Filozofia · 5 min czytania
Karenina
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nie wiedziała, czemu chce to zrobić. Teraz, gdy cicho brzmiały cykady, trzepotały liście sennie na letnim wietrze. Może dlatego, że on jej miłość, przyjaciel, zaufanie, wszyscy zawiedli. Patrzyła się jakby otumaniona w czerń jeziora nieśmiało połyskującą promieniami chłodnego księżyca. Przestała wierzyć w cokolwiek. Jej dusza została zgnieciona i wyrzucona do kosza, choć tak starannie ją pielęgnowała. Popatrzyła po raz ostatni na ponury, śpiący świat i chciała skoczyć, by mocne fale dały jej schronienie w życiu wiecznym, gdy nagle... - Karenino, stój! – wrzasnął biegnący w jej kierunku 20 letni chłopak. Ten, który zniszczył jej wszystkie marzenia, pokrzyżował plany. - Adamie, przyszedłeś zobaczyć ludzką śmierć? Nie ma co, doskonałe widowisko – zadrwiła na widok jego przestraszonej miny. - Błagam cię, nie rób tego! - A kto mnie przed tym powstrzyma – postąpiła bliżej brzegu. - Doskonale wiesz, że nie miałem tego na myśli. Kiedy mówiłem, że jesteś inna miałem na myśli: wyjątkowa - Co ty powiesz? Wystawiłeś mnie na pośmiewisko! Całego roku! - Przecież wiesz, że oni z wszystkiego się śmieją! - Zawsze wszyscy traktowali mnie, jak pacynkę. Nigdy nikt nie traktował mnie poważnie. Sama nie wiem czemu. W końcu jestem najlepszą studentką. - Ja zawsze traktowałem cię poważnie - Właśnie tego dowiodłeś. – schowała twarz w dłonie i zaczęła płakać. Teraz pośród bezkresnej nocy słychać było tylko jej szloch. On stał i nie wiedział co robić. Ona, taka drobna wrażliwa. Sam o tym nie wiedział, że tak łatwo można ją zranić. Nagle poczuł coś dziwnego. To coś na niego spłynęło, jak magia. Podszedł i objął ją w pasie. Drgnęła. - Karenino. Ty zawsze byłaś dla mnie kimś wyjątkowym. Ale proszę nie przerywaj. Od jakiegoś czasu stale o tobie myślę. Wiem, że jestem niedojrzały. Chciałem poprzez żarty pokazać ci, jak bardzo mi na tobie zależy. Jeśli się utopić, to wraz z tobą odejdzie moja dusza w odmęty śmierci. Jej brązowe oczy rozbłysły łzami. Znowu płakała, a on stanął koło niej mocno ją obejmując. - Ale ja jestem tak beznadziejna. J jestem tak nieśmiała, czasami za spięta. Jak można mnie pokochać. Nagle Adam poczuł coś w środku. Zaczął całować jej włosy, policzki, oczy dłonie. Słyszał jej zdenerwowany oddech. - Nie zrobię ci krzywdy. Ja chcę ci oddać siebie i na zawsze być twój kochanie. To jest ode mnie silniejsze. Ta miłość, splątała mnie w sieci zniewolenia i nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo cię kocham. - Kłamiesz – w jej oczy wstąpiła furia – Podeszła