Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Biografia · 11 min czytania

Kaszanka bez trwałej, czyli co się gniecie na WDŻ-

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zaznaczam, iż pełny tytuł brzmi "Kaszanka bez trwałej, czyli co się gniecie na WDŻcie". [przyp. aut.]

Dzień, jak każdy inny dzień – można by zaśpiewać, przerabiając nieco piosenkę Happysadu. Pobudka wczesnym rankiem, myju myju, papu, szkoła, dom, lekcje, papu, czas wolny, myju myju, paciorek i lulu. Taki dzień był wczoraj. Dzisiaj – istna rozróba! Wzorową uczennicą nie jestem, co było wiadome już od dawna. Nawet rodzice się jakoś z tym pogodzili, chociaż trudno im było. Nie wiem tylko, jak zareagują na uwagę z matmy. Ano, dostałam uwagę i muszę szczerze przyznać, że jestem z niej dumna! Pierwsza uwaga od trzeciej klasy szkoły podstawowej, wpisana za nieuważanie na lekcji. Niestety, tu się z panem profesorem szanownym zgodzić nie chciałam, bo uważałam, w uważaniu tym przeszkadzała mi jedynie Bimbrzyca. Głupia, dała się wciągnąć w grę w kółko. A ponieważ Aśka jest skrajnym uosobieniem sadomaso, moje ramię wygląda teraz jak spleśniała pietruszka. Jakieś takie sine jest. I zwiędłe nieco. O uwagę jednak się nie sprzeczałam. Mimo, że Furyś jest wyrozumiałą bestią, dzisiaj wyglądał niewyraźnie i każda próba stawiania mu oporu mogła się skończyć wizytą u dyrektorki w tempie natychmiastowym. Wolałam więc siedzieć spokojnie na miejscu do końca lekcji i odpierać ataki Bimbra. Po skończonej lekcji matematyki nastąpiła radosna przerwa... ups, przepraszam za pomyłkę. Przerwa była istotnie radosna, jednak nie dla mnie, a dla Aśki. Rozanielona Bimbrzyca ćwierkała mi do ucha, że Ptyś się na nią dzisiaj, ba! przed chwilą, długo i namiętnie patrzył. - Tylko nie mów, że rozbierał cię wzrokiem – mruknęłam, masując swoje zgwałcone ramię. - Phi – prychnęła Aśka. – Mówiłam ci już, że nie chcę z nim chodzić. Patrzę się na niego, ot tak. Bo fajny jest. - Powiedzmy, że wierzę w twoje słowa – odparłam. - W „Twoje święte słowa” powinnaś powiedzieć. „Twoje” przez duże „T” – oj, tak, Bimbrzyca miała się za królową świata, a w każdym razie za panią i władczynię mojej skromnej osoby. Nie odpowiedziałam jej, zajęta rehabilitacją zwiędłej pietruszki, przepraszam, ramienia. Bimber również miała mnie, za przeproszeniem pańskim, gdzieś, pochłonięta wlepianiem oczu w Ptysia (co zresztą było odwzajemniane). Podejrzewam, że gapiliby się na siebie aż do śmierci, gdyby nie dzwonek obwieszczający koniec przerwy, a jednocześnie początek lekcji. Dokładniej, początek Wychowania Do Życia w Rodzinie, popularnie nazywanego WDŻ-em. Wstałam, przekrzywiając się nieco na prawą stronę i zarzuciłam plecak na ramię, strona prawa. Ramię numer dwa, strona lewa, było wciąż w stanie nieużywalności, a sprawczyni tego stanu nie interesowała się jego zdrowiem, tudzież życiem. Znaczy się, zdrowiem, tudzież życiem ramienia numer dwa. Kiedy na horyzoncie pojawiła się Kaszanka, obróciłam się do niej tylną częścią mego ciała, szykując się na wejście do krainy seksu i namiętności, jaką niewątpliwie była sala numer 59. Byłam gotowa radośnie spędzić tam 45 minut swojego istnienia, jednakże uprzednio musiałam wciągnąć Bimbrzycę za sobą, która zapewne bez Ptysia w owej krainie znaleźć by się nie chciała (wolę nie myśleć, co by się stało, gdyby znaleźli się tam sam na sam). Kiedy już cała brygada znalazła się w środku, Kaszanka umieściła swój gruby tyłek na krzesełku, oparła się o biurko i zawyła: - Dzieci moje drogie! Przez salę przetoczył się pomruk niezadowolenia. Tu wszyscy mają po 14 lat, jakie z nas dzieci! - Dzisiaj mamy lekcję organizacyjną! – wrzasnęła rozentuzjazmowana Kaszanka. – W związku z tym poproszę was o wypisanie na tych o to karteczkach… - w tym momencie jej ręka powędrowała w powietrze, prezentując wszystkim plik kartek zdobycznych na uczniach. - …wypiszecie mi, o czym chcielibyście rozmawiać na moich lekcjach! W klasie dało się zauważyć nieznaczne ożywienie, szczególnie ze strony chłopców. Kiedy Martyna śmigała i rozdawała nam owe kartki, ja próbowałam doprowadzić Bimbrzycę do stanu używalności. Machnęłam jej ręką przed oczami. Nic. Machnęłam drugi raz. Też nic. Zrezygnowana, palnęłam ją z całej siły w łeb. Rozejrzała się dookoła, nieco zdezorientowana, po czym wrzasnęła: - AAAUUU! Walnęłam ją jeszcze raz, tym razem, żeby się uciszyła. Poskutkowało. Podsunęłam jej kartkę i długopis pod nos, a potem kazałam pisać jej to samo, co ja. Kiedy zakończyłam swoje dzieło, spojrzałam jeszcze raz na połyskujące atramentem słowa, wypisane w kolumnie: „Seks, ciąża, pierwsza miłość, podryw ze strony chłopca, pocałunki z chłopakiem”. Ambitne tematy do ambitnych rozmów na ambitnej lekcji. Kaszanka krążyła po klasie z czapką Sebastiana, niczym jakiś żulik spod monopolowca i zbierała nasze wymysły. Uderzyła mnie zmiana w jej wyglądzie, chociaż jeszcze nie wiedziałam, na czym ona polega. Przyglądałam jej się uważnie, szczególnie wtedy, gdy podeszła do mnie i Bimbrzycy żebrząc o kartki. W końcu mnie olśniło. - Aśka, czaj! – szepnęłam, kiedy Kaszanka ponownie zajęła miejsce przy biurku. - Co? – odpowiedziała Aśka i zaczęła się rozglądać po klasie, jakby liczyła na Ptysia wyrastającego z podłogi. - Kaszanka! – powiedziałam z poirytowaniem. - Co Kaszanka? - Trwałej nie ma, matole! – pisnęłam, jednocześnie modląc się, żeby Kaszana tego nie usłyszała. - Aaa… - Bimbrzyca w końcu zrozumiała. - No! Chciałam z nią jeszcze trochę pokonwersować na ten temat, jednak właścicielka owej głowy bez trwałej mi to uniemożliwiła. - Dzieci kochane! – zaśpiewała. – Teraz przeczytam…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kaszanka bez trwałej, czyli co się gniecie na WDŻ- — czytnik · opowiadania