Melodramat · 13 min czytania
Kilka minut szczęścia (cz.4)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jego perfumy falowały w powietrzu doprowadzając mnie do szału. Nie, że mi się nie podobały. Wręcz przeciwnie- były tak pociągające, wprost seksowne o ile można takim nazywać zapach- że mogłam ,,łykać” je garściami. Dało się zauważyć, że Michał specjalnie na nich nie oszczędzał, skoro jedynie siedząc obok czułam ich ostrą woń. Piotrek nigdy się nie perfumował. Zauważyłam, że w sumie żaden z moich dotychczasowych chłopaków nie pachniał jak dotąd inaczej niż mydłem Fa czy proszkiem Omo. A błąd. Mężczyzna używający ładnych perfum jest o wiele bardziej atrakcyjny niż ten, który nie posiada ich wcale. Niestety tak małą wagę przywiązują, do tegoż ,,wabika”. A rezultat jest i to całkiem spory... - Widziałem twoich rodziców. Gdzieś się wybierali... - Tak, na kolację do miasta - wyprostowałam nogi i rozluźniłam wszystkie mięśnie kładąc głowę na oparcie. Dla większego efektu zapominając, że nie jestem tu sama rozłożyłam ręce, ale szybko je cofnęłam czując, iż zajęły niewłaściwe miejsce, najwyraźniej na nodze Mojego Ideału. - Strasznie jesteś płochliwa - powiedział cicho, z nutką tak dobrze znanej mi już ironii. Otworzyłam oczy, a wszystkie lampki w mózgu zapaliły się natychmiastowo gotowe do ataku. - Tak? To nie było spłoszenie, myślałam, że mogłoby ci przeszkadzać, że trzymam na tobie ręce, ale skoro nie... - z lekkim uśmiechem, który był raczej przekorą, aniżeli objawem radości, lekko dotknęłam jego nogi. Poczułam ogromny dreszcz, gdy tak beztrosko położyłam dłoń na jego nodze. Nodze...? O ile nogą można nazwać miejsce, w którym znajduje się kieszeń i prawie że rozporek. Michał zaśmiał się kiwając z niedowierzaniem głową. - Nie o to mi chodziło. Ogółem jesteś płochliwa. Ten konik polny, krab wtedy na plaży... - Po prostu nie przepadam za zwierzętami - przymknęłam oczy i na nowo spróbowałam się rozluźnić. Ale jak można się rozluźnić, trzymając rękę prawie że na genitaliach Mojego Ideału Mężczyzny? Michał poruszył się niespokojnie, a ja udawałam, że zupełnie na mnie nie działa sytuacja w której się znalazłam. Równie dobrze mogłabym dotykać ławki, czyż nie? Prawie, że się uśmiechnęłam na myśl, jaka odwiedziła moją szaloną główkę. Zawsze byłam nieokiełznana i uwielbiałam droczyć się z innymi, toteż nie trudno było o różne ,,głupstwa”, których wymyślałam setki na zawołanie. Jeszcze chwilę zastanawiałam się, czy aby na pewno nie przekroczę pewnych granic przyzwoitości, po czym udając zmęczoną ziewnęłam przeciągle przy okazji lekko tarmosząc palcami jego spodnie. Tarmosząc...? Hm... wyglądało to raczej tak, jakbym spróbowała się go złapać. Oczywiście był to tylko niewinny skurcz mięśni spowodowany ziewaniem. Przynajmniej tak to miało wyglądać. - Nie za wygodnie ci? - spytał Michał siląc się na naturalny ton. Miałam go w garści. Pierwszy raz w życiu to on musiał udawać ,,normalnego”, nie ja. - Czy ja wiem... mogłoby być wygodniej – oznajmiłam, całkowicie wkręcając się w zabawę, której reguł On niestety nie znał. Obróciłam się w prawo, położyłam nogi na jego kolana- zupełnie tak jak pamiętnego wieczoru na plaży- i uśmiechnęłam się triumfalnie. Kobiecy seksapil potrafi zdziałać cuda. Miałam przewagę tym bardziej dlatego, iż siedziałam jedynie w krótkiej, przewiewnej spódniczce i bluzeczce. Wszystko wyglądało tak, jakbym go jawnie uwodziła. To była ta moja zabawa- prowokowanie, za którym tak naprawdę nie kryły się żadne niecne zamiary. Często robiłyśmy tak z dziewczynami- podrywałyśmy brzydkich i odstraszających chłopców, aby potem wystawiać ich do wiatru. Już dawno zapomniałam jak to jest... już dawno wyrosłyśmy z takich ,,igraszek”. - Jesteś rozkapryszoną dziewuchą - powiedział poważnym tonem, choć dobrze wiedziałam, iż kryje się za tym żart. - Wiem - posłałam mu zalotne spojrzenie- Dlatego wszyscy mnie tak lubią. - Wszyscy cię lubią? - spytał z niedowierzaniem. Aktorem był genialnym. Zupełnie jak ja... - A bierzesz też pod uwagę ludzi z kręgu ,,dopiero poznanych”? - Tak - zbliżyłam się uginając nogi. - I nadal jesteś pewna, że wszyscy? - droczył się dalej. Uniosłam jego podbródek i nadal trzymając go spojrzałam mu prosto w oczy. - A co, nie lubisz mnie? - spytałam zaczepnym tonem, nie odrywając wzroku od jego oczu, które były już bardzo blisko moich. - Nie lubię, gdy ktoś pozwala sobie na zbyt wiele - powiedział cicho coraz widoczniej rozpływając się w moich wdziękach. Poczułam silny zapach jego perfum. - To będzie zbyt wiele? - zapytałam uwodzicielskim tonem po czym przełożyłam nogę i usiadłam przodem do niego, na jego kolanach. Uśmiechnął się ledwo ukrywając, jak bardzo podobają mu się te moje ,,zabawy”. Spuścił wzrok na co ja zareagowałam tym samym. Na szczęście spódniczka zakrywała mi niedozwolone ,,miejsce” mimo swojej niezbyt okazałej długości. Znów dopadło mnie uczucie ,,braku śliny”, które oznaczało, że za chwilę mogę zapomnieć, iż chciałam się jedynie pobawić Jego uczuciami. - Oj tak... - szepnął patrząc mi głęboko w oczy. - Więc mam zejść? - zaproponowałam z uśmiechem widząc, jak bardzo pragnie bym dalej go zwodziła. Czyżby załapał, iż to jedynie prowokacja i tylko udaje zdezorientowanego...? - Raczej powinnaś... – oznajmił, wprowadzając mnie w coraz większą niepewność, którą z całych sił starałam się ukryć. - A jeśli powiem ci, że wisi mi czy mnie lubisz...? - dotknęłam jego rąk, po czym powoli poprowadziłam każdą wzdłuż moich nóg puszczając, gdy ,,dowędrowały” do ud. Chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, a ja czułam, że jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek. I to nie tyle fizycznie, co psychicznie. Wprost pożeraliśmy się wzrokiem. Nagle Mój Ideał- nadal patrząc mi uporczywie w oczy- zaczął ,,sunąć” dłońmi coraz wyżej wślizgując się powolutku pod spódniczkę. Uśmiechnęłam się podziwiając jego odwagę. Czując nieodpartą chęć zaznania smaku jego boskich ust powoli zbliżyłam głowę. - Masz szesnaście lat - powiedział cicho. - Szesnastolatki kochają zabawę. - Seks nie jest zabawą. - Kto tu mówi o seksie - zaśmiałam się czekając na jego ruch. Już prawie stykaliśmy się ustami. - Nie wiesz jeszcze, że takie ,,zabawy” do…