Fantastyka · 12 min czytania
"Kay, don't go.."
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
/do piosenki "Virgin state of mind" K's Choice/
Za oknem płakał deszcz. Przy oknie - ona.
- Kay? Czemu ty się zawsze uśmiechasz? Uśmiech Kay nabrał cienia tajemniczości. - A jest w tym coś złego? - odpowiedziała pytaniem. Chłopak speszony lekko, podrapał się po głowie. - Nie, ale... - Ale wyglądam jak bym spała z wieszakiem w ustach? - Nie! Nie o to mi chodziło! - zaczął pospiesznie zapewniać. Nie gniewała się, bo przecież nie było ku temu powodu. - A więc? - drażniła się z nim dalej. Bezradnie rozłożył ręce. - A nic, zapomnij. Idziemy na lody? - Jeśli ty płacisz - puściła perskie oczko w jego stronę i chwyciła go pod rękę. Jej Anioł Stróż także się uśmiechał.
Oglądali do późna kasety video, ona, Adam, Juli i Steve. Opychali się popcornem i colą, ściśnięci na rozłożonej kanapie. - Jejciu, jak fajnie - mruknęła Juli, otulona pledem i ramionami Stevena. Przytaknęli zgodnym westchnieniem. - Od razu przypominają mi się "Piątki z Cannym" - stwierdził Adam. - Co ci się przypomina? - zdziwiła się Kay, dolewając sobie napoju do kubka. - "Piątki z Cannym" - powtórzył. Dziewczyna oparła się wygodnie na poduszkach. - No, ale co to jest? Cała trójka spojrzała na nią z niedowierzaniem. - Nie znasz "Piątków"? Nigdy tego nie oglądałaś??? - nie mogli uwierzyć. Zerknęła kątem oka na Anioła. Siedział na krześle obok i najwyraźniej pochłonęło go oglądanie filmu. - Jeju, nie znam nikogo kto by przez to nie musiał przejść! - roześmiał się Adam. - No, godzina tygodniowo się marnowała na siedzenie wraz z rodzinką i oglądanie tego show'u - Juli teatralnie przyłożyła dłoń do czoła. - Okropność! Cała trójka się roześmiała. Kay spojrzała na Anioła. Czy to nie takiego jednego wieczoru przybył do niej? Gdy leżała sama w zimnym łóżku przytulona do zwiniętej kołdry, podczas gdy jej równieśnicy oglądali telewizję w rodzinnym gronie? - Kay? Wszystko ok.? Popatrzyła na Stevena. Znali się, gdy jeszcze szczali w pieluchy. Kochała go całą swoją duszą. - Spoko, miałam w piątki treningi, więc dlatego jestem niewtajemniczona - wyszczerzyła ząbki - Widzę, że ominął mnie dopust boży! Zachichotali ponownie i powrócili do oglądania filmu. Steve nie pytał czemu skłamała.
Oparła czoło o zimną szybę. Oczy pełne łez zwróciła w stronę jeziora za oknem.
Część 22 / 2
Raz wpadli do sklepu ze strojami na Halloween. Przebierali się dwie godziny, śmiejąc się i wyprawiając dzikie harce. Stargali nerwy sztywnemu sprzedawcy i wyszli nic nie kupując. Ale ubaw mieli przedni. - To był ekstra pomysł, Kay! - zawołał radośnie Steve. Pokiwała głową twierdząco, traktując to jako miły komplement. - Dobra, muszę spadać, umawiamy się gdzieś na jutro? - zapytała, poprawiając pasek od plecaka. Juli, przytulona do swojego chłopaka, szepnęła mu coś na ucho. - Yyy, my jutro, ten tego, nie możemy, bo... yyy... - zaplątał się Steve. Pozostała trójka parsknęła śmiechem. - Spoko, to się zdzwonimy - powiedziała - Nara! Pożegnali się i odeszła. Wkótce jednak dogonił ją Adam. - Kay! Czekaj! Przystanęła posłusznie. - Co jest? - Mogę cię odprowadzić? - był zdyszany, biegł widocznie. Wzruszyła ramionami, zerkając na Anioła. Adam odebrał ten gest jako oznakę zgody. Szli kawałek milcząc. - Ehm, hmm... - zaczął niepewnie, Adam. - Tak? - Skoro nie masz na jutro planów... - Czemu nie mam? - lubiła się droczyć, a on ślicznie się czerwienił. - No, ee... ja... Miała zadziorny uśmiech, który, wkrótce jak tylko oderwał wzrok od płyt chodnikowych, zauważył. - Kay! Nie znęcaj się nade mną! - No to nie dawaj mi po temu okazji - klepnęła go żartobliwie w ramię. Anioł pogroził jej palcem.
Zabrał ją na lody truskawkowe. Nie lubiła ich, lecz nie dała tego po sobie poznać. Z uśmiechem na ustach i błyskiem zaciekawienia w oczach słuchała go jak opowiadał o... nawet nie wiedziała o czym opowiada przez ostatnie pół godziny. Podpierając głowę jedną dłonią, drugą trzymała srebrną łyżeczkę którą mieszała w swoim pucharku. Różowym kremem posmarowała krawędzie, a teraz wzdłuż układała kawałki owoców, przez cały czas 'uważnie' słuchając jego monologu przerywanego od czasu do czasu jej 'achami' i 'ochami'. Kiedy Adam poszedł do lady zapłacić rachunek, lekko przymknęła oczy. Naprawdę chciała, by to była udana randka. By Adam nie był zawiedziony. Delikatny dotyk na jej ramieniu wyrwał ją z zamyślenia akurat, gdy chłopak wracał do stolika. Anioł Stróż czuwał. Po długim, i równie nudnym dla niej spacerze, odprowadził ją pod jej klatkę schodową. Czuł się trochę niezręcznie i było to po nim widać. Nie wiedział co ma zrobić z rękami, więc co chwile wędrowały one na boki albo za plecy. Wzrok tymbardziej nie wiedział gdzie ma podziać. - Chcesz mnie pocałować? - zapytała po prostu.
- Chcę cię pocałować. - powiedziała ni stąd ni zowąd, sama dziwiąc się własnej śmiałości. Roześmiał się, nie biorąc jej słów na poważnie i nadstawił policzek. - Chcę cię pocałować. Tak PRAWDZIWIE. - Kay, no co ty! - wciąż się śmiał, ale już nie tak beztrosko. - Przecież mówiłeś, że mnie kochasz! - jej głos, nie wiedzieć czemu, miał smak łez bólu. Czuła się oszukana, choć sama nie wiedziała czemu. - Nie obraź się, ale... to było by jak całowanie siostry - Steve był zmieszany. Wściekła na samą siebie odwróciła się gwałtownie i stanowczym krokiem zaczęła iść wzdłuż ulicy. - Kay, gdzie idziesz?! - krzyknął za nią, ale się nie odwróciła. - Do kogoś, kto nie będzie miał oporów! - odparowała, zaciskając dłonie w pięści. - Kay!... Wystarczyło by, gdyby powiedział "nie idź". Ale Steve nic nie powiedział.
Woda w jeziorze o tej porze roku musiała być lodowata. Przyjemna niczym atłas na nagim ciele.
Usiadła na fotelu i położyła swobodnie łokcie na oparciach. - Proszę odchylić głowę, o tak, i patrzeć na światło. Zastosowała się do poleceń. Bolała ją głowa odkąd sięgała pamięcią, lecz tomografie nic nie wykazywały i dopiero teraz skierowano ją na innego typu badania. - Tak, węzły chłonne znacznie powiększone... - mruczała lekarka, przyglądając się nosowi Kay. - Musimy rozszerzyć kanały, by coś zobaczyć... Kay nie bała się