Kryminał · 9 min czytania
Karuzela - cz.1.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Minęła północ, nim wróciła do domu. Od ponad czternastu godzin była całkiem sama, od ponad czternastu godzin coś w jej wnętrzu zostało przełamane. Ktoś zastąpił najgorętszy ogień lodową bryłą. Znów nie mogła płakać. Była jakby bez świadomości tego, co tu zaszło. Jak nieprzytomna. Uchyliła okno, spojrzała na salon, w którym jeszcze kilkanaście godzin temu leżała jej ukochana. Plama krwi wciąż widniała na błękitnym dywanie. Przypominała bardziej rozlane wino, po którym pusty kieliszek znajdował się na małym, czarnym stoliku. Kulawy pies wszedł do mieszkania, mokre ślady znaczyły drogę od wejścia do salonu. Nawet nie miała świadomości, jak bardzo jest przemoczona. Męczyła ją już huśtawka emocji – w jednej chwili, jak teraz, zupełnie się wyłączała, nie myślała, jedynie funkcjonowała. Nie zastanawiała się nad niczym. Wiedziała o wszystkim co zaszło, choć w pewnym stopniu nie dopuszczała tego do wiadomości. Zaraz potem znów płakała, nie mogąc znieść tego, co się dzieje. Dopiero teraz połapała się, że od pięciu minut stoi przed otwartym oknem. Rozejrzała się po zabałaganionym pomieszczeniu, ruszyła niespiesznie w stronę drzwi. Zamknęła je. Podeszła do lodówki, wyjęła kawałek kiełbasy, rzuciła na podłogę. Kulawy pies poczłapał do niego. Przyglądając mu się, zastanawiała się, jak często miewał do tej pory okazję coś zjeść. Po chwili wzruszyła ramionami, poszła pod prysznic. Ciepła woda powoli ją odprężała, pozwalała jej napiętym mięśniom trochę się rozluźnić. Wciąż była spokojna, teraz jednak nie był to sztuczny spokój – teraz dawała jej go jedynie myśl o tym, że ktokolwiek zabił jej ukochaną, zapłaci za to. Nie zamierzała czekać, aż policja porzuci sprawę. W końcu Kathrine'a też miała ją rozwiązać, od miesiąca próbowali jej ją odebrać. Może gdyby nie była tak uparta, żyłaby jeszcze? Zarzucając na siebie biały, puchaty szlafrok, podeszła do telefonu. Ktoś już powiadomił jej rodziców? Powinna zadzwonić? Jej dłoń zadrżała, odsunęła się. Otworzyła tapczan i wyjęła z niego koc, ułożyła go na podłodze jako spanie dla psa. Po chwili jednak sama na nim usiadła, wzięła słuchawkę. Wyszukała numer, przysunęła telefon do ucha. Dwa sygnały, po chwili spokojny, jakby stłumiony, zachrypnięty najprawdopodobniej płaczem głos dał znać, iż Natalie odebrała telefon. - Tak? Przez chwilę nikt nic nie mówił. Kobieta niemal widziała, jak przyjaciółka jej zmarłej kochanki spogląda na wyświetlacz telefonu, by sprawdzić, kto do niej dzwoni. Domyślała się, jak bardzo się boli. Dopiero jej partnerka została zamordowana przez psychopatę, którego sprawą wspólnie się zajmowały. Dało się słyszeć, jak nabiera powietrza, chcąc się odezwać, jednak Layla jej przerwała. Znów zaczynała się łamać. - To ja. Czy mogłabyś mi coś o tym powiedzieć? Ja nie byłam w stanie wiele zrozumieć. Wiem, że coś mówili. Że ktoś ją zadźgał. I widziałam ten chory liścik... ale... Zaczęła chaotycznie, nie mogła pozbierać myśli. Cały dzień był dla niej, jak jakiś bardzo stary sen, wszystko zdawało się tak potwornie odległe. - To on to zrobił. Wszystkie ofiary tak samo zabijał. Kathrinę ostrzegał od jakiegoś czasu, widziałam, jak nieraz znajdowała, lub dostawała liściki, ale zabraniała mi się odzywać. Żartowała z tego, choć na pewno widziałaś, jak się bała. Zaczęła, Layla jedynie skinęła głową. Widziała i śmiała się z tego. Choć nie miała pojęcia o listach, nie powinna ignorować obaw ukochanej. Może gdyby tego nie zrobiła, ta wciąż by żyła? - Co możesz mi o nim powiedzieć? Jej głos ponownie zadrżał, zamknęła oczy, licząc do dziesięciu. Nie mogła się rozklejać, to już nic by nie dało. Musiała przestać być dzieckiem, już nie miała u kogo szukać opieki, teraz musi radzić sobie sama. I musi się z tym pogodzić. Przez dłuższą chwilę nie padła żadna odpowiedź, więc bardziej uporczywie powtórzyła pytanie. - Ty chyba nie zamierzasz go szukać? Pies siadł przy jej nogach, pogładziła go za uszami. Skinęła głową, dopiero po chwili połapała się, że rozmówczyni nie może tego zauważyć. - Odebrał mi wszystko. Szepnęła. Pytali, czy nie chce ochrony. Nie chciała. Morderca nigdy nie atakował dalej członków jednej rodziny, więc nikt nie spodziewał się, że cokolwiek się zmieni. Wypuszczono ją z powrotem. Natalie natomiast straciła sprawę. Tego była pewna, znała te reguły. - I ty mi pomożesz, prawda? Dodała po chwili. Znała odpowiedź. - Wiesz, że nie mogę. Dało się słyszeć, jak otwiera okno, Layla…