Fantastyka · 8 min czytania
Kamienne sny
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
- Wracajmy, zimno straszliwie... – Marek wyglądał, jakby właśnie wrócił z zesłania na Sybir. Twarz mu zsiniała, nie mógł utrzymać papierosa w rękach. Drżenie mięsni przeszło w ostatnie stadium i teraz wyglądał, jakby miał chorobę św. Wita.
- Jeszcze tylko troszkę - powiedziałem, po czym wróciłem do moich pomiarów. Zgodnie z moimi przypuszczeniami szczelina między ręką a kolanem wynosiła ok. 1mm. Nie dało się to w żaden sposób wytłumaczyć - nawet obecnie byłoby to trudne do wykonania, a co dopiero 320 lat temu. Obejrzałem sobie tę rękę jeszcze raz. Szczelina mogła być spowodowana erozją, ale jak wytłumaczyć tak doskonałe wyprofilowanie opuszków palców, skoro nie ma tam miejsca na żadne narzędzia?
- No to wracamy, nic już tu nie wymyślę - zachęciłem mojego najlepszego przyjaciela. Wydał się niezmiernie uradowany.
- Przecież ci nie ucieknie do jutra - odrzekł siląc się na resztki sarkazmu. Poszliśmy więc do domu, zostawiając liczącą ponad trzysta lat kamienną rzeźbę człowieka klęczącego na jednym kolanie. Sprawiał wrażenie, jakby chciał się podnieść i uciec z tego zimna.
2. Anna była w złym nastroju. - Jeśli nie przestaniesz ganiać z suwmiarką za tymi swoimi pomnikami, to się wyprowadzę - słyszałem tę groźbę chyba po raz tysięczny, jednak dziś w jej głosie wyczułem prawdziwe rozgoryczenie. - Kiedy skończysz ten program? Dzwonili dziś z firmy i kazali powiedzieć, że jak nie pokażesz im projektu do soboty, to będzie źle...
- Zawsze tak mówią, wiesz jak jest - odpowiedziałem. - W pracy programisty jest tak, że przez początkowe 90% czasu powstaje 10% kodu, a później, przez 10% czasu - 90% kodu - próbowałem obrócić wszystko w żart. Chyba jej nie rozśmieszyłem.
- Rób jak chcesz, ale nie będę cię więcej tłumaczyć i usprawiedliwiać.
Część 22 / 4
- Anno, wiesz przecież, jakie to dla mnie ważne. Może właśnie jestem na progu odkrycia największej tajemnicy świata..
- Wiem, ale ta twoja tajemnica nie zapłaci rachunków. A propos, przekroczyliśmy limit karty kredytowej, więc gdybyś zechciał napisać ten program, to by nam troszkę pomogło w gospodarowaniu finansami - chyba powoli mijał jej paskudny nastrój.
- Już dobrze - przyciągnąłem ją do siebie. Burza chyba przeszła bokiem. Jednak będę musiał usiąść do komputera, bo naprawdę jest krucho z gotówką, pomyślałem. Rano zapytałem Annę, czy nie chciałaby pojechać do Florencji.
3. - W żadnym wypadku! - Paweł pozwalał sobie na podniesienie głosu tylko w szczególnych okolicznościach.
- Ale szefie, ja naprawdę potrzebuję tych pieniędzy - żałośnie wypadło, trochę jak skomlenie...
- Dobrze wiesz, że nie wypłacamy zaliczek. A już na pewno nie zaliczek większych, niż cała ustalona kwota za program - właściciel studia programistycznego, w którym pracowałem nie dawał się łatwo wzruszyć.
- Przecież nie zrezygnuję z pracy, jeszcze pan na mnie sporo zarobi - próbowałem jakoś obronić swój punkt widzenia.
Część 33 / 4
- Gdybyś jeszcze był w jakichś poważnych tarapatach... ale na wycieczkę do Włoch? Tobie się chyba pomieszało w głowie od tego stukania w klawisze... - moje błagania nadal nie przynosiły rezultatu.
- Bo ja muszę zobaczyć Dawida na żywo... - ciągnąłem dalej, choć moje szanse chyba już były mniejsze, niż zero.
- Ściągnij sobie z sieci fotki, na pewno w internecie są tysiące zdjęć rzeźb Michała Anioła - jego sumienie chyba też było rzeźbą z kamienia.
- To nie to samo - próbowałem oponować - to może chociaż pięć tysięcy? Tak, żeby starczyło choć na tydzień pobytu...
- Do roboty, dalej. Chyba dziś jest dzień dobroci dla zwierząt. Cztery tysiące. Ale dopiero, jak skończysz ten kretyński program do krzyżówek! - miałem ochotę rzucić mu się do kolan z radości.
- Oczywiście, dziękuję, już siadam - nie czekając, aż zmieni zdanie zaszyłem się w pokoju i zacząłem stukać w klawiaturę.
Część 44 / 4
4. - No i? - spytałem z nadzieją w głosie.
- No i co? - odparła Anna.
- Nie widzisz?
- Czego nie widzę? - moja żona nie była poruszona pięćsetletnią rzeźbą.
- No, że ma zgiętą lewą rękę - ciągnąłem.
- To co, że ma zgiętą, każdemu się…