Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

Kiedy słońce jest nad nami

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wiktor skończył pracę punktualnie o piętnastej. Dzisiaj w firmie było wyjątkowo nudno. Papierki, papierki i papierki. Przeglądał, przekładał, segregował, odrzucał stare i niepotrzebne. Miał dość! Na dzisiaj starczy.

Na dworze blaskiem żarzyło się słońce, przeganiając cienie z najgłębszych zakamarków ulic. Docierało nawet do ludzkich myśli i wyrzucało z głów te ponure i szare. Delikatny wiatr chwytał w swe dłonie wszystkie ciemne kolory dnia i zanosił je na niebo, pomagając przyozdobić się pani nocy w swą ulubioną szatę.

Wiktor miał swe biuro na ostatnim piętrze zahaczającego o najcieplejsze promienie słońca, wieżowca. Sprawdził czy na pewno wszystko wyłączył, czy wszystkie swoje rzeczy ma ze sobą i wyszedł, zamykając drzwi na klucz. Wsiadł do windy, nacisnął przycisk P i kabina ruszyła w dół. Na drzwiach pojawiały się kolejne numeru 49… 48… 47… Gdyby przyglądał się każdemu z nich i odliczał w pamięci, zapewne na dole już by spał, więc wolał nie ryzykować. Odwrócił się i stanął twarzą do lustra znajdującego się na tylnej ścianie pomieszczenia. Przyglądał się sobie. Był dumny z tego co widział. No cóż… to było tylko lustro…

Widna stanęła a drzwi otworzyły się wyrywając młodego mężczyznę z samo zachwytu. Wyszedł z kabiny i ruszył w kierunku drzwi wyjściowych. Po drodze pożegnał Timonka, ochroniarza budynku, a raczej recepcjonistę. Oni teraz wszyscy są uniwersalni i pełnią jednocześnie wiele funkcji. Z tym, że Timonek nie nadawałby się raczej na ochroniarza. Nie te lata, nie ta krzepa… był za to miły i dobry. Wyszedł na zewnątrz.

Słońce zaglądające przez okno biurowca nie było tylko iluzją. Na dworze rzeczywiście było bardzo ciepło. Zdjął płaszcz i włożył go pod pachę. Ruszył w kierunku parkingu, gdzie stał jego U K O C H A N Y samochód.

Kiedy słońce znalazło się tuż nad nim, a cień znikł, choć on wcale tego nie zauważył, dobiegł do jego uszu cichy, delikatny, ,kojący śpiew. Machinalnie rzucił spojrzenie w stronę, która teraz, podświadomie, wydała się dla jego umysłu najważniejsza i najciekawsza.

Na chodniku, biegnącym wzdłuż parkingu stała jakaś kobieta i śpiewała, nuciła jakąś melodię. Nie wyglądała zbyt schludnie, nie była też nazbyt piękna i młoda. Miała nieco poniszczone ubranie, gdzie niegdzie uszkodzone i prawie całe pomięte, jakby w nim spała. Włosy miała długie i… złote, ale widać że już od paru dni nie myte. Dłonie, którymi wymachiwała w rytm melodii były chude i zniszczone przez czas i cierpienie, którego musiała doświadczyć w życiu.

Choć sam nie wiedział czemu, ale kobieta przyciągnęła jego uwagę na tyle, że zbliżył się do niej. W jej ruchach widział coś znajomego, choć nie wiedział C O to takiego było.

-Ładnie pani śpiewa. – odezwał się, wyciągając z płaszcza paczkę drogich fajek. Wyciągnął z pudełka jedną i zapalił.

Przed kobietą leżało niewielkie pudełeczko, w którym lśniły drobne monety.

-To pani sposób na życie? – odezwał się ponownie, zaciągając się papierosem i wydmuchując dym w kierunku słońca.

-Robię to co lubię – odparła, ucinając na chwilę melodię, ale nie przestając tańczyć, tak jakby melodia płynęła w jej umyśle, a ona ją tylko odtwarzała. – To jedyne, co życie mi pozostawiło.

-Rzeczywiście… - odparł uśmiechając się ironicznie. – Przypomina mi pani kogoś – dodał za momencik – Dla tego podszedłem.

-Wielu tak mówi – odparła, wracając do swojej melodii i unosząc się w delikatnym jak podmuch wiatru, tańcu.

-Tylko nie wiem kogo… - zastanawiał się, patrząc na tą dziwną kobietę.

Lubił poznawać obcych… dziwnych ludzi. Potem lubił o nich opowiadać w pracy w czasie przerwy. Rozbawiał takimi historyjkami towarzystwo, często dokładając parę groszy od siebie do całego D O W C I P U. Niektórych jego kolegów to bawiło inni uważali, że to nie do końca w porządku korzystać z nieszczęścia i niepowodzeń innych. Jemu to było obojętne. To w końcu było samo życie – jak to określał.

Stał jeszcze przez moment, szukając odpowiedzi na wibrujące w jego umyśle pytanie KOGO przypominała mu ta kobieta? Jej ruchy? Jej głos? Odpowiedź nie przychodziła mu jednak do głowy a myśl ta absorbowała go tak bardzo, że zaprzestał wszelkich rozmów z tą D A M Ą. Wyciągnął w końcu z kieszeni parę drobnych, za które zwykle kupował kawę w dystrybutorze ustawionym na swoim piętrze w pracy i wrzucił kobiecie do koszyka. Odwrócił się i zaczął iść w kierunku samochodu pochłonięty swoim rozważaniem.

-Dziękuję – krzyknęła kobieta. Odwrócił się, by odwzajemnić się uśmiechem, albo raczej grymasem gdy nagle, obraz który ujrzał, sprawił że stanął nieruchomo… Już wiedział kogo przypominała mu ta biedna kobieta. Jej ruchy, jej głos, jej taniec był jak taniec Moniki… jego pierwszej miłości. Roześmiał się pełnym głosem i wrócił do kobiety.

-Już wiem, kogo mi pani przypomina! – rzekł. – Choć to głupie i śmieszne… Nie uwierzyłaby pani, ale w tych…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kiedy słońce jest nad nami — czytnik · opowiadania