Rodzina · 10 min czytania
Kiedy nic nie dzieje się bez powodu ...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
******************************
- Kancelaria adwokacka, Marianna Domagało, słucham? - młoda dziewczyna siedząca za ogromnym biurkiem dwudziesty drugi już raz dzisiaj wypowiedziała te słowa. Przełączyła na kanał szósty, do pana Łodygi i wzięła łyk kawy. Jej długie nogi ledwo co mieściły się pod tym biurkiem. Miała na sobie elegancką garsonkę i buty na szpilkach, koszulę z kołnierzykiem, włosy starannie upięte w kok. Siedziała przy komputerze i wklepywała jakieś dane. Jej miejsce pracy, ogromne biurko, w ogromnym pomieszczeniu. Ściany koloru piasku na pustyni. Obrazy z najdroższych chyba galerii w mieście. Kanapa i dwa fotele ze skóry dla klientów, żeby mogli poczekać, gdy jej szef jest zajęty. Ogromna palma. Pomimo przytłoczenia wielkością i przepychem tego miejsca, było tam dość przyjemnie. Paradoksalnie co prawda, ale przyjemnie. Kiedy jednak mija ósma godzina pracy nawet przyjemność może przestać być przyjemną. Dziewczyna spojrzała na zegarek. Jeszcze piętnaście minut. Ostatni klient powinien zaraz wyjść. Jeszcze tylko chwila. Skończy tworzyć ten dokument, umyje kubek, wyłączy komputer, przedstawi liczbę klientów na następny dzień swojemu szefowi i będzie mogła iść do domu. Marzyła już o tym, co zrobi zaraz po powrocie do swojego mieszkanka. Zrzuci z siebie to niewygodne ubranie, napuści wodę do wanny i porządnie się w niej zanurzy, po samą szyję. W dużej ilości piany i jej ulubionego olejku waniliowego. Puści sobie Grahama Kendricka tak głośno, jak to tylko możliwe i wejdzie w zupełnie inny świat. Zapomni o tym, co było w pracy i o tym wszystkim innym, co tylko zapełnia jej umysł. Zacznie się modlić. Od czasu kiedy wyprowadziła się z domu minęły już dwa lata, a w jej życiu bardzo dużo się zmieniło. Można powiedzieć wszystko się zmieniło. Obróciło się do góry nogami. Kiedy szukała miejsca, w którym mogłaby zamieszkać, trafiła na ogłoszenie. Jakaś starsza pani potrzebowała opieki, a w zamian za to oferowała zamieszkanie. Miała wolny pokój. To było idealne rozwiązanie, pomyślała sobie wówczas. Zadzwoniła do niej i po krótkiej rozmowie została zatrudniona. Mieszkała u niej całe półtorej roku, potem musiała się wyprowadzić, bo starsza pani umarła. Ten czas jednak, który dano im razem spędzić, był najpiękniejszym czasem w jej życiu. Na początku nie mogła się przyzwyczaić do trybu życia swojej podopiecznej. Denerwowała się też, że ona ciągle napastowała ją swoimi poglądami. Ale w końcu, któregoś dnia, gdy modliły się razem, a raczej kiedy starsza pani się modliła, a ona tylko siedziała trzymając ją za rękę, poczuła, że jej dłoń robi się strasznie gorąca. Jednocześnie usłyszała w swoim sercu jakiś dziwny głos, który pytał, dlaczego nie modlisz się razem z moją córką? I to nie był głos, który dręczył ją od kilkunastu już lat. To była zupełnie inna barwa. W tym głosie była potęga, tak że słysząc go, naprawdę się przestraszyła. Ogarnął ją strach i nagle poczuła, że jest taka pusta w środku. To tak, jakby nadmuchano ją jak balon. W środku było tylko powietrze. Bała się, że ten głos dotknie ją szpilką i pęknie. Ale to się nie stało. Wręcz przeciwnie. Z sekundy na sekundę stawała się coraz cięższa. Jej serce robiło się mięsiste. Otworzyła oczy i zobaczyła na twarzy starszej pani uśmiech. Odwzajemniła go. Tej nocy nie poszły spać. Rozmawiały do białego rana. Było tyle pytań. I tyle odpowiedzi, które chłonęła łapczywie. Nie chciała, by cokolwiek jej umknęło. Z godziny na godzinę czuła, że w jej życiu znika niepewność, smutek i bunt. Pojawiała się za to miłość i ogromne pragnienie poznania Go. Wiedziała, że od teraz już nic nie będzie takie samo. Dzięki starszej pani poznała wówczas wielu wspaniałych ludzi. Wśród nich nauczyła się rozumieć siebie i swoją relację z Bogiem. Przestała się bać wypowiadania się, głośnej modlitwy. W międzyczasie znalazła tę pracę, którą wykonuje do dziś. Jeden z braci, szanowany adwokat, potrzebował akurat sekretarki. To była naprawdę fajne zajęcie. Kiedy zdarzało się, że nie miał klientów, prosił ją do siebie i rozmawiali o Jezusie. A ona tak bardzo wtedy tego potrzebowała. Do dziś zresztą potrzebuje. Cios przeżyła tylko wtedy, gdy umarła starsza pani. Długo nie mogła się z tego otrząsnąć. Kiedy jednak zobaczyła, że wszyscy ich wspólni znajomi nie płaczą, a wręcz przeciwnie cieszą się, że wreszcie jest z Panem, ona też zaczęła tak na to patrzeć. W sumie to nawet ma lepiej od nas, myślała sobie. Pierwsze dni na wynajętym mieszkaniu były ciężkie. Czuła się jakoś tak samotnie. Wracały też do niej coraz częściej te głosy. Głosy jej drugiego ja. Prosiła Boga, by pomógł jej rozwikłać tą tajemnicę, ale On milczał. Wtedy przeżyła swój pierwszy kryzys. Była zła na Boga, oskarżała Go, że jest taki sam jak jej rodzina. Też wszystko przed nią ukrywa. Że się nią nie interesuje. Krzyczała, a za chwilę płakała i przepraszała Go, bo miała wyrzuty sumienia. Nie mogła jednak zrozumieć dlaczego On nie chce jej pomóc. Wtedy, jednego wieczoru odwiedziła ją pewna…