Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 11 min czytania

Katharsis.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedziała na brzegu łóżka, gdzieś tam na dworze panowała zamieć, płatki śniegu wirowały wokół przerażonych postaci. Z każdym oddechem z jej ust wydobywał się obłok pary, pocierała delikatnie skostniałymi, zaczerwienionymi od mrozu dłonmi. Dlaczego nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że jest źle? Choć źle to chyba błędne określenie. Było obojętnie a tej obojętności w sobie nienawidziła bardziej niż czegokolwiek innego. Czuła się wypruta z emocji, wywrócona na drugą stronę, na której nie znalazła nic godnego uwagi. Z dystansem przyglądała się własnym wnętrznościom, które uparcie milczały. Nie mieli sobie już nic do powiedzenia. Wszystko dawno zostało odkryte. Bezwzględnie i brutalnie. Podniosła się z przykrytego aksamitnym materiałem łóżka i dopiero teraz odkryła, że przez te wszystkie lata to nie było jej miejsce. Spała co noc w cudzym, zimnym i pachnącym nienaturalną świeżością łóżku, śniąc cudze sny i przytulając obce ciała. Otrząsnęła się z obrzydzenia, które nagle zagościło w jej umyśle. Nieświadoma ruchu, który przemknął za jej plecami, przemierzyła na palcach odległość dzielącą ją od okna. Jak nigdy dotąd pragnęła odgrodzić się od świata. Chcąc zasłaniając okno, zdecydowanym ruchem chwyciła za zasłonę i zamarła… Krótkie, trwające ułamek sekundy spojrzenie na zagubionych, tak samo jak ona ludzi walczących mimo wszystko o własne miejsce na ziemi sprawiło, że poczuła się wyjątkowo paskudnie. Szła na łatwiznę, zdawała sobie doskonale z tego sprawę, mimo to nie zawahała się już więcej. Pragnęła tej ciszy. Nie miała tyle odwagi by stale podążać przed siebie, przebijać się przez bezwzględność i wyrafinowanie. Napawało ją to nieopisanym wstrętem i chorobliwym wręcz przekonaniem, że jest za słaba. Za słaba na stanie samotnie naprzeciw zbitego tłumu, za słaba na patrzenie prosto w przepełnione szyderstwem i wrogością oczy. Była łatwym celem, nieświadomie pokazującym swoje słabości i obawy. Uderzano w nią bez sumienia, ze znudzeniem i obojętnością. Szybko doszła do wniosku, że prowokuje własnym zachowaniem. Gdziekolwiek się nie znalazła, zawsze był się ktoś, kto chciał ją zniszczyć. Jesteś inna – krzyczało każde spojrzenie. Nie chcemy Cię tutaj! Miara się przebrała. Ile można znosić odtrącenie? Zawsze nie taka jak trzeba, niepasująca, nieodpowiednia. Przesądzony los. Czuła się stracona. Wracając z ociąganiem na brzeg łóżka zauważyła, że nawet nie pozostawiła śladu na pościeli. Jakby i ona nie reagowała na jej osobę, jakby opierała się jej ciału. Jeśli nie mogła wpłynąć na martwy przedmiot jak mogła czuć się człowiekiem? Od jakiegoś czasu prześladował ją ten sam sen, ta sama myśl, która nie dawała jej spokoju. Była absurdalna, ale kogo to obchodziło? Wtedy niespodziewanie runęła w przepaść. Nie potrafiła odnaleźć słów dla uczucia opadania. Wyzwolenie było blisko. Czuła je w nozdrzach. Czuła coś jeszcze, słodki, przyprawiający o mdłości zapach. Szukała dla niego nazwy, a myśleniu towarzyszyło cykanie zegara. Skąd dobiegał ten dźwięk? Nigdy nie miała żadnego czasomierza, brzydziła się upływu czasu, patrząc na ruchomą wskazówkę wyobrażała sobie, że z każdą sekundą jej ciało obumiera ze starości.

- Wiesz co się tak naprawdę stało? Nieudolne naśladownictwo – tym razem twoje, nie innych… doprowadziło Cię do klęski, ośmieszenia. Prawda wyszła na jaw a jej barwy były przesycone, niedostosowane do ludzkiego wzroku. - Tak, ale musiałam chociaż spróbować… - Nie ma żadnego ‘ale’. Ty nie potrafisz być taka, to nie twoja wina. Brzydzisz się pozorowanej radości, szczęścia na pokaz, pod którym kryje się zmęczenie i gorycz. Codzienne rozczarowanie dniem. Jesteś prawdziwa. Nad wyraz. Przepuszczona przez setki filtrów. - Chcę mieć wybór. - A nie masz? Sama ustalałaś granicę i twardo stałaś na jej brzegu, choć bolały stopy od powstrzymywanego ruchu, i piekły oczy od zatrzymywanych siłą łez. Miałaś wybór z którego zrezygnowałaś na samym starcie.

- Jeszcze jedno… O czym myślisz wchodząc do pustego, ciemnego pokoju twojej duszy? - O kątach. O tym co może się w nich czaić, jak to wygląda i czego chce. Bo tam zawsze coś jest, coś nie dające spokoju i wytchnienia. Stara się wtopić w nas wtopić, zakamuflować. To coś nie pozwala o sobie zapomnieć. Moje kąty duszy od zawsze są zajęte. A ty wiesz co czai się w twoich kątach? - Nie miałam siły odkryć wszystkich. I chyba nikt nie ma jej w sobie aż tyle. Zawsze jakaś część pokoju pozostanie tajemnicą. Dla nas i dla innych. - … trzeba odwagi, by przyznać się przed samym sobą do tego iż mamy w sobie takie miejsca… Śmierdzące stęchlizną. Nasze najgorsze obawy, lęki i myśli. Wiedza to siła. Nie ignoruj samej siebie. Nie odpychaj czegoś co nie ogarniasz umysłem.

[…]

Dostrzegła pod oknem porozrzucane strzępy papieru, których z pewnością wcześniej tam nie było. Wszystkie zapisane tym samym koślawym, ale starannym pismem dziecka, które całkiem niedawno nauczyło się przelewać myśli na papier. Na jednej z nich dostrzegła wyraz [ciemność]. Cóż to może do cholery oznaczać? Ciemność? Dlaczego akurat to słowo? Miętosiła papierek w sinych dłoniach, rozgryzając przy tym nieświadomie do krwi wargę. Poczuła słodkawy smak. I to był…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%