Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 52 min czytania

Kapsuła

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ziemia, rok 2143.

Nie wiem kiedy pojawiła się świadomość. Czy ktokolwiek z nas pamięta kiedy zdał sobie sprawę z tego, że jest już tu na tym świecie? W każdym razie zawsze tkwiłem tutaj i nic poza tym pomieszczeniem nie znałem. Pamiętam, że z początku zupełnie mi to nie przeszkadzało, nie zawracałem sobie głowy tym co mnie otacza i czemu tak jest, po prostu unosiłem się swobodnie, wykonując czasami jakieś fikołki dla zabawy. Byłem wtedy mały i nie zadawałem sobie niewygodnych pytań. Niestety potem się pojawiły. Pojawiły się też głosy w mojej głowie. Z początku niezbyt wyraźne, nawet zastanawiałem się, czy mi się tylko nie wydaje, czy to nie złudzenie spowodowane zbyt długą samotnością, ale potem były coraz mocniejsze, aż w końcu zacząłem z nimi rozmawiać.

Blum, blum. To bąbel powietrza poszedł do góry. Oznaka tego, że wszystko działa. Skąd to wszystko bierze powietrze, inne zasoby, zasilanie? Kto to w ogóle zbudował i po co? - Paxi Q jesteś tam? - rozlega się głos w mojej głowie. I skąd mam to imię? W sumie zawsze je miałem, na pewno jest moje, ale skąd o tym wiedziałem? - Pewnie, że jestem. A gdzie mam być? - odpowiadam z lekką irytacją. Coraz więcej rzeczy mnie tu irytuje. - Daj spokój. Wiesz, że czasami nasi znikają. - Głos Malko Si jest łagodny jak zawsze. Lubię jej głos, uspokaja mnie. Dziś nie mam jednak ochoty na pogawędki, podle się czuję. Do żarcia dostałem coś co było cholernie gorzkie, co wcale nie poprawiło mi nastroju. Robię fikołka, aby się wyładować, dla uspokojenia. - Co robisz? - Malko nie daje się łatwo zbyć. Pewnie też jej się nudzi. - Myślę skąd to wszystko mamy i jak to funkcjonuje. - Odpowiadam od niechcenia. - Daj spokój. Tego nikt nie wie. Tylko się zadręczysz takimi myślami. Martwi się o mnie. To miłe. Robi mi się przyjemniej. - A co innego można tu robić? - macham znużony ręką, czego Malko nie może przecież dostrzec. Jakoś jednak dostrzega to po mojej intonacji. - W każdym razie zamartwianie się... Nie zdążyła dokończyć, bo przerwał jej kolejny głos. - Nie zamartwianie, tylko zastanawianie się nad istotną rzeczy. - Telfa I! To prywatna rozmowa. - Malko nie lubi tego jego naukowego gadania. Chyba w ogóle go nie lubi. - W telepatii nie ma czegoś takiego jak prywatna rozmowa. Nie wiesz o tym? - Telfa jest jak zawsze rzeczowy. - Głupi jesteś i tyle! - zwykle Malko się nie denerwuje, ale Telfa działa na nią irytująco. Zresztą chyba faktycznie chciała porozmawiać ze mną sam na sam. Nawet to lubię, choć nie bardzo wiem dlaczego. - Wymyśliłeś jakąś nową naukową teorię tego miejsca? - zagaduję, aby uspokoić atmosferę. - Całe mnóstwo. Co innego można tutaj robić? - Żyć! Po prostu żyć. - Malko nie odpuszcza. – To twoje gadanie wcale nie pomaga. Wprowadza tylko więcej wątpliwości i człowiek ma po nim mętlik w głowie. Sprzeczają się tak jakiś czas. Ja robię jeszcze jednego fikołka dla uspokojenia. Uff, jak dobrze. Czy oni nie robią takich fikołków, że tak się kłócą? - Zróbcie sobie fikołka to wam przejdzie - proponuję. Przez moment nie wiem co robią, ale pomaga – zapada cisza. Potem słyszę ten przyjemny głos Malko. - Masz rację, pomogło. - Słyszę w jej głosie, jak się uśmiecha. - A ty Telfa? Zrobiłeś fikołka? - dopytuję. - Nie. Moja kapsuła jest za ciasna. - Słychać niezadowolony ton. Chyba ma do nas pretensje o to, że nam się udało. Może nawet nam zazdrości. - Daj spokój, kiedyś też fikałeś. - Staram się go pocieszyć. - Etam - pada z tamtej strony i ponownie nastaje cisza. Może i się nam wtrącił do rozmowy, ale trochę go żal. Czuję, że Malko myśli podobnie. W końcu to ona przerywa milczenie. - Daj spokój Telfa, wszyscy miewamy gorsze dni. Może coś by odpowiedział, ale nie zdążył. Pojawił się ktoś nowy. - Czujecie to? - pytam. - Tak - szybko przytakuje Malko. - Nowa świadomość. - Stwierdza Telfa i dodaje po zastanowieniu. – Zupełnie nowa. Młodsza od nas. Jeszcze nie tak bardzo ukształtowana. Wszyscy ją wyczuwamy, choć na razie nic do nas nie mówi. Ponoć zawsze tak jest – na początku tylko zdajesz sobie sprawę z nowej obecności. Musi minąć jakiś czas, zanim nauczy się dobrze komunikować. Telfa mówił mi, że też tak miałem, choć nie pamiętam tego zbyt dobrze. Teraz jednak wiem jak to wygląda. Zupełnie inaczej niż gdy do rozmowy podłącza się ktoś starszy, kto umie się świetnie wykorzystywać nasze myślowe połączenia. Od razu czuć ten powiew świeżego istnienia. Słychać jak rytmicznie bije mu serduszko. Cudowny, uspokajający dźwięk mówiący, że wszystko jest w porządku. Minie jeszcze sporo czasu zanim do nas przemówi, ale i tak się cieszymy z nowego towarzysza, choć przecież równie dobrze może się okazać strasznym nudziarzem. Jednak zawsze to będzie raźniej. Dużo później okazało się, że tak dołączył do nas Kogto B.

Ta dwójka zawsze mnie irytowała. Wieczna maruda mająca pretensje o wszystko i nadęty pawian. Gdybym mógł wybierać, to pewnie nigdy nie nawiązałbym z nimi kontaktu, wyboru jednak nie miałem. No właśnie – zastanawia mnie czasami jak działa ta nasza komunikacja. Na pewno jest nas więcej, może nawet dużo więcej niż te kilka osób które znam. Czasami ocieramy się o inne świadomości, Telfa nawet z kilkoma innymi rozmawiał, a jego guru Roda Z miał twierdzić, że jest nas co najmniej kilka tysięcy, o ile nie znacznie więcej. Trudno w to uwierzyć. I wszyscy bylibyśmy w takich kapsułach? Z rozmyślania wyrywa mnie narzekanie Kaso Li. - Pierdolona, zawszona kapsuła. Khe, khe, khe. - słyszę jak się dusi - Znowu coś się w niej spierdoliło. Czy tylko ja tak mam takiego pecha? Co za gówno... Ona może tak długo. No dobrze, może i przesadzam i Kaso ma powody do narzekania, a gdy nie narzeka, gdy jej kapsuła działa, to jest całkiem ciekawą osobą. Lubi opowiadać różne bajki i tworzy je na zawołanie. Może dlatego lubią się z Telfą, bo każdą jego teorię zmienia w prawie że realną opowieść. Jednak większość czasu ciągle klnie jak to nie może oddychać, a to jej zimno, a to gorąco, a czasami ma problem z dostarczeniem żywności. Zresztą, według jej słów, ponoć gównianej. Trochę ją rozumiem, bo w końcu ma tylko nas, tylko my możemy jej wysłuchać. Nie jestem jednak dobrą osobą do zwierzeń i zamiast jej współczuć to głównie mnie denerwuje tym całym gadaniem. - Daj spokój. Nie mogę już słuchać tego twojego jęczenia. Nikt nie mówił, że w życiu jest lekko. - Słyszę twardy, męski głos. Ten idiota wnerwia mnie jeszcze bardziej. Mimo tak niewielkiej naszej społeczności, to gdyby nigdy nie pojawił się akurat ten debil, to byłoby mi lepiej. Nazywa się Kudka R i wydaje mu się, że jest królem świata. Chyba jako jedyny jest całkowicie zadowolony z obecności w kapsule. Ma co jeść, jest mu ciepło, wygodnie, nic nie musi robić i ponoć niczego więcej nie oczekuje. No i nie zadaje pytań. Może takiemu i lepiej, ale mógłby jeszcze siedzieć cicho, a nie uważać się za pępek świata z tymi swoimi wszechwiedzącymi komentarzami. - Widać coś popieprzyłaś z obsługą kobieto. U innych wszystko działa tylko u ciebie nie. - Mówi z pretensją i znawstwem, jakby w tej kapsule faktycznie wiele zależało od nas. To gówno jest w pełni automatyczne. - Weź się ogarnij. Ile można wytrzymać z taką babą? - Spierdalaj dupku. - Kaso nie pozostaje mu dłużna. – Siedzisz na dupie, nic nie robisz, nic nie kumasz, nie wiem po co w ogóle masz mózg. Dla wszystkich było by lepiej jakbyś był warzywem. - Tutaj akurat się z nią zgadzam. Kłótnia trwa jeszcze jakiś czas, nie zabieram w niej głosu. Nie warto – już to przerabiałem. Nie uspokoję ich, nadal będą się na siebie darli, tylko jeszcze mnie wkurzą na maksa. Poczekam chwilę i sytuacja sama się rozładuje. Będzie tak jak zawsze, czyli... o już? Tak szybko? Zwykle kłócą się dłużej. Kończy się standardowo – Kaso zaczyna płakać, co działa nawet na takiego bezmózga jak Kudka i ten się zamyka. Potem trwa jeszcze przez chwilę z nami, aby w końcu wycofać się ze swoją świadomością gdzieś dalej, zostawiając mnie ze zrozpaczoną Kaso. Nie lubię tej roli, ale często to ja muszę występować jako pocieszyciel. Wolę jak jest z nami Telfa, wtedy on z nią gada. Trudno, zbyt mi jej żal, aby ją tak zostawić. - Hej. - Zaczynam i jak zawsze na początku nie ma odpowiedzi. Trzeba próbować. - Hej Kaso. Daj spokój przecież wiesz, że to kretyn. - Czuję jak zwraca na mnie swoją uwagę. Dobrze, już nie jest sama ze swoimi łzami. – Nie możesz się tak przejmować wszystkim co on gada. Ja już dawno zlewam te jego posrane monologi. Tłumaczę coś jeszcze przez chwilę i czuję, że ona mnie słucha, ale nadal jest smutna. Co zrobić, jakiego użyć słowa, aby jej ulżyło? Ten jej smutek jest zaraźliwy, przenika przez umysł, źle mi z tym jej/naszym smutkiem. Co by mogło sprawić, aby się chociaż odezwała? Mam. - Jak się czujesz? Nadal ciężko ci oddychać? Czuję jak jej umysł otwiera się nieco szerzej, a potem pada bardzo delikatne, cichutkie: - Tak. To prawie rozpaczliwe słowa, nieomal kłują w serce. Aż chce się ją przytulić, choć to przecież niemożliwe. Muszę szybko coś dodać, zanim znowu mi odpłynie. - Nie martw się. Może w końcu się to naprawi. Te zbiorniki są dość sprytnie pomyślane i pewnie uwzględniono możliwość awarii. Zresztą na pewno nie jest aż tak źle, co? Chyba jest, bo wcale nie czuję abym jej specjalnie ulżył. - Jest Paxi, naprawdę jest. - Odpowiada ciężko – Naprawdę nie marudziłabym wam tak bardzo, gdyby było choć trochę lepiej. Często nie mogę złapać oddechu, duszę się, nie mogę przez to spać, a gdy chcę coś zrobić nie mam siły, bo czuję się taka zmęczona. Nie mam siły na te wasze fikołki, czy inne zabawy. Czasami chciałabym po prostu zasnąć, tylko tyle. Aż chce się coś dla niej zrobić. - Pogadam z Telfą może on coś wymyśli. Wiesz przecież, że ma tyle teorii, tyle pomysłów... - na wspomnienie o Telfie pojawia się przebłysk nadziei w jej myślach. To wesoły przebłysk. - Już z nim kiedyś o tym rozmawiałam. Miał dużo pomysłów, jak to Telfa. - Przebłysk prawie przeradza się w uśmiech. – Próbowałam naciskać ścianki, szukać jakiś przełączników, nawet kopać w nie, ale nic nie zadziałało. - Przebłysk znika. - Mimo to pogadam z nim, gdy tylko będzie w zasięgu moich myśli. Może we dwóch coś poradzimy. - Staram się włożyć w tą wypowiedź maksimum pewności siebie. Nawet działa. Kaso się uśmiecha. - Dzięki - i czuję tą jej wdzięczność. Jest taka ciepła, dodaje nadziei. Potem gadamy jeszcze przez chwilę, słucham jej historii, jak czasami bardzo źle czuje się po jedzeniu, czasami wręcz cała się trzęsie. Potem opowiadamy sobie o naszych snach. Mamy tu mnóstwo czasu na sen i te sny są czasami zadziwiające. Opowiadanie o snach to jedna z lepszych rozrywek. Gadamy i gadamy, a nawet udaje mi się ją namówić do dwóch fikołków. W końcu Kaso jest już tak zmęczona, że zasypia.

- Więc myślisz, że kiedyś nie było tych kapsuł? Nuda. Zabijamy ją rozmową. Kopię w ścianę swojego małego lokum. Jest przyjemnie miękka. Ktokolwiek to zaprojektował, pomyślał o wszystkim. No może nie o wszystkim, ale o bezpieczeństwie i właściwym dbaniu o mieszkańca na pewno. - Ktoś je przecież musiał stworzyć, a to oznacza, że wcześniej ich nie było. - Telfa I jak zawsze jest rzeczowy. - Zresztą to nie moja teoria tylko Roda Z. - Tak wiem, już mówiłeś. Tylko w takim razie po co to powstało? - zadaję sobie to pytanie od dawna. Zresztą z Telfą też już je przerabiałem. - Bardzo tu miło i przytulnie, ale nie uważasz, że na dłuższą metę to jest zwykłe więzienie. Ile można tak żyć? Chyba nie wieczność. Wolałbym już stąd uciec, niż się tak bujać do końca wszechświata. Czuję jak Telfa skrzywia się myślowo, próbując znaleźć którąś z tych swoich logicznych odpowiedzi. - Przypuszczam, że na zewnątrz mogą panować jakieś niesprzyjające warunki i ktoś mógł zbudować te kapsuły, aby nas przed nimi chronić. Sam zauważyłeś, że jest to wszystko bardzo dobrze przemyślane tak, aby zapewnić nam przetrwanie. Zamyśla się chwilę. Wykorzystuję to na moją marudną ripostę. - Albo nie ma nic poza tą kapsułą. Z tego co mówiłeś to nikt, kto wyszedł na zewnątrz, już nie wrócił. Nawet ten twój Roda Z. - Gdyby nic tam nie było to... było by bez sensu. - Telfa sam nie jest zadowolony z tej odpowiedzi, jednak zawsze stara się być szczery. - Kto powiedział, że w tym musi być jakiś sens. - Dobijam go tym pesymistycznym stwierdzeniem. - Zakładam, że to wszystko funkcjonuje w jakimś celu - broni się. W jego głosie czuć nutę zwątpienia. – Roda Z jakoś lepiej potrafił to wszystko wyjaśnić. - Zniechęca się. - Roda Z? - słychać z oddali. Pojawia się nowa świadomość. - O, mały się obudził – zauważam. – Cześć Kogto B. - Cześć. - Z odzyskaną energią wita się także Telfa. Lubi tego malucha. Obaj lubimy. Nie wiedzieć czemu zawsze, gdy się pojawia to dodaje nam takiego optymistycznego kopa. Uczymy go jak porozumiewać się telepatycznie oraz kilku innych rzeczy o życiu kapsułach. Mam sporą satysfakcję, gdy widzę jak czyni postępy. - Kto to Roda Z? - pyta ponownie malec. No teraz się zacznie wykład. Telfa nie przegapi takiej okazji do opowieści o swoim idolu. - Dajesz Telfa. - Mówię i jednocześnie się zamykam. Nic tu po mnie. Porobię kilka fikołków, może obejrzę jeszcze raz dokładnie kapsułę, może dostrzegę jakiś szczegół, którego wcześniej nie zauważyłem, a który choć trochę przybliży nas do rozwiązania zagadki, gdzie my w zasadzie jesteśmy. Jakby w oddali słyszę jak Tefla odpowiada małemu. - Roda Z prowadził badania nad kapsułami w których mieszkamy. Oczywiście nie miał zbyt wielu narzędzi, ale zbierał od innych dane na temat ich bytowania, losów, warunków, ich spostrzeżenia. Słyszę pasję z jaką to mówi i mu zazdroszczę. Ja chyba nie mam takich pasji. Może oprócz coraz większej kolekcji wkurzania się na bezproduktywne siedzenie w tym miejscu. Tymczasem Telfa mówi dalej. - Uważał, że istnieje coś na zewnątrz kapsuł. Jakiś inny świat. Możliwe, że świat który kiedyś opuściliśmy, by żyć tak jak teraz. - Jaki świat? - malec często o coś pyta. W sumie, jak się już podłączy to pyta o wszystko non stop. - Żaden świat - wtrącam się chłodno. Irytuje mnie jak Telfa wszystko stara się idealizować. – Przynajmniej żaden dobry. Gdyby tam był jakiś świat, to ktoś z tych, którzy do niego przeszli, mogli by choć na chwilę zajrzeć z powrotem, skomunikować się z nami i powiedzieć coś w stylu - „Hej, nie macie się czego bać, tam jest całkiem spoko”. Jednak nikt, nigdy, niczego takiego nie zrobił, prawda Telfa? - To prawda. - Przyznaje zawiedzionym głosem. Ja już trochę żałuję, że tak wyskoczyłem, że słyszę ten jego zawód, ale nie mogę się pohamować. Może to przez tą całą sytuację tutaj, może muszę kiedyś to z siebie wyrzucić. - Więc jeżeli nie mamy najmniejszych oznak tego, że coś tam jest to, jak to ty mówisz, z naukowego punktu widzenia trzeba przyjąć, że nic tam nie ma. Nic! Ta cała zabawa z kapsułami prowadzi kompletnie donikąd.” - Prawie to wykrzyczałem. Wyładowałem się. Przez ułamek jest mi lżej, a potem napływają wyrzuty sumienia. Czuję jak Kogto się przejął. Może nawet przestraszył. I już robi mi się głupio. Tak strasznie głupio. Nie chcę aby się przejmował, jest jeszcze taki mały, wiele rzeczy jest dla niego nowe. I nie zaraził się jeszcze tą wszechkapsulnianą codziennością. Co teraz? Jak rozmawiać dalej udając, że niczego nie powiedziałem? - Tam nic nie ma? - pyta Kogto. - To co jest po kapsule? Nie wiem co mu powiedzieć. Nie lubię zmyślać. Z opresji ratuje mnie Telfa. - Nie wiadomo, czy nie ma. Na razie nie mamy na to dowodów, a to dwie zupełnie inne sprawy. - Tłumaczy tym swoim opanowanym, wiecznie cierpliwym głosem. - Może ktoś kiedyś sprawdzi co tam jest. Roda Z nawet próbował wyjść na zewnątrz, wiesz? - Tak? - żywo interesuje się malec. - Tak. Planował to bardzo długo i był przygotowany. Aby móc potem powrócić użył naszej liny... I tak zaczyna się opowieść Telfy. Jest mocno ubarwiona, ale może to i lepiej. Mi opowiadał kiedyś inną wersję myślę, że prawdziwszą. Ponoć Roda Z był coraz bardziej nerwowy, wręcz zaczynał popadać w obsesję na temat kapsuły, aż w końcu nie wytrzymał i zdecydował, że musi się przekonać co jest na zewnątrz. Telfa i kilka innych świadomości próbowało go od tego odwieść, ale nic do niego nie docierało, powtarzał tylko w kółko, że musi wyjść, musi sprawdzić, musi się stąd wydostać. Z tego co słyszałem to każdego to dopada. Nazywają to obłędem wyjścia. Z tego co mówił Telfa, życie w kapsule kończy się na dwa sposoby – albo popadasz w obłęd, nie wytrzymujesz w tym zamknięciu, wychodzisz i nigdy więcej nie wracasz, albo z różnych przyczyn umierasz w kapsule. Zawodzi któryś z mechanizmów podtrzymywania życia i koniec z tobą, ale to zdarza się rzadko. Ciekawa perspektywa prawda? Albo sfiksujesz, albo w końcu coś się zatnie i też umrzesz. Słyszę jak Telfa dociera ze swą opowieścią do końca, mówiąc jak to Roda bada teraz pewnie świat zewnętrzny. Gówno tam bada. Wyszedł tak jak chciał, tak jak chciał na tej cholernej linie zabezpieczającej, którą zwykle jesteśmy przypięci, nie wiedzieć po co, do kapsuły. Tak czy inaczej kiepska ta lina, bo się zerwała, a potem kontakt z Rodą umilkł na zawsze. Ot i taki był koniec wielkiego naukowca.

Ta czarna seria zaczęła się zupełnie niespodziewanie i całkowicie odmieniła moje spojrzenie na życie w kapsule. Do tej pory było to miejsce przyjazne. No dobra, bardziej - przyjazne więzienie, w którym można było wygodnie istnieć przez jakiś czas. Nie bałem się specjalnie o swój los, a co najwyżej o to czy nie zanudzę się na śmierć. Wszystko się jednak zmieniło, a kapsuły stały się nagle śmiertelnymi pułapkami. Czy ktoś naprawdę wymyślił tak skomplikowane urządzenia, aby zabijać na różne sposoby ich lokatorów?

Pierwszy odszedł Kudka R. Był tu z nas najdłużej. Nigdy nie lubiłem tego głupka, ale to co się z nim stało wywarło szok na nas wszystkich. Może najmniej w Telfie, bo słyszał już o podobnych przypadkach od swojego mistrza, a także sam doświadczył tego jak Roda Z znika w nicości. Ze snu wyrwało nas wszystkich potężne wołanie. To był wręcz ryk. Ryk przerażenia. - Ratunku! Ratujcie! Wyrzuca mnie! Ona mnie wyrzuca! Z początku nie poznałem kto tak woła, zabrało mi chwilę dotarcie do świadomości Kudki, a potem przez moment zastanawiałem się, co ten debil znowu wymyślił. - Ja nie chcę! Ona... ona cała się pcha na mnie! Ona mnie zmiażdży! - tak śmiertelnie nie bał się nigdy, nie mogło być mowy o jakimkolwiek wygłupie z jego strony. - Roda o co chodzi. - Pierwsza, z wielką trwogą w głosie, odpowiedziała Malko Si. Potem szybko zaczęły pojawiać się kolejne świadomości Telfy, Kaso i Kogto. Z początku niewiele można było się dowiedzieć z krzyków Kudki, wrzeszczał cały czas coś o zwężającej się kapsule, o tym, że stara się go zgnieść. Jednak jego męki się przedłużały i z czasem opanował się na tyle, że zaczął w miarę spokojnie opowiadać co się stało i co nadal się dzieje. - Sapałem. Zwyczajnie spałem - mówił poddenerwowany - kiedy nagle cała kapsuła zaczęła się ruszać. Zaczęła mnie ściskać, wgniatać w ścianę. Zacząłem wrzeszczeć, a teraz pojawił się ten otwór... Aaaaa! - wrzasnął ponownie. – Wpycha mnie w niego! Wpycha! - Kudka trzymaj się, coś wymyślimy. - Malko naprawdę się o niego martwiła. O każdego z nas się martwiła. Tylko co my mogliśmy wymyślić? On był w zupełnie innej kapsule niż reszta. Nie miałem pojęcia jak mu pomóc. To była przerażająca bezradność, nawet nie ze względu na Kudkę, ale w tym momencie zdałem sobie sprawę, że każdy z nas jest sam na sam z kapsułą i to ona dyktuje warunki. Nikt nam nie mógł pomóc. - Spróbuj się zaprzeć nogami! - to był rzeczowy głos Telfy. On jeden zachował odrobinę zimnej krwi. - Spróbuję. Aaaaa! Ciężko! Jego myśli były tak silne, że słyszeliśmy w naszych głowach ile wysiłku wkłada w walkę z kapsułą, czuliśmy jak się zapiera, jak kapsuła nieomal go miażdży. - Spróbuj ją porządnie walnąć! Może ją zepsujesz! - krzyknąłem. - Spróbuję - syknął z wysiłkiem Kudka. Czułem jak kilka razy stuknął w coś ręką, ale to nic nie dało. Ciosy były za słabe, a on za bardzo zmęczony. Pozostało mu zapieranie się nogami, aby kapsuła nie wcisnęła go w zbyt wąski otwór. Nie wiem ile trwała ta walka, ciągle słyszeliśmy krzyki miażdżonego Kudki, czuliśmy nacisk kapsuły, przede wszystkim jednak ogarnęła nas niemoc. Strach wyparował już dawno, choć adrenalina nadal krążyła nam w żyłach – zadziwiające jak szybko można się przyzwyczaić do prawie każdej sytuacji. - Już nie mogę. - Kudka słabł. – Już nie mogę. Aaaaa! - kolejne pchnięcie kapsuły. – Nie mogę... - Trzymaj się! Nie możesz się poddać! - rozpaczliwie krzyczała Malko. - On już nie ma siły. - Głos Kaso był pełen rezygnacji. Chyba wszyscy byliśmy zrezygnowani, bez wiary, bez możliwości zrobienia czegokolwiek. - Nie mam siły. - Kudka pogrążał się w nieświadomości. – Nie mam... Kolejne pchnięcie. Już nawet nie miał siły krzyknąć. Nogi ugięły się pod nim i kapsuła wepchnęła go w kanał. - Kudka! - wrzasnęła Malko. - Kudka! - wyrwało się też Kogto B, a potem się rozpłakał. Nikt inny nie krzyknął. Nie wierzyliśmy, że jeszcze możne coś usłyszeć. Trwaliśmy tak, zrezygnowani, skonfrontowani z zupełnie nowym obrazem kapsuły. Nigdy więcej nie czułem Kudki. Tak jakby zniknął, rozpłynął się w nicości. Mimo że go nie lubiłem to łzy naszły mi do oczu. Malko i Kogto płakali już wcześniej. Kaso tylko kaszlała roztrzęsiona, znerwicowana. Sielankowa nuda w kapsule zaczęła wyglądać na horror.

Nastało kilka cichych dni. Niewiele chciało nam się rozmawiać. Kogoto strasznie przeżył zniknięcie jednego z nas, często płakał i pytał, czy z nami wszystkimi będzie tak samo. Wszyscy staraliśmy się go pocieszyć, sprawić, aby był tak radosny jak dawniej. Efekty były marne. - I co dalej panie naukowcu? Nie wiem czemu traktowałem Telfę jakby przyczynił się do tej sytuacji. Może dlatego, że wszystko tak ładnie opisywał, a tymczasem po prostu jednego z nas już nie było. Po prostu, bez tych filozoficznych wywodów, pięknych założeń i przypuszczeń. Czułem się w jakiś sposób oszukany, choć nikt mi niczego nie obiecywał. Świat w opisach Telfy wyglądał na bardziej poukładany, może dlatego teraz na nim odreagowywałem. - A co ma być? Jakiej odpowiedzi oczekujesz? - w jego głosie nie było tej pasji co dawniej. Sprawiał raczej wrażenie jakby chciał abym dał mu spokój. - Nie wiem. Może jakiejkolwiek. - Kpiąc drążyłem temat. – Powiedz mi coś o tych wspaniałych kapsułach. O ich cudownym przeznaczeniu. O tym jak bardzo nas chronią. - Nigdy nic nie mówiłem żadnym cudownym przeznaczeniu. - Odparł niespotkanie chłodno. Już chciałem mu dopiec, dogryźć w jakikolwiek sposób, ale się powstrzymałem. To nie była jego wina. To nie była jego cholerna wina! O ile prościej by było, gdyby jednak on ponosił odpowiedzialność, gdyby był winny! A tak nie mogłem na nikogo zrzucić tego ciężaru. Chciałem zrobić fikołka, tak jak dawniej, ale obiłem się tylko o ściany. Czy mi się wydaje, czy moja kapsuła też się zwężyła? - Czy przed tym... przed tym co się zdarzyło, kapsuła Kudka nie zwężała się? - zapytałem z niepokojem. Na tak rzeczowe pytanie Telfa ocknął się trochę z tego depresyjnego letargu. - Zawsze się zwężają - odparł. Zamurowało mnie, zaparło dech. On wiedział. A więc... - Zawsze? U wszystkich? - Zawsze. U wszystkich? To niemożliwe! Więc... więc tak było zawsze. A moja kapsuła też już jest węższa. To już się zaczęło. Ile mam jeszcze czasu zanim zacznie mnie miażdżyć? - Wszyscy skończymy tak jak Kudka? - zapytałem ostro. Byłem zły za wcześniejszą odpowiedź. Tym razem Telfa nie odpowiedział od razu. Coś trawił w swoich myślach – czułem to. - Słuchaj. - to był zupełnie inny Tefla. Ten mówił tak jakby chciał, aby się od niego odczepić, aby dać mu święty spokój, nie zawracać głowy. – Co to znaczy, ze skończymy jak Kudka? Niby jak on skończył? Urwał się z nim kontakt i tyle. Tak jak mówiłem ci wcześniej: można albo spróbować stąd wyjść, albo umiera się w środku. Nie ma trzeciej drogi. - Wydawało się, że już skończył i chciałem zadać mu kolejne pytanie, ale nagle jakby je odgadł i zaczął mówić dalej. - Nie wiem czy ktokolwiek naprawdę stąd wyszedł, czy po prostu jesteśmy miażdżeni. Kontakt zawsze się urywa, można się tylko domyślać... Rozejrzałem się nerwowo dookoła. Wszystko, całe moje pomieszczenie wydawało się takie przytulne, miękkie, ciepłe i bezpieczne. Teraz jednak wyobraziłem sobie jak ta miękkość zaczyna się na mnie wpychać, zaciskać, dusić i zgniatać. Przeszły mnie dreszcze. - Nie ma innej drogi? - Nie. Każdy w końcu zaczyna wariować, czuje się tu coraz gorzej, a kapsuła zaczyna się kurczyć. Może Kudce było tu w miarę dobrze, ale nawet on miał już czasami dość tych ciasnych ścian. To pierwsze symptomy... On to wszystko wiedział. Domyślał się co się stanie. Czemu nic nie powiedział? - Wiedziałeś co się stanie? - Przypuszczałem. - Naprawdę nie chciał o tym mówić. - Czemu nic nie powiedziałeś. - Co by to dało? - odparł z rezygnacją. Faktycznie, co? Może miał rację? Tak bardzo chciałem, aby jej nie miał, aby można było się jakoś przeciwstawić, zbuntować przeciwko temu wszystkiemu. Tylko co ja mogłem zrobić. Czasami już próbowałem tłuc w kapsułę. Była cholernie odporna na wszelkie kopniaki, które przyjmowała z miękką amortyzacją. Nie mogłem nimi nic zrobić jej ani sobie. - Hej. - Ten delikatny nowy głos mógł należeć tylko do Malko. - Hej. - Odparliśmy obaj bez entuzjazmu. - Starałam się uspokoić Kogto. Teraz śpi. Może mu przejdzie. - To nie była dawna entuzjastyczna Malko. Ta była zmęczona, wyciśnięta z optymizmu. Pokiwaliśmy głowami. Potem padło pytanie „co tam u nas”. Odpowiedziałem jej co tam u nas. Nie było za bardzo czego komentować, wszyscy czuliśmy się podobnie. Trwaliśmy tak chwilę połączeni razem, razem, bez słów wspierając się naszymi ciepłymi jaźniami. To dodawało otuchy. - Wiedziałeś Telfa? - zapytała w końcu Malko. Chciała się upewnić. - Przypuszczałem. Według obserwacji moich i Roda Z taki jest cykl. Cykl?

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kapsuła — czytnik · opowiadania