pisarstwo · 5 min czytania
Karty losu...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Chłód był odczuwalny w powietrzu. Nie dotyczył on tylko temperatury – fakt spadła do ponad minus dziesięciu stopni, ale także zachowania mijających ludzi. Z telefonami w dłoni, wiecznym pośpiechem na twarzy i drogimi ubraniami mijali mnie, traktując jako kogoś gorszego. Przecież też jestem człowiekiem. Fakt, często nie mam, co włożyć do ust, a jako dom służy mi przytułek. Jednak przecież też mam uczucia.. Których niestety nikt nie dostrzega… Kilka miesięcy temu moje życie wyglądało inaczej. Miałem kochającą rodzinę, piękny dom na przedmieściach oraz jeden z szybszych samochodów. Wysokie stanowisko i pensja z cztero zerowym wynagrodzeniu przy sumie, to kolejne atrybuty przyjemnego życia. Jednak po pewnym czasie wpadłem w rutynę, wykonując czynności powtarzalnie. Jak się wtedy czułem? Nie powiem, że byłem w pełni szczęśliwy, bo dość często narzekałem na brak czasu i niewyspanie. Dziś wydaje mi się to takie błahe. Wiele bym oddał, aby wrócić do tamtych dni. Prawdę mówiąc nie mam nic do oddania- wszystko ulotniło się w tak krótkiej chwili, rzekłbym w ułamku sekundy. Pamiętam tamten dzień z najdrobniejszymi szczegółami. Była noc dwa dni przed wigilią Bożego Narodzenia. W skupieniu uzupełniałem brakujące szczegóły w projekcie, który miałem oddać zaraz po świętach. Od niego zależała przyszłość firmy. Zegar wybił godzinę dziewiętnastą. Z kuchni dobiegł mnie głos żony. Prosiła, abym przyszedł do niej na chwilę. Zgodziłem się. Na przywitanie pocałowałem ją w policzek- zawsze tak robiliśmy. Jej ciało pachniało brzoskwiniowym balsamem. Oznajmiła mi, że te święta wyjeżdżamy do jej mamy. Wraz z dziećmi chciała wyjechać wieczorem. Miałem dołączyć do nich następnego dnia, jak tylko skończę projekt. Zgodziłem się. Wróciłem do pracy. Za godzinę moja ukochana i dwójka naszych prześlicznych córeczek przyszła się pożegnać. Miało być to tylko chwilowe rozstanie… W domu zapanowała cisza. Była ona aż zbyt przesadna. Wróciłem do pracy. Zmęczony, zasnąłem z ołówkiem w ręku. Zbudziłem się, oblany zimnym potem. Jednak treści marzeń sennych nie jestem w stanie sobie przypomnieć… Kilka chwil potem usłyszałem pukanie do drzwi. W szoku posennym oraz z lekkim zaniepokojeniem poszedłem otworzyć. Moje objawy były słuszne. Stała się rzecz najgorsza. W tym momencie wolałbym,…