomidorową z makaronem, która miała starczyć również na kolejny dzień. Pod wieczór wybrały się na spacer po okolicy. Były ciekawe wszystkiego.
Gdy znalazły się w małym parku przy Grochowskiej, nagle, jak małe dzieci, zaczęły obrzucać się śnieżkami, śmiejąc się przy tym radośnie.
Następnego dnia, w poniedziałek, po śniadaniu wyszły w poszukiwaniu pracy.
— To co chcemy robić? — odezwała się Kama.
— Wszystko, byleby to nie był zbiór pieczarek — odpowiedziała Renata.
Szły w kierunku Ronda Wiatraczna. Kawałek dalej mieścił się Urząd Pracy, więc postanowiły sprawdzić tamtejsze ogłoszenia.
Przed wejściem do budynku stały dwie kobiety w średnim wieku. Jedna z nich zaczepiła dziewczyny.
— Szukają panie pracy? — zapytała.— Tak — przytaknęły obie naraz.
— A jaka praca was interesuje?
— Najlepiej z zatrudnieniem na etacie — tym razem odpowiedziała tylko Renia.
Część 66 / 6
— No to oferujemy pracę w dużym markecie. Umowa wstępna na trzy miesiące, ubezpieczenie. Płaca to najniższa krajowa, ale jak się sprawdzicie, zostanie przedłużona na rok. To jak?
Spojrzały po sobie.— Mnie to pasuje — odpowiedziała Kama, a Renia natychmiast ją poparła.
— To zapraszam jutro do naszego biura. Proszę tylko napisać CV i dostarczyć jakieś świadectwa ukończenia chociażby gimnazjum.
— Ojej... — zmartwiła się Kama. — Ja nie mam ich tutaj. Przyjechałam z Siedlec, mam skończone gimnazjum i dwa lata liceum.
— Ja też nie mam dokumentów przy sobie — przyznała Renia.
— No cóż, do Siedlec nie jest tak daleko. Mogą panie pojechać i wrócić do nas z dokumentami — uśmiechnęła się kobieta, po czym podała Kamie biurową wizytówkę z adresem i numerem telefonu.
Dziewczyny pożegnały się i odeszły.
— Co teraz? — zapytała Kama. — Boję się jechać do Siedlec. Jak spotkam Damiana albo Pawła, będzie niefajnie.
— Coś wymyślimy. Ja też nie bardzo chcę się tam pokazywać, mój były też mieszka w Siedlcach — odpowiedziała Renia.
Wróciły do domu i długo myślały nad rozwiązaniem, aż w końcu Renata wpadła na pomysł, by napisać e-mail do szkół z prośbą o wysłanie kopii świadectw. Kama nie była jednak przekonana do tego rozwiązania. Postanowiła, że pojedzie z samego rana do domu w Siedlcach i po prostu weźmie dokumenty.
Renia zgodziła się jej towarzyszyć.— W razie czego wezwiemy policję — zapowiedziała stanowczo.
We wtorek rano pojechały pociągiem do Siedlec. Z dworca na ulicę Sienkiewicza nie było daleko. Kama bała się, że nie zastanie matki w domu, a klucza do mieszkania przecież nie miała. Już przed godziną ósmą zapukała do drzwi. Usłyszała powolne człapanie. Matka otworzyła, nawet nie pytając, kto tam stoi.
— To ty? — zapytała zaskoczona na widok Kamy.
— Tak, mamo. Jestem z koleżanką, muszę zabrać swoje świadectwa szkolne. Wpuścisz nas?Matka omiotła wzrokiem Renatę i odsunęła się w głąb przedpokoju.
— Wchodźcie, tylko cicho, bo Pawełek śpi. Zmęczony jest.
Renata czekała w kuchni, a Kama najciszej jak potrafiła wsunęła się do pokoju. Spojrzała na brata. Spał rozwalony na łóżku; wyglądał jak wrak człowieka, a nie jak trzydziestoletni mężczyzna.
Dziewczyna szybko wyjęła z komody teczkę ze swoimi dokumentami i natychmiast wycofała się do kuchni.
— Już mam, możemy iść.—
Matka! — usłyszały nagle przepity głos Pawła. Przez niedomknięte drzwi pokoju dostrzegł sylwetki dziewczyn.
— Co to za zdziry?! Czego chcą?!
— Śpij, Pawełku, śpij. To panie z opieki — skłamała szybko matka i zdecydowanym ruchem ręki kazała dziewczynom opuścić mieszkanie.
— Gdzie teraz? — zapytała Kama, blada jak płótno, gdy znalazły się na zewnątrz.
— Teraz do szkoły — odpowiedziała jej Renata. — Do Budowlanki przy Brzeskiej, tam skończyłam zawodówkę.
Musiały dojść do ulicy Floriańskiej, żeby skręcić w Brzeską. Szły powoli, bo chodnik był potwornie oblodzony. W pewnym momencie minął je wysoki mężczyzna. Renia mocno szturchnęła Kamę.
— Spuść głowę — szepnęła. — I nie podnoś, aż ci powiem.
Kama skuliła się w sobie, wbiła wzrok w ziemię i trzęsąc się ze strachu, przeszła obok Damiana. Gdy go minęły, przystanęła na moment i obejrzała się za siebie. Damian skręcał właśnie w podwórko, z którego przed chwilą wyszły.
— Pewnie idzie do Pawła — wykrztusiła Kama.
Gdy dotarły do szkoły, Renia od razu skierowała się do sekretariatu z prośbą o wystawienie kopii świadectwa za potwierdzeniem oryginału. Pani sekretarka nie bardzo jednak wiedziała, jak pomóc. Tłumaczyła, że skoro Renata kończyła szkołę dziesięć lat temu, to ona nie jest w stanie odnaleźć dokumentu od ręki. Ostatecznie, po rozmowie z dyrektorem, Renia otrzymała oficjalne zaświadczenie o ukończeniu szkoły.Późnym popołudniem zmęczone dziewczyny wróciły pociągiem do Warszawy.
Rozdział XI
Dziewczyny od tygodnia pracowały w markecie. Głównie rozkładały i uzupełniały towar na regałach. To im całkowicie wystarczało. Były bardzo sumienne, grzeczne i miłe.
Do Kamy szczególną sympatią zapałał pewien starszy pan, który zawsze szukał jej po sklepie, kiedy przychodził na zakupy. Cieszyło ją, że klienci ją lubią.
Kierownikiem sklepu był pan Bartosz – człowiek miły i sympatyczny. Często pomagał dziewczynom i tłumaczył, jak mają eksponować towar na półkach, aby przyciągał wzrok klientów. Szczególną uwagę zwracał na Renatę, a ona, widząc to, nazywała go „Fircykiem w zalotach”.
Śmiały się z niego po cichu, ale też bardzo go polubiły.Do domu wracały zawsze razem. Coś sobie gotowały, rozmawiały i marzyły głośno.
Renia marzyła o dobrym mężu, chociaż nie miała jeszcze rozwodu. A Kama? Ona marzyła o spokojnej, dobrej przyszłości. Po wszystkich dramatycznych przejściach, które zostawiły głębokie blizny w sercu, chciała mieć po prostu święty spokój.
Myślała czasem o Adasiu, ale nigdy o nim nie wspominała.
Dobrze im się mieszkało razem, choć podświadomie czegoś brakowało tak jednej, jak i drugiej.Dni mijały szybko. Dopiero był styczeń, a już nastał luty.
W którąś niedzielę wybrały się do Centrum. Obeszły dookoła Pałac Kultury i Nauki.—
-Renia, a może wjedziemy na ostatnie piętro? Zobaczymy panoramę z góry — zaproponowała Kama.
— E nie, to nie dla mnie — odpowiedziała Renata. — Ja mam lęk wysokości. Ale jak chcesz, to jedź sama. Ja poczekam tu, na dole.
— Nie, samej to mi się nie chce. To może pójdziemy na jakieś ciastko? Do kawiarni?
— Ale gdzie? Kama, ja przecież nie znam Warszawy.
— To wiesz co? Pójdziemy w stronę tej palmy, co tam stoi.
-Ruszyły w stronę Alej Jerozolimskich. Doszły do Nowego Światu, skręciły w ulicę i szły dalej w kierunku Krakowskiego Przedmieścia. Zapomniały o ciastku i herbacie, podziwiając wystawy sklepowe oraz mijane pomniki. Doszły aż do Placu Zamkowego.
— Wiesz — odezwała się Renia — zastanawiam się, jak by mi się mieszkało w takim zamku.
Kama wybuchła śmiechem.— Musiałabyś zostać królową, żeby w nim zamieszkać! — śmiała się.
— No to nie pozostaje mi nic innego, jak szukać króla — teraz już śmiały się obie.
Wariatki — powiedział do nich z uśmiechem jakiś przechodzący obok chłopak.
— A tam, zaraz wariatki! — zawołała za nim Renia. — Normalne z nas dziewczyny! Wiesz co, Kama? Zgłodniałam.
— Ja też. Szukamy jakiegoś baru?
Baru jednak nie było, wokół mieściły się tylko drogie restauracje. Zadowoliły się więc zapiekanką z budki. A że zrobiło się już całkiem ciemno, zjechały schodami ruchomymi na dół i udały się na przystanek tramwajowy.
Po dotarciu do domu obie padły ze zmęczenia.
— Ja idę pod prysznic — zakomunikowała Kama.
— Ok, ja pójdę po tobie — Renia wyciągnęła się na tapczanie i zasnęła, zanim Kama zdążyła wyjść z łazienki.
Minęło kilka tygodni. Dziewczyny poznały już całkiem dobrze swoją okolicę i otrzymały pierwsze wypłaty. Kama podjęła ważną decyzję – postanowiła się uczyć.
Chciała skończyć liceum, zrobić maturę, a potem może nawet pójść na studia? Pragnęła coś osiągnąć w życiu, które do tej pory tak dużo ją kosztowało.
Po trzech miesiącach okresu próbnego podpisano z nimi umowy o pracę na dwa lata. Miały od teraz pracować również na stanowisku kasjerek.Od września Kama zaczęła naukę w liceum zaocznym.
Nauka szła jej dobrze, nie miała żadnych problemów. Renia natomiast zaczęła na poważnie spotykać się z Bartoszem. Powiedziała mu otwarcie o swojej sytuacji – że formalnie wciąż jest mężatką i że dawno temu uciekła od męża.
Jemu to jednak zupełnie nie przeszkadzało. Zaproponował, aby razem zamieszkali, i z dnia na dzień Kama została w mieszkaniu sama.
Odpowiadało jej to, bo mogła uczyć się w ciszy i spokoju. Choć teraz musiała sama ponosić wszystkie opłaty za wynajem, najważniejsze było dla niej to, że ma bezpieczny dach nad głową.
Z domu wychodziła tylko do pracy, na zakupy i dwa razy w tygodniu na zajęcia szkolne odbywające się w soboty i niedziele .
Rozdział XII
Minęły trzy lata. Kama opuszczała gmach szkoły z wysoko podniesioną głową. Była z siebie dumna. Maturę zdała z wynikiem bardzo dobrym. Odebrała świadectwo ukończenia liceum – miała już wykształcenie średnie. Teraz myślała o studiach. Jaki wybrać kierunek?
-Zdecydowała się na psychologię. Wprawdzie nauka miała trwać pięć lat, ale mogła studiować zaocznie i jednocześnie pracować
.Cały czas mieszkała w kawalerce na Grochowie. Odłożyła sporo pieniędzy, zrobiła prawo jazdy i kupiła małe, używane, ale będące w dobrym stanie autko w swoim ulubionym, zielonym kolorze.
Pracowała w tym samym markecie, a jej wynagrodzenie poszło znacznie w górę. Teraz miała wakacje i dwa tygodnie urlopu. Pierwsze, co zrobiła, to złożyła dokumenty na Uniwersytecie Warszawskim na wydziale psychologii.
Postanowiła też odwiedzić matkę, której nie widziała od czasu, gdy była u niej z Renią. Już się nie bała. Przez te trzy lata stała się pewną siebie, młodą kobietą, a nie dawną, zalęknioną dziewczyną.
Była dobrze ubrana, nosiła modną fryzurę, a jej długie, kasztanowe włosy sięgały łopatek.Wsiadła do swojego auta i pojechała najpierw do marketu. Pochwaliła się świadectwem i przyjęła gratulacje od koleżanek.
Z kantorka kierownika wyszła Renata. Ucieszyła się ogromnie i od razu zaprosiła Kamę na kawę.
— Chodź do nas, moja ty kochana przyjaciółko! — objęła ją ramieniem. — Bartosz też się