Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 18 min czytania

Kawiarenka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

1. SPOTKAJMY SIĘ PRZY KAWIE

W pewnym miejscu, w jednakowym czasie, różnych ludzi spotkał taki sam los. W jednej chwili wszystko to co mieli, co posiadali, kim byli, przestało mieć znaczenie. Nie liczyło się już nic, ani to czego chcieli, o czym marzyli czy czego się bali. Nagle stali się tylko czarnym napisem na białej stronie klepsydry… Tuż obok niewielkiego parku miejskiego, gdzie w niedziele prawi obywatele chodzili ze swoimi dziećmi na relaksujące spacery, została otworzona maleńka kawiarenka. Potencjalnych klientów zachęcać do niej mogła jedynie chęć bycia anonimowym. Przychodziło do niej niewiele osób, a niedosłysząca kelnerka i tak nie zwracała większej uwagi na to, kogo obsługuje. Tak więc przychodzili tam ludzie, którzy mieli do załatwienia pewne sprawy, których nie można było rozwiązać w domowym zaciszu, pod bacznym okiem wścibskich sąsiadów. O przyjściu nowych klientów informował dzwonek umieszczony nad drzwiami. Po lewej stronie od wejścia stała mała lada, za którą stałą podstarzała pani z aparatem słuchowym. Po prawej stronie stały cztery kwadratowe stoliki z dwoma krzesełkami każdy. Krzesełka obite były zielonym zamszem ze złotymi zdobieniami. Na każdym blacie, na zielono-żółtym obrusie stał żółty wazonik z czerwonymi tulipanami. W całym pomieszczeniu jedynym źródłem światła był stary żyrandol na środku sufitu pokrytego dużymi kasetonami. Dlatego też w lokalu panował lekki półmrok, co powodowało wrażenie tajemniczości i skrytości. W środku unosił się zapach świeżo parzonej kawy i dopiero co upieczonego ciasta z jabłkami i cynamonem. Każdy, kto przyszedł do tej niewielkiej kawiarenki mógł się poczuć chociaż przez chwile niewidzialny i nieznany. Zazwyczaj kawiarenkę odwiedzało niewielu klientów. Jednak ci, którzy tam bywali mogliby z pewnością zasłużyć na miano stałych klientów. Z pewną regularnością gościły tam te same osoby. Tego dnia było podobnie. Trzy z czterech dostępnych stolików były już zajęte. Przy pierwszym, postawionym najbliżej okna, siedziała wysoka i poważnie wyglądająca kobieta wraz z młodym i przystojnym mężczyzną. Nie rozmawiali tylko wpatrywali się w siebie nawzajem. Mężczyzna coś mówił, lecz ona wyglądała jakby go w ogóle nie słuchała. Drugi stolik został zajęty przez młodziutką kobietę w zaawansowanej ciąży. Nerwowo zerkała na zegarek. Czekała na kogoś. Dopiero po chwili zjawiała się obok niej dojrzała kobieta w eleganckich okularach. Przedstawiała się dziewczynie i obie usiadły. Na początku mówiła tylko ta starsza. Można było zauważyć, że próbuje coś wytłumaczyć młodziutkiej, przyszłej mamie. Na końcu lokalu, przy wielkim wazonie z zasuszonymi kwiatami, przy trzecim stoliku siedziała para. Oboje byli po trzydziestce. Oboje mieli na palcach obrączki. Kobieta trzymała mężczyznę za rękę i z wielka zaciętością coś mu mówiła, na przemian podnosząc i ściszając głos. W kawiarence była jeszcze jedna osoba. To ekspedientka i kelnerka w jednym. Starsza niedosłysząca pani w wielkich i grubych okularach, mechanicznie nalewała kawę do małych, białych filiżanek. Do ostatniej z nich dodała bitej śmietany. Położyła sześć filiżanek na srebrnej tacy i wyszła zza lady. Najpierw podeszła do stolika przy oknie. Postawiła na stoliku dwie filiżanki i bez słowa się oddaliła w stronę kojonych gości. Kobiecie w ciąży podała filiżankę wypełnioną po brzegi bita śmietaną. Przy ostatnim stoliku srebrna taca była już pusta. Starsza pani, trzymając tacę już tylko w jednej ręce wróciła za ladę. Odstawiła tacę na miejsce i zaczęła przygotowywać następne porcje czarnego napoju. Cała siódemka znajdująca się w środku zdawała się nie zauważać pozostałych. Nagle po całym pomieszczeniu rozległ się dźwięk dzwonka, głośno ogłaszając przybycie nowej osoby. Do lokalu wszedł pewien mężczyzna. Wyglądał na około czterdzieści lat. Był przystojny a jego włoską urodę podkreślały czarne jak węgiel włosy. Miał na sobie elegancki, szary garnitur w modne paski oraz czarny, skórzany neseser. Na palcu serdecznym prawej ręki można było dostrzec niewielki, lecz bogato ozdobiony sygnet. Zamówił cafe latte. Delektował się jej smakiem. Nie patrzył na nikogo. Nie zwracał uwagi na otoczenie. Zdawał się być zamyślony. Widać było, że sprawa, którą zaprząta sobie głowę jest bardzo poważna i trudna do rozwiązania. Dokończył kawę i wyszedł z kawiarenki. Nikt nawet nie zauważył, że ów obcy przybysz pozostawił swój neseser. Po chwili starsza pani wyszła ponownie zza lady, żeby pozbierać puste już filiżanki. Wracając na swoje miejsce pracy, starsza pani zauważyła skórzana teczkę leżąca na krzesełku obok lady. Nie wiadomo o czym myślała w tamtej chwili. Nie wiadomo czego się spodziewała, otwierając błyskawiczny zamek. Jedyną wiadomą rzeczą, jaką można powiedzieć jest to, że żadna z osób znajdujących się w środku, nie myślała w tamtej chwili o pozostawionym skórzanym, czarnym neseserze. I to był ich błąd…

2. WYDARZENIA DNI KOLEJNYCH

Wieść o wybuchu w małej kawiarence szybko obiegła najpierw całe miasto i w końcu cały kraj. Wszyscy zastanawiali się nad tym jak to się mogło zdarzyć i dlaczego to była nieznana nikomu kawiarenka a nie oblegane przez wszystkich wielkie centrum handlowe. Poruszenie dotknęło każdego, kto dowiedział się o tym zdarzeniu. Jednak na pewno nikt nie zastanowił się nad tym, kim byli ludzie, którzy zginęli… Jak podawały krajowe media: „przyczyną wybuchu nie była żadna wada techniczna lecz celowe podłożenie ładunku wybuchowego, lecz sprawca tego czynu nie jest jeszcze znany. Policja jednak ma już podejrzanego”. Widząc dzisiaj kawiarenkę obok miejskiego parku, nie można było się domyślić, że miejsce to zostało niedawno otwarte. Przez wybite okna widać spopielone stoliki i krzesełka. Nie ma już zielonych obrusów i żółtych wazonów. Osmolony żyrandol wisi dalej na środku sufitu i delikatnie się chwieje z lewej do prawej strony. W lustrze nad ladą odbija się obraz spalonych do połowy firanek. Dookoła unosi się jeszcze dym i zapach palonych przedmiotów. Nikt już nie odwiedzi tego miejsca, nikt już nie przyjdzie tu na kawę. W miejscu gdzie jeszcze wczoraj znajdowały się drzwi, teraz, dzień po tragedii, leży niezliczona ilość wieńców i kwiatów. Wzdłuż chodnika ciągnie się długa linia stworzona z różno-kolorowych zniczy i lampek. Każdy kto przechodzi obok czuje jaka tragedia się tutaj wydarzyła, lecz nikt nie myśli o jej ofiarach jak o zwykłych ludziach, którzy też mieli rodziny, przyjaciół, którzy też kochali i byli kochani… W całym mieście można było zobaczyć rozwieszone na słupach klepsydry. Każda z nich informowała o odejściu jednego życia. Takich kart spotyka się wiele, lecz nie na każdej widnieje ta sama data i napis „zginął/ęła śmiercią tragiczną”. Wszystkie pogrzeby odbyły się w jednym dniu. Dodatkowo odbyła się Masza Żałobna za całą siódemkę. Na uroczystości znalazły się rodziny wszystkich ofiar. Mimo tego, że się wcale nie znali, nigdy się nie widzieli, nagle, połączyli się w cierpieniu i bólu. W chwili wybuchu nie tylko osoby znajdujące się wtedy w kawiarence połączył wspólny los, ale także ich rodziny. Teraz byli ze sobą tak blisko, że mało kto mógłby ich przewyższyć w tej bliskości. Ksiądz po kolei wymieniał imiona i nazwiska zmarłych, w kościele panowała martwa cisza, a słowa wypowiadane przez kaznodzieje nie miały w ogóle wydźwięku ani głębszego czy też ukrytego sensu. Ludzie patrzyli na niego tępym, gubiącym się gdzieś w oddali wzrokiem. Po skończonej mszy każdy z tych cierpiących osób rozszedł się w swoją stronę, aby w czterech ścianach swojego prywatnego więzienia ukrywać ból i rozpacz.

3. PANI REDAKTOR MA TAJEMNICĘ

Wiktoria wychowywała się w małym miasteczku. Odkąd pamiętała, chciała się stamtąd jak najszybciej wyrwać, ulotnić. Od najmłodszych lat starała się z całych sił, niemal stawała na głowie żeby odkryć w sobie choć odrobinę niezwykłości, która pozwoliłaby jej odróżnić się od tycz szarych ludzi. I w końcu się jej to udało. Na początku dostała się na studia polonistyczne. Było jej ciężko, lecz nie pokazywała niczego po sobie, chciała udowodnić całemu światu, ze sama sobie we wszystkim poradzi. Dawała z siebie wszystko i już na trzecim roku dostała się na staż w lokalnej, dobrze prosperującej gazecie. Jej zapał i zaangażowanie sprawiły, że szybko zdobyła uznanie nie tylko wśród współpracowników, lecz także wśród konkurencyjnych mediów. Zaczęto się nią w końcu interesować i zauważać. Stała się częścią świata, którego jeszcze do końca nie rozumiała i nie znała. Nie bała się jednak. Nie zwątpiła ani razu. Poznała smak życia nie znoszącego snu i nie żałującego alkoholu. Podobało się jej to. Żyła tylko pracą i nocnymi wojażami, od bankietu do bankietu. Lata mijały a Wiktoria dalej królowała na parkietach najpopularniejszych klubów ale też na łamach największych czasopism. Nawet

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%