Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 17 min czytania

Kamień umierających gwiazd

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kamień umierających gwiazd

- Tak bardzo lubisz strach? - Lubię to dziwne napięcie… - zawahała się na moment przygryzając delikatnie wargę. – Lubię gdy na ekranie wiele się dzieje. Sam wiesz… - patrzyła na mnie szukając potwierdzenia. Milczałem wytrwale, czekając aż sama dokończy swoją myśl. - Lubię horrory. – Zniecierpliwiła się. Jej głos zabrzmiał nieco szorstko. - Horrory… - zaśmiałem się cicho. – Zdajesz sobie sprawę z tego, że niewiele w nich prawdy? Spojrzała na mnie chłodno. Czułem jak lodowe lance z cichym trzaskiem przebijają się przez moje nerwowo bijące serce. Bolało. - Dobrze, już dobrze. Nie patrz tak na mnie. – Próbowałem ratować sytuację. – Chodź, chcę ci coś pokazać. Jestem pewny, że większość twoich „dzielnych” bohaterów nie odważyłaby się udać tam gdzie my. - Chciałem brzmieć jak najbardziej tajemniczo, ale zdawałem sobie sprawę, że nie idzie mi to za dobrze. Spod płaszczyka tajemnicy, jak promienie słońca zza chmur, przebijała się tandeta, której nie mogłem już cofnąć. Przyspieszyłem kroku by zachęcić ją do tego samego. Próbowałem przyciągnąć ją wzrokiem, ale nie patrzyła na mnie. Szła powoli, delikatnie i zdawało mi się, że ledwo dotyka ziemi. - Ha Ha Ha…jak zwykle pleciesz!- śmiała się głośno. – Znowu zaczynasz snuć te swoje fantazje? – poklepała mnie po ramieniu. - Ale niech stracę! Pokaż co tam masz za niespodzianki i miejmy to za sobą. – Uśmiechała się szczerze, łagodnie, litościwie. Nie brała moich słów zbyt poważnie i być może miała rację. Poczułem się skonfundowany. Pozwoliłem by jej słowa wpłynęły na moje samopoczucie, chociaż obiecywałem sobie, że pomimo wszystkich niedogodności zachowam spokój. - Idziemy tam! - wskazałem na las, którego ciemne, niewyraźne kontury zaczęły jawić się przed nami. Potężne, rozłożyste konary wsparte na smukłych, czarnych pniach królowały nad okolicą niczym cisi strażnicy czuwający w mroku. Noc, która rozlała się po całym horyzoncie, zaledwie pozwalała się domyślać, że szum jaki dochodził do naszych uszu był dziełem wirujących na wietrze liści. - Dokładnie tą drogą, którą tam możesz zobaczyć – dodałem po chwili, celując ręką w niemal niewidoczny punkt. Kręta ścieżka, która z daleka wydawała się jedynie niewielką, czarną wstęgą z każdym krokiem coraz wyraźniej odcinała się od tła. Przydrożne latarnie rozstawione w równych odległościach oświetlały jedynie opary, aczkolwiek rozrzedzone światło jakby na przekór przeznaczeniu siłą próbowało przebić się przez ciemną ścianę lasu. Ten, naznaczony delikatnym poblaskiem nie wyglądał już złowrogo i groźnie. Domyśliłem się, że mój pomysł musiał wywołać małe zamieszanie, bo zacięła nerwowo usta. Zapadła cisza i bałem się ją przerwać. - Do lasu? Teraz...? Zgłupiałeś, prawda?! – zaperzyła się, a jej głos brzmiał o wiele donośniej niż się spodziewałem. Nie wiedziałem co powiedzieć. - Po co chcesz tam iść? Nie zgrywaj bohatera. Tam jest pełno dzikich zwierząt – przekonywała mnie już znacznie ciszej. - Spokojnie - starałem się zachować powagę, chociaż wzmianka o dzikich zwierzętach nieco mnie rozbawiła. - Wychowałem się tu. I jak żyję, jeszcze nic nikomu się tu nie stało. Chcę ci pokazać coś co można oglądać tylko w nocy, coś na swój sposób niezwykłego. Obiecuję, że wrócimy kiedy tylko będziesz chciała – nie poddawałem się i aby nadać większego znaczenia swoim słowom gestykulowałem zapamiętale. Odetchnęła głęboko, chociaż widać było, że wciąż toczy ze sobą walkę. - Dobrze, pójdziemy – powiedziała przewracając oczami - ale chcę, żebyś wiedział, że to nasze ostatnie spotkanie. Nie będę się zadawała z jakimś szaleńcem. Zaskoczyło ją to, że odpowiedziałem jedynie uśmiechem, który nagle pojawił się na mojej twarzy. Odwróciła wzrok i przyśpieszyła kroku. Nie było mi wcale do śmiechu, ale w tamtym czasie nic innego nie przychodziło mi do głowy, pozostało mi tylko wyszczerzyć zęby i wierzyć, że jakoś to będzie. Już na samym początku przeczuwałem, że zabieranie dziewczyny na taką randkę i to na dodatek pierwszą, może okazać się totalną klapą. Ale znaliśmy się już kilka lat, myślałem, że będzie nieco inaczej. „Następnym razem pójdę do kina, mało oryginalnie, ale bezpiecznie”- pomyślałem. - Niech tak będzie – opowiedziałem głośno, a w swoim głosie wyczułem nutkę rezygnacji. Każdy kolejny krok na ścieżce zbliżał nas do granicy mrocznej otchłani i tego co za sobą kryła. Oboje mimowolnie rozglądaliśmy się na boki, przeczesując wzrokiem odległe zarośla, tylko po to by dostrzec coś co mogłoby nas zaniepokoić. Chociaż to ja byłem inicjatorem tego wypadu, czułem jak cała pewność, którą jeszcze przed chwilą posiadałem ulatnia się z każdym, nawet delikatnym podmuchem wiatru. Im bliżej ciemności się znajdowaliśmy, tym kroki stawały się wolniejsze, drobniejsze, mniej pewne. Czekaliśmy momentu, w którym staniemy na granicy światła i czyhającego mroku. Oboje zapomnieliśmy jednak, że ciemność nie czeka. Ma to do siebie, iż wychodzi naprzeciw swoich gości, otulając ich nagle swoim szczelnym płaszczem. Las, który był naszym gospodarzem, okazał się trochę bardziej żywy niż można było przypuszczać. Pełen skrzypnięć, trzaśnięć, szumu i szelestu dźwięczał w każdej sekundzie, tak jakby skupiając całe swoje siły wokół nas. Kiedy oczy przyzwyczaiły się do panujących ciemności i myślałem, że uda mi się zobaczyć skąd pochodzą owe dźwięki, poczułem jak coś zimnego i miękkiego zaciska się na mojej dłoni. - Tylko sobie nie wyobrażaj bóg wie czego. - Usłyszałem zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. - Jest ciemniej niż myślałam i nic nie widzę. Jak coś mi się stanie, jeśli chociażby się pobrudzę, uwierz mi, że słono za to zapłacisz – zagrzmiała nerwowo. - Dobra, biorę to na siebie - odpowiedziałem z uśmiechem. Tu, w miejscu, w którym ledwo mogłem dostrzec zarys swoich dłoni czułem się szczęśliwy. - Boisz się? – zapytałem po chwili, próbując odciąć się od ciszy, która wydawała się zbyt głośna. - Nie bardzo - odpowiedziała bez przekonania. - Chociaż przyznaję, że nie widzę w tym wszystkim większego sensu. Gdzie w ogóle idziemy? - Zobaczysz. – Starałem się oszczędzać słowa, by nie zdradzić niespodzianki. Nie zatrzymaliśmy się nawet na chwilę. Nasze nogi zapadały się w miękką ściółkę i tylko od czasu do czasu trafialiśmy na zalegające gałęzie lub wystające korzenie. Każdy dźwięk, każde potknięcie skwitowane było delikatnym uściśnięciem miękkiej dłoni. Przez myśl przeszło mi, że specjalnie naprowadzam ją na wszelkie przeszkody byleby tylko poczuć ten przyjemny dotyk. Mimo wszystko, pozbawiony nadziei, postanowiłem wykorzystać okazję, by w przyszłości móc przywołać wspomnienie tej nocy. - Co to? – zapytała po chwili milczenia, wskazując na miejsce, które było jaśniejsze od reszty. Noc była bezchmurna, a księżyc świecił na tyle jasno, że niewielka polanka przed nami była dobrze oświetlona. Jej środkiem przebiegało zagłębienie, w którym wybudowany był podłużny i dosyć niski budynek. Nie miał ani okien ani komina i w niczym nie przypominał zwykłego domu. Stare, poczerniałe deski, z których był zbudowany, strzegły jego tajemnic. Skraj dachu wspierał się na skarpach ziemi wystających ponad zagłębienie. Pokryty strzechą, pofalowany, przypominał brzuch głodnego człowieka, który stracił już wszelką nadzieję. Miejsca, w których brakowało pojedynczych kulików zionęły pustką, przywodząc na myśl puste oczodoły. - Piękny prawda? - zapytałem, czując dumę. Bywałem tu wiele razy, ale mimo wszystko wciąż nie mogłem oderwać wzroku od tego ludzkiego dzieła, które tak dobrze zaadaptowało się w naturze. - Boże! Co to jest? – usłyszałem w odpowiedzi. - Po co tu jesteśmy? – w jej głosie wyczułem strach. - Cóż… właściwie to po nic. Tylko tędy przechodzimy. - Przyprowadziłeś mnie tu, żeby mnie straszyć? - zapytała ledwo hamując złość. - Nie… - zawahałem się – to znaczy, nie do końca. - Mógłbyś być bardziej precyzyjny? – niecierpliwiła się. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. - Halo?! – pomachała mi ręką przy samej twarzy. - Spokojnie - odpowiedziałem szybko, próbując delikatnie ją objąć. - Już ci wszystko tłumaczę. Odsunęła mnie. - Przyznaję, że na początku chciałem Cię tu przyprowadzić i nastraszyć – zacząłem, spuszczając pokornie wzrok. - Ale zrezygnowałem z tego pomysłu. Nawet przygotowałem sobie historię o tym miejscu, ale teraz to nieważne. Nie będę cię denerwował. - Jaką historię? – spytała. - Nie mogę przecież powiedzieć. Później będziesz mi wmawiała, że

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kamień umierających gwiazd — czytnik · opowiadania