Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 10 min czytania

Każdy ma swojego anioła stróża

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Każdy ma swojego Anioła Stróża

„Najohydniejszym złem, jest to, co nosimy w sobie jako nieskończone piękno...”

Paweł siedział jak zwykle wieczorem nad swoim starym stukartkowym zeszytem i w zamyśleniu obgryzał skuwkę długopisu. Myśli plątały się, wędrowały gdzieś daleko. Co chwila przez umysł młodego mężczyzny przebijały się te same co każdego wieczora urywane wspomnienia, mgliste obrazy. Tak dawno już go nie widział, tak dawno...Nie pamiętał już jego twarzy, ale pamiętał to, co wyłapał wtedy swym dziecięcym umysłem. Był piękny...Ach, jaki piękny. Pamiętał też doskonale jego miecz, niedawno na zamówienie dał sobie wykuć podobny. Wisiał teraz u niego na ścianie i co rano przywodził na myśl jego, tak pięknego, tak jasnego i świetlistego. Wiedział , że on troszczy się o niego, wiedział że czuwa nad nim wciąż i że znów pewnego dnia przyjdzie, pojawi się w kręgu światła i znów będą razem, jak kiedyś. Paweł ujął do ręki długopis i pośpiesznie zaczął stawiać swe koślawe litery na przedostatniej stronie zeszytu.

Bawiłem się wtedy moją zieloną ciężarówką od wujka Staszka. Jeździłem w tę i we w tę, bezmyślnie , jak to dziecko. Mama znów wyszła z przyjaciółkami. Byłem sam, jak zawsze sam. Ech...mama ciągle wychodziła. Ale rzeczywiście, co ja mogłem dla niej znaczyć. Co mogę znaczyć dla kogokolwiek, no może prócz mojej Emilki...no i jego. Ale chyba odbiegłem od tematu. Ech ten chaos w mojej głowie. Kontynuując...Nagle przez okno wpadł jakby promień światła, ale jakiś jaśniejszy niż te słoneczne promienie co rano. No i było już dawno po południu. Wyjrzałem za okno odrywając się od zabawy. Stare zmurszałe podwórze, pijaczki na ławce przed blokiem, jednym słowem nic ciekawego. Bo na moim osiedlu to mieszkali prawie sami alkoholicy...Ale znów ten mój chaos, przecież nie o tym mowa. Kontynuując...Wróciłem do mojej zielonej ciężarówki. Wtem otoczył mnie krąg światła, takiego nienaturalnego, kaleczącego zmysły...Zmrużyłem oczy. Poczułem obok siebie czyjąś obecność i taką nienaturalną błogość, spokój... Po chwili światło nieco zbladło i mogłem już unieść wzrok. To był on...znowu on... Tym razem zdawał mi się jeszcze piękniejszy. Dotknął mego ramienia a ja poczułem że odpływam w dal, w inny, niezbadany świat. Rozejrzałem się po pokoju, i wszystko było takie inne, takie nowe, jakbym dopiero się narodził i po raz pierwszy ujrzał świat poza łonem matki... Tylko czemu jako pierwsze zobaczyłem te wstrętne, żółte ściany... Taki urok PRLowskich mieszkań...Ale nie o tym mowa, ech...ten mój chaos... Kontynuując... On odezwał się głosem którego nigdy nie zapomnę, takim spokojnym i czułym... „Nie jesteś sam, zawsze jestem przy tobie nawet gdy mnie nie widzisz...”

W oczach Pawła zalśniły łzy. Tak za nim tęsknił... Ale wierzył , wciąż wierzył, że mimo , że nie pojawiał się już od tylu lat, któregoś dnia znów przyjdzie do niego. Oczy powoli zachodziły mgłą, zaczęły zamykać się, Paweł poczuł się senny. Na wpół przytomny przewrócił kartkę zeszytu. Dobazgrał coś jeszcze niestarannie po czym oczy same mu się zamknęły.

* * *

Paweł wbiegł do mieszkania jak oszalały. Wyglądał jak siódme nieszczęście. Jego zimny pot zlewał się ze strugami deszczu spływającymi po twarzy i ubraniu. Przemoczony był do suchej nitki. Twarz miał nienaturalnie bladą, wyglądał jakby rażony piorunem. Oczy zaszłe mgłą szkliły się nienaturalnie. Nieprzytomnie przeszedł kilka kroków obijając się o ściany jak pijany. Zdjął płaszcz i rzucił w kąt korytarza. Po omacku doszedł do wejścia do sypialni, wszedł i drzwi trzasnęły za nim z głuchym hukiem. Usiadł na łóżku nie zdejmując nawet mokrego ubrania. Usiadł to za dużo powiedziane, raczej klapnął ciężko. Spojrzał przez okno. O szybę biły wielkie krople siarczystej ulewy. W tym momencie z oczu Pawła także popłynęła ulewa...kaskady łez. Rozpłakał się jak dziecko. Dłoń przez cały czas zaciskał w pięść. Zaciskał tak mocno, że knykcie pobielały. Oparł się o ścianę a uścisk rozluźnił się. Upuścił coś na wyblakłe linoleum. Brzęknęło. Na podłodze leżał złoty pierścionek z ametystem. „Emilka...” ta jedna myśl kołatała mu się po głowie i nie dawała spokoju. „Przecież mieliśmy zawsze już być razem...zawsze...” Oczy przysłoniły mu łzy... Nagle przez okno wpadł jasny promień. Jaśniejszy niż promienie słońca, a było już daleko po południu. Paweł nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi, był półprzytomny z rozpaczy. Otoczył go krąg światła, nieprzeniknionego światła. Blask kaleczył jego i tak podrażnione i zmęczone od łez oczy. Jednak uśmiechnął się delikatnie, jakby mimowolnie. „Wrócił...to on...znowu on...” Gdy światło odrobinę zbladło Paweł podniósł czerwone, półprzytomne oczy. Tak, miał rację, stał przed nim on. Znów jeszcze piękniejszy – jaśniejący , świetlisty anioł o białych, rozłożystych skrzydłach, długich…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Każdy ma swojego anioła stróża — czytnik · opowiadania