Fantastyka · 14 min czytania
Kamienny Anioł
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kamienny Anioł
- Opowiem Ci pewną historię, chcesz? - Mhm. A o czym będzie? - O marmurowym aniele. - Prawdziwa? - To zależy jak na nią spojrzysz. I czy w nią uwierzysz. Jeśli tak, to wtedy będzie prawdziwa. Bo będziesz kierowała się sercem... - ...a nie rozumem. - Właśnie. Chociaż niektórzy by się z tym nie zgodzili... - Zacznij już opowiadać. - Tylko słuchaj uważnie i nie przerywaj. Bo opowieść, którą nie opowiada się jednym ciągiem, nie jest już tą samą historią. A więc... Był to jeden z tych urokliwych, przy parafialnych cmentarzyków, które nie kojarzą się nam negatywnie, ale wręcz odwrotnie. Przywodzą na myśl piękne, pełne refleksji i zadumy spostrzeżenia. Sprawiają, że wciąż chcemy do nich wracać. Są niczym magnes. Cmentarzyk ten, otoczony wysokimi, majestatycznymi drzewami, położony był tuż przy sosnowym zagajniku. Kamienny płotek odgradzał od ciekawskich spojrzeń, pomagając utrzymać prywatność, potrzebną do odrobiny refleksji i poukładania własnych myśli. Granitowe nagrobki wtapiały się w spokojną zieleń, stojąc równiutko obok siebie, naprzeciw usłanej listkami ścieżki. Żadnemu z nich nie było dane pójść w zapomnienie. Na prawie każdym stał choćby jeden znicz, który skłaniał swym płomieniem do myślenia o upływającym czasie. Na uboczu, niby na straży całego cmentarzyka, stał niewysoki, zbudowany z cegiełek kościółek. Nad nim to trzymali pieczę bracia franciszkanie. Dbali oni sumiennie o swój mały dobytek, pilnując aby żadna grzeszna ręka nie przywłaszczyła sobie czegoś. Przez wszystkie cztery pory roku cmentarzyk olśniewał swym urokiem. Zimą, otulony puchową pierzyną śniegu, skrzył się i migotał, odkrywając czasem krzyże i niektóre nagrobne tablice. Wiosną, przybrany w zieloną szatę, cieszył uszy śpiewem ptaków i zapachem pierwszych, wychylających się spod śniegu kwiatów. W lecie objawiało się całe piękno cmentarza, składające się na przepiękną kompozycję z pochylającej się już wierzby, wiewiórki skaczącej z gracją przez gałęzie, cichego dźwięczenia konwalii i rozmyślań poetów oraz artystów, pragnących uwiecznić to miejsce w swoich dziełach. Jednak zdecydowanie najbardziej urokliwą porą roku była jesień. Złote, czerwone i brązowe liście opadały na alejki tworząc przepiękny dywan. Ostatni świergot ptaków, krzątanina zwierząt. Trzeba jednak ujrzeć na własne oczy piękno jesiennej pory, bo żadne słowa nie są w stanie jej opisać. O tej właśnie cudownej porze roku zaczyna się ta historia. W najbardziej odosobnionym i zacisznym miejscu, stał pewien grób. Zwykły, granitowy, ze startym przez szybko mknący czas epitafium. Nikt dokładnie nie wiedział czyj on jest. Grób nie wyróżniał się niczym spośród innych, jednak charakteryzowała go mianowicie jedna rzecz. Obok tego właśnie grobu stała figura. Figura anioła... Wyrzeźbiona w marmurze, wydawała się pochodzić od najzdolniejszego mistrza. Ukazywała całą piękność, dobroć i niewinność anielską. Złożone niczym do modlitwy alabastrowe dłonie, wznoszące się ku niebu oczy. Piękne, duże skrzydła opiekuńczym gestem ochraniały grób. Każde pióro wyrzeźbione wręcz z nadludzką precyzją i dokładnością. Blada, idealna twarz została okolona burzą długich loków. Suknia, pofalowana jakby od podmuchu wiatru, otaczała smukłe ciało i owijała się wokół bosych stóp. Marmurowy posąg był dość wysoki, o wiele przewyższał nieduży grób. Pomimo tej różnicy razem stanowili doskonałą kompozycję... Anioł był chlubą cmentarza. Ludzie z pobliskich wiosek, bardzo dumni z figury dłuta dorównującego najznamienitszym rzeźbiarzom, zostawali po niedzielnej mszy, by podziwiać otoczony zielenią posąg. Jednak nikt nie podejrzewał, że nie była to zwykła rzeźba... Nocą, gdy wszyscy już spali, z figury wyłaniał się prawdziwy anioł. Widoczny jedynie dla ludzi o prawdziwie czystym sercu oraz... dla wszystkich dusz, których ciała zostały tu pochowane. Nieważne czy były przesiąknięte złem, czy absolutnie dobre czy też trochę grzeszne. Wszystkie, bez wyjątku, widziały anioła. A skrzydlaty posłaniec rozmawiał z nimi, pokazywał im całe ich życie, a przede wszystkim naprowadzał na właściwą, dalszą ścieżkę i skrzydłem wskazywał im drogę. Do piekła, czyśćca bądź nieba. Nie było to łatwe zadanie, gdy przyszło wysłać pełną pychy i zadufania w sobie duszę do czyśćca, gdy ta uważała, że nadaje się do nieba. W takich wypadkach anioł jeszcze raz wytykał błędy, które popełnił ów człowiek i spokojnie wszystko tłumaczył, aż do upadłego. Tak więc czas płynął naszemu aniołowi. A gdy czasami zmarłych przestało przybywać, siadał sobie na czyimś nagrobku i wsłuchiwał się w szum wiatru, śpiew ptaków lub pomagał zwierzętom w ich drobnej krzątaninie. Czasem też z tęsknotą spoglądał na niebo, szukając czegoś między gwiazdami, a gdy tego nie znajdywał, wzdychał głęboko. Bo dawno już nie zaznał słodyczy raju, by siedząc tu na ziemi pomagać różnym duszom. Pełen dobroci i zrozumienia witał i żegnał przychodzącą na palcach, cicho niczym mgła, zasłonę nocy. A z pierwszymi promieniami słońca chował się do figury na spoczynek. Pewnego dnia, w którym słońce schowało się za chmury, przepowiadając pierwsze, jesienne deszcze, na cmentarzyk zajechało kilka samochodów, ciągnących się za karawanem. Sam pojazd wyglądał niczym upiór. Czerń lśniła i połyskiwała złowrogo. Z karawanu wysiadło kilku młodych ludzi. Po chwili na ich rękach spoczęła trumna. Była trochę mniejsza od zwykłych, za to wyglądała bardziej posępnie i smutno od innych. Sznur ludzi zatrzymał się przy starej wierzbie, naprzeciw świeżo wykopanego grobu. Zakonnik zaczął przemówienie. Jedna z kobiet zaniosła się z płaczem, inni ukradkiem ocierali łzy. Trumna została spuszczona do dołu, ludzie zaczęli się rozchodzić. Wkrótce jedynym po nich śladem zostały kolorowe bukiety i naruszona ziemia wokół nagrobka. Cmentarz dalej żył własnym życiem, jak gdyby nic się nie stało. Wiatr nadal bawił się złotoczerwonymi liśćmi. Groby nadal trwały nieruchomo w posępnym milczeniu. Bo widzisz, moja droga, czas nie ogląda się za siebie, nie przystaje. Jest w ciągłym biegu. Zmieniają się ludzie, zmienia się świat. A on dalej brnie naprzód... Nadeszła noc. Księżyc świecił dość jasno tylko od czasu do czasu przysłaniany przez chmury. Anioł, jak zwykle o tej porze, wyszedł ze swej figury. W przeciwieństwie do roślin i zwierząt, od razu zauważył, że coś się zmieniło. Obszedł swoim zwyczajem cmentarzyk pogrążony w mroku. Na jednym z nagrobków, tym przy wierzbie, siedziała postać młodej dziewczyny, wpatrującej się w nocne niebo. Nie zwracała na nic uwagi, jakby skupiona na jednym punkcie – księżycu. Anioł podszedł do…