Filozofia · 3 min czytania
Kilka chwil północy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Znów, tu jestem sam. Znów, me kolana po upadku zakrwawione. Niczym jestem wobec boleści i słabości mej. Pragnąc wierności dochować, znów znalazłem się u schyłku mego człowieczeństwa. Gdziesz siła i męstwo me. Ileż to przyrzeczeń i zapewnień krwią własną napisanych. Ileż jeszcze razy napluje na wizerunek tak dla mnie święty. Pragnienie miłości w osłupienie żalu się przerodziło. Miłość żąda ofiary. A ja szukając olbrzymów, rzeczy maleńkich a pięknych nie widzę. Sługą jego w pierwszej ławie. A w oczy spojrzeć nie sposób; utonąłbym w nich. I kimże okazałbym się? Marzycielem o zbyt wybujałej wyobraźni, rzucającym słowami jak swoją własnością. Do modlitwy wstyd, do radości niechęć. Koniec wieków, średniowiecze mego jestestwa. A egzystencja trwa. Gdzież jest o śmierci oścień twój, czekam. Zwlekasz. Nic nie powiesz? pragniesz bym z tęsknoty zmarł. Lecz przechytrzę Cię. Bom od środka zmarłym jest. Duch mój ciężarem uciśniony, tylko spojrzenia pełne troski rzuca wokół siebie. A ja na to tylko historię mą mogę mu przeciwstawić? choć powtarza się ona tyle już razy.
Jestem skończony Poszedłem…