Inne · 6 min czytania
Karmiąc Złudzenia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
.
{b}
1. Przebudzenie
Jak żal z nienawiścią świt rozlał na niebie purpurę zmieszaną z czerwienią.
Nieznany strach mnie budzi puka w drewniane wieko oczu zduszonym głosem mówiąc, pora wstać
Dym tli się jeszcze z ciała na wpół ostygłego pękają kruche powieki, goją się rany opleciony wężami i zwiędłymi już różami z martwych powstaję na twe żądanie.
Za jakie grzechy pytam już przecież zapomniałem milknąc głęboko się przed tym schowałem
Kto śmie mnie wzywać Ten wieczny sen przerywać niech popatrzy przez chwilę na mnie
Część 22 / 4
A dym tli się jeszcze z ciała na wpół ostygłego pękają kruche powieki, goją się rany opleciony wężami i zwiędłymi już różami z martwych powstaje na twe żądanie.
2. Czarna Strona Słońca {i}
Słońce wschodzi strach nadchodzi wiara już nie istnieje
Krzepną słowa drżą me ręce gniję w niepojętej męce
Blednie horyzont zalewany krzywdą nie wiem gdzie się schować
Łapię oddech pełen igieł pełznę rozrywany
niepojęty zamęt zapomniany doszczętnie teraz wszystko się zacznie
przeszyje wskroś ja zasmakuje trwogi poczuje na sobie bat srogi
Część 33 / 4
Będzie wojna stuleci czas szybko leci i tak kiedyś to nastąpi nikt mnie nie uwolni. {/b} (więc) niech otworzą się zakrzepłe rany (więc) niech będzie destrukcja przeklęta (więc) niech nadejdzie wreszcie ten dzień (więc) niech zaćmi mnie to uosobienie dobra
{b} Nadejdź wreszcie matko zgubna przytul mnie w czeluściach
Czarna strona słońca wszystkich nas zaćmi pochłonie nieziemskim okrucieństwem i strawi swym przekleństwem.
{/i}
3. Deja Vu Niechciane
napięcie wzrasta, czuję strach pokój się kurczy, kraty i ściany znajome doznanie, deja vu niechciane
{/b}{i} lecz gdy zabraknie mi wiary po prostu pozwól mi płakać, nie odwracaj się ode mnie {/i}{b}
Część 44 / 4
Nie pamiętam kiedy to się zaczęło miałem dom, rodzinę i wszystko co chciałem brakowało tylko czegoś drobnego poczuć żądałem tego piękna nieskończonego
Mijały dni i lata a ja gniłem liczę wiek po ilości blizn na mym ciele w odosobnieniu łkałem budując blokadę byście nie widzieli mej słabości
Przez to wszystko stałem się mały przygnieciony samotnością - mą trumną tak trawiłem to w sobie codziennie przeszłością skazany, jutrem nieznanym
I tak skondensowałem niechęć do tego świata miłość nigdy dotąd w niczyje serce nie przelana otwarte wreszcie serce wkońcu pękło ze starości rozsypało zwęglone swe części parszywej marności
niezdolny do poświęceń uciekłem się do haniebnych czynów zapomniawszy zupełnie o wszystkim co wciąż dostawałem ukradkiem sprzeniewierzyłem to czego tak bardzo chciałem gdy w tej furii się ocknąłem, nie wytrzymałem.
to co dawało mi siłę, stało się mym przekleństwem pozyskuje mnie fobia, mania ucieczki przed własnym cieniem nieuleczalna choroba, pochłaniająca wszelkie chęć walki cokolwiek się stanie, nieudolnie się temu przeciwstawię.
{