duchy · 7 min czytania
Kim jest noc?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tak dawno temu, że nawet najstarsi ludzie jakich znam tego nie pamiętają, na ziemi, młodej wówczas jeszcze i zupełnie dziewiczej, w niewielkiej osadzie mieszkała młoda, niezwykła dziewczyna. Dlaczego niezwykła? Jej oczy, przypominały głębokie jeziora, cerę miała jasną, usta niewielkie, lecz skore do uśmiechu, rubinowe, niczym maliny, zachęcające mimowolnie do ich całowania, to wszystko zaś okalały lśniące, hebanowe włosy. Była najwdzięczniejszym stworzeniem z tych, które do tej pory chodziły po powierzchni ziemi. Niektóre podania twierdzą, że była elfem. Nie wierz im, była człowiekiem, tak samo jak ja, czy ty. Mimo wszystkich swoich uroków, śliczna, anielska twarz, z pozoru tak wrażliwa ukrywała kamienne, pełne przekory i zazdrości serce. Świadoma swej urody, bez litości, z czystej zawiści i próżności rozkochiwała w sobie młodych mężczyzn do szaleństwa, dając im złudne nadzieje, kusząc słodkimi kłamstwami, by potem, bez skrupułów jednym słowem złamać ich serca. Potem odchodziła z uśmiechem tryumfu na twarzy. Tak było, pewnie trwałoby to jeszcze długo, gdyby nie poznała podróżnego grajka, który swą muzyką potrafił skruszyć kamienie i przyzwać lotne, strachliwe ptaki, oczarować ludzi, dzikie zwierzęta obłaskawiać. Uwiódł piękną dziewczynę tak łatwo, jak ona chwytała w swe sieci naiwnych chłopców. Zakochała się w słodkim śpiewie śpiewaka, a on obiecywał tak wiele. Spotykali się nocą, przy ciemnym jeziorze, szeptali miłosne słówka. Mówił, że zawsze tu będzie, że do śmierci jej już nie opuści. Czy kłamał, kto wie? Może dobre miał intencje, lecz cóż z tego dla niej? Zostawił samą, piękną dziewczynę, pokazał co to znaczy serce złamane. Odszedł. Grając dalej i śpiewając słodkim głosem. Zniknął w mroku, który następował po dniu, nieoświetlany żadnym światłem. Noc, mroczna i obca go zabrała, ukradła dziewczynie. Las, wcześniej pełen miłości i ciepła powitał ją pustką i zimnem, nikt na nią już tutaj nie czekał, a jezioro, zawsze spokojne, szeptało tylko szumem trzcin. Poraz pierwszy kochała i po raz pierwszy poczuła gorycz rozstania i tęsknoty. Błagała bogów o litość. Prosiła, by dali jej spotkać kochanka. Chciała wydrzeć życiu jeszcze kilka chwil u jego boku. Poczuła to, co przez nią nieraz czuli inni. Żałowała. Tak, chciała cofnąć czas, bledła, a jej oczy traciły blask. Hebanowe włosy straciły gładkość. Surowi bogowie, tak długo głusi na jej modlitwy, widząc jej płacz, patrząc jak wzywa mrok by ją pochłonął i dał schronienie usłuchali jej próźb. Gdy świat okrył całun ciemności, porwali ją i wynieśli na niebo, wysoko, ponad szczyty gór. Posadzili na srebrnym tronie, a wylane wcześniej łzy zmienili w krople diamentowe. Młode, własnie narodzone by jej służyć, boginki zbierały małe klejnoty, a ciche nietoperze wpinały je we włosy dziewczyny. Nocne ptaki czesały jej włosy, dopóki nie powrócił w nie blask, a jezioro oddało błysk jej oczom. Wiesz już, jak jej na imię? To Luna, księżyc, co wschodzi co noc, a gwiazdy, to łez kamienie wplecione we włosy czarne niczym heban. Czy usłyszała swojego kochanka? Codzień go słyszy, gdy zstępuje z nieba, żegna ją jego śpiew, budzący do życia ptaki i dzikie zwierzęta, gdy wschodzi, słyszy kołysanki śpiewane dla świata. Kim on jest? To Sol, słoneczny kochanek Księżyca,