Fantastyka · 6 min czytania
Kilka gdzin z innego świata.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
(...) Pamiętam ze skierowałem się do tyłu kościoła, aby sobie usiąść. Gdy tam doszedłem, to spostrzegłem wujka, który siedział ze swoja żoną po drugiej stronie kruchty kościoła. Do mnie natomiast przysiadł się ich syn, mój kumpel, Krzyś. Gadaliśmy trochę, lecz jak to w kościele, zaraz nas uciszono. Czekałem na mamę i ciocie, aby iść na mszę... Przyszła Ciotka, podeszła do nas i rzekła: -Idziecie, czy tu chcecie zostać? Odparłem pod dłuższej chwili: -Zostajemy... Już Ciotka chciała ruszać dalej, w stronę wnętrza kościoła, aż tu nagle zauważyłem... Jednostkę EZT, chyba en57, ale miało coś inne światła... Mknął z zawrotną prędkością środkiem kościoła, wprost do wyjścia. Patrzę, na wujka a ten ze swoja żoną chce wejść do środka, przez drzwi, które zaraz przeleci jednostka, wiec krzyknąłem: -Wujek! Uważaj! Zrozumiał o co chodzi, po czym szybo się odsunął... Jednostka wpadła do kruchty, mknęła szybko, lecz bezszelestnie... Otworzyły się drzwi, wchodził akurat Robert, nie zdążył zorientować się, co tu zaszło, bo gdy tylko zrobił krok, to natychmiast jednostka pchnęła owe drzwi, otwierając je w drugą stronę, przy czym, jak się domyśliłem zmiatając Roberta. Znikła. Nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem. Wyszedłem z kościoła, patrzę, a Robert stoi obok wejścia cały spocony i ze strachem na mnie: -Co...oo to..ooo kurwa było... ?! Nie mogłem mu odpowiedzieć, gdyż usłyszawszy dźwięk syreny karetki, straży pożarnej, pobiegłem kawałek dalej na ulice zobaczyć, co się stało. Cisza, spokój. Tylko zobaczyłem mamę. Gdy była dość blisko to krzyknęła: - Wiesz co tam się stało?! Odparłem: - Nie wiem, ale chyba nic dziwniejszego, aniżeli tu... Mama indagowała: - Pociąg wpadł w boisko szkoły... Nie dowierzałem, lecz stanowczo rzekłem: - Idziemy tam! Po krótkiej i nie istotniej wymianie zdań, poszedłem z mama, ciotką na podwórko szkoły, oddalone o jakieś 200 metrów. Dochodząc tam, widzieliśmy już z daleka sylwetkę przewróconego pociągu, wbita w sklepik szkolny, ale tez obok na chodniku stały dwa samochody, tak jak by zostały uderzone ów pociągiem... Zero gapiów, cisza spokój. Ani karetki ani straży pożarnej, które wcześniej słyszałem... Wszędzie było jakoś dziwnie, na ziemi były słabo widoczne elementy, które miały wyblakłą, czerwoną barwę, widząc mój zdenerwowany wzrok, podszedł do mnie pewien pan i powiedział: - Wszystko zostało zalane specjalnym płynem, widzisz tylko to, co podpowiada ci twoja wyobraźnia. Nic z tego nie zrozumiałem, lecz pytanie samo wyszło: - Przepraszam najmocniej, ale co zostało "zalane"? Odparł ten pan: - Flaki, wnętrzności ludzi, którzy wypadli z tego pojazdu... Zrobiło mi się niedobrze... Musiałem iść usiąść na murek. Usiadłszy tam, zwróciłem baczniejszą uwagę na ten pojazd. To teraz przypominało mi bardziej autobus (Neoplana n4021), sam już nie byłem pewny. Postanowiłem zainteresować się samochodem, stojącym opodal. Skierowawszy się do niego, zauważyłem, że na ziemi leży teraz pełno ludzkich rąk, dłoni, nóg, i chyba