Fantastyka · 13 min czytania
Kampania przeciwko bogu wiatru - cz. 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kampania przeciwko bogu wiatru Cz. 2
Drzwi się zamknęły. Do sklepu weszła wysoka postać, ubrana w ciemną, prawdopodobnie szarą szatę, która w ciemności raz po raz pobłyskiwała, czy wręcz iskrzyła się. Nie paliła się, chociaż jakaś pochopna osoba mogłaby tak stwierdzić. Podczas gdy ta postać podchodziła bliżej lady, iskierki nabierały na intensywności. W chwili gdy przechodziła pomiędzy dwoma regałami, stojącymi pod dwoma przeciwnymi ścianami, iskry zaświeciły na tyle mocno by można było ujrzeć twarz gościa. Był to stary, już pomarszczony, z długimi szarymi włosami mężczyzna. Gdyby przyjrzała jakaś osoba, nie obracająca się w odpowiednich kręgach, stwierdziła by pewnie, że jest to bardzo uzdolniony i potężny mag, jednak gdyby ta osoba posiadałaby choć odrobinę wiedzy na temat czarodziei, to wiedziałaby, że taki tok myślenia jest stereotypem. Prawdą jest, że wielu magów kreuje siebie na coś w tym stylu by nadać sobie animuszu, jednak jest to zazwyczaj jedyny cel. Starość i siwe włosy nie muszą wcale świadczyć o talencie danego maga, tak zazwyczaj jest tylko w opowieściach bajarzy. To zazwyczaj młodzi objawiają się innowacją i twórczością, która daje im możliwości. Tacy niestety nie pasują do opowieści bajarzy, wśród ludu panuje za wiele stereotypów, co uczyniłoby ich opowieści mało wiarygodnymi. Iskry, które oświetliły twarz maga rzuciły wystarczająco dużo światła by można się rozeznać w układzie sklepu. Pomieszczenie nie było zbyt duże, jednak z tego co było widać, sklep nie wymagał większej przestrzeni. Oprócz tych regałów, które stały za ladą, w całym sklepie znajdował się tylko te dwa które minął wcześniej mag, szafa stojąca obok jednak z regałów oraz mała szafeczka, po drugiej stronie obok drugiego regału, naprzeciw szafy. Leżał na niej pięknie umalowany hełm. Przykuwającym wzrok elementem w tym hełmie było to, że wszystkie wzory były wymalowane czerwonym kolorem, do złudzenia przypominającym skrzepłą krew. Mimo ubogości mebli w sklepie, żadne z nich nie wyglądał na przepełniony. Na każdej półce, na regałach, nie leżało więcej niż 2-3 przedmioty, tylko na jednej stało parę eliksirów, a obok nich leżały jakieś wysuszone rośliny, prawdopodobnie ingrediencje do mikstur. Zaś szafa i ta mniejsza szafka były zamknięte. Jednak patrząc na nie, odnosiło się wrażenie, że mają raczej na celu zapełnienie i tak niewielkiej powierzchni sklepiku. Za ladą również stały dwa regały. Ich sytuacja miała się jednak inaczej niż tych z wnętrza sklepu. Mimo że nie różnił się od nich niczym widocznym to były załadowane mnóstwem przedmiotów. A mimo to wszystko było tak ułożone, że nie odnosiło się wrażenia nieładu. Pomiędzy regałami znajdowało się okno, a po lewej stronie regałów były drzwi. Od dzwonka oznajmiającego wejście klienta do sklepu, minęło wystarczająco dużo czasu by najbardziej leniwy sprzedawca zdążył wyjść z zaplecza, to mimo to nikt się jeszcze nie pojawił. Mag stał przed ladą i niecierpliwie stukał po niej palcami. Stukot palców w głuchej ciszy sklepu zaczął nabierać na sile. Zaczynał rozbrzmiewać jak bicie bębnów. Słuchając tego miało się dziwne wrażenie, że zaraz zaatakuje nas stado orków. Osoba na zapleczu też musiała to słyszeć. W końcu drzwi się otworzyły i wyjrzała z nich głowa młodzieńca z twarzą na której zdziwienie mieszało się z przerażeniem. Upewniwszy się, że nie musi się niczego obawiać, wyszedł. Był wzrostu zwyczajnego człowieka, jednak z pewnością nie był w pełni człowiekiem. Jego lekko szpiczaste uszy świadczyły, że w jego krwi płynie elfia krew. Potwierdziły to też jego ruchy, pełne wdzięku i gracji. Oswoiwszy się z sytuacją, uśmiechnął się i podszedł do lady. Dzień dobry, witam w moich skromnych progach. Nazywam się Edgar Meni i jestem właścicielem tego sklepu. Nie będąc przesadnym, najlepszego sklepu z przedmiotami magicznymi po tej stronie Bermy. - mówiąc to sklepikarz uśmiechał się w tak przemiły sposób, że mimo jawnego braku skromności, nie miało się tego za złe. Po prostu uznawało się to co mówi za prawdę. Tak, wiem. - Był to głos niepotwierdzający tego co można było zobaczyć patrząc na maga. Był twardy i pewny siebie. W żaden sposób nie pasował do starego mężczyzny. Czarodziej podniósł drugą rękę i również położył na ladzie. Na prawie każdym palcu, obu dłoni, miał pierścień. Pierścienie były przeróżne, małe, duże, z wysadzanymi kamieniami albo też z jakimiś skomplikowanym wzorami. Jedne wyglądały na bezwartościowe inne na bezcenne. Mag jeszcze raz zastukał palcami po ladzie, tylko że tym razem rozległ się przytłumiony odgłos metalu. Zwróciło to uwagę sklepikarza, który spojrzał na ladę i dłonie czarodzieja. W tym samym momencie uśmiech sklepikarza zmienił się w jeszcze bardziej czarujący, o ile to możliwe. Ach, Tsylo. Jak dawno cię u mnie nie było. Tylko wiesz, gdy do mnie przychodzisz to mógłbyś przybrać swą prawdziwą postać. Bo wierz mi, w ten sposób będzie mi łatwiej cie rozpoznać. Tak, tak... dobrze wiesz, że nie mogę. A teraz, nie mógłbyś coś z tym zrobić – wskazał na swą szatę, ciągle jeszcze pobłyskującą iskrami – trochę mnie to drażni. - Sklepikarz zrobił minę jakby tego wcześniej nie zauważył. Podniósł rękę i wymawiając jakąś formułę pod nosem, przejechał nią po ladzie. Iskry od razu zniknęły. A wraz z nimi zniknęło jedyne źródło światła w sklepiku. Tylko przez okno wpadały skąpe promienie księżyca. Sklepikarz jednak uznał, że to nie wystarczy i przejeżdżając jeszcze raz ręką po ladzie zapalił dwie świeczki stojące na obu regałach za ladą, dające nienaturalnie dużo światła. Przepraszam cię, ale to takie małe zabezpieczenie. Lubię sobie czasem zrobić trochę wolnego i posiedzieć z tyłu na zapleczu, poprzyglądać się swoim skarbom. Raczej nie wiele to zabezpieczenie pomogło. Wiesz, mimo wojny nie spodziewam się najeźdźców twojego pokroju – uśmiechnął się krzywo, jakby się przeraził, że mógłby przyjść do niego mag będący w stanie przełamać jego zabezpieczenia. - No dobrze, nieważne. Opowiedz lepiej co się tam dzieje na froncie, czy gdzie tam ostatnio cię przerzucili. Chodzą plotki, że dowodziłeś ostatnią bitwą nad Nyrą. Tak, doznałem tego zaszczytu – zrobił ucieszoną minę, jakby