Horror · 10 min czytania
Klatka - Rozdział 10
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Rozdział 10
Na sali panowała ciemność. Światło było zgaszone, trwała cisza nocna. Bezimienna przewracała się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Po tym, jak ostatnio przeżyła dziwny „sen”, czuła, że wydarzy się coś złego. Jej przeczucie nie myliło jej. Kiedy leżała w szpitalnym łóżku, nagle usłyszała jakieś dziwne szmery na korytarzu i głos pielęgniarki, która odbywała nocny dyżur. Rozmowa przerodziła się w kłótnię. Dziewczyna nie słyszała dobrze, o co chodzi, ale z tego co zdążyła usłyszeć, chodziło o to, że godziny odwiedzin już się skończyły, a mimo to, ktoś przyszedł do niej. Wiedziała, że nie mógł być to Krzysiek, ponieważ niedawno wyszedł od niej i wrócił do domu, żeby złapać trochę snu. Domyśliła, że mógł to być jej prześladowca, jednak głos, który kłócił się z pielęgniarką, wydawał jej się żeński. Miała rację. Kiedy kłótnia ucichła, usłyszała kroki. Postać zbliżała się do jej sali. Drzwi otworzyły się i stanęła w nich dość wysoka postać. Było ciemno, więc dziewczyna nie widziała kto to był. Po sylwetce też nie rozpoznała. Za postacią pośpieszyła pielęgniarka, która zdążyła wezwać już ochronę. Czarna postać usłyszała, ludzi biegnących w jej stronę. Zdążyła uciec.
- Cholera, tym razem mi się nie udało – powiedziała do siebie. – Ale następnym razem zrobię to inaczej. - Nic się pani nie stało? – spytała pielęgniarka. - Nie. Byliście na tyle szybcy, że ta osoba nie zdążyła nic zrobić – odrzekła z uśmiechem bezimienna. - W porządku. A teraz proszę spróbować zasnąć. - Postaram się. Po tym krótkim incydencie, dziewczynie udało się zasnąć. Obudziła się dopiero następnego dnia rano, kiedy pielęgniarka zaczęła roznosić lekarstwa. - Mam dla pani dobrą wiadomość – powiedziała siostra oddziałowa, podając leki. - Tak. A jaką? – spytała bezimienna. - Jutro panią wypisują. Cieszy się pani? - Tak. Bardzo. To znaczy, że nic mi już nie jest? - Na to wygląda. Będzie miał panią kto odebrać. - Tak. Mój narzeczony po mnie przyjedzie. - W takim razie, gratuluję szybkiego powrotu do zdrowia. - Dziękuje – uśmiechnęła się dziewczyna.
* Agata tego dnia, była dziwnie niespokojna. Dla niej również to była ciężka noc. Nie spała. Po raz kolejny wróciły wspomnienia. Te dobre. Jednak tych złych było więcej. W końcu były one najświeższe. Zaczęła się też zastanawiać, co w tym wszystkim robił Mateusz. Nigdy jako sąsiad za bardzo się nie udzielał, aż tu nagle zaczął do niej przychodzić, informować ją o wszystkim. Coś musiało być z nim nie tak. Postanowiła, że jak go spotka, to zapyta, po co to robi. Jednak na razie, zjechała na dół. Miała iść do sklepu po jakieś zakupy. Kiedy już była przy wyjściu, jej wzrok przypadkowo skierował się ku pokojowi, w którym mieszkał Krzysztof. Widziała, go jak śpi. Podeszła do niego i pocałowała go lekko w czoło, po czym przykryła go leżącym na fotelu kocem.
- Boże, co ja robię – pomyślała. – Przecież my już nie jesteśmy razem. Po tym wszystkim, co mi zrobił, nie powinnam tak postępować. Agata była rozdarta. Z jednej strony wiedziała, że nie powinna. W końcu mocno ją zranił. Jednak wciąż coś do niego czuła. Jednak nie była to już miłość. Nie kochała go. Być może litość. Sama nie potrafiła nazwać tego uczucia. Jednak coś w środku niej, mówiło, że nie może go teraz samego zostawić. I pomimo iż był z tą dziewczyną, przez którą wszystko się zaczęło, ona chciała pomóc również jemu. A co za tym szło, również i jej. W końcu teraz byli razem.
Część 22 / 2
* Noc przed wyjściem ze szpitala, była dla bezimiennej również niespokojna. Bała się, że sytuacja z poprzedniej nocy może się powtórzyć. Sen ją powoli zmagał, ale postanowiła nie spać, żeby przypadkiem nie zostać trupem. Usiadła więc pod oknem i zaczęła czuwać. Niestety. Zmęczenie zwyciężyło i już po chwili nasza bohaterka usnęła…
Kilka godzin później
Bezimienna usłyszała skrobanie za oknem. Zerwała się z krzesła, jakby to było pod napięciem i podbiegła do okna. Zobaczyła jak ktoś wspina się po ścianie, i idzie prawdopodobnie do jej pokoju. Jej pokój mieścił się na pierwszym piętrze, więc nie było za dużego kłopotu aby się do niego dostać. Po chwili, czarna postać pokazała się w oknie. Jako, że było dość ciepło, okno było lekko uchylone, więc postać mogła bez trudu dostać się do środka. Dziewczyna, będąc cała w strachu, wycofywała się powoli w stronę drzwi. Chciała je otworzyć, żeby zawołać pielęgniarkę, lecz poczuła, że owa czarna postać, trzyma ją za rękę. Uścisk był naprawdę dość mocny. W głowie bezimiennej tkwiła jedna myśl, że to znowu mógł być ON. Niestety światło było zgaszone, więc nie mogła zobaczyć, kto ściska jej rękę.
- Puść mnie – wyszeptała łamiącym się głosem. – Czego ty ode mnie chcesz. Jeśli chcesz mnie zabić to proszę bardzo – bezimienna zerwała koszulę, odsłaniając przed postacią swoje jędrne piersi. – W samo serce proszę – powiedziała – zabij mnie i miejmy to już z głowy. Nie chcę już cierpieć. To nie na moje nerwy. - Zamkniesz się w końcu! – krzyknęła niezbyt głośno