Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 9 min czytania

Karolcia i Margolcia podbijają świat

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

DZINKS

Rozdział pierwszy Radosne pożegnanie

Nasza opowieść zaczyna się na małej ulicy Brzozowej w Białymstoku 28 sierpnia o godzinie piątej rano. Właśnie na tej ulicy mieszka od dziesięciu lat pan Władysław Słoik, trzydziestoletni kawaler, bardzo grzeczny, dobrze ułożony pan, taką opinię wyrażają o nim wszyscy sąsiedzi. Jest ich tu niewielu: starsze małżeństwo spod siódemki państwo- Berecikowie, młoda wdowa po pułkowniku Mariola Kłapczak, mieszkająca pod trójką, a pod jedynką mieszkają trzy siostry Mielnikówny. Pan Słoik, uważa, że te ostatnie wiedzą wszystko o wszystkich. Życie na Brzozowej byłoby piękne i cudowne, gdyby nie dwie małe dziewczynki, które przeprowadziły się na tę spokojną ulicę rok temu wraz ze swoim tatusiem, panem Kręciołkiem. - NIEEEEE WYJEŻDŻAJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Pan Słoik zerwał się z łóżka słysząc ten okrutny wrzask, który rozniósł się po całej ulicy. Po panu Słoiku z łóżek pospadały siostry Mielnikówny. Mariola Kłapczak, obudziła się z krzykiem myśląc, że kogoś mordują. Wybiegła szybko z domu, spojrzała na druga stronę ulicy. Ujrzała bardzo dziwny obrazek. Pod sąsiednim domem rudowłosa dziewczynka trzymała się nogi pana Kręciołka, wisząc na niej, jakby to była huśtawka, natomiast jej siostra wisiała na jego szyi drąc się w niebogłosy, by nigdzie nie wyjeżdżał. Kiedy tylko dziewczynki zauważyły panią Kłapczak krzyknęły - DZIEŃ DOBRY PANI KŁAPCZAK!!!!!!!!!!. Kobieta w końcu zrozumiała, że nikt nie został napadnięty i to tylko zwykłe zabawy pana Kręciołka z dziećmi, więc weszła do domu mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem. - Słoneczka kochane, tatuś musi jechać-wyjaśnił pan Kręciołek, rozglądał się gorączkowo po ulicy w nadziei, że nadjedzie szybko nowa opiekunka. Poprzedniego wieczoru wszystko było ustalone, więc teraz pan Kręciołek zaczął się powoli denerwować. Naprzeciwko otworzyło się okno pana Słoika i ukazał się w nim on sam przecierając zaspane oczy. - DZIEŃ DOBRY PANIE SŁOIK!!!!!!!!!!!! – krzyknęły jednocześnie dziewczynki. Pan Słoik pobladł i szybko zamknął okno. Spełniły się modlitwy Adama Kręciołka, nadjechała taksówka. Jednak nie wysiadła z niej osoba, której spodziewał się ojciec dziewczynek. Przed nim stanęła pulchna niska kobieta o przymilnej twarzy i pełnych policzkach, włosy koloru pszenicy spięła w ciasny kok. Bliźniaczki spodziewały się, że opiekunka nie dotrze na czas, jednak tak się nie stało. Ukochany tatuś często wyjeżdżał, musiał zostawić je z odpowiednimi nianiami. Czasem zmuszony był do szybkiego powrotu, ponieważ owe opiekunki nie wytrzymywały długo. Najdłużej dwa tygodnie. Dziewczynki miały po sześć lat, były identyczne, z wyjątkiem koloru włosów. Margolcia miała kruczoczarne kręcone włosy, pyzatą buźkę i masę piegów oraz swój największy atut - obezwładniający uśmiech. Natomiast Karolcia miała płomienne rude włosy, pyzatą twarz pokrytą skrupulatnie piegami. Karolcia zawsze poprawiała siostrę, kiedy ona przekręcała wyrazy, a robiła to dosyć często. Jej czasami także się to zdarzało. Różniły się charterem, Karolcia była nieustępliwa i zawsze dostawała to, czego chciała, natomiast Margolcia czasem potrafiła być złośliwa. Pan Kręciołek był średnio zamożnym wdowcem, zajmował się, jak twierdziły jego córki, brudną robotą, ale tak naprawdę był archeologiem. Żona zginęła w wypadku samochodowym, kiedy dziewczynki miały dwa latka, zderzyła się z kangurem. Było to oczywiście w Australii. Pan Kręciołek bardzo dobrze pamiętał opiekunkę, którą przyjął poprzedniego wieczoru. Była wysoka, straszliwie chuda, a na nosie miała olbrzymie okulary. - Tatuś nie jedzie, nie ma opiekunki- śmiały się dziewczynki tańcząc wokół taksówki, której kierowca był bardzo gruby i przypominał wielkiego kiszonego ogórka z czarnymi wąsikami i okropnie krzaczastymi brwiami. - Elwira Barszcz- przedstawiła się kobieta- Jestem siostrą Małgorzaty Barszcz, która niestety miała mały wypadek i to ja ją zastąpię. Siostra wszystko mi wyjaśniła. Pan Kręciołek korzystając z okazji, że jest wolny wsiadł szybko do taksówki, krzycząc jeszcze, że zadzwoni. Dziewczynki natychmiast próbowały go wyciągnąć, ale złapała je szybko pani Barszcz. - Moje cudowne skarbeczki, jestem waszą nową opiekunką –zapiszczała ściskając je i całując. Tego było już za wiele, pani Mielnik stojąca w oknie, złapała się za serce, nie chciała patrzeć na to, co się teraz stanie z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%