Inne · 9 min czytania
Kasia I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Na imię mam Kasia. Jestem alkoholiczką.
Obudziłam się. Nieznośny ból głowy. Dlaczego? Szukam w pamięci przyczyn. Powoli dochodzi do mnie, jak spędzałam wieczór. Nie mogę, nie potrafię jedynie przywołać końca imprezy - mojej pierwszej studenckiej zabawy. Całkowita luka. Zaćmienie. Strach. Niepohamowany, rozprzestrzeniający się strach. Czy znów? Znów TO się stało? Z lustra patrzy na mnie zupełnie obca osoba. Rozbiegane oczy, uciekające spojrzenie. Tysiąc myśli kłębiących się w głowie. Jakże w tym momencie nienawidzę siebie! Nie dotrzymałam umowy z samą sobą. Nie mam silnej woli. Nie mam w ogóle żadnej woli! Wrak człowieka! Nie mogę się pozbierać. Taki wstyd! Chyłkiem wymykam się do toalety - jest na drugim końcu korytarza - na szczęście nikogo nie spotkałam. Jest już zbyt późno - zajęcia dawno się zaczęły. Nie pójdę na nie. Boję się spojrzeć kolegom w oczy.
Przecież zawarłam ze sobą umowę - koniec z alkoholem! Po przejściach, kiedy po maturze nie dostałam się na studia i rozpoczęłam pierwszą w życiu pracę, byłam pijana codziennie. Smak alkoholu znałam od dziecka a dodatkowo wdepnęłam w pijackie środowisko. Staż polegał wyłącznie na tym, żeby odrabiać lekcje domowe za kierownika, który studiował zaocznie i zupełnie sobie z tym nie radził. Przynosił zadania z matematyki i fizyki z poleceniem - zrobić. Rozwiązywałam, a nawet tłumaczyłam. Byłam w tym dobra. Przy okazji powtarzałam i utrwalałam materiał na swoje egzaminy. Bo planowałam w następnym roku znów spróbować! Nie poddam się tak łatwo! Pod koniec dnia roboczego codziennie konsumowano alkohol - jabcok z pobliskiego sklepu zaprawiony czystą. Bez zagrychy. Na prawą nogę, na lewą, za urodę Kasi, za studia. Było to rytuałem niezmiennym. Zmuszano, żeby nie przyszło mi do głowy stać się kapusiem. W wielkiej hali produkcyjnej, na której stały różne maszyny (tokarki, obrabiarki i inne podobne) byłam jedyną kobietą. W dodatku obcą osobą, z zewnątrz - nie budziło to zaufania, więc trzeba było mnie wciągnąć do środka toczącej się rzeczywistości. Wewnątrz wzdłuż boku hali, był ciąg małych pokoików biurowych. Moje biurko stało w pokoju kierownika. Ludzi do pracy i z powrotem dowoził zakładowy autobus, więc nie było przeszkód w zbiorowym piciu i skwapliwie z tego korzystano. Niestety, młody organizm Kasi nie wytrzymał i smutnie się to skończyło. Upokorzenia i wstyd. Sytuacje, które nigdy nie powinny zdarzyć się. Notoryczny krzyk mamy: "W jakim świetle mnie stawiasz! Zabijasz mnie" i obojętność ojca. Na szczęście zdałam na wymarzone studia i opuściłam rodzinny dom. Przestałam pić. Nowe środowisko, nowe wyzwania. Już myślałam, że udało mi się, że jestem wolna od nałogu! Zakochałam się. Przyjeżdżałam w każdy weekend, żeby spędzić go z ukochanym. Powierzono mi obowiązki kierownika sportowego w klubie. Pochłonęła mnie praca społeczna. Organizowanie ligi i turniejów. Szkolenie młodzieży i dzieci. Wyjazdy zagraniczne. Radek mnie w tym wspierał. Razem jeździliśmy z drużyną do Pragi, Drezna, Poczdamu, na turnieje po Polsce oraz systematyczne rozgrywki ligowe. Było co robić! Nie miałam czasu na "głupoty". A przy tym wszystkim jeszcze trudne i pracochłonne studia politechniczne i nauka muzyki - ciągle ją kontynuowałam i nie zaniedbywałam ćwiczeń na instrumencie. Czułam się potrzebną i spełnioną, znalazłam swoje miejsce w świecie. Do dzisiaj. Dzisiaj, po dwóch latach trzeźwości, zawalił się ten misternie zbudowany świat.
Długo stałam pod prysznicem. Chciałam zmyć cały brud wczorajszego wieczoru. Woda spływa po plecach, włosach, a mimo tego nie czuję się ani odrobinę czyściejsza. Gdybym mogła cofnąć czas! Teraz wiem, że nie dałabym się namówić Tadkowi. Dopiero teraz dociera do mojej świadomości, że to alkohol panuje nade mną a nie odwrotnie. I że rozpaczliwie potrzebuję pomocy! Gdybym miała przyjaciółkę! Ale nie mam. Obracając się od dawna w męskim towarzystwie nie trafiłam na osobę, którą mogłabym nazwać przyjacielem. Gorączkowo szukam w myśli jakiegoś punktu zaczepienia, jakiegoś odwołania, wskazówek do wczorajszego wieczoru. Nic z tego. Luka. Dziura w pamięci. Całkowite zaćmienie umysłu. GRANICA. Od tego momentu będę dzieliła rzeczywistość na "przed" i "po", chociaż jeszcze na razie o tym nie wiem. W tej chwili szukam intensywnie, komu mogłabym się zwierzyć. Porozmawiać. Tak bardzo tego potrzebuję! Woda leci, a ja "rozpuszczam się" powoli. Jak kostka cukru. Już śladu nie ma z dawnej dziewczyny. Z kabiny wychodzi zupełnie obca osoba. Niby na zewnątrz…