Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 15 min czytania

Klan Rufquantensonów cz.3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

-------------------------------------

Od autora: Przypisy jakie w tym formacie opowiadania są hm.. sprezentowane mogą mieć formę nieczytelną. Nie zrezygnowałem z nich jednak, bo moim skromnym zdaniem jeżeli coś stanowi siłę tego opowiadania, to właśnie one. Przepraszam za ewentualne kłopoty z klarownością czytania. Ale to wina serwisu (mam nadzieję, że nie narażam się pisząc takie rzeczy.) Pozdrawiam, i życzę miłej lektury.

-------------------------------------

...bo piorun trafił łódź i zwęglił ją w ułamku sekundy. Czarny szczątek wikińskiej łodzi zaczął powoli zapadać w mętne wody Morza Bałtyckiego* . Gdyby spojrzeć z perspektywy tonącego drewna na brzeg, zobaczylibyśmy stado potężnie zbudowanych barczystych ludzi. Gdyby się do nich przybliżyć, dałoby się zauważyć kwadratowe kudłate głowy okute w rogate hełmy. Z jeszcze bliższej odległości, bylibyśmy zdolni rozróżnić, że znajdują się tam nawet kobiety. Wikingowie stali na brzegu i patrzyli tępo w morze. Gdy po kilku godzinach łódź utonęła Lars Długoręki krzyknął swoim niewieścim głosem: - To był dobry człowiek... – przytaknął mu chór nieśmiałych pomruków – dobry wódz... – chór zawtórował – i... chodźmy się napić!

**

- Pyszne! Magnus byłby dumny z tej solonej wieprzowiny! - A z tego boczku... - I pieczonych ziemniaczków... - I wina! - Przecież my nie mamy wina! - No, teraz już nie! - Oż ty szwedzka zakało! - Twoja matka to żelazko! Świętowanie, czy raczej opłakiwanie śmierci Wodza, odbywało się w tradycyjny norweski sposób. Spożywano wszystkie rodzaje mięs jakie znano, pito beczki alkoholu, wszczynano bójki o byle błahostki oraz co chwila śpiewano gromko „Non Alkohol er helseskadelig” i, tradycyjnie, gdy ktoś zabierał głos, dodawano co chwila: „Magnus byłby dumny.. dolej piwa!”, „Sam Magnus lepiej by tego nie ujął... wino się kończy” lub „Będzie nam go brakowało... Non Alkohol...”. Tym razem jednak do tych wszystkich norweskich zwyczajów pogrzebowych doszło coś nowego. Trzeba było przedyskutować kwestię kto zostanie nowym Wodzem. Jako pierwszy zabrał głos bliski przyjaciel Magnusa, Sigurd Młotobij. - Trzeba rzec... Magnus jest nie do zastąpienia... Ale... – przełknął głośno ślinę – trzeba wybrać kogoś na jego miejsce. Oczywiście, nie możemy robić tego na suche gardło. Podaj alkohol, kobieto! - Piwo czy wino? - I wódkę! No Panowie... Czy ktoś z was, towarzysze, chciałby wysunąć jakąś, może swoją kandydaturę? – Sigurd powoli przesunął wzrokiem po zgromadzonych. Była to przypadkowa zbieranina morderców, wojowników i gwałcicieli brudnych z piwa i tłuszczu. Uśmiechali się do siebie głupawo i opowiadali sprośne dowcipy .. Oczywiście żaden z nich nie podniósł ręki. – Nikt? – odpowiedziała mu totalna ignorancja. I nagle, z tego tłumu spoconych, owłosionych ciał wysunęła się nieśmiało do góry owłosiona i spocona ręka należąca do owłosionego i spoconego Petera Długorękiego. – Peterze! Śmiało! - Jak wszyscy zapewne wiecie mam kuzyna na kontynencie. I on mówił.. że coś tam słyszał.. że na mieście mówili.. o czymś nowym, co nazywa się „Wolna Elekcja”. Wybuchł ogromny gwar. Dziewicze rumieńce wlały się na ogorzałe twarze wikingów. Dało się słyszeć szepty: „O knulle, słyszałeś to? Co to za nowa erekcja? Co znaczy wolna?”. Powietrze pachniało konsternacją. Sigurd odważył się odezwać na forum. - Że.... że co? Jaka erekcja? - Nie erekcja, tylko elekcja! – zapach konsternacji uleciał z powietrza tak szybko, jak Francuzi zwykli uciekać z pola bitwy. Czyli bardzo szybko. Wojownicy odetchnęli z ulgą, w ich oczach jednak dało się zauważyć iskrę rozczarowania. Peter kontynuował – Każdy z nas chwyta za papier i coś do pisania, smaruje imię swojego kandydata, później to się liczy i ten, kto ma najwięcej głosów automatycznie zostaje władcą. - Jest mały szkopuł. - Tak? Jaki to „mały szkopuł” widzisz? - Nikt z nas nie potrafi pisać. - Och... No, co racja to racja. Przekonałeś mnie, to istotnie jest dosyć duży problem. Ale jak mawiał mój dziad, każdy problem ma rozwiązanie. Może zrobimy tak: Ktoś zgłasza kandydaturę, kto jest za podnosi rękę, jak osiągniemy ponad połowę głosów, to wracamy do zabawy i mamy nowego wodza! – Na pomysł o powrocie do hulanki Norwegowie hucznie odkrzyknęli „Dobrze gada!” i czekali na nazwisko pierwszego kandydata, żeby skończyć z nieistotnymi sprawami** i popaść w stan zaburzenia pola grawitacyjnego. Niespodziewanie wstała Marietta Rufquantenson. Powoli ogarnęła wzrokiem całe towarzystwo i poczęła mówić. - Magnus był dobrym człowiekiem - Był! – odkrzyknęli zgodnie zgromadzeni. - Magnus był dobrym wodzem... piwo się kończy.. - Był! - Magnus był oddanym przyjacielem. - Był! - Magnus zostawił po sobie potomka... - Był! - Więc może ów potomek, nasz młody Hainar, który został na Wyspach przemianowany na Henry’ego pociągnąłby wózek, który pchał jego ród z dziada pradziada? Reakcja wikingów była zgoła odmienna niż można było się spodziewać. Zamiast zakrzyknięcia: „Zgoda!” i powrotu do zabawy Mały Demon Grymasu*** powykrzywiał usta wojowników w dziwnych krzywiznach, które zdziwiłyby nawet najmądrzejszych matematyków. Pierwszy otrząsnął się Peter. - Hainar? Ten szkocki bękart? Marietto, nie kpij sobie z nas! Jesteśmy plemieniem największych wojowników na Półwyspie, sama nazwa Klanu Urwanego Psu Ucha budzi postrach wśród ludów całej Europy, a nawet wśród tych, którzy pozostają nam nie znani i nawet o nas nie słyszeli! – Strużka śliny pociekła wikingowi po brodzie, niebezpiecznie zbliżając się do kufla pienistego piwa sąsiada po lewej. Ale ani Peter ani jego kompan nie dbali o to. – Powtarzam.. ma nami dowodzić jakiś s z k o t?! – Wyraz „Szkot” został wypowiedziany z premedytacją małą literą, co określało jaki stosunek do mieszkańców Wysp Brytyjskich mają Wikingowie z KUPU – Ha! Moi drodzy pamiętacie jak zaatakowaliśmy tych biednych rudych dewiantów w sukniach? Zgromadzony tłum ryknął śmiechem, i w tym śmiechu trwał, opluwając wszystko do koła i prezentując światu resztki boczku pozostałe pomiędzy czarnymi klockami, które kiedyś prawdopodobnie były zębami. Samo wspomnienie uciekających Szkotów i Szkotek z podniesionymi kiltami**** , krzyczących tylko „Fuckin’ morons, fuck, fuck, Gods will punish you, you fuckin pieces of shit!”, płonących drewnianych chat krytych strzechą i druidów, proszących drzewa (które wikingowe swoją drogą również spalili) o powstrzymanie wrogów. - To byli tchórze, ocierające się o „święte” drzewa ćwoki, śpiewający ballady o dawnych czasach, lubujący się w swojej nieudolnej katatonii dźwięków bardowie i... i... i do tego skąpi! Pamiętacie tego McDonalda, który wolał nam oddać córkę i żonę do zgwałcenia, niż sakiewkę miedziaków. - To akurat było dla mnie całkiem w porządku.. – wtrącił z wyjątkowo krzywym, nawet jak na jego niesymetryczną twarz, uśmiechem Lars. Zawtórowali mu inni wojownicy! - No tak... ale takich winniśmy zabijać a nie słuchać... Dlatego nie, stanowcze nie dla kandydatury Henry’ego Rufquantensona, czy może powinienem powiedzieć McRufquantensona?

**

Zielone wzgórza, nakrapiane tu i ówdzie krowami rozciągały się w całej okazałości na cztery strony świata. Łąki na tych wzgórzach obfitowały w pełen asortyment różnorodnych kwiatów, razem dawały one uderzający i oszałamiająco piękny zapach, który bezskutecznie od lat starają się „skopiować” twórcy mydeł i kostek do toalet. Gdyby stanąć na palcach, za najbliższym pagórkiem można by zauważyć…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%