Akcja · 4 min czytania
'Karuzela' - Prolog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Szła przez burzę, nie mogąc się pozbierać, nie mogąc zrozumieć tego, co tak niedawno miało miejsce. Tusz do rzęs rozmazał się na policzkach, oczy poczerwieniałe, opuchnięte, choć przez krople deszczu siekające jej twarz nie widać było łez. Nos poczerwieniał przez ocieranie go co chwila. Nie dopięła płaszcza, nie miała sił myśleć o takich błahostkach. W tej jednej chwili stała się idealną definicją obrazu beznadziei. Chciała przestać istnieć, choć na moment przestać myśleć, nie funkcjonować, osunąć się w pustkę. Nie. Nie myślała o samobójstwie. Chciała jedynie przestać czuć. Przysiadła na pustej ławce w całkowicie opustoszałym parku. Prawie całkowicie. Jakiś mały, kulejący kundel dopełniał melancholijności sceny, przechodząc w oddali. Zawiesiła na nim puste spojrzenie. Nawet nie miała świadomości tego, jak bardzo jej ręce drżą nie wiadomo czy z zimna, czy strachu, czy poczucia beznadziei. Została sama, choć przez tyle czasu wyśmiewała swojej kochanki, mówiąc, że to tylko fanaberie jakiegoś wariata. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że groźby mogą się kiedykolwiek spełnić. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że policja nie zechce wpuścić jej do własnego mieszkania, by oszczędzić jej makabrycznego widoku. Że, gdy wreszcie odepchnie wszystkich, wyprosi szansę na rozpoznanie tak ukochanej osoby, czas zatrzyma się w jednym strasznym momencie i już nigdy nie zechce ruszyć dalej. Że opadnie na kolana, patrząc, jak piękne, czarne włosy otulone są szkarłatem krwi, delikatne usta rozchylone są w niemym krzyku. Że ciało, które zawsze uwielbiała mogłoby być tak zmasakrowane, pełne ran ciętych, kłutych, zadanych nożem porzuconym w progu. Biała…