Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

Kiedy miłość odchodzi

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Czy ta karetka musi tak wyć. – pomyślał niezadowolony. – Chcę spać. Jednolity, nieustanny dźwięk wciąż wdzierał się do jego głowy, przeszywał go na wskroś, drążył mózg, nie pozwalał skupić myśli. Odbierał go każdą cząstką ciała. Poza tym było mu niedobrze. Żołądek wywracał mu się na drugą stronę, w przełyku paliło, a w ustach miał sucho, nie mówiąc już o potwornym łupaniu w głowie. Nie mógł swobodnie oddychać. - Chcę spać! – pomyślał jeszcze raz rozpaczliwie i spróbował zacisnąć powieki. Zapiekło go pod nimi, a po policzkach potoczyły się dwie duże łzy. - Nie mogę oddychać, nie mogę. – starał się otworzyć oczy, ale nie mógł. Coś go dusiło, coś siedziało w jego gardle, co blokowało przepływ powietrza. Wpadł w panikę, nie wiedział co się dzieje. Czy on umiera. Nie ta myśl jest niedorzeczna. Przecież jest młody, silny, zdrowy, więc skąd ta myśl. Czuł, że coś się wokół niego dzieje. Słyszał głosy, ale były one bardzo ciche, dobiegające z oddali. Nie słyszał, co głosy mówią, nie wiedział do kogo należą. - Jeżeli się skupię to na pewno zrozumiem, co mówią. – pomyślał. Ale nieustanny sygnał karetki i ucisk w gardle nie pozwalały na to. Nie potrafił zebrać myśli, nie potrafił skoncentrować się na głosach. Nagle coś szarpnęło jego ciałem. Zadrżał z zimna i nie pokoju. Nie wiedział, co się z nim dzieje. – To tylko zły sen. – starła się siebie uspokoić.- Sen, z którego nie mogę się obudzić. Dźwięk karetki się oddalił, za to głosy ludzkie zaczęły być coraz bardziej wyraźne. Jednak były oderwane i nieskładne. - ...... nazwisko............... - ...... tak prosto z domu ............. - ..........cholerne dzieciaki, w głowach im się poprzewracało. - Jakie dzieciaki. – pomyślał. – Nie ma tu przecież żadnych dzieci. Chciał tylko spać, ale dreszcze, które raz po raz wstrząsały jego ciałem, nie pozwalały mu na to. Nie rozumiał skąd te dreszcze przecież nie było mu zimno, a wręcz przeciwnie palenie w żołądku było coraz mocniejsze i coraz bardziej dokuczliwe. Nagle coś w nim zabulgotało, chciał się złapać za brzuch, gdyż bał się że pęknie, ale nie mógł go znaleźć. Zdziwił się jeszcze bardziej, gdy doszedł do wniosku, że nie czuje także swoich nóg i swoich rąk. - Składam się chyba z samej głowy i żołądka. – pomyślał rozbawiony tym spostrzeżeniem. – Głowa boli, w żołądku piecze, a pozostałych części ciała nie ma. Może to i lepiej, bo też dałyby mi się we znaki. Wciąż nie mógł otworzyć oczu, choć tak bardzo pragnął zobaczyć, co się wokół niego dzieje. Nadal słyszał głosy, ale teraz nie potrafił rozróżnić słów. Był cały spięty i coraz bardziej się bał. W pewnym momencie poczuł, że spada coraz niżej i niżej, spada coraz szybciej. – No, to teraz ze mną koniec.- pomyślał i uznał, że warto było by zmówić jakąś modlitwę. – Ale jaką? – zastanowił się. Starał sobie jakąś przypomnieć, ale miał zupełną pustkę w głowie. – Czy naprawdę żadnej nie pamiętam. Przecież tego się tak od razu nie zapomina. Rozpaczliwie szukał w myślał słów, które złożyły by się w treść znanej modlitwy. Ale żadne nie przychodziły. Wprost przeciwnie, na usta cisnęły mu się bluźnierstwa, jakich nigdy do tej pory na głos nie wypowiadał. Postanowił więc zaniechać modlenia się i oddać w ręce opaczności. – Co będzie, to będzie. – pomyślał. - Nic gorszego niż śmierć nie może mi się przydarzyć. Wtedy zalała go ogromna jasność. Czuł, że w niej tonie. Jasność raziła jego zamknięte oczy, przenikał przez zamknięte powieki i drażniła nerwy wzrokowe. - Czy to już ranek? - pomyślał i otworzył oczy. Zrobił to jednak z dużym trudem. Czuł się słaby, bardzo zmęczony i nie miał ochoty na jakikolwiek wysiłek. W pokoju było jasno. Naprzeciwko siebie dostrzegł źródło tej jasności. Było to stare, drewniane okno pozbawione firanki. Jego wzrok powędrował do góry. Tam ujrzał biały poplamiony sufit, z zaciekami gdzie sufit w rogu łączył się ze ścianą. Na suficie umieszczone zostały dwie lampy jarzeniowe, ale teraz się nie świeciły. Omiatał wzrokiem ściany w ich górnych partiach, ale nie zobaczył tam nic ciekawego. Jedynie zszarzałą biel farby, która odchodziła w niektórych miejscach. Jego wzrok przesuwał się coraz niżej, ale i tam nie było nic interesującego. Próbował spojrzeć w bok, ale nie mógł, bolały go wszystkie mięśnie. - Co jest. – pomyślał. – Czemu nie mogę się ruszać. I wtedy zobaczył nad sobą zatroskaną twarz matki. - Synku. – wyszeptała i z jej oczu popłynęły łzy Chciał powiedzieć, że nic mu nie jest, żeby się nie martwiła, otworzył usta, ale nie mógł wydobyć głosu. Usłyszał tylko dziwne rzężenie i poczuł ogromny ból. - Nic nie mów synku. Jeszcze nie teraz. Pójdę po lekarza. - Po co po lekarza. – pomyślał. – Przecież nie jestem chory.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%