Komedia · 9 min czytania
Kanalia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kanalia
"- Mała, gdzieś ty mnie wyciągnęła? Zaraz utopimy się w tym bagnie. - Jakie bagno?! Przepiękne jezioro, trzciny, drzewa, krzaczki, robaczki – sama natura. O! Zobacz jaki śliczny widok! - Aga, tu jest błoto. - Oj tam błoto, nie marudź. To ja mam bunty na płaściutkiej podeszwie i w każdej chwili mogę zjechać w dół, prosto do jeziora, w paszcze tych obrzydliwych pijawek. - No.. a że jesteś słusznej wagi to byłoby na czym zjeżdżać. - Wcale nie jestem gruba! - Oczywiście. - Jestem wysoka! Przecież nie mogę ważyć pięćdziesięciu kilo przy tym wzroście! - Pięćdziesiąt to może i nie, ale pięćdziesiąt pięć byłoby już całkiem w normie. - Nie cierpię cię! - Mała... - Co?! - Idziemy stąd."
* - Proszę pani? – usłyszałam jak przez mgłę – Proszę pani? Tym razem było głośniej. Otworzyłam oczy i nagle przypomniałam sobie, że jestem w ośrodku zdrowia w poczekalni. - Tak? – spytałam kobiety, która mnie obudziła. - Chyba pani zasnęła, a teraz jest pani kolej, więc głupio by było gdyby panią ominęła i musiałaby pani czekać na sam koniec. - Dziękuje bardzo – powiedziałam wciąż lekko nieprzytomna i ruszyłam w stronę gabinetu lekarza. Kiedy weszłam, jak zwykle zobaczyłam Marcina, siedzącego za biurkiem w swoim cudnym białym kitlu. Znałam go od lat i był tylko parę lat ode mnie starszy, więc mówiliśmy już sobie po imieniu - Cześć – rzuciłam wchodząc, ale Marcin spojrzał tylko na mnie przemęczonymi oczami i skinął głową w stronę niewygodnego krzesła, na którym od razu się usadziłam. - Aga, co tym razem? – spytał, bazgrząc po jakiś papierach - Wszystkie syndromy wskazują, na to, że to rak jelita grubego- odpowiedziałam, chociaż słowo rak wywoływało u mnie nieprzyjemne dreszcze. Marcin dalej coś gryzdolił. - Ale pewnie go nie mam – dodałam po chwili. - Widzę, że robisz postępy – podniósł głowę i uśmiechnął się do mnie. - A więc dlaczego go nie mam? - Doczytałaś się gdzieś może, że rak jelita grubego występuje na ogół dopiero po pięćdziesiątce? - Na ogół? – spojrzałam na niego podejrzliwie. - Zawsze – poprawił się szybko. - Ale może jeden procent chorych... - Chcesz skierowanie na kolonoskopie? – przerwał mi w połowie zdania, chytrze się uśmiechając. - Hmm, myślę, że jestem w stanie przyjąć do wiadomości fakt, że to choroba po pięćdziesiątce. - Tak też myślałem. Coś jeszcze? - Nie, dzięki – mruknęłam pod nosem - Aga, to już twoja trzecia wizyta u mnie w przeciągu dwóch tygodni. Możesz mi powiedzieć, skąd wziął się nagle ten nawrót hipochondrii, hę? Idź pobzykaj to od razu ci przejdzie. - No właśnie dlatego, że się bzykam mam nawrót. - To dość nielogiczne. - A czy ja jestem logicznym człowiekiem? - No fakt, ale jeśli masz mieć nawroty przez facetów, to idź lepiej do zakonu. - Wiesz co? Chyba pójdę – mruknęłam przekraczając próg drzwi
* "- Ale ty się dziś na mnie rzucasz. - Dziwisz się? Nie widzieliśmy się trzynaście dni! - Liczyłaś? - Yyyy nie.. to jest przecież taka prosta matematyka. Nie trzeba liczyć żeby znać wynik. - Mała? - No? - Tylko się we mnie nie zakochaj. - Ja? Nigdy w życiu! Już sobie tak nie wlewaj."
* - Dlaczego, dlaczego musiałam zakochać się w takiej kanalii? – zajęczałam żałośnie, kiedy szłam z dwoma koleżankami na piwo. - A tam się przejmujesz – powiedziała Daria – Rzuć to w cholerę, trochę poryczysz, potem ci przejdzie i będzie wszystko si. - A jak nie będzie? - Aga, daj spokój przecież wiesz, że nie jedna ryba w stawie pływa i że zawsze przyjeżdża kolejny autobus – tym razem odezwała się Ewa. - Ta, moje autobusy mają coś krótkie kursy. – zamarudziła Daria - A moje zawsze spierdalają – mruknęłam, kiedy zadzwonił telefon. Wygrzebałam komórkę z torebki i zobaczyłam, że na ekraniku wyświetla się „tata”. - Halo? - No cześć, słuchaj kiedy wreszcie weźmiesz do siebie te wszystkie przytulanki, które zaśmiecają nasz dom? Miałaś to zrobić ostatnio! - Ojej, to wezmę je jak przyjadę następnym razem. - Do tego czasu to ja je wszystkie wyrzucę! - Jak wywalisz choć jedną, nie odezwę się do ciebie do końca życia! - No wiesz, nie rób mi nadziei. - Bardzo zabawne – warknęłam i się rozłączyłam W…