Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Karmiąc Złudzenia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

.

{b}

1. Przebudzenie

Jak żal z nienawiścią świt rozlał na niebie purpurę zmieszaną z czerwienią.

Nieznany strach mnie budzi puka w drewniane wieko oczu zduszonym głosem mówiąc, pora wstać

Dym tli się jeszcze z ciała na wpół ostygłego pękają kruche powieki, goją się rany opleciony wężami i zwiędłymi już różami z martwych powstaję na twe żądanie.

Za jakie grzechy pytam już przecież zapomniałem milknąc głęboko się przed tym schowałem

Kto śmie mnie wzywać Ten wieczny sen przerywać niech popatrzy przez chwilę na mnie

A dym tli się jeszcze z ciała na wpół ostygłego pękają kruche powieki, goją się rany opleciony wężami i zwiędłymi już różami z martwych powstaje na twe żądanie.

2. Czarna Strona Słońca {i}

Słońce wschodzi strach nadchodzi wiara już nie istnieje

Krzepną słowa drżą me ręce gniję w niepojętej męce

Blednie horyzont zalewany krzywdą nie wiem gdzie się schować

Łapię oddech pełen igieł pełznę rozrywany

niepojęty zamęt zapomniany doszczętnie teraz wszystko się zacznie

przeszyje wskroś ja zasmakuje trwogi poczuje na sobie bat srogi

Będzie wojna stuleci czas szybko leci i tak kiedyś to nastąpi nikt mnie nie uwolni. {/b} (więc) niech otworzą się zakrzepłe rany (więc) niech będzie destrukcja przeklęta (więc) niech nadejdzie wreszcie ten dzień (więc) niech zaćmi mnie to uosobienie dobra

{b} Nadejdź wreszcie matko zgubna przytul mnie w czeluściach

Czarna strona słońca wszystkich nas zaćmi pochłonie nieziemskim okrucieństwem i strawi swym przekleństwem.

{/i}

3. Deja Vu Niechciane

napięcie wzrasta, czuję strach pokój się kurczy, kraty i ściany znajome doznanie, deja vu niechciane

{/b}{i} lecz gdy zabraknie mi wiary po prostu pozwól mi płakać, nie odwracaj się ode mnie {/i}{b}

Nie pamiętam kiedy to się zaczęło miałem dom, rodzinę i wszystko co chciałem brakowało tylko czegoś drobnego poczuć żądałem tego piękna nieskończonego

Mijały dni i lata a ja gniłem liczę wiek po ilości blizn na mym ciele w odosobnieniu łkałem budując blokadę byście nie widzieli mej słabości

Przez to wszystko stałem się mały przygnieciony samotnością - mą trumną tak trawiłem to w sobie codziennie przeszłością skazany, jutrem nieznanym

I tak skondensowałem niechęć do tego świata miłość nigdy dotąd w niczyje serce nie przelana otwarte wreszcie serce wkońcu pękło ze starości rozsypało zwęglone swe części parszywej marności

niezdolny do poświęceń uciekłem się do haniebnych czynów zapomniawszy zupełnie o wszystkim co wciąż dostawałem ukradkiem sprzeniewierzyłem to czego tak bardzo chciałem gdy w tej furii się ocknąłem, nie wytrzymałem.

to co dawało mi siłę, stało się mym przekleństwem pozyskuje mnie fobia, mania ucieczki przed własnym cieniem nieuleczalna choroba, pochłaniająca wszelkie chęć walki cokolwiek się stanie, nieudolnie się temu przeciwstawię.

{

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Karmiąc Złudzenia — czytnik · opowiadania