Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Polityka · 5 min czytania

Kilka słów w obronie feministek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Postanowiłam się wypowiedzieć na poruszony niedawno na tym forum temat feminizmu. Zauważyłam, że niektórzy nie mają zielonego pojęcia w tej kwestii, a i tak zabierają w niej głos. Tłumaczę to sobie ich młodym wiekiem albo chęcią zaistnienia na forum publicznym, bo nie chcę używać słowa ignorancja czy gorszych…

Przyznaję, uważam się za nieformalną feministkę, trudno, niech mnie ojciec dyrektor obłoży klątwą, a moherowe berety obrzucą jajami. Przyznaję, mam skrajnie radykalne i rewolucyjne poglądy typu, że kobieta i mężczyzna powinni mieć równe prawa, dostawać takie same pieniądze za taką samą pracę, mieć prawo do piastowania wysokich stanowisk w polityce, biznesie itp… wiem, że moje poglądy to herezja, liczę się z surowością Wysokiej Inkwizycji. Ale zanim mnie dosięgną jej długie i obślizgłe macki chcę dodać, że mimo XXI wieku w wielu częściach świata sytuacja kobiet nie wygląda różowo. Są bite, poniżane, gwałcone, a prawo w ich krajach chroni oprawców, czyli mężczyzn. Państwo i religia jakoś nie występują w ich obronie, choć obrona słabych i pokrzywdzonych powinna być ich psim obowiązkiem. Kobiety i dzieci to wciąż i niezmiennie ofiary przemocy, której jakoś nikt nie chce ukarać.

Sytuacja kobiet w naszym kraju też wcale nie wygląda różowo. Wiele z nich mogłoby opowiedzieć, czego doświadcza w tak zwanym zaciszu domowym. A sprawcy często pozostają bezkarni za względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu. Wiele jest jeszcze do zrobienia, jeśli chodzi o równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Powoli dociera do świadomości kobiet fakt, że mają takie same prawa jak ich mężowie i ojcowie, ale niektóre szanowne instytucje, jak choćby Kościół katolicki, jakoś im w tym nie pomagają, wytrwale broniąc niektórych szowinistycznych praw. Księża, mając widocznie kobiety za jakieś intelektualnie upośledzone istoty, odmawiają im prawa do decydowania o własnym ciele i losie. Bo to jednak na kobietę głównie spada odpowiedzialność za potomstwo – to ona, a nie Kościół wychowuje dzieci. Prawo do antykoncepcji i aborcji powinno być więc właśnie wpisanym w Konstytucję prawem, a nie luksusem. Odmawiając kobiecie tego prawa traktuje się ją jak obywatela drugiej kategorii, kogoś odmóżdżonego i niemoralnego, kto będzie z dziką satysfakcją zabijał własne dzieci – jakby aborcja dla kobiety

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kilka słów w obronie feministek — czytnik · opowiadania