Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Karp

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Karp

Otworzył drzwi mieszkania i wszedł do środka. Był zmęczony, najpierw osiem godzin w pracy, potem życzenia świąteczne i lampka szampana z szefem. Wszystko przeciągnęło się o kolejne dwie godziny. Już wsiadał do autobusu, szczęśliwy, że nareszcie kilka dni odpoczynku, kiedy przypomniał sobie, że żona prosiła go, aby po drodze do domu kupił filety. Ciągle tylko te filety, pomyślał. A co, kiedy by tak, dla odmiany, świeżą rybę zjeść. W tym roku będzie żywy karp, postanowił. Odstał więc następną godzinę w kolejce, ale co tam jedna godzina. Będą mieć przecież karpia. A i dzieci się ucieszą. - Masz filety? – Spytała żona, kiedy zamykał drzwi mieszkania na klucz. - Nie. – Wyszczerzył zęby. - Nie kupiłeś filetów i jeszcze się śmiejesz? Piłeś w pracy!? – Bardziej stwierdziła niż spytała. - Tylko lampkę szampana i nie jestem pijany. - No, to czemu się tak głupowato uśmiechasz? – Zdenerwowała się. - Bo mam karpia. - Co masz? - Karpia. Żywego, prawdziwego karpia. - Tyś chyba oszalał!? A kto go zabije? - No, ja. Przecież jestem mężczyzną, no nie? - Kupiłeś żywą rybę, tato? – Tadzik, ich sześcioletni syn, wybiegł ze swojego pokoju. – Naprawdę? Mogę zobaczyć? – Podbiegł do ojca i próbował zajrzeć do reklamówki. - Napuść lepiej wody do wanny, to go tam wpuścimy. – Polecił ojciec. - Słyszałaś Jadziu? – Matka zwróciła się do córki, siedzącej na kanapie i gapiącej się w telewizor. - Nooo! Słyszałam! - Odpowiedziała Jadzia, ani na chwilę nie spuszczając oka z ekranu. Żona pokręciła głową i weszła do kuchni. Jestem ciekawa jak on to zrobi, myślała, przecież nawet pająki łapie i wypuszcza na balkon. A karp, i do tego żywy? Chyba się mu coś we łbie pomieszało. - Napuszczasz już? – Spytał “głowa rodziny” syna. - Tak, już leci. Puściłem najpierw gorącą. – Tadzio chciał, żeby to biedne stworzenie troszeczkę się zagrzał w ciepłej wodzie, przecież na zewnątrz był mróz. - Tadziu, on nie potrzebuje ciepłej wody. W stawie, z którego został wyłowiony woda była lodowata. Jemu to wcale nie przeszkadzało. - Ale nie będzie mu lepiej pływać w ciepłej wodzie? – Tadzio obstawał przy swoim. - Nie, napuść lepiej zimnej. – Powiedział ojciec i wyszedł z łazienki. – Zawołaj mnie, jak już będzie połowa wanny, dobrze? Wtedy go wpuścimy. – Kiedy to mówił, widać mu było już tylko głowę zza futryny. - Dobrze tatusiu. “Głowa rodziny” poszedł do kuchni. Był porządnie wygłodzony. Wychodząc rano do pracy, nie zabrał drugiego śniadania. Myślał sobie, że skończą wcześniej, a tu te życzenia i stanie w kolejce. - Co ci strzeliło do głowy z tym karpiem? – Spytała żona. - No, co mi strzeliło? Po prostu chciałem coś na odmianę. Od piętnastu lat jemy tylko filety. - Kiedy zamierzasz wykonać wyrok? - Jutro po obiedzie. - Tato! Już jest połowa wanny. - Już idę! Możesz mi, proszę cię, zrobić jakąś małą kanapkę? Strasznie zgłodniałem. - Za chwilę będzie obiad. – Odpowiedziała żona. – Poczekaj jeszcze piętnaście minut.

Tadzio lubił długo spać. W swoich snach zawsze był bohaterem, takim jak ci z filmów. Tego dnia jednak wstał wcześniej. Obudził się jako pierwszy i od razu pognał do łazienki, przywitać się z mieszkańcem wanny. Nawet śniadanie chciał zjeść w łazience, przy wannie, ale mama wygnała go do kuchni. Tadzio postanowił poprosić tatę, żeby ten kupił mu akwarium. - Tato? – Odezwał się Tadzik, wcinając płatki owsiane. - Będę mógł patrzeć jak go zabijasz? - Zobaczymy, Tadziu. Teraz jedz. – Odpowiedział ojciec. Akcja o kryptonimie “Ryba”, zaczęła się o…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Karp — czytnik · opowiadania