Inne · 5 min czytania
Kawa z Muchotrawem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Napisałem wczoraj opowiadanie - powiedział Muchotraw. - O czym? - spytałem, bez entuzjazmu pijąc kawiarnianą lurę. Pomyslałem o spokojnej robocie u Łosia - naprawianiu płotu. Te codzienne walki ze sztachetami, ten cudowny ból dłoni, wieczorne ognicho, mocna poranna kawa, żadnych gazet, żadnego radia, żadnego TV i żadnego Muchotrawa. Tak. Tam byłem bezpieczny. Ale tu już nie. Gapiłem się niczym bezmózgie Yeti na niedogolony ryj Muchotrawa, zastanawiając się czy zrzygam się od ohydnej kawy, czy dopiero po gównie, jakie codziennie serwował mi mój znienawidzony, acz i tak jedyny ciekawy w tej spelunie, rozmówca. "Morituri te salutant" powiedziałem w myślach i spokojnie rozsiadłem się na niewygodnym krześle, oczekując wyroku. - No więc - zaczął oprawca - jest sobie ekspres Warszawa-Berlin stający tylko na krańcowych stacjach trasy. Prawie pusty, ostatni wagon składu. W ostatnim przedziale siedzą litewski atleta i stetryczały polski emeryt. Jedyne osoby w tym wagonie. I nagle atleta zaczyna umierać na skoliozę... - No ale od tego się nie umiera - przerwałem czując, jak moje śniadanie usiłuje uniknąć niechybnego strawienia i salwuje się ucieczką przez znane mu już przejście. - No wiem, wiem - ciągnął niezmordowanie kat moich poniedziałkowych poranków - ale słuchaj co dalej... No i ten emeryt chce wezwać pomoc, ale jest za słaby żeby użyć hamulca ręcznego, bo nie może zerwać plomby. Ma chore gardło więc nie zawoła o pomoc. Kto by go zresztą usłyszał? A że ma reumatyzm więc nie pobiegnie po konduktora. A Litwin usiłuje mu powiedzieć, że ma leki w damskiej torebce (wspomniałem już że atleta jest gejem-transwestytą? nie? no to teraz to mówię!) i wystarczy mu ją podać, a on wtedy weźmie lekarstwo i przeżyje. Ale emeryt po pierwsze jest głuchy, a po drugie myśli, że atleta jest babą, która się do niego zaleca. Więc zamiast cokolwiek pomóc to zaczyna całować się z atletą... - No i co... - jęknąłem, czując jak tracę resztki sił na najbliżczy miesiąc. - No i atleta umiera i spada mu peruka, a wtedy…