Komedia · 19 min czytania
KLARA ZE WSI - PODRYWACZ cz. I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
KLARA ZE WSI
Zawsze miałem problemy z podrywaniem dupeczek. To znaczy nie z samym podrywaniem, bo śmiałości do kobiet nigdy mi nie brakowało, a w dodatku jestem przystojny i wygadany. Jednak za każdym razem, gdy zarywałem jakąś laskę, prędzej czy później okazywało się, że jest coś z nią nie tak. Przeważnie prędzej. Odkąd zacząłem oglądać się za panienkami, nie opuszczał mnie dziwny, wprost nieprawdopodobny pech do dziewczyn, tak jakbym przyciągał najbardziej zakręcone, szalone i porypane przedstawicielki płci pięknej. Czasami zastanawiam się, czy kiedykolwiek spotkam fajną, ładną i przede wszystkim normalną dziewczynę? Taką, z którą można porozmawiać na każdy temat, która lubi dobre rżnięcie i wesoły, rozrywkowy tryb życia, a przede wszystkim nie będzie wnerwiać ucha. Czy mam zbyt wygórowane ambicje? Oczywiście, że nie. Nie zrażam się i ciągle szukam, więc może kiedyś się uda? Umówić się na randkę to nic trudnego, zwłaszcza teraz, gdy jest internet. Jestem stałym bywalcem wszystkich polskich serwisów randkowych. Ale nie będę tutaj reklamował takich serwisów jak randka.pl, sympatia.pl czy fotka.pl, bo nikt mi za to nie zapłacił nawet złamanego grosza, więc nie wspomnę o nich ani jednym słowem. Powioem tylko, ze preferowałem te portale, które pozwalały na zamieszczanie swoich zdjęć. Przecież muszę zobaczyć, jak wygląda dupencja, zanim się z nią umówię. To chyba jasne i oczywiste, nie? Nie będę tracił czasu na spotykanie się z jakimś paszturem. Wiem, że wy robicie tak samo, więc na pewno mnie świetnie rozumiecie.
***
Umówiłem się na randkę z Klarą, dziewczyną z prowincji, która zaczęła studia w Poznaniu na Akademii Rolniczej. Z rozmowy na czacie wydawała mi się inteligentna, wesoła i na poziomie. No i te cyce! Miała spory biust, który eksponowała na każdym wysłanym mi zdjęciu dużymi dekoltami i obcisłymi bluzeczkami. Mieliśmy spotkać się o dziewiętnastej w Sfinksie. Przyszedłem piętnaście minut przed czasem, by zająć dobry stolik i trochę cię naczekałem bo Klara przyszła dopiero o pół do ósmej. Była ubrana w różową, obcisłą bluzeczkę z dużym dekoltem, z którego wprost wylewały się jej wielkie cycki, miniówkę w tym samym beznadziejnym kolorze i wieśniackie sandałki. Od razu zauważyłem, że nie założyła stanika. Miała długie, rozpuszczone, jasne włosy, okrągłą twarz i była trochę przy kości, ale całkiem ładna. No i fajny biust, jak już mówiłem. - Się ma, Klara – wstałem i uścisnąłem jej dłoń. - Klara dobrze się ma – próbowała być zabawna.- A jak się ma Romek? - Ja też mam się nieźle, zwłaszcza jak widzę tak piękną kobietę – uśmiechnąłem się zniewalająco. Zawsze dobrze na początku zmiękczyć panienkę komplementami. - Czego się napijesz? - Piwa. I kup coś do żarcia. - A konkretnie co byś przekąsiła? - Jakieś mięcho i pyry. - Mogą być frytki? - Mogą, byle dużo. Lubię sobie podjeść wieczorem, wtedy mam siłę na nocne balety – spojrzała mi w oczy i uśmiechnęła się. - Mam taką przemianę materii, że jem, jem i wcale nie tyje. Chyba wszystko mi idzie w cycki – zarechotała jak chłop, wypięła biust i pogłaskała się po tych swoich wielkich balonach. - No i gdzie ci się bardziej podoba? Na wsi czy tutaj, w Poznaniu? - spytałem złożywszy zamówienie. - No przecie, że tu! Na wsi nuda i chłopaki strasznie głupie. Tylko się ciągle pchali z łapami, klepali mnie po tyłku, macali cycki i zaciągali do stodoły na bzykanko. Prostaki i chamy zbolałe! A tu to faceci mają kulturę, i do lokalu zaproszą, i jakieś dobre żarcie kupią, i pogadają jak człowiek z człowiekiem – zaskoczyła mnie swoją bezpośredniością, ale nie dałem nic po sobie poznać. - Jak ci prostacy cię omacywali i próbowali zaciągnąć do stodoły, to co robiłaś? - prawdę mówiąc wcale nie uważałem ich za prostaków i chętnie poszedłbym w ich ślady. - Lałaś ich w pysk? - Nie no, bez przesadyzmu – nie znałem tego słowa, ale jestem człowiekiem bardzo inteligentnym, wiec domyśliłem się, co miała na myśli. - Nie jestem jakaś tam cnotka-niewydymka! Dupa nie z mydła, nie wymydli się, więc czemu miałam nie dać, jak chłopak był niczego sobie? No ale jak dobierał się do mnie jakiś śmierdzący burak, to mówiłam mu: „spieprzaj dziadu” i po sprawie. Jak facet mi się nie widzi, a jest namolny, to umiem się go pozbyć. Nie myśl sobie, że nie! Kopnę takiego w jaja i do widzenia! - A ja tobie się widzę? - trochę zaniepokoiło mnie jej wyznanie, bo nieszczególnie lubię, jak ktoś mnie kopie w moje klejnoty rodzinne. - Ty tak, jesteś całkiem całkiem. Ale nie myśl sobie, że mnie zaraz zaciągniesz do wyrka. Nie jestem taka łatwa. Najpierw musimy się poznać, pogadać chwilę i takie tam. - No to najpierw pogadajmy chwilę – chętnie się zgodziłem. - Masz całkowitą rację, że dupa nie z mydła i się nie wymydli – dalej jechałem metodą komplementów. - Wiem! - powiedziała z dumną miną. - Babcia zawsze tak mówiła, a ona życie zna, bo jest bardzo stara, najstarsza we wsi. A ty ile masz lat? - Dwadzieścia cztery. - To mój ojciec takiej starej świni nie ma! - znowu zarechotała, najwyraźniej zadowolona ze swojego prostackiego i dowcipu. - Hodujecie świnie? - No! Mamy świniaki, krowy, kozę, kury, kaczki – wszystko! I osiemnaście hektarów ziemi! Z tatusia taki dobry gospodarz, że nie ma bata we wsi! Nikt nie ma takich plonów jak my – chwaliła się z wypiekami na twarzy. - To pewnie ma dużo roboty, żeby zadbać o całą gospodarkę? - Dużo, ale ja z mamą i bracholem pomagamy mu przecie. Ja jestem bystra dziewucha i wszystko potrafię zrobić – zwierzaki nakarmić, gnój wywalić, kury ukatrupić, prosiaki wykastrować, krowy wycymbolić, knura dopuścić. A traktorem to wjadę do stodoły tyłem z dwoma przyczepami, chociaż podwórko małe i trzeba wjeżdżać po łuku. - To mi teraz zaimponowałaś, zwłaszcza z tym knurem i prosiakami – skłamałem z uśmiechem na ustach. - Po co trzymacie tę kozę? - Bo mleko od kozy jest bardzo zdrowe. No i mój głupi brachol bardzo się do niej przyzwyczaił – zaśmiała się. - Powiem ci coś w tajemnicy, ale nikomu nie mów! - Dobra – spojrzałem na nią z ciekawością, spodziewając się wyjawienia jakiegoś wielkiego, strasznego, rodzinnego sekretu. - Przysięgnij się! - No dobra – wymownie uderzyłem się pięścią w serce. - Gadaj! - Ale na ucho! - przysunęła się do mnie bardzo blisko i zbliżyła wargi do mojego ucha. - Kiedyś weszłam po ciemku do obory – mówiła cichym głosem – i zobaczyłam, że brachol stał za kozą i trzymał ją za ogon. Nie wiedziałam, o co chodzi, podkradłam się bliżej, patrzę, patrzę, ciemno jak w dupie... - I co? - próbowałem przyspieszyć jej wypowiedź, bo już zżerała mnie ciekawość. - Ciemno jak w dupie, ale trochę było widać... No i patrzę, patrzę, patrzę... a ten skończony kretyn wiesz co robił? - Co? - Dupczył kozę! - A ona się nie wyrywała? - Nie, chyba jej się podobało, bo aż sobie cichutko pobekiwała. Wcale się nie dziwię. Bracholek ma taką wielką i grubą pałę, że wszystkie dziewuchy ze wsi uganiają się za nim. To po tatusiu. A uciec nie mogła, bo ten mój głupi brachol jednak nie jest aż takim debilem. Specjalnie ubrał gumofilce taty , bo są na niego za duże i wsadził w nie tylne nogi kozy, żeby nie mogła dać dyla. Taki cwaniak! - powiedziała z niekłamanym podziwem. - Co za spryciarz! Świetny pomysł, powinien go opatentować. A nie zauważył cię? - Na początku nie, ale jak już się cofałam do drzwi, wyrżnęłam się o widły aż sobie tyłek odbiłam. Narobiłam hałasu i od razu przestał dupczyć tę kozę, podleciał do mnie z fujarą na wierzchu i prosił, żebym nikomu nie mówiła. Dał mi stówę, więc się zgodziłam i nie puściłam pary z ust. - Jak to nie? Przecież teraz mi o tym powiedziałaś? - To się nie liczy. Ty nie jesteś z naszej wsi, więc nikt się nie dowie. - Aha. I potem przestał już dupczyć tę kozę? - A gdzieżby tam! Posuwał ją aż furczało! Ale tylko wtedy jak matuli z ojcem nie było w domu. Zawsze mu mówiłam, że lepiej, że posuwa kozę niż żeby miał trzepać kapucyna, bo od walenia gruchy mózg się lasuje i rosną włosy na rękach. - Z tymi włosami to chyba bujda – odpowiedziałem bacznie oglądając sobie dłonie. W końcu kelner przyniósł jedzenie i piwo, więc zabraliśmy się do konsumpcji. Klara pochłaniała swoją porcję z takim animuszem, że aż jej się cycki trzęsły. Ponoć to uszy powinny się trząść w takich przypadkach, ale akurat na uszy nie patrzyłem. - Jeszcze nigdy nie kochałem się na sianie – zagadałem. - Jak to jest? - Bardzo fajnie i wygodnie. Polecam! Musisz kiedyś do nas przyjechać, to się sam przekonasz. Na łące też jest super. Miałam kiedyś takiego chłopaka, który posuwał mnie dosłownie wszędzie! Na strychu, w traktorze, na przyczepie, w kurniku, na drzewie – no wszędzie! Tylko w lesie na polanie mi się nie podobało, bo oblazły mnie mrówki. Nie dość, że mnie pogryzły, to jeszcze kilka wlazło mi w cipkę i nie mogłam ich wyciągnąć! - I w cipkę też cię ugryzły? - Też! Wiesz jak mnie tam potem swędziało? Mój chłopak śmiał się, jak mu o tym mówiłam, dopiero jak mu pokazałam, to uwierzył, niewierny Tomasz! - To wprost niebywałe, że mrówki weszły ci w cipkę! - zdziwiłem się trochę za głośno, bo siedząca przy sąsiednim stoliku parka spojrzała w nasza stronę, a dziewczyna zaśmiała się.…